niedziela, 2 listopada 2014

Chapter XXXV

Kryzys twórczy mi nie pomaga... wręcz dołuje :(

*****

Alison P.O.V.

- Nie macie prawa!- krzyknęłam, kiedy mundurowi wyprowadzili mnie z pokoju, skutą kajdankami. - Nic nie zrobiłam! Nie ścigałam się!- mocno szarpnęłam ręką, w ten sposób wyrywając się z uścisku policjantów. - W tej chwili macie mnie rozkuć. Pozwę was za to do sądu!- warknęłam wpadając do salonu, gdzie przebywali chłopcy. Niall momentalnie zerwał się z miejsca widząc moje skrępowane nadgarstki i wchodzących za mną gliniarzy.
- Co do kurwy...?- zaczął, ale przerwał widząc zdenerwowanych policjantów- Co to do cholery ma znaczyć?!- wskazał na mnie, a ja mimowolnie się skuliłam. 
- Proszę Pana... pańska siostra zostaje zatrzymana za udział w nielegalnych wyścigach...- odezwał się jeden z nich, mierząc mnie znudzonym spojrzeniem.
     Blondyn zacisnął dłonie w pięści zdając sobie sprawę z tego w jakie kłopoty wpadłam. Nie miałam pojęcia co zrobi, abym wykaraskała się z więzienia, ale byłam stu procentowo pewna, że w ej chwili w jego głowie rodzi się jakiś plan chronienia mnie.
- Za jakie wyścigi?- wiedziałam. Będzie udawał, że nic takiego nie robię. W sumie dobra taktyka, tylko szkoda, że gliny na to nie pójdą- Ona się nie ściga, do cholery!- podszedł do policjantów, mierząc ich wściekłym spojrzeniem. Musiałam coś wymyślić, coś dzięki czemu psy uwierzą w to, że się nie ścigałam. Z pewnością będą chcieli zobaczyć mój samochód...
- Louis...- odwróciłam się w stronę szatyna, w jednej chwili zderzając się z nim- wyjmij moje klucze do auta. Są w kieszeni.- rzuciłam szybko zezując na rozmawiających policjantów. Nie chciałam, aby coś zobaczyli. Po chwili poczułam jak smukłe palce chłopaka, powoli wyciągają moje klucze i lądują na jego dłoni. Świetnie, pierwsza część planu jest gotowa.- Daj mi swoje.
- Co?
- Louis, daj mi swoje klucze od samochodu, szybko...- mruknęłam patrząc na teraz kłócących się policjantów i Nialla. Na szczęście nikt nie zwracał na mnie uwagi. Tomlinson wsunął swoje klucze do kieszeni odsuwając się ode mnie i kręcąc głową. Później mu to wyjaśnię, teraz nie ma na to czasu.- Mam pomysł- krzyknęłam zwracając na siebie uwagę wszystkich w salonie.- Pokaże wam mój samochód i sami zobaczycie, że nie biorę udziału w wyścigach.- dodałam po chwili, uważnie mierząc się spojrzeniem z policjantami. 
- Dobra...- po krótkiej chwili i wymianie spojrzeń zgodzili się, a jeden z nich, wyciągnął z kieszeni kluczyki, uwalniając mnie.- Jeden zły ruch... a znowu w nich skończysz- syknął.
     Wywróciłam oczami, wychodząc z salonu i ciągnąc za sobą Niall'a. Jak nie uda mi się wymigać spod wizji więzienia, lepiej żebym zdążyła przekazać komuś mój plan awaryjny... a Niall wydaje się odpowiednią osobą do tego.
     Pchnęłam drzwi przede mną, wpadając do środka garażu, macając ścianę na około, szukając włącznika światła. Za każdym razem wkurzało mnie to, że nie mogłam go znaleźć, a znajdował się praktycznie obok drzwi. Po kilku sekundach, mała lampka zapaliła się nade mną, oświetlając wszystkie zaparkowane auta, jakie tylko mieliśmy. Moje, Louis'a, Harry'ego, Zayn'a, Liama i Niall'a. Swoją drogą kiedy oni zdążyli je tutaj przewieść?! Wyprzedziłam blondyna, kierując się do auta Lou, naciskając po drodze przycisk blokady. Auto radośnie zamigotało na pomarańczowo i wydało charakterystyczny dźwięk odblokowania. Otworzyłam drzwi, gestem zapraszając do środka mundurowych. Niech sprawdzają co tylko chcą.
- Co ty wyprawiasz?- Niall zbliżył się do mnie obserwując mężczyzn badających samochód- To auto Tomlinsona.
- Myślisz, że nie wiem?- warknęłam zezując na niego. Jego oczy ciskały błyskawice w stronę nieznajomych i z uwagą śledziły każdy ich ruch.- Ratuje swoją dupę.

Anonymous P.O.V.

- Nic tu nie ma...- mruknął mój towarzysz zaglądając pod tapicerkę.- Czyste. Zwykłe, sportowe i drogie auto.
- Nie...- warknąłem kręcąc głową.- Ta dziewczyna ma coś wspólnego z wyścigami. Słyszałeś naszego świadka? Dokładnie ją nam opisał i podał jej imię. To musi być ona.- skrzywiłem się, kiedy uderzyłem głową w dach samochodu.
- Może kłamał?- mój kompan zamyślił się na chwilę, skanując całe pomieszczenie wzrokiem. Blondynka stała za nami oparta o inny wóz i z ciekawością obserwowała nasze poczynania. Była nawet ładna... gdybym nie był policjantem i akurat na służbie....
- Zamykamy sprawę. Dziewczyna jest czysta- nie ma nic wpisane do kartoteki. Jej samochód nie jest przystosowany do wyścigów- gość wpędził nas w maliny. Musimy ją przeprosić i po sprawie- usłyszałem. Nie... nie możemy...- Najmocniej przepraszamy- rzucił głośniej podchodząc do dziewczyny i jej brata. Czy on czasami nie był tym sławnym Niallem Horanem?- Wprowadzono nas w błąd... obiecujemy, że nie będziemy już państwa nachodzić.
     Skrzywiłem się opuszczając garaż i wsiadając do radiowozu. Po chwili dołączył do mnie mój towarzysz wesoło pogwizdując. Zamknąłem oczy opierając głowę o nagłówek pozwalając odpłynąć moim myślom. Zabójstwem tego mężczyzny, przyjaciela Alison, zajmę się potem.

Alison P.O.V.

     Szybkim krokiem wbiegłam do domu, rzucając Louisowi kluczyki do auta i wybiegając na zewnątrz, gdzie powinna znajdować się torba z pieniędzmi. Rozejrzałam się dookoła uważnie lustrując przestrzeń i zauważając moją zgubę w krzakach. Mocnym i stanowczym ruchem wyciągłam ją z zarośli zaglądając do środka. Cała suma z wyścigu znajdowała się w środku, a ja nie miałam ochoty na nią patrzeć, albo co gorsza - wydawać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że są to ostatnie pieniądze jakie zarobił Chan w swoim życiu, co dodatkowo mnie dołowało.
- Alison.
     Odwróciłam się w stronę chłopaka stojącego kilka metrów przede mną. Zayn. Zmrużył oczy skupiając swój wzrok na torbie i robiąc kilka kroków do przodu.
- Nie mam teraz czasu, Zayn- westchnęłam starając się go ominąć, jednak Mulat chwycił mnie za łokieć i przytrzymał.- Zayn... proszę cię.
- Alison- powtórzył zacieśniając palce na moim łokciu- doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że brałaś udział w wyścigu, pomimo tego, że Niall ci zabronił- syknął.- Policja była tutaj bo miała podejrzenia, że tam byłaś, prawda?
     Westchnęłam, podnosząc głowę i patrząc w wściekłe oczy Malika. Po co mam kłamać?
- Masz rację- jęknęłam zaskakując tym chłopaka. Pierwszy raz przyznałam mu rację.- Ktoś im powiedział, że tam byłam- nie wiem kto. Musze pozbyć się wszystkich dowodów, wymontować butle z samochodu i pozbyć się pieniędzy za wyścig- wskazałam na torbę leżącą pod moimi stopami.- Więc proszę cię... puść mnie. Chce to już wszystko zakończyć, szczególnie teraz, kiedy Chan...- przerwałam starając się unormować swój oddech i powstrzymać łamiący się głos.
     Chan był moim przyjacielem. To on wprowadził mnie w wyścigi, zaraził pasją do motoryzacji...Był moim starszym bratem, którego mi wtedy tak bardzo brakowało. Ciężko jest pogodzić się z jego śmiercią.
     Mulat puścił moje ramię, ścierając płynące po moim policzku łzy. Podrapał się po brodzie, a po chwili mocno mnie objął i przytulił.
- Al... cholera. Nigdy nas tak nie strasz.- szepnął w moje włosy- Niall odchodził od zmysłów, nie wiedząc, kiedy masz ten wyścig. A kiedy wasza mama zadzwoniła z informacją, ze się pocięłaś.... obiecaj mi, że nie weźmiesz już nigdy udziału w tych bzdetach. Obiecaj- powiedział odsuwając mnie na długość swoich ramion. Skinęłam głową, odwracając wzrok i podnosząc czarny materiał z ziemi.
- Musze się tego pozbyć.
- Jak chcesz to zrobić?
- Oddam ją chłopakom- rzuciłam kierując się w stronę wejścia do domu. Zignorowałam zaciekawione spojrzenie Harry'ego oraz zaniepokojenie Niall'a. Chciałam jak najszybciej pozbyć się tych pieniędzy i zapomnieć o całej sprawie. 
     Otworzyłam drzwi auta, wrzucając na tylne siedzenie torbę, sama zajmując miejsce kierowcy. Obniżyłam kierownicę, odsunęłam fotel, a następnie położyłam dłoń na kluczyku tkwiącym w stacyjce. Westchnęłam cicho, zdecydowanym ruchem przekręcając go i odpalając auto, czemu towarzyszył znajomy ryk silnika. Mimowolnie na moich ustach pojawił się uśmiech zadowolenia i satysfakcji. Chyba trudno będzie mi się pozbyć przyzwyczajeń do szybkiej jazdy.
     Okręciłam się spoglądając na podjazd i otwartą bramę, delikatnie wciskając pedał gazu, aby wycofać auto. W tym samym momencie drzwi od strony pasażera otwarły się, a na siedzenie obok mnie wskoczył Zayn. Wcisnęłam gwałtownie hamulec mrużąc oczy i spoglądając na niego.
- No co?- wzruszył ramionami- obiecałem Niallowi, że będę cię pilnował.- rzucił, podciągając rękawy kurtki aż do łokci. Wywróciłam oczami mamrocząc pod nosem obelgi skierowane w stronę brata, ale już bez zbędnych komentarzy wycofałam auto i wyjechałam na drogę, wciskając gaz. - Cholera, zapomniałem że jeździsz jak wariatka- jęknął chłopak zamykając oczy.
     Szybkim ruchem zmieniałam biegi, chcąc jak najszybciej znaleźć się w miejscu, gdzie podejrzewam mogli być Zack i Erick. Nie mam pojęcia czy bagna będą odpowiadać Zaynowi... w sumie sam się w to wpakował wsiadając ze mną do auta.
     Po pół godzinie wjechałam do lasu, odczuwając zmianę położenia. Z gładkiego asfaltu wtoczyliśmy się na błotnistą ścieżkę, prowadzącą tylko do jednego miejsca. Do dobrze ukrytego domu. Nikt nie wiedział o jego istnieniu... oprócz naszej grupy i teraz Zayn'a.
- Piśniesz komuś słówko na temat tego domu, to urwę ci jaja- mruknęłam, kiedy zza drzew wyłaniała się spora rozmiarów willa. Muszę przyznać, że Zack- do którego dom należał- nie krył się z tym, że ma kupę kasy. 
     Zaparkowałam na podjeździe, szybko wyskakując z auta i zgarniając torbę. Podeszłam obok Zayna, chwytając go za rękę i ciągnąć w stronę frontowych drzwi. Lekko je pchnęłam wchodząc do środka od razu rozglądając się po pomieszczeniu.
- Erick! Zack!- krzyknęłam w głąb korytarza, a po chwili usłyszał głośny odgłos zbliżających się kroków, a następnie zza rogu wyłonił się Zack.
- Alison!- zawołał podchodząc do mnie i mocno ściskając- W końcu cię wypuścili... A to jest...- dodał spoglądając na mojego towarzysza.
- Zayn- powiedziałam, wchodząc do salonu, gdzie na kanapie siedział Ercik. Rzuciłam na jego kolana torbę, nie kłopocząc się z jej otwieraniem. Mężczyzna uniósł w zdziwieniu brwi, powoli odpinając zamek i wysypując z niej całą zawartość.- Sto tysięcy- rzuciłam odpowiadając na jego nieme pytanie. Podeszłam do niego, wyciągnęłam z jego ręki otwarte piwo a następnie usiadłam na fotelu naprzeciw zaszokowanych przyjaciół.- Kasa za wyścig. Możecie ją wziąć, mnie nie będzie potrzebna- mruknęłam zanurzając usta w ziemnej cieczy.
- Żartujesz sobie?- zawołał szatyn klękając obok leżących na podłodze plików banknotów.- Za jaki wyścig tyle płacą?
- Nie wiem. Chan nie zabrał swojej części. Zostawił wszystko, mimo, że wyraźnie powiedział, iż jego część została odłożona.
     Mężczyźni spojrzeli na mnie z zaskoczeniem, a ja zażenowana spuściłam wzrok na dłonie trzymające butelkę. Co miałam im powiedzieć? Że Chan coś podejrzewał? Że specjalnie nie wziął swojej części, wiedząc o tym co się stanie? To jest niemożliwe. 
     Odłożyłam butelkę na stolik, popychając ją w stronę właściciela i wstałam z fotela. Omiotłam wzrokiem pomieszczenie w którym każdy z nas mógł się zatrzymać, gdyby coś się stało. To była nasza jedyna miejscówka, o której gliny JESZCZE nie widziały...
- Odchodzę.- powiedziałam cicho, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wszyscy w pokoju mnie usłyszą.- Nie będę już się ścigać. To miał być ostatni wyścig, miałam zgarnąć kasę dla Chana i to zrobiłam. Zróbcie z nią co chcecie.- spojrzałam na nich biorąc do ręki jeden banknot- Wiecie gdzie mnie znaleźć, będziecie mogli zawsze do mnie przyjść, abo zadzwonić gdy będziecie potrzebowali pomocy, ale proszę... nie dzwońcie i nie informujcie mnie o kolejnym wyścigu, Skończyłam z tym. Już na dobre.- odrzuciłam papierek, odwracając się do niech plecami.
     Zacisnęłam dłonie w pięści, chwytając Zayna pod ramię i opuszczając dom przyjaciół. Trzeba zacząć żyć od nowa, na zupełnie nowych zasadach.


*****************

Okej, a więc:
1) PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ ZWŁOKĘ- jaki powód? Przeczytajcie ostatnią notkę.
2) Dziękuję moim hejterom- mimo, że na początku czytając wasze wiadomości poczułam się ''jak śmieć'', to daliście mi niezłego kopa i zastrzyk energii. Chciałam Wam pokazać, że tak łatwo się nie poddaję ;)
3) Dla uspokojenie wszystkich: od samego początku wyznaję zasadę, że MUSZĘ dokończyć opowiadanie, które piszę, więc NIGDY nie zostawię go na jakimś odcinku bez zakończenia. Musiałoby się coś naprawdę stać abym tego nie zrobiła...
4) Zdaję sobie sprawę, że ten odcinek nie jest najlepszy- przynudza- i to strasznie. Obiecuję, że to ostatni z serii tak nudnych. W następnym... zbliżamy się do akcji, która chodzi po mojej głowie od samego początku, czyli od prologu :D
5) Postaram się dodać już odcinki w miarę regularnie, czyli co weekend ( sobota albo niedziela)
6) Jesteśmy na prawie końcu bloga. Może zostało jakieś 10-15 odcinków, nie jestem pewna- akcja będzie teraz przyśpieszać, a nie wlec się... wolniej niż żółw :)
7) Dziękuję wszystkim tym, którzy pozostali ze mną i cierpliwie czekali. Nie będę składać Wam obietnic, bo pewnie już zauważyliście, że często się z nich nie wywiązuję. Musze to zmienić :)
8) Miłego czytania! ( albo rozmyślania- bo jesteście już po :P )

czwartek, 30 października 2014

Ogłoszenie | odpowiedź na hejty


''Droga autorko opowiadania o Alison.
Czy łaskawie możesz mi powiedzieć, kiedy będzie nowy odcinek na twoim blogu?! Pisałaś, że potrzebujesz dwóch tygodniu na odpoczynek – okej rozumiem. Ale te dwa tygodnie to przeciągnęły się już w miesiąc. Ogarnij się dziewczyno i zrób coś ze sobą. Jak mamy czekać na nowy odcinek, kiedy nie dotrzymujesz obietnic?! Nie wiem kim jesteś, ale z łaski swojej rusz dupę i coś dodaj bo wszyscy czekają na nowy odcinek.  Wiesz jak się w tej chwili zachowujesz? Jak jakaś rozwydrzona suka i nie wiadomo jaka gwiazdeczka. Otwórz oczy, bo niedługo NIKT nie będzie czytał twojego opowiadania.

Ogar laska .''

      Okej. ODPOWIADAM OSOBIE, KTÓRA MI TO WYSŁAŁA: Tak, doskonale zdaje sobie sprawę, że nie dodałam odcinka tak jak obiecałam i wiesz co? ŹLE SIĘ Z TYM CZUJE. Wiem, że zawiodłam wszystkich których czytają, ale to nie jest takie łatwe usiąść i coś napisać- szczególnie teraz, kiedy mam ZA DUŻO spraw na głowie. Dla Twojej wiadomości: w obecnej chwili jestem w klasie II LO i mam ZAGROŻENIE z matmy, z którego próbuje wyjść. Chcę coś dodać, naprawdę - mam spisany plan na kolejne 5 odcinków, ale naprawdę... nie mam czasu usiąść i zacząć pisać. Postaw się w mojej sytuacji, zawalam szkołę, uciekają mi terminy, nie sypiam po nocach, przygotowując się do testów i pisze scenariusz na prośbę nauczycielki. Nie mam czasu zrobić w domu zadania domowego, robię je dopiero na przerwach następnego dnia. W domu też kolorowo nie mam, ciągłe wizyty u lekarza i faszerowanie się tabletkami nie jest takie fajne okej? Szczególnie kiedy po prochach jesteś ospały i nie marzysz o niczym innym ja pójściu spać.... czy na moim miejscu byłabyś wstanie coś napisać?

     Wyjaśnienia są żałosne, wiem- ale nie chce powtarzać klasy, nie chce być wiecznie pokłócona z rodziną czy przyjaciółmi- oni są dla mnie ważni, tak jak moje zdrowie.

     To nie jest jedyna wiadomość jaką dostałam. Trochę dziwnie się poczułam widząc ogrom listów od Was, niektóre z jednym pytaniem: ''Kiedy nowy odcinek?'' a inne w stylu tego który wkleiłam na górze. Okej rozumiem- zawiodłam na całej linii, macie prawo być na mnie źli, macie prawo mnie hejtować, ale nie macie prawa mnie obrażać. Z całym szacunkiem- nie znacie mnie, nie wiecie jaka jestem w realu, tak samo jak ja nie znam Was. Czy ja Was obrażam? Nie. Więc proszę... uszanujcie to.

     Dla wiadomości: Pracuję nad kolejnym odcinkiem i mam ogromną nadzieję, że dodam go w weekend. Dziękuję wszystkim osobom, które skutecznie mnie broniły przed hejtami. Dziękuję i przepraszam.

Ch.

niedziela, 28 września 2014

Urlop

Taaak. Zapewne czekacie na nowy odcinek. Chapter XXXV nie pojawi się dzisiaj, za co bardzo Was przepraszam. Chyba wszyscy zauważyli, że odcinki stają się krótsze, bardziej nudne... Dlatego, chcąc uchronić Was przez całkowitym zaśnięciem w trakcie czytania:
ZAWIESZAM BLOGA NA DWA TYGODNIE.

Wiem, ja też tego nie chcę, ale muszę odpocząć przez chwilę, nabrać jakiś nowych pomysłów i zacząć patrzeć na bloga tak samo jak na początku. Mam nadzieję, że nie odejdziecie, że poczekacie te 14 dni. 
W ciągu tych dwóch tygodni, znajdziecie mnie na blogu o Taylor ( Tokio Hotel), gdzie opublikuję epilog, oraz na blogu o Nieznajomym ( do końca zostały tam już tylko dwa odcinki). Kiedy tutaj wrócę, będę prowadzić już TYLKO dwa blogi, a nie jak teraz pięć.
See you soon i mam nadzieję, że zobaczymy się w tym samym gronie.
Kocham Was, i jeszcze raz przepraszam.
Zawieszenie to okropne słowo, nie lubię go używać, ani widzieć na jakimkolwiek blogu, dlatego... nazwę to inaczej. Biorę dwutygodniowy urlop :D O. I od razu inaczej brzmi... tak bardziej... pozytywniej.
Ch.
P.S. Blog znajdziecie również na Wattpad: KLIK

poniedziałek, 22 września 2014

Chapter XXXIV

******

Aliosn P.O.V.

     Z okrzykiem radości rzuciłam się na łóżko wypuszczając ze świstem powietrze. W progu pokoju, z uśmiechem na ustach stał Louis, ciągle trzymając moją torbę ze szpitala. Szatyn nie zgodził się na to,  abym niosła swoje rzeczy,  tłumacząc się tym,  że nikt nie chce widzieć mnie ponownie podpiętą do różnych maszyn. Wdałamsię z nim w małą kłótnie,  jednak mimo to nie udało mi się nic wskórać, a Louis został moim chłopcem na posiłki.
     Chłopak odłożył ją koło drzwi i pomału podszedł do mnie, a chwilę później leżał już na pościeli z rękami pod głową, wpatrując się w sufit. 
- Jak się czujesz?- zapytał przenosząc swój wzrok na mnie. Zażenowana przewróciłam oczami, uświadamiając sobie, że podczas ostatnich kilka minut ciągle słyszę to samo pytanie. Na samym początku zapytał się mnie o to Niall, potem Liam, Zayn, nawet Harry wykazał zainteresowanie moim stanem zdrowia. W domu, oczywiście rodzice, rzucili ten sam tekst, więc miałam nadzieję, że Louis odpuści. Jak widać...  Nie ma mowy. 
- Bardzo zabawne, wiesz?- rzuciłam podnosząc się i kładąc głowę na jego torsie. Jego ręka automatycznie powędrowała do moich włosów, bawiąc się jednym kosmykiem. Odkąd pamiętam, zawsze gdy leżeliśmy razem obok siebie, to była właśnie nasza pozycja. Na samym początku chłopcy myśleli, że jesteśmy parą, jednak po kilku razach, zdążyli się już przyzwyczaić do naszych zachowań. Gdyby jakiś postronny obserwator widział nasze zachowanie, na sto procent wziąłby nas za parę, wnioskując to z samego leżenia i obejmowania.
- No weź...- zaśmiał się przez co jego klatka piersiowa lekko zadrżała. - uwielbiam cię wkurzać...- dodał po chwili.
- Spadaj...- wymamrotałam, wpatrując się w sufit.- Louis... wyciąłeś torbę z mojego bagażnika?- zapytałam poprzypominając sobie o pieniądzach. Szatyn podniósł się, przez co natychmiast opadłam na łóżko. Obserwowałam jak podchodzi do szafy, otwiera ją, a po chwili na środku pokoju ląduje ogromna szara torba z pieniędzmi z wyścigu.
     Poderwałam się i upadłam na kolana obok torby, jednym szybkim ruchem otwierając zamek. Chwyciłam materiał, odwracając go do góry nogami, a po chwili do moich uszu dobiegł szelest spadających pieniędzy. Zmrużyłam oczy, widząc, że jest tego trochę za dużo.
- Nie... to niemożliwe- wyjąkałam szybko przeliczając gotówkę. Po kilku minutach zamknęłam oczy, chowając głowę w ramionach- Chan, ty idioto...
- Alison? Co jest?- usłyszałam głos Lou, a następnie poczułam jak przyciąga mnie do siebie.
- Chan nie zabrał swojej części...- wyjąkałam.- Zostawił mi całą wygraną... całe sto tysięcy.
     Chłopak delikatnie gładził mnie po ramieniu, wpatrując się w wysypane pieniądze. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego Chan zostawił mi wszystko, nie zabierając swojej i chłopaków działki. Nie taka była umowa....
     Westchnęłam odsuwając się kolejny raz od ramion Tommo, niepewnie podchodząc do okna i wyglądając przez nie. Na podjeździe stał niebieski samochód z światłami na dachu. Policja. Cholera.
- Kurwa...- jęknęłam podbiegając do dywanu i z zawrotną prędkością, pakując pieniądze do torby.- Psy tutaj są... Schowaj ja gdzieś, nie mogą tego zobaczyć.
     Rzuciłam chłopakowi materiał, biegnąc w stronę łóżka i siadając na nim. Louis rozglądał się przez chwilę po pokoju, poczym szybko przeszedł do okna, otworzył go i wyrzucił torbę na zewnątrz. Przez chwilę nie było nic słychać, jednak po sekundzie do moich uszu dobiegł głośny plusk i krzyk zaskoczonego Harry'ego.
- Ej!- wrzasnął. Zaciekawiona podeszłam do chłopaka spoglądając w dół.- Co to było?
- Kopnij ją pod ścianę, nikt  nie może jej zobaczyć...- syknął, zamykając okno i odwracając się do mnie przodem. Z korytarza dobiegły do mnie kroku kilku osób. Już tu idą.- Alison... przepraszam za to.- rzucił, spoglądając na mnie.
     Zdezorientowana spojrzałam na chłopaka, kiedy nagle szybko zostałam przyciągnięta do niego, a nasze usta... zetknęły się. Zaszokowana odwzajemniłam pocałunek, a po chwili Louis podniósł mnie i oparł o ścianę. Instynktownie wsunęłam swoje ręce w jego włosy, przyciągając go bliżej siebie. O matko. Czy ja własnie całuję się z Louisem Tomlinsonem?
     Do naszych uszu dobiegło głośnie chrząkniecie, więc szatyn niechętnie odsunął się ode mnie, pozwalając mi stanąć na własnych nogach. Spojrzałam w stronę drzwi, gdzie zauważyłam dwójkę policjantów i zdezorientowanego Nialla.
- No... ja... - wyjąkał patrząc raz na mnie, raz na Lou.- Tomlinson musimy wyjść... pogadać.
     Louis westchnął, całując mnie w czoło i opuszczając mój pokój razem z blondynem. Zostałam sama z policjantami.
- Alison Evans, prawda?- Zapytał jeden z nich nieznacznie się uśmiechając. Skinęłam głową, podchodząc o łóżka i siadając na nim.- Chcemy panią przesłuchać w sprawie zabójstwa Chana Song. Czy jest nam pani w stanie odpowiedzieć na kilka pytań?
     Skinęłam głową, biorąc do ręki jedną z poduszek. Wygląda na to, że czeka mnie długi ranek.

Louis P.O.V.

     Cicho zamknąłem drzwi do pokoju Alison, schodząc po schodach do salonu. Na karku czułem ciepły oddech Horana, a po jego krokach mogłem wywnioskować, że jest wściekły. Rozumiałem go, na jego miejscu również bym był, gdybym przyłapał moją siostrę na całowaniu się z jakimś kolesiem, albo z jednym z moich przyjaciół. W sumie to cud, że nie rzucił się na mnie już w pokoju blondynki.
     Pewnym krokiem wkroczyłem do salonu i usiadłem na kanapie obok rozwalonego Zayna. Wyrwałem mu z dłoni piwo, odlewając sobie część do stojącego obok kubka. Mulat nawet nie drgnął, był przyzwyczajony, że alkohol, dość długo nie postoi w jego posiadaniu, kiedy znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu. 
- Louis...- spojrzałem na stojącego przede mną Nialla.- Co to do cholery było?
     Wzruszyłem ramionami, przykładając szklankę do ust. Co miałem mu powiedzieć? Doskonale wszystko widział, więc nawet zaprzeczyć nie mam jak.
- Do diabła!- krzyknął podchodząc do mnie.- Powiedz mi po jaką cholerę całowałeś się z moją siostrą, kiedy masz dziewczynę?!
     Zaskoczony Zayn oderwał wzrok od telewizora, spoglądając na mnie i na Nialla. Westchnąłem cicho uświadamiając sobie, że nie mogę powiedzieć mu prawdy, skoro sam jej nie znałem. Nie miałem pojęcia dlaczego pocałowałem Alison... zresztą miałem ochotę uczynić to już od kilku dni.
     Uświadomiłem sobie w szpitalu, kiedy siedziałem obok niej i obserwowałem jej pocięte nadgarstki, że ta dziewczyna jest dla mnie cholernie ważna. Nie jak siostra, czy przyjaciółka. Inaczej... tak trochę... jak dziewczyna.
- Chwila, chwila, chwila...- zawołał Mulat, podnosząc się na równe nogi.- Czy ja dobrze usłyszałem? Tomlinson całował się z Evans?- zaśmiał się klaszcząc w dłonie.- Niall cię zapierdoli, Tommo.
- Zamknij się Zayn- warknąłem w jego stronę , skupiając swój wzrok na Horanie. Złożył ręce na piersi i wpatrywał się we mnie ze złością wymalowaną w oczach. Spuściłem wzrok na trzymany przez ze mnie kubek z alkoholem, nagle tracąc na niego chęć. Odstawiłem go na stolik, zaciskając dłonie w pięści. Do diabła. Czy ja zawsze muszę się w coś wpakować?
- Musisz powiedzieć o tym Eleanor...- blondyn westchnął siadając obok mnie.- Nie mam pojęcia co się wydarzyło, tam na górze, ale według mnie El, powinna o tym wiedzieć. Gdyby ona całowałaby się z innym, na pewni by ci o tym powiedziała.- dodał po chwili.
- Wiem... ale Niall... zrozum, ja... nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem.- wymamrotałem gubiąc się.- Ja... Niall, nie mów nic Eleanor. Wkurzy się jak to usłyszy i ucierpi na tym Al, dobrze wiemy że się nawzajem nie lubią...- wystękałem patrząc błagalnie na przyjaciela. Blondynek po namyśle, skinął głową, a ja mogłem odetchnąć z ulgą. Eleanor nie dowie się moim wyskoku... mam nadzieję.
- Louis!- do salonu wpadł zdenerwowany i mokry Harry. W ręku trzymał torbę, którą wyrzuciłem z pokoju Alison. Kurwa.- Co to miało być?
- Cholera Harry...- jęknąłem zrywając się, biorąc torbę i wybiegając do ogrodu. Podbiegłem do najbliższego krzaka, gdzie wrzuciłem materiał wypchany mokrymi pieniędzmi.- Czego nie zrozumiałeś, w zdaniu: ''przesuń to pod ścianę''?- warknąłem w kierunku zdziwionego moim zachowaniem przyjaciela.
- Skąd masz tyle forsy?- zapytał, olewając moje pytanie. Zacisnąłem usta, rozglądając się dookoła.- Tam jest co najmniej ze sto tysięcy.
- Wiem...- warknąłem podchodząc do niego.- To jest kasa Alison. Policja nie może jej znaleźć.
- I dlatego wrzuciłeś torbę pełną pieniędzy do basenu?
     Wyminąłem chłopaka, wchodząc z powrotem do salonu. Czemu ja tak właściwie pomagam Al?

Alison P.O.V.

- Gdzie pani była w nocy, kiedy zginął pani przyjaciel?- padło pierwsze pytanie. Zacisnęłam zęby, żałując, że obok mnie nie było Lou... właśnie. Dlaczego mnie pocałował? Przecież... ma dziewczynę i to nie byle jaką. Piękna, szczupła, zabawna... fani ją uwielbiają... no przynajmniej ta część, która wierzy, że Louis nie jest gejem, a jest ich zdecydowanie mniejszość*. W sumie nawet niektóre Larry Shippers, nie mają nic do zarzucenia El, oprócz tego, że ''podobno'' jest brodą dla Lou i Harry'ego. Uwielbiam oglądając ich filmiki o wielkiej miłości Larry'ego na Youtube. Te dziewczyny są naprawdę genialne...- więc?
     Spojrzałam na policjanta kręcąc głową. Cholera, musiałam odlecieć.
- Zadzwonił do mnie w nocy i poprosił o spotkanie. Chciał pogadać o jednej dziewczynie w której się zakochał.- skłamałam.- Pojechałam do niego, gadaliśmy, potem odwiozłam go do domu... i... tyle.
- Nie wierzę ci- odezwał się mężczyzna stojący obok biurka, uważnie mi się przypatrując.- Brałaś udział w nielegalnych wyścigach. Odpowiesz za to.


********
*- Dla wyjaśnienia: Ja sama należę do grupy Larry Shipper i naprawdę nie hejtuję Eleanor.

Bardzo przepraszam za:
1) jakość tej notki ale niestety jestem chora i nie myślę, niestety
2) Bardzo krótki odcinek- przepraszam Was :(
3) Tydzień temu nie było odcinka, ponieważ miałam awarię w domu. Przyjaciółka potrzebowała mojej pomocy i... tak wyszło :(

+ chcę Wam podziękować. Za co? Otóż... za to:
( kliknijcie to się powiększy )

Padłam na zawał, kiedy to zobaczyłam. Dosłownie. Nie mam pojęcia jak mam wam dziękować za tyle wejść w CIĄGU JEDNEGO DNIA!
Kocham Was :D



niedziela, 7 września 2014

Chapter XXXIII

****

Alison P.O.V.

     Kolejny raz podrzuciłam telefon w powietrze, szybko go łapiąc. Przyjrzałam się dokładnie obudowie i szybce, zauważając niewielkie rysy na folijce, którą już dawno powinnam wymienić. Zmrużyłam oczy naciskając klawisz blokady, skupiając swój wzrok na tapecie. Śpiący Lou... nie byłabym sobą, gdybym nie umieściła takiego pięknego widoku na zdjęciu. I tak... całkiem przypadkiem ustawiłam ją sobie jako tapetę, nie miało to nic wspólnego z tym co do niego czuję... cholera.
     Moje uczucia względem szatyna nie zmalały jak sądziłam, wręcz przeciwnie - wzrosły. Coraz trudniej było mi się kontrolować przed tym, aby nie chwycić go za rękę i przytrzymać, albo pocałować. Zagryzałam mocno wargi za każdym razem, kiedy się do mnie zwracał, albo patrzył. Cholernie trudno było mi opanować przyśpieszone bicie serca, poprzez nieznośnie urządzenie przypięte do mnie. Za każdym razem, kiedy niekontrolowanie zaczęło pikać, miałam ochotę zapaść się pod ziemię i modlić się o to, aby nikt nie wpadł na to, dlaczego moje serce przyśpiesza za każdym razem, kiedy Louis znajduje się obok mnie.
     Zerknęłam na godzinę, ponownie blokując telefon i opierając głowę o poduszki. W sali szpitalnej na chwilę obecną przebywałam sama, jednak doskonale wiedziałam, że długo to nie potrwa. Lada chwila wpadnie któryś z chłopaków, albo ich dziewczyn, które zaraz po tym jak dowiedziały się o moim kolejnym już pobycie w szpitalu, spakowały najpotrzebniejsze rzeczy i przyleciały do Irlandii. Byłam zła na siebie, że przez moją głupotę, wszyscy się zlecieli, aby mieć na mnie oko i wspierać w tych trudnych chwilach. Gdybym nie podcięła sobie nadgarstków w łazience, do niczego by nie doszło i nie leżałabym teraz tutaj, tylko w swoim łóżku i użalała się nad sobą.
     Czasami przyłapywałam się na tym, że myślałam o Chanie. Brakowało mi tego radosnego Japończyka i plułam sobie w brodę, że przywiozłam go do domu. Mogłam pojechać okrężną drogą, powiedzieć, żeby nocował u mnie, cokolwiek, aby tylko nie wszedł do tego przeklętego domu. Chan nie był zły, owszem ścigała go policja, był poszukiwany, ale nigdy nie skrzywdził nawet muchy, zawsze starał się wszystkim w okół siebie pomóc, był dla mnie... jak starszy brat.
     Ponownie spojrzałam na wyłączony telefon, marszcząc brwi, kiedy ekran wesoło zamigotał sygnalizując wiadomość tekstową. Niechętnie wzięłam go do ręki, przesuwając palcem i czytając wiadomość.
''W jakiej sali leżysz?''
     Znieruchomiałam wpatrując się w nadawcę. Zack. Cholera, co on tu robi? I skąd wie, że jestem w szpitalu?
'' Skąd wiesz, że jestem w szpitalu?''
     Nie minęła nawet minuta, kiedy otrzymałam wiadomość zwrotną. Zack był zniewalająco szybki w odpisywaniu na SMSy. Czasami było to niemal błogosławieństwem, a niekiedy przekleństwem.
''Dowiesz się. Gadaj, chyba, że mamy wydusić to z tej uroczej pielęgniarki? Nie chcemy tracić czasu na niepotrzebne gówno...''
     Zrezygnowana, podałam przyjacielowi numer sali, czekając aż się zjawi z swoim towarzyszem. Nie miałam pojęcia kogo postanowił ciągnąć ze sobą, aż do Irlandii, a ciekawość zżerała mnie od środka. Niecierpliwe wpatrywałam się w drzwi prowadzące do mojej sali, nie chcąc przegapić, kiedy metalowa klamka opadnie w dół. 
     Kilka sekund później drewniana powłoka uchyliła się, a ja mogłam zobaczyć zmęczoną twarz bruneta i zdenerwowaną szatyna. Zamrugałam zaskoczona oczami orientując się, że za ogromnym chłopakiem, znajduje się o wiele chudszy i niższy mężczyzna z zarostem na twarzy. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się kogo on mi przypomina a po chwili...
- Erick!- wyrwało mi się, a na twarzy wymienionego pojawił się zmęczony uśmiech. Szybko przeszedł dzielące nas kilka metrów i mocno mnie przytulił. Zaskoczona nieśmiało objęłam chłopaka za szyję, zamykając oczy. Jak mi tego brakowało...
- Co ci przyszło do tej głupiej głowy?- wyrzucił z siebie, odsuwając mnie na długość swoich ramion.- Po jaką cholerę podcięłaś sobie żyły?
- Ja...- jąkałam się. Nie miałam bladego pojęcia co mam powiedzieć chłopakom. Cholera- czułam się winna...
- Winna?- zagrzmiał Zack siadając na krześle obok łóżka i krzyżując ręce na piersiach.- Czemu miałabyś czuć się winna?
- Bo gdybym przyjechała kilka minut później Chan by żył!- wykrzyczałam, czując jak łzy powoli zbierają mi się do oczu.
- Alison...- mruknął patrząc w moje oczy.- Ty nie zbiłaś Chana. W jego domu podłożona była bomba, reagująca na ruch, więc nawet gdybyście przyjechali później i tak by wybuchła z chwilą, kiedy Chan otworzył drzwi, Nic nie mogłaś na to poradzić.
     Spuściłam głowę, oplatając rękoma kolana i zaciskając mocno dłonie w pięści. Przez cały pobyt tutaj, starałam się trzymać z dala tematu śmierci Japończyka, ale jak widać... najprościej będzie jak się z nim zmierzę. Z moich ust wyrwał się cichy szloch, a urządzenie monitorujące pracę serca, zaczęło nieznośnie pikać.
- Uspokój się... nie możesz się tym przejmować bo się wykończysz...- usłyszałam. Wzięłam głęboki wdech, starając uspokoić rozszalałe serce.- Posłuchaj mnie...- poczułam jak wielkie i silne dłonie Zacka chwytają mnie za ramiona.- Wiem, że nie chcesz do tego wracać, ale musisz... musimy dowiedzieć się, kto za tym stoi. Opowiedz nam wszystko od samego początku.
     Podniosłam głowę wpatrując się w ciemne oczy chłopaka. Wiedziałam, ze Chan był również jego przyjacielem i zasługuje na to, aby dowiedzieć się jak zginął. Jeżeli uda im się znaleźć tego, który go zabił... będę im wdzięczna.

Niall P.O.V.

     Mocniej ścisnąłem kaptur wchodząc do szpitala. Wokół mnie kręciło się kilkoro reporterów, którzy z niewiadomych źródeł, dowiedzieli się, że One Diretion kręciło się po tych korytarzach. westchnąłem zrezygnowany, uświadamiając sobie, że trzeba będzie wyłożyć większą sumę pieniędzy, aby nikt nie pisną ani słowa o Alison.
     Nie wstydziłem się siostry. Wręcz przeciwnie, byłem z niej cholernie dumny, jednak... nie chciałem, aby przez moją sławę cierpiała. Doskonale wiem, co by się działo, gdyby media dowiedzieli się o jej istnieniu - wszędzie, gdziekolwiek by się ruszyła, byłaby obserwowana przez paparazzi, zostałaby wystawiona na języki, wszyscy by ja zaczęli krytykować... A gdyby dowiedzieli się, że została zamieniona w szpitalu, zaraz po urodzeniu -  dopiero byłaby wojna. Wszystko to co do tej pory robiłem, było z troski o Alison.
     Nigdy, nie mogłem być tak dumny z dziewczyny co teraz. Miała zniewalająco silną psychikę, sądziłem, że po śmierci swojego przyjaciela i bycia tego świadkiem - zamknie się w sobie, przez co będę musiał zostać na dłużej w Mullingar, aby do niej dotrzeć. A tym czasem, owszem, starannie unikała tematu wypadku, ale nie wyglądała na tak zdesperowaną, aby odciąć się od wszystkich.
     Zamrugałem oczami, przekraczając próg windy i wciskając guzik z odpowiednim piętrem gdzie leżała blondynka. Zrzuciłem z głowy kaptur przeglądając się w lustrze i poprawiając swoje zmierzwione włosy. Uśmiechnąłem się do swojego odbicia i niedbale oparłem się ramieniem o ścianę, odliczając kolejne piętra.
     Winda w końcu wydała z siebie charakterystyczny dźwięk i powolnym krokiem wyszedłem z niej kierując się w stronę korytarza pokoju Al. Po kilku metrach zatrzymałem się pod salą dziewczyny zaglądając do niej przez okienko, marszcząc brwi.
     Tyłem do mnie siedziało dwóch mężczyzn, którzy z niezmierną ciekawością przysłuchiwali się słowom blondynki. Jeden z nich, siedzący bliżej mnie, ubrany był w skórzaną kurtkę, która opinała jego mięśnie. Co chwilę rozluźniał i zaciskał dłoń, starając się opanować emocje. Jego towarzysz. wyglądał na zwykłego cherlaka bez mięśni. Widać było po jego postawie, że jest zmęczony i zdenerwowany. 
     Twarz Alison była cała blada z czerwonymi plamami na policzkach. Widziałem jak z jej oczu wypływają łzy i mocno zaciska dłoń na kołdrze. Zmrużyłem oczy zauważając jej trzęsącą się rękę. Kimkolwiek byli nieznajomi, zrobili coś przez co Ali... się popłakała.
     Zacisnąłem zęby, robiąc kilka kroków do przodu. Pora to zakończyć. Wyciągnąłem rękę, aby nacisnąć klamkę i...
- Pan Horan?- Do moich uszu dobiegł głos lekarza prowadzącego. Odwróciłem się i skinąłem głową.- Czy poświęci mi Pan chwilkę? Chcę omówić wyniki badań...- rzucił, a ja niepewnie zerknąłem na salę obok. Dziewczyna, wycierała policzki z łez, a jeden z mężczyzn usiadł obok niej i objął ramieniem. 
- Oczywiście.- mruknąłem wchodząc za lekarzem do gabinetu.

Alison P.O.V.

     Odetchnęłam głęboko, starając się uspokoić. Powrót do wydarzeń z kilku poprzednich godzin, nie był przyjemny, ale wiedziałam, że jestem to winna chłopakom. Kiedy tylko opuścili salę, chwyciłam poduszkę, przystawiłam ją do twarzy i krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam. Nie powiem, żebym poczuła się lepiej, ale chociaż pozbyłam się większość negatywnych emocji.
     Jakieś dziesięć minut po wyjściu Zacka i Ericka do sali wpadł uśmiechnięty Niall. Zmierzyłam go uważnie spojrzeniem, stwierdzając, że musiał się czegoś dowiedzieć. Blondynek, usiał na krześle i spojrzał na mnie przekrzywiając głowę.
- Co jest?- zapytałam po kilku minutach milczenia. Ciekawość jednak wzięła górę.
- Rozmawiałem z twoim lekarzem- rzucił klaszcząc w dłonie. Uniosłam zaskoczona brwi. Zachowywał się jak małe dziecko.
- I?- dodałam, kiedy nie kontynuował.
- Iiiii.... jutro z samego rana, zabieram cię do domu!- wykrzyczał uśmiechając się. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, a po chwili zaczęłam się głośno śmiać z wygibasów brata. Latał po całej sali i cieszył jak małe dziecko z otrzymanego właśnie lizaka.- A więc... jutro zabieram cię na zakupy i nie znoszę sprzeciwu!- krzyknął kiedy w końcu się uspokoił.
     Wzruszyłam ramionami. I tak mu nie odmówię... nie ma szans.

*********
Okej.... a więc...
1) Przepraszam, że odcinka nie było w środę. Zaczęła się szkoła ( a idź do diabła) a ja jestem w 2 LO więc weszły mi już rozszerzenia ( polski, historia, angielski ) i szczerze mówiąc mam ogromy nawał prac. Pierwszy tydzień a ja już mam zapowiedzianą kartkówkę, sprawdzian i wypracowanie + 27 lektur do przeczytania T___T
2) Postaram się jakoś wbić na kilka godzin w środy i MOŻE dodać odcinek, ale nie obiecuję. Kiedy tylko ten szał minie, obiecuję, że będę dodawać więcej :D
3) Blog o Dan i Liamie... A więc... nie wyrobiłam się z nowym odcinkiem - przepraszam. Prace nad blogiem ruszą, kiedy otrzymam nowy szablon :P
4) Ponownie zabieram się za zakładkę SPAM... spokojnie, zaczynam wszystko ogarniać.
5) Ktoś zasugerował, abym zaczęła publikować opowiadanie również na wattpadzie... Czy ktoś może mi powiedzieć co to dokładnie jest? >.< 
6) Mam prośbę do Was. Czy możecie napisać co sądzicie o moim blogu? Tak szczerze? I czy historia zaczęła Was nudzić, czy ( jeszcze ) nie....
Dziękuję!
7) Ogłaszam konkurs, na dalsze losy Al. Piszcie w komentarzu, jak myślicie co się wydarzy w kolejnym odcinku, a ja najciekawszy pomysł wybiorę i na jego podstawie napisze odcinek :D
8) Blogspot zaczyna coś zmieniać... najpierw czcionka, teraz panel... Ja nie chce!!

18 komentarzy = next!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Chapter XXXII


*****
Louis P.O.V.

     Powoli wszedłem do sali, gdzie leżała Alison. Jej blade, nieruchome ciało, podłączone było do różnych urządzeń, które wydawały z siebie dziwne dźwięki. Nie spuszczając z niej oczu, usiadłem na krześle obok jej łóżka, postawionym przez jedną dobroduszną pielęgniarkę i delikatnie chwyciłem jej lodowatą dłoń zamykając ją w swoich. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie na widok jej zabandażowanych nadgarstków, w miejscu, gdzie się pocięła. Gładziłem opuszkami palców jej kłykcie, zastanawiając się, dlaczego to właśnie ona musiała być świadkiem zabójstwa swojego przyjaciela. To, że było to zabójstwo z premedytacją, policja stwierdziła już na samym początku. Ktoś doskonale wiedział, kiedy Chan wróci do domu, wiedział, kiedy bomba miała wybuchnąć, doprowadzając do eksplozji.
- Oj, Alison...- rzuciłem przypatrując się jej spokojnej, śpiącej twarzy- Czy ty zawsze musisz się w coś wpakować? Szczególnie w takie bagno? Co by było, gdybyś weszła z Chanem do domu?
     Zadrżałem na samą myśl, że dziwnym cudem, dziewczyna jeszcze żyła. Gdyby coś jej się stało... nie dałbym sobie rady.
Ona jest dla ciebie ważna...
     Pokręciłem głową, pozbywając się myśli. Alison była dla mnie jak młodsza siostra. Doskonale wiedziałem co musiała czuć, w końcu wychowałem się z samymi kobietami pod jednym dachem, a blondynkę zadziwiająco łatwo było rozgryźć. Przynajmniej dla mnie.
- Wiesz, że nie możesz leżeć tak cały dzień?- mruknąłem.- Musisz się w końcu obudzić, mała. 
     Puściłem jej dłoń, podpierając głowę rękoma. To był już drugi dzień, kiedy dziewczyna leżała nie dając znaku życia. Lekarze twierdzili, że w każdej chwili może się obudzić, jednak ta chwila przeciągała się niemiłosiernie. Mieliśmy szczęście, że żaden reportażyna nie zauważył nas w Irlandii i nie podał tej informacji dalej, bo nie mielibyśmy takiego spokoju. 
     Patrzenie na nieruchomą nastolatkę, był dla mnie jak cios prosto w serce. Chciałem znowu zobaczyć jej radosny uśmiech, poczuć jej perfumy, zobaczyć jak zabawnie marszczy nos, kiedy jest zła... jak na razie pozostało mi wpatrywanie się w jej bladą twarz.
     Rodzice Niall'a odpoczywali w domu, tak samo jak sam Horan i reszta chłopaków. Zmusić blondyna do wyjścia ze szpitala, graniczyło z cudem, jako cel honorowy przyrzekł sobie siedzieć przy siostrze, aż ta się nie obudzi. Dopiero po interwencji rodziców, że nie chcą oglądać swojego drugiego dziecka w szpitalu, z niechęcią opuścił pomieszczenie, a na końcu sam szpital.
- Siedzę tak tutaj sam... nie mam się do kogo odezwać... W normalnych warunkach zaczęłabyś paplać o jakiejś nowej sukience, którą ostatnio zobaczyłaś- wyjąkałem wbijając wzrok w sufit.- Cholera, nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale brakuje mi tej twojej bezsensownej gadaniny.
     Telefon w mojej kieszeni zawibrował, zmuszając mnie do wyciągnięcia go. Na ekranie zamigotała biała koperta, sygnalizująca nową wiadomość. Od niechcenia dotknąłem jej palcem, czekając sekundę, aż wiadomość załaduje się.
'' Co z nią?''
     Parsknąłem wymuszonym śmiechem orientując się, kim był nadawca. Niall. Ten dupek miał odpoczywać, a nie pisać wiadomości! Szybko wystukałem odpowiedź, a po jej wysłaniu zablokowałem telefon. Horan, jesteś kretynem.
'' Wyszedłeś stąd dopiero 20 minut temu i jej stan się nie zmienił. Idź spać, masz odpocząć. Za chwilę będziesz wyglądał jak cień własnego siebie.''
     Spojrzałem na śpiącą dziewczynę, orientując się, że mimika twarzy nieznacznie się zmieniła... albo to ja wymyślam? Tak z pewnością...
- Fajnie by było gdybyś się już obudziła...- powiedziałem sam do siebie, odgarniając włosy z czoła.- Ten debil, przestałby się przynajmniej zamartwiać.

Alison P.O.V.

     Zmrużyłam oczy, kiedy zbyt jasne światło oślepiło mnie na kilka sekund. Westchnęłam przeciągle, powoli rozglądając się dookoła. Sala szpitalna w której się znajdowałam, nie różniła się zbytnio od tych, w których kiedyś leżałam. Była nawet łudząco podobna. 
     Podniosłam rękę, aby poprawić zaplątany kosmyk włosów, kiedy mój wzrok przykuły bandaże na nadgarstkach. Momentalnie moją głowę zaczęły zalewać wspomnienia z feralnej nocy, kiedy zginął Chan. Zbłąkana łza, zakręciła się w kąciku moich oczu, jednak szybko ją wytarłam. Nie mogłam pozwolić, aby żal po stracie Chana mnie zdołował, on by tego nie chciał.
     Odetchnęłam głęboko, spoglądając na puste krzesło obok mnie. Na szafce nocnej leżał czyiś telefon, więc byłam pewna, że nie byłam sama. Zmarszczyłam brwi, wyciągając rękę po urządzenie, jednak w tej samej chwili drzwi do sali otworzyły się, a w progu stanął... Louis.
- Alison!- zawołał uśmiechając się radośnie. Ulga jaka zagościła na jego twarzy, uświadomiła mi jak wszyscy musieli się o mnie martwić.- Nareszcie się obudziłaś!- krzyknął podchodząc do mnie i mocno obejmując. Zaśmiałam się pod nosem, czując znajome perfumy Lou. Moje ulubione...
- Co ty tu robisz?- zapytałam, kiedy szaleńczy uścisk chłopaka dobiegł końca.- Masz trasę koncertową- starałam się zignorować szaleńcze bicie serca, jednak maszyna, która była do mnie podłączona nie ułatwiała mi tego. Po sali natychmiast rozległ się przyśpieszony dźwięk, a po kilku sekundach do sali wpadł lekarz. Spojrzał na mnie, a kiedy zauważył, że jego pacjentka się obudziła, szeroko się uśmiechnął.
- Witamy wśród żywych!- zawołał, zbliżając się do mnie i spoglądając na pracę maszyn.- Widzę, że serce dobrze pracuje... jednak... wypadałoby trochę zwolnić.- rzucił zezując na Lou. Zaczerwieniłam się, zdając sobie sprawę, że mężczyzna doskonale wie, co, a raczej kto wywołał u mnie taką reakcję.- Boli cię coś?- spojrzał na mnie badawczo. Pokręciłam głową uśmiechając się.- Dobrze... poproszę pielęgniarkę, aby odłączyła cię od kroplówki. Jeżeli wyniki będą dobre, już jutro wyjdziesz...- dodał, widząc na mojej twarzy nieme pytanie. Skinęłam głową, czekając, aż doktor puści salę.
- Więc? Co ty tu robisz?- powtórzyłam rzucając Tomlinsonowi, groźne spojrzenie.
- Twoja mama zadzwoniła w nocy do Nialla, a ten narobił takiego hałasu, że chcąc nie chcąc usłyszeliśmy wszystko.- wzruszył ramionami.- Nie mogliśmy go puścić samego, więc... oto jesteśmy.
     Wywróciłam oczami, głęboko wzdychając. Wygląda na to, że mój brat siłą rzeczy dowie się o wszystkim co robię.
- Jak... jak się czujesz?- widziałam jak szatyn wypowiada to pytanie z niepewnością. Zastanowiłam się, niewiedząc co mam mu odpowiedzieć. Jak ma się czuć osoba, która była świadkiem zabójstwa swojego przyjaciela?
- Nie wiem...- szepnęłam kuląc się.- To nadal do mnie nie dotarło.
     Chłopak westchnął przyciągając mnie bliżej siebie i przytulając, przez co aparatura zaczęła nieznośnie piszczeć. Zaśmiałam się widząc, jak zdezorientowany chłopak uskakuje ode mnie, nie wiedząc co się dzieje.
- Nie chcesz wiedzieć, jak mi poszło na wyścigu?- zmieniłam temat, przekrzywiając głowę i spoglądając na niego. Skinął głową- Wygrałam.- rzuciłam od niechcenia. - Musisz wyciągnąć z bagażnika torbę z pieniędzmi. Chan...- chrząknęłam, kiedy poczułam jak mój głos się załamuje- schował ją tam zanim... u...umarł.
- Policja już się tym zajmuje- usłyszałam, ale zanim zdążyłam dopytać chłopaka p szczegóły do sali wkroczyła pielęgniarka. W tym czasie Louis wyciągnął telefon, wystukał coś na ekranie i odłożył go z powrotem.- Napisałem do Harry'ego, że się obudziłaś. Martwią się o ciebie.
-Oh...- wyrwało mi się.- A... jak tam Eleanor?- zapytałam. Dziewczyna ani trochę mnie nie interesowała, ale wiem, że rozmowa o niej na pewno uszczęśliwi Louisa. A kiedy on był szczęśliwy... ja również.
- Eleanor?- podrapał się po brodzie- Nie mam pojęcia. Ostatni raz dzwoniła... tydzień temu. Wspomniała, że ma jakieś egzaminy i musi się uczyć...
     Zmarszczyłam brwi. Egzaminów o tej porze już nie ma. Są tylko poprawki... Zmrużyłam oczy zastanawiając się, czy panna Calder, przez przypadek czegoś nie ukrywa. Po jaką cholerę miałaby okłamywać Lou? Jest dobrą uczennicą, więc na sto procent nie ma poprawki...
- Cóż... sądzę, że niedługo zadzwoni- uśmiechnęłam się. A żebyś się udławiła, suko.

Zack P.O.V.

- Zack!- nagły krzyk, spowodował, że przestraszony podskoczyłem tym samym uderzając głową o maskę samochodu. Z moich ust wydobyła się wiązanka przekleństw pod adresem osoby, która ośmieliła się mi przerwać pracę nad moim samochodem.- Zack!
- Kurwa czego?- warknąłem w kierunku Ericka, który jak oparzony wbiegł do mojego warsztatu.- Żeby to było coś ważnego, bo mi przeszkodziłeś.- mężczyzna spojrzał na mnie i warknął cicho w moim kierunku na co uniosłem do góry ręce w geście poddania.- Gadaj, czasu nie mam.
- Chan nie żyje- wyrzucił z siebie. Znieruchomiałem wpatrując się w twarz przyjaciela, mając nadzieję, że to było kłamstwo.- został zamordowany- dodał po chwili.
     Z wściekłością, zatrzasnąłem klapę samochodu, uderzając w nią z całej siły. Blacha wygięła się pod wpływem uderzenia, zostawiając na niej odcisk mojej dłoni.
- Kiedy i jak?- wysyczałem, opierając się o zniszczony samochód. Nie mogłem uwierzyć, że mój przyjaciel z dzieciństwa nie żyje.
- Wczoraj w nocy... Ktoś podłożył bombę u niego w domu.- zacisnąłem pięści, czując jak krew zaczyna we mnie buzować. Kto byłby na tyle mądry, aby... wysadzić dom w powietrze?- Ale... Zack, to nie koniec.
     Odwróciłem się kierunku jedynego przyjaciela, który mi został. Na jego twarzy widać było niepokój i niepewność, czy powiedzieć mi coś jeszcze. Zmarszczyłem brwi, oddychając głęboko.
- Po prostu to powiedz. Może niczego nie zniszczę.- mruknąłem.
- Alison była tego świadkiem. Upiła się i podcięła sobie żyły. Leży teraz w szpitalu.

~*~
Ta bum, tss...
Kto nie pamięta jak wygląda Zack i Erick- zapraszam do bohaterów :D
Dzisiaj ostatni dzień wakacji ( uuups ) a jutro pora do szkoły :( A może by tak... zrobić sobie jeszcze miesiąc wolnego?
Jak widzicie wprowadziłam narracje ( dziękuję natasza, tak btw. nie wiem czemu ale twoja nazwa skojarzyła mi się z Seleną mówiącą: '' Hi Baszia!'' :D ), i muszę przyznać... że muszę się przyzwyczaić :P
Odcinki 2 razy w tygodniu, kto się cieszy?
Co tam jeszcze... Nadrabiam zakładkę SPAM ( w końcu ) i... to chyba tyle...
Na marginesie powiem, że nigdy więcej nie kupię polskiego telefonu, nie dość, że beznadzieja, to szybko się psuje. Mam go od czerwca i już miał dwie awarie!
Okej, poskarżyłam się :D
Miłego roku szkolnego ( co ja gadam? )!!!
P.S. Wczoraj opublikowałam kolejny list TUTAJ oraz zwiastun opowiadania o Dan :D KLIK i Klik. A no i zapraszam na 5 rozdział opowiadania i pozostawienia po sobie śladu ( kochacie Liama, nie? :D ) Kliknij na mnie!
Taaa... to chyba wszystko :D

18 komentarzy ----> next!