niedziela, 30 listopada 2014

Chapter XXXIX

*****

Alison P.O.V.

     Promyki słońca opadły na moją dłoń podłączoną do kroplówki. Przede mną na łóżku leżał talerz z nadal nietkniętym śniadaniem, które Louis usilnie próbował we mnie wmusić... Jak na razie -  z marnym skutkiem.
      - Alison, proszę cię...- zajęczał przybliżając się do mnie z błagalną miną.- Słońce musisz coś zjeść, jeżeli chcesz, aby ci to wyjęli- wskazał palcem na igłę wbitą w moją żyłę. Skrzywiłam się wpatrując się w to samo miejsce co on. Pokręciłam głową spuszczając wzrok na kołdrę i zaczynając się bawić jej końcem. Natarczywy wzrok chłopaka strasznie mnie dekoncentrował przez co nie mogłam się na niczym skupić, a to, że próbował wmusić we mnie jedną z kanapek – nie pomagało. Nie miałam ochoty na jedzenie.- Ali... chociaż jedną- zaproponował biorąc do ręki największą kromkę jaka znajdowała się na talerzu i wpatrując się we mnie wyczekująco, wyciągnął dłoń w moim kierunku. Westchnęłam ostatecznie się poddając. Odbierałam ją od chłopaka i pod czujnym spojrzeniem szatyna wgryzłam się w nią.
     Tomlinson naprawdę starał się pomóc mi wrócić do normalności. Nie odstępował mnie na krok, ciągle zagadywał abym tylko ponownie się w sobie nie zamknęła albo nie przypominała ostatnich wydarzeń. Wiedziałam, że chciał abym opowiedziała mu wszystko z dnia, kiedy znalazł mnie z Niall'em, albo zgłosiła sprawę policji, ale nie byłam na to w pełni gotowa. Nie wyobrażałam sobie siebie mówiącej komukolwiek o tym co mnie spotkało. Wstydziłam się? Oczywiście, że tak. Jaka dziewczyna na moim miejscu by się nie wstydziła? Opowiedziała obcemu człowiekowi, że ktoś ją dotykał…poniżał, zniszczył wiarę w siebie…
     Niall i Louis nie naciskali. Omijali ten temat, kiedy siadali obok mnie i rozmawiali. W sumie to oni więcej mówili, a ja udawałam, że słucham, nie chcąc sprawiać im przykrości. O wiele bardziej wolałabym być sama, zwinięta pod kołdrą i zapominania przez wszystkich, ale jak widać… nie mogłam sobie na to pozwolić.
     Zacisnęłam dłonie w pięści, kiedy przypomniałam sobie ostatnią rzecz jaką pamiętałam z gwałtu. Myślałam, że po tym jak Justin mnie wykorzystał do swoich celów, odejdą i mnie zostawią. Sądziłam, że Nick miał pełnić rolę pewnego ubezpieczenia, aby upewnić się, że nikt im nie przeszkodzi… a on… najnormalniej w świecie… Kim do diabła trzeba być, aby na dopiero co zgwałconą dziewczynę, oddać mocz, poniżając ją jeszcze bardziej?!
       - Alison…- słowa Lou wyrwały mnie z gorzkich wspomnień. Uniosłam wzrok na chłopaka obserwując na jego twarzy lekkie zdezorientowanie. Powoli wyciągnął rękę i starł z moich policzków spływające łzy. Wzdrygnęłam się ten dotyk natychmiastowo odsuwając się. Byłam zła na siebie, że moje ciało samo reagowało na męski dotyk strachem, a ja nie miałam na to żadnego wpływu. – Ali…
     Przybliżyłam się bardziej do wezgłowia łóżka, natychmiastowo oplatając nogi rękoma. Chciałam być sama… nie chciałam patrzeć na to jak ranię Louisa tym, że go od siebie odsuwam. Nie zasłużył na to, on chciał mi tylko pomóc, a ja… nie byłam w stanie otworzyć się na jego dotyk. Na męski dotyk.
     Chłopak westchnął cicho chwytając talerz z kanapkami i odstawiając go na biurko. Podniósł z niego biały kubek kładąc go na szafkę nocną obok mnie, po czym wyszedł z pokoju milcząc. Zdawałam sobie sprawę z tego, że go zraniłam, ale nie byłam w stanie powstrzymać swoich odruchów.  Jeszcze nie teraz…

Louis P.O.V.

     Zeskoczyłem z ostatniego schodka wciskając w ręce przechodzącego Liam’a talerz. Skierowałem się w stronę wyjścia z domu, w drodze wyjmując z kieszeni kurtki Zayn’a paczkę fajek i zniknąłem na ganku. Usiadłem na schodach, odpalając nikotynę i powoli się nią zaciągając. Nie przejmowałem się tym, że przywłaszczyłem sobie obce papierosy, bardziej obchodził mnie stan psychiczny Alison.
     Kiedy w nocy się obudziła i wręcz błagała mnie, abym jej nie opuszczał, przez chwilę myślałem, że obejdzie się bez wizyty specjalisty, który miał uporządkować psychikę Alison na tyle, aby mogła normalnie funkcjonować. Ubłagałem Niall’a aby odłożył pierwszą wizytę, wierząc, że uda mi się dotrzeć do blondynki na tyle, że pomoc psychologa nie będzie potrzebna. Jak widać… myliłem się.
     Nie mam bladego pojęcia co się stało tego dnia po szkole, jednak cokolwiek to było, miało niewyobrażalnie silny wpływ na dziewczynę i nie pozwalało jej ruszyć dalej. A wiem, że chce. Zacisnąłem dłonie w pięści, wyobrażając sobie pochylającego się nad zapłakaną Alison chłopaka, gotowego do… zgwałcenia jej.
     Syknąłem chwytając dolną partię swojego brzucha, czując rozprzestrzeniający się po nim ból. Zawiodłem. Na całej linii. Nie ochroniłem Alison przed tym co jej się przydarzyło. Nie było mnie przy niej kiedy mnie najbardziej potrzebowała, kiedy potrzebowała kogoś, kto jej pomoże, ochroni…
     Zgniotłem niedopałek nikotyny, wyciągając kolejną białą rurkę z pudełeczka i podpalając ją. Jeżeli papieros miał mnie uspokoić… musiałem wypalić tego świństwa naprawdę dużo.
       - Mogłem się domyślić, że to ty zwinąłeś mi nową paczkę- usłyszałem. Po chwili właściciel głosu usiadł obok mnie, wyciągając papierosa z mojej dłoni i mocno się nim zaciągając. – Jak bardzo jest źle?
       - Za bardzo- mruknąłem wplatając ręce w włosy i ciągnąc za pojedyncze kosmyki.- Myślałem, że jest dobrze… powoli zaczynała rozmawiać, aż… cholera, przypomniała sobie coś z tamtego dnia i kurwa znowu. Znowu się zamknęła!- jęknąłem z bezsilności. Chwyciłem najbliżej znajdujący się kamień i cisnąłem nim przed siebie najmocniej jak potrafiłem. Musiałem się uspokoić. W takim stanie nie pomogę Al.
       - Nie wiadomo który sukinsyn to zrobił…- dodał po krótkiej ciszy Zayn.- Policja nie może nic zrobić, dopóki sama Alison nie złoży zeznań. Bez tego nie maja podstaw…
       - Gówno mnie obchodzą te ich głupie podstawy!- ryknąłem zrywając się z miejsca i wyrzucając w akcie desperacji ręce w powietrze.- Ktoś kurwa zgwałcił Alison! Psy mają obowiązek odnaleźć winnego i wsadzić gnoja za kratki! 
       - Tommo posłuchaj, chodzi mi o to…
       - Sama Alison się nie zgwałciła!- dorzuciłem ignorując słowa przyjaciela. Byłem naprawdę zdenerwowany.- Powinni się tym zainteresować, skoro zgłoszenie nadał Niall Horan, a Louis Tomlinson był świadkiem. Powinni…- przerwałem czując pieczenie na prawym policzku. Uniosłem zdezorientowany wzrok na uniesioną rękę Zayn'a, a następnie na jego twarz.- Co ty do chuja odpierdalasz, co?!
       - Uspokajam cię!- warknął chwytając mnie mocno za ramiona.- W ten sposób nie pomożesz Alison. Gliny zainterweniują, kiedy tylko Alison złoży zeznania. Do tego czasu musimy czekać, rozumiesz?
       - Pojebało cię…- zaśmiałem się wyrywając się z uścisku.- Al, nigdy ich nie złoży! Nie widziałeś jej wyrazu twarzy, kiedy coś sobie przypomina. Nie widziałeś tego obłędu w jej oczach, kiedy budzi się w nocy z krzykiem na ustach. Myślisz, że po czymś takim…- machnąłem rękoma zataczając nimi koło- ona najnormalniej w świecie  opowie o tym obcej osobie? Nie chce powiedzieć tego nawet Niall’owi! Swojemu bratu!
       - My jej nie pomożemy- zawołał za mną.- Louis, nie oszukujmy się, nawet jeżeli bardzo byś chciał- nie pomożesz jej. Nie dasz rady. To nie jest gra na instrumencie, że kilka razy będziesz coś pokazywał, a ona to powtórzy, nie. Tutaj chodzi o jej psychikę! Pozwól się temu zająć specjalistom, Louis.- powiedział podchodząc do mnie i patrząc w moje oczy. Westchnąłem, w duchu przyznając mu rację. Wygląda na to, że poległem. I już nie wstanę.- Louis. Wiem, że ci na niej zależy, nawet jeżeli sam tego jeszcze nie wiesz.- podniósł rękę do góry widząc jak chcę coś powiedzieć.- Nie oszukujmy się, nie traktujesz jej jak siostry swojego kumpla. Nie widzisz tego, ale ja tak. Ona nie jest ci obojętna.
       - Mam dziewczynę- powiedziałem automatycznie. Ja… czułem coś do… Alison? Co…?
       - Nie pierdol, doskonale wiemy, że do Eleonor nic nie czujesz. Jesteś z nią, bo dobrze wygląda na zdjęciach, zresztą jej obecność bardzo nam pomogła w promocji. Zastanów się Louis do kogo i co właściwie czujesz…- rzucił, przygniatając niedopałek butem i znikając we wnętrzu domu, zostawiając mnie z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż wcześniej.
Pieprzony Malik.

Alison P.O.V.

     Ciemność z moich oczu powoli znikała, a ja z dumą mogłam stwierdzić, że nie poddałam się ponownym wspomnieniom. Nie chciałam aby obrazy z… wypadku przysłoniły mój zdrowy rozsądek i odebrały resztki samokontroli. Nie. Chcę być silna. Dla Louisa.
     Drzwi otworzyły się, a po chwili do pokoju wszedł wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Nieśmiało uśmiechnął się do mnie biorąc krzesło spod biurka i siadając na nim obok łóżka. Zmarszczyłam brwi czując, że blondynek będzie chciał powiedzieć mi coś ważnego. I to nie będzie dla mnie coś miłego.
       - Alison…- zaczął skupiając na mnie swój wzrok.- Wiem, że… możesz czuć się zagubiona tym wszystkim co ostatnio się stało… razem z rodzicami postanowiliśmy ci pomóc…- mówił. Przechyliłam głowę mrużąc oczy, czekając aż chłopak dojedzie do sedna sprawy.- Jutro zaczynasz dwugodzinne sesje z psychologiem- wykrztusił.
     Zamarłam modląc się w myślach, aby był to jeden z głupich żartów Niall’a. Nie jestem obłąkana, aby dostać psychologa!
       - Nie jestem chora… nie jestem obłąkana- zajęczałam odsuwając się od brata na kraniec łóżka- nie potrzebuje lekarza…
Ali… psycholog nie jest po to, aby ci zaszkodzić- rzucił patrząc na mnie błagalnie- pomoże ci, uporać się z ostatnimi wydarzeniami. I wiemy Alison, że nie jesteś obłąkana, jesteś całkowicie zdrowa.- dodał po chwili chcąc mnie uspokoić.
     Pokręciłam głową zagryzając mocno wargi, aż po kilku sekundach poczułam metaliczny posmak krwi. Warknęłam cicho, wycierając usta, ciągle wpatrując się w przed siebie. Nie rozumiałam po jaką cholerę mam mieć te pieprzone sesje. Przecież… wziąwszy pod uwagę ostatnie dni, nastąpiła poprawa w moim zachowaniu. Nie leżałam już jak kłoda, podatna na wszystkie bodźce. Powoli zaczynałam rozmawiać i wykazywać podstawowe emocje na twarzy, więc dlaczego mam… mieć spotkania z psychologiem?!
     Oni się o ciebie martwią. Doskonale wiesz, że bez ich pomocy nie wrócisz do normalności…
       -… przy tobie.- zakończył blondyn, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego tępo tym samym dając mu do zrozumienia, aby powtórzył.- Ogłosiliśmy kilkutygodniową przerwę, aby pobyć z tobą i złapać tego gnojka, który…- zawahał się- … ci to zrobił.
       - Żartujesz sobie?- mruknęłam unosząc brwi w zdziwieniu. Jeszcze tego mi brakowało. Przecież fanki mnie zlinczują, bo przeze mnie ich idole musieli tutaj zostać i ogłosić przerwę!- Zabiją mnie! Przeze mnie tutaj siedzicie i one… musicie jechać, musicie kontynuować trasę, nie możecie…- wyrzucałam z siebie zdania nie mające ze sobą sensu. Byłam zdezorientowana.
       - Alison…- Niall zbliżył się powoli do mnie i położył dłonie na łóżku- Nasi fani czy tam fanki nic ci nie zrobią. Nie pozwolę im na to, aby cię krzywdzili, rozumiesz?
Kurwa Horan… Nawet nie masz pojęcia w co właśnie mnie wpakowałeś…

*****
4 strony w Wordzie! < dziki taniec>
Okej, sprawa z tłumaczeniem- załatwiona, kiedy tylko dostanę link- udostępnię go Wam :D
Jest 00:06 więc idę spać. Cały tydzień przeleżałam w łóżku, a od PN ponownie do szkoły :( 
Dobranoc i….
20 komentarzy = next!
P.S. Stwierdzam, że te 4 strony nie jest zadowalającą długością, która jest dla mnie minimum. Będę pisać chyba aż do 5 stron... w razie konieczności do 6
P.S.2. Zdajecie sobie sprawę jak trudno jest znaleźć gif albo zdjęcie na którym Niall będzie poważny?!
P.S.3 Za chwilę obok będziecie mogli wybrać odpowiednią nazwę dla Lou i Alison!

22 komentarze:

  1. Bjfjdjjrf. Uwielbiam twoj blog !!! kocham kocham kooooooocham ! :* czekam na nx ! 😍
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  2. vhvvsbxsbjsdnsd ... JAKI CUDOWNY <33333 czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski *.* czekam z niecierpliwością na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  4. I co z tego że tu piszesz regularnie jak zaniedbujesz pozostałe blogi .Patrzę blog o jakieś lenie cisza , o jakimś nieznajomym cisza . Jak chcesz pisać blogi to cholera weź jeden i otrzymuj klasę.A nie że ty będziesz mieć 385746555 blogów i wszędzie cisza.Liczę na twoją regenerację i utrzymanie się na tym blogu ,jeśli nie odejdę z obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o blog o Lenie, to ja już nie jestem jego współautorką, tylko Latte Lottie, więc zażalenia odnośnie tego bloga, proszę kierować do niej, a nie do mnie.Moją ostatnią aktualizacją na tamtym blogu, było wgranie nowego szablonu, resztą miała się zająć Latte.
      Blog o Nieznajomym również wkrótce ruszy, nie mogę się rozdwoić, tak? Też chcę mieć go już z głowy, ale nie mam na niego czasu!
      Z góry wypraszam sobie; blog o Alison jest prowadzony regularnie, oprócz przerw, które BYŁY OGŁOSZONE. Robię co mogę, fajnie jest posiedzieć sobie, poczekać na gotowe, przeczytać i napisać komentarz zawierający jedno słowo- też tak bym chciała, ale nie mogę, bo muszę usiąść i napisać odcinek, poprawić błędy i dopiero go dodać. Zapewne nie prowadzisz bloga, więc NIE MASZ POJĘCIA o tym jaka to jest praca. To nie jest takie ''hop siup'' i odcinek jest już napisany. To nie jest godzinka na napisanie, tylko KILKA GODZIN. Nad każdym odcinkiem, który dodany jest tutaj siedziałam ponad 4 godziny. I to jest samo napisanie go, a gdzie korekta, dodanie gifów, piosenek etc.? Kolejna godzina. Więc na JEDEN ODCINEK POŚWIĘCAM OKOŁO 5 GODZIN. Nie wierzysz? Proszę bardzo, nie musisz, ale taka jest prawda.
      Chcesz odejść z obserwatorów? Proszę bardzo! Nie zmuszam, abyś została. Szanuję ludzi, którzy szanują to co robię, gdybyś popatrzyła kilka postów wstecz, na moje notki pod odcinkami, doskonale zorientowałabyś się jaka jest moja obecna sytuacja i na pewno inaczej byś patrzyła.
      Słońca, ja jestem TYLKO CZŁOWIEKIEM a nie machiną do prowadzenia blogów, też mam swoje życie i szkołę.
      I kochany anonimku- jeżeli chcesz mnie hejtować, proszę bardzo, ale okaż jakikolwiek szacunek i się przynajmniej podpisz :)
      ~Ch.

      Usuń
  5. Biedna Ali :( .....
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to Ali sama zauważyła, wraca. Baaardzo,baaardzo powoli ale "reaguje na bodźce" z czego jestem zadowolona :) ale mi jest jej na prawde żal. A z chłopaków jestem niesamowicie dumna :) Oby tak dalej Charlie ;) Fantastyczny rozdział :D czekam na następny, pozdrawiam :* Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem dumna z Ali. Jezu nie mogę się doczekać aż Lou zrozumie, że coś czuje do Alison. Niech ona w końcu zacznie jeść.. Boje się, że psycholog pogorszy ta sprawę i jeszcze ich przerwa koncertowa. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze w następnym i na następnych rozdziałach.
    -Weronika :*

    OdpowiedzUsuń
  8. koooooooooooooocham Cię zdajesz sobie jak ja bardzo bym chciała rozdział w którym Alison robi się sukowata i wraca do samochodów + może [mina zamyślonej xd ]MMA czy coś takiego
    zosia ostrowska

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebiszczy odcinek !!! :* Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  10. Super, wiesz że twoje odcinki są zajebiste? Nie moge się doczekać na nowy odcinek.Trzymam za ciebie kciuki i czekam na blogu o nieznajomym.

    OdpowiedzUsuń
  11. No no
    Jak czytalam ostatnie dwa posty to normalnir mialam ochote przewinac tekst do momentu az Al bedzie rozmawiac. Nie moglam czyta jak ona tylko lezala jak "kloda". Na szczescie cos sie zaczyna dziac.
    I tutaj apel do Lou: POWIEEEEDZ JEEEJ ZEEEE JA KOOOCHAAASZZZZ! :)

    Czekam na nexta :***
    Raya

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział Zajebisty <33333333333333333333333
    Nie mogę się doczekać nowego odcinka.
    Życzę weny
    Pozdrawiam <3333333333333
    Coluś :**************************

    OdpowiedzUsuń
  13. jeju kocham tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  14. znalazłam tego bloga niedawno i przeczytałam w 3 dni :)) strasznie mnie wciągnął xd nie mogę się doczekać następnego rozdziału :>

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyno! Ja tu codziennie wchodzę na twojego bloga i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział a tu co?! Nie ma nic! Weź mnie dziewczyno nie trzymaj w niepewności xde

    OdpowiedzUsuń
  16. super piszesz :). Biedna Alison :(. Jak ja lubie Lou *.* a Zayn? Omomom <3 bralabym :D hihi :P a Niall. Jaki slodziak *.*
    Ann ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. super xx
    Zostałaś nominowana do Liebster Avards :D http://adventureofemmaiashley.blogspot.com/2015/01/liebster-avards.html

    OdpowiedzUsuń