piątek, 26 grudnia 2014

"Jeden kubek kawy" || One Shot Louis Tomlinson

''Jeden kubek kawy''

     Przyczepiłam ostatnią czerwoną skarpetę do kominka i odsunęłam się kilka kroków w tył, aby podziwiać swoje dzieło. Ogień radośnie migotał, dając mieszkaniu nie tylko przyjemne ciepło, ale również wprowadzał w świąteczny nastrój. Uśmiechnęłam się, kiedy żadna ze skarpet nie zsunęła się, dzięki czemu mogłam z radością ogłosić, że przygotowania do świąt są zakończone. No… prawie zakończone.
        - Wróciliśmy!- trzask drzwi potwierdził słowa niewidocznego dla mnie jeszcze mężczyzny, a tupot małych stóp, rozchodzących się po całym domu, upewnił mnie w przekonaniu, że Louis nie zgubił po drodze do sklepu Lux.
        - Ciociu Alison!- blond główka czteroletniej dziewczynki przylgnęła do moich kolan.- Wujek Louis kupił nam choinkę! Jest największa i najpiękniejsza jaką widzieliśmy!- zapiszczała ściskając w dłoni swojego wielkiego pluszowego misia.
        - Lux. – Louis wychylił się zza framugi ściągając gruby, czarny sweter- Nie przesadzaj- uśmiechnął się tajemniczo, obejmując mnie w pasie – Ma rację, kochanie- szepnął całując mnie w skroń.
     Zaśmiałam się biorąc blondynkę na ręce i poprawiając blond grzywkę, która opadła na jej czółko. Stylistka chłopaków – Lou - musiała załatwić kilka spraw i niestety nie mogła zabrać ze sobą swojej córeczki. Skoro święta zbliżały się wielkimi krokami, a ja i Louis nie mieliśmy na następne kilka dni żadnych planów, wspólnie postanowiliśmy, że przygarniemy małego skrzata pod nasz dach, do czasu, aż jej mama wszystko załatwi.
        - Gzie postawiliście choinkę?- zapytałam marszcząc brwi.
        - Stoi w przedpokoju- szatyn wskazał głową na wspomniane przez siebie wcześniej pomieszczenie.- Pomyślałem, że poczekamy, aż reszta chłopaków się zjawi i razem ją ubierzemy. Lux strasznie nalegała, aby zaczekać na Harry’ego- dodał cicho. Skinęłam głową odstawiając dziewczynkę na podłogę.- Powinni być za jakąś godzinę, zanim przedostaną się przez te zaspy…
     Pierwszy raz w całym swoim życiu, widziałam Londyn tak zasypany śniegiem. Jednego dnia położyliśmy się spać, a  już następnego, całe nasze podwórko pokryte było białym i zimnym puchem, oczywiście ku uciesze najmłodszych i ku utrapieniu starszych.
        - Lux, masz ochotę upiec ze mną ciasteczka?- zapytałam dziewczynkę, która usilnie próbowała związać razem sznurówki butów Louisa. – A ty słońce- wbiłam palec wskazujący w pierś chłopaka – ściągnij buty. Cały dom jest wysprzątany na przyjazd twojej i mojej rodziny.
     Razem z Louisem przeprowadziliśmy się do Londynu trzy lata temu, zgodnie uznając, że Niemcy – gdzie mieszkałam do dziecka – nie jest dla nas odpowiednim miejscem. Chłopak tęsknił za swoją rodziną, a ja nie miałam serca trzymać go z dala od niej i obserwować to, jak się męczy. Dlatego, kiedy tylko kawiarenka, w której pracowałam zbankrutowała, a właściciel wyjechał z kraju szukając szczęścia gdzie indziej, postanowiłam zrobić niespodziankę chłopakowi i wsiadłam w pierwszy lepszy samolot do Londynu. W Anglii powodziło mi się lepiej niż w swojej ojczyźnie; byłam właścicielką kilku sklepów odzieżowych w kraju oraz za granicą, które z dnia na dzień przynosiły coraz większe zyski.
     Razem z Lux zniknęłam w kuchni, chwytając po drodze zeszyt z przepisami, które niejednokrotnie już przetestowałam i z dumą mogłam stwierdzić, że za każdym razem, kiedy próbuje je wykonać, coraz mniej strat powoduje to zarówno w kuchni jak i w sprzętach znajdujących się w promieniu kilkunastu metrów ode mnie.
        - Ciociu… - szept małej wyrwał mnie z przesiewania mąki do miski. Uniosłam głowę, skupiając swój wzrok na dziewczynce, która z największym skupieniem próbowała otworzyć opakowanie budyniu - Opowiesz mi jak poznałaś wujka?
      Uśmiechnęłam się, wracając pamięcią do pierwszego dnia, kiedy poznałam Louisa. Nie należało ono do najprzyjemniejszych, nie tylko dla niego, ale również dla mnie. Czasami zastanawiam się, co mu odbiło, że postanowił zaprosić obcą dziewczynę, której nie znał nawet imienia na randkę...

* Retrospekcja*

     ‘’Zmęczona opadłam na krzesło, rzucając na stolik ścierkę, którą wycierałam blat. Podparłam głowę na dłoni i tępym wzrokiem wpatrywałam się w ścianę przede mną, modląc się w duchu, aby przez te pięć minut, które zostały do zamknięcia lokalu- nikomu nie zachciało się napić ciepłej kawy. Dźwięk dzwoneczka przy drzwiach, radośnie ogłosił, że moje modlitwy nie zostały jednak wysłuchane, a ja musiałam obsłużyć nowego klienta… albo klientów.
        - Niall idź i zamów kawę na wynos!- usłyszałam, kiedy stanęłam za kontuarem i znudzonym wzrokiem obserwowałam grupę młodych chłopaków przy wejściu. Nie byli niemcami, co można było od razu usłyszeć. Nikt oprócz obcokrajowców nie używał angielskiego, wszyscy mówili po niemiecku. Zmrużyłam oczy zaciekawiona, jednocześnie patrząc na zegar ścienny. Jeszcze tylko trzy minuty…
        - Dlaczego ja?- oburzył się wyznaczony chłopak kręcąc głową.- Niech to zrobi Louis…
     Westchnęłam sfrustrowana stukając paznokciami o blat, chcąc powstrzymać rosnące we mnie zniecierpliwienie. Kiedy w końcu się zdecydują złożyć zamówienie?
        - Jezu, Niall… ty to masz problem…- zawołał najniższy z grupki, kierując się w moją stronę. Wyprostowałam się, kładąc jedną dłoń na kasie, gotową do wpisania zamówienia.- Poprosimy pięć kaw na wynos z mlekiem i podwójnym cukrem.- powiedział, lustrując uważnie spojrzeniem moją sylwetkę.
     Szybko wstukałam odpowiednią cenę na kasie i włączyłam ekspres, aby zaparzył czarny trunek. Odwróciłam się plecami do nieznajomego chłopaka, sięgając papierowe kubki i plastikowe zakrętki. Po trzech minutach na blacie położyłam papierowy stojak z pięcioma, wysokimi kubkami z parująca kawą. Szatyn uśmiechnął się, przywołując gestem kumpli, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zamknęłam oczy zażenowana jego zachowaniem, modląc się aby postanowili już sobie pójść.
        - Nie przedstawisz się?- zapytał chwytając w jedną dłoń kubek, a drugą podając mi kartę. Pokręciłam głową, podając mu urządzenie, gdzie wystukał pin do karty, dzięki czemu mógł zapłacić odpowiednią sumę.- To niesprawiedliwe. Ty znasz moje imię, a ja twojego nie- poskarżył się. zanurzając usta w ciepłej cieczy.
        - Nie znam twojego imienia- warknęłam oddając mu niebieski prostokącik i ściągając z bioder biały fartuszek.
        - Chwila, co?- zawołał za mną, kiedy skierowałam się do szatni, gasząc po drodze światło. W regulaminie pisało, że zrobić to mogę dopiero, kiedy ostatni gość opuści lokal, ale zachowanie nieznajomego mi chłopaka, zirytowało mnie na tyle, że miałam gdzieś jego przestrzeganie.- Chcesz powiedzieć, że NAS nie znasz?- wskazał na siebie i czworo swoich towarzyszy. Pokręciłam głową zamykając drzwi na klucz oraz ubierając czarną kurtkę. Podeszłam do drzwi, otwierając je i zmieniając zawieszkę z ‘’otwarte’’ na ‘’zamknięte’’.
        - Przykro mi.- powiedziałam, wskazując na ulicę.- Lokal jest już zamknięty.
     Chłopcy powoli, ale zdecydowanym ruchem opuścili kawiarenkę, jednak jeden z nich stanął za mną, kiedy zamykałam drzwi.
        - Jak możesz nie znać One Direction?- zapytał z niedowierzaniem. Westchnęłam odwracając się do niego twarzą. To ciągle był ten sam chłopak, który składał zamówienie.
        - Jak widać, nie jesteście pępkiem świata.
     Wyminęłam go, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim domu, jednak mocny chwyt chłopaka uniemożliwił mi to.
        - Umówisz się ze mną?- uśmiechnął się cwaniacko, a mnie opadła szczęka. Czy on tak na serio? Zmrużyłam oczy, uważnie skanując twarz chłopaka, jednak oprócz pięknych niebieskich oczu i zniewalającego uśmiechu, nie zauważyłam żadnych odznak, że chłopak sobie ze mnie żartował.
        - Jasne. Tylko najpierw zrobię to- powiedziałam, wyrywając z jego ręki kubek i opróżniając jego zawartość mad głową szatyna.- Zapomnij.- dorzuciłam oddając mu pojemnik i odchodząc.’’

*Koniec retrospekcji*

        - Co potem zrobił wujek?- Lux siedziała na blacie w kuchni wpatrując się we mnie z szeroko otwartymi z przejęcia oczami.W tamtej chwili żałowałam, że nie miałam przy sobie aparatu.
       - Louis… zjawił się dzień później w kawiarni z wielkim bukietem kwiatów i przeprosił za swoje zachowanie- powiedziałam wspominając skruszoną minę chłopaka.- A kiedy nie chciałam przyjąć jego przeprosin, padł na kolana błagając o wybaczenie- zachichotałam.
     Od tamtej pory Louis przychodził codziennie do kawiarni, a po jej zamknięciu gdzieś mnie zabierał i opowiadał o sobie. To on wyjaśnił mi kim jest One Direction oraz co robią w Niemczech.
        - A potem?
        - Potem One Direction wróciło do Londynu, a ja i Lou rozmawialiśmy tylko przez telefon i Internet. Kilka razy przyjechałam do niego, albo on do mnie… powoli zakochiwaliśmy się w sobie, jednak ja bałam się do tego przyznać. Byłam tylko zwykłą dziewczyną, która podawała innym kawę, a on był najpopularniejszym piosenkarzem na świecie… żyłam w przekonaniu, że cokolwiek między nami by było, nie miałoby to przyszłości.- opowiadałam wkładając ciasteczka do nagrzanego piekarnika – Bałam się tego… że kiedy dowie się o moich uczuciach, zniknie z mojego życia, albo mnie wyśmieje.
     Dzwonek do drzwi przerwał moją opowieść, a kilka sekund później do kuchni dobiegł wesoły głos Harry’ego i gwar rozmów pozostałych chłopców.
        - Wujek Harry!- Lux ześlizgnęła się z blatu biegnąc w stronę Hazzy, który pojawił się w progu z szeroko rozłożonymi rękoma. Uśmiechnęłam się wycierając ręce w ściereczkę.  Ta mała uwielbiała naszego Harry’ego.
     Nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie i przyciska do swojego torsu. Uśmiechnęłam się opierając głowę na ramieniu Lou i chwytając jego rękę. Uwielbiałam, kiedy był obok mnie, czułam się wtedy bezpiecznie... Okej, tak naprawdę uwielbiałam perfumy szatyna i gdybym tylko mogła, nie odchodziłabym od niego nawet na krok.
        - A jednak cię nie wyśmiałem i zostałem- szepnął całując mnie w kark. Odchyliłam głowę w bok, dając mu większe pole do popisu.- I nie jesteś zwyczajną dziewczyną, jesteś MOJĄ dziewczyną- zaśmiał się, kładąc jedną ze swoich dłoni na moim brzuchu.
        - Dowiedziałeś się przez przypadek. Byłam pijana- wymruczałam poddając się pocałunkom chłopaka. Doskonale wiedział co miał zrobić, abym była potulna jak baranek i niemal błagała o każdy, choćby najmniejszy dotyk.
        - Bardzo dobrze, że tak się stało. Nigdy cię nie zostawię…- powiedział odwracając mnie przodem do siebie i składając pocałunek na czole.- Jesteś dla mnie najważniejsza i…- zawahał się przygryzając swoją wargę. W jego oczach mogłam dostrzec iskierki radości.
        - I?- ponagliłam chłopaka zaciekawiona unosząc wysoko brew.
        - Dobrze, że wylałaś na mnie tą kawę…- zaśmiał się.
     I pomyśleć, że stoimy tutaj, tylko dzięki jednemu kubku kawy…


*******

Mój prezent dla Was pod choinkę. Jak Wam się podoba?
P.S. Dla chętnych zapraszam również tutaj: One Shot || Liam Payne
Spokojnie, nie jest aż taki oklepany jak ten tutaj ;) Z tych dwóch to właśnie ten o Liamie najbardziej mi się podoba ;)

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych świąt! || Urodziny Lou

Udało mi się znaleźć chwilkę, którą poświęcam na napisanie dla Was życzeń.
Miałam pomysł, aby wkleić jakiś oklepany wierszyk z internetu, ale skoro święta są tylko raz w roku, wypada to jakoś odpowiednio uczcić.

Życzę Wam wszystkim pogodnych, rodzinnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, wspaniałej Wigilii, mnóstwa prezentów, niezapomnianych wspomnień oraz udanego i bardzo zakrapianego sylwestra. Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2015 był lepszy od tego, abyście spełnili swoje marzenia i postanowienia, oraz abyśmy spotkali się w takim samym gronie za rok ( może już na innym blogu, ale to tak mimochodem) i oczywiście: doczekali się koncertu One Direction w Polsce!
Bloggerom życzę mnóstwa pomysłów na nowe historie oraz na blogi, które prowadzą, a czytelnikom życzę wytrwałości oraz cierpliwości w czekaniu na nowy odcinek ;)

Merry Christmas!

Jak to bywa w Wigilię, pod choinkę kładzie się prezenty. Ja również chciałbym coś Wam dać, jednak... Santa Claus poinformował mnie, że wykonanie tego prezentu nie jest dla niego takie łatwe, dlatego przywiezie go z lekkim opóźnieniem ;) 
Co to takiego? Będziecie musieli zapytać się samego świętego, kiedy tutaj przyjedzie ;)



Dzisiaj oprócz zasiadania do wigilijnego stołu, świętujemy coś jeszcze. Dokładnie 23lata temu na świat przyszedł nasz kochany Louis. Szczerze, nie mogę ciągle wyjść z podziwu, że nasz kochany aniołek ma już 23 lata! I tak, brzmię tutaj jak zakochana po uszy w swoim idolu dziewczynka :)

Lou i tak nie zobaczy tych życzeń, jednak mimo wszystko- wypada je złożyć!

Życzę naszemu kochanemu Louisowi, aby nadal był tak samo uśmiechnięty, tak samo wesoły i tak samo rozbawiał wszystkich do łez, jak teraz. Aby miał mniej chwil, gdzie czuje się ''do niczego'', radośniej patrzył na świat oraz aby był dumny z tego co robi i najważniejsze: z tego kim jest. 
Życzę Ci, Lou, abyś nadal robił to co kochasz: śpiewał razem z chłopakami, grał w piłkę w Doncaster, abyś... był po porostu szczęśliwy. Życzę Ci, abyś zaakceptował fakt, że masz niesamowity głos, i przestał się przejmować złymi opiniami na swój temat- pamiętaj, że zawsze będziemy jeszcze my, a Directioners tak łatwo nie popuszczają ;)
Teraz zapewne spędzasz czas z rodziną i przyjaciółmi, jednak mam w sercu cichą nadzieję, że wiesz jak bardzo jesteś ważny dla nas wszystkich - dla  Directioners - i jesteś z nas dumny. Chyba  doskonale zdajesz sobie sprawę z tego ile osób złożyło Ci życzenia? ;)
Przede wszystkim, życzę Ci zdrowia, szczęścia, uśmiechu i dużo miłości, spełnienia marzeń,wielkiej dziury w pamięci i abyś nigdy nie żałował ani jednej chwili, którą przeżyłeś w swoim życiu.

Happy Birthday Lou!






______________________________________

Zapraszam na odcinek XL KLIK
oraz informuję że blog TFSTNT(jaki skrót o.o) 
obchodzi swoje pierwsze święta! Yeaaaah!
+ dziękuje Alex P. - to właśnie ona jest pomysłodawczynią ''Alis''
Merry Christmas

niedziela, 21 grudnia 2014

Chapter XL


*******
*kilka tygodni później*
Alison P.O.V.

      Firanka kolejny raz gwałtownie się poruszyła odsłaniając  na w pół otwarte okno. Szybko zeskoczyłam z kanapy, zrzucając z siebie ciepły koc i podbiegłam do framugi, mocno ją łapiąc i zamykając. Zasunęłam firankę głośno oddychając z ulgą.

       - Alison miałaś nie wychodzić spod koca.- odwróciłam się w stronę chłopaka, który stał obok leżącego na ziemi materiału z założonymi rękoma. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc iskierki rozbawienia w jego oczach.
      - Okno się otworzyło, Lou…- rzuciłam wzruszając ramionami. Szatyn uniósł jedną brew do góry, schylając się po koc i rozkładając go. Powoli do niego podeszłam, a kilka sekund później ciepły materiał zarzucony został na moje ramiona.- Że też musieli wyłączyć prąd i ogrzewanie- mruknęłam pod nosem.
      - Al, huragan zerwał nicie energetyczne, więc to nie jest wina elektrowni- zaśmiał się, lekko szturchając mnie w kierunku kanapy. Opadłam na nią, podciągając ciepły koc i podkulając nogi. Louis znikł na chwilę w kuchni, a kiedy kolejny raz się z niej wyłonił trzymał w rękach dwa ciemne kubki. Zmarszczyłam nos, kiedy podał mi jeden, a na jego wierzchu zobaczyłam bitą śmietanę, wiórki czekoladowe, tęczową posypkę i czekoladową rurkę.- Szalone słodkie kakao- rzucił ujmując swój kubek w obie dłonie. Zaskoczona spojrzałam na niego, aby po chwili posłać mu szyderczy uśmiech.
      - Hannah Montana?
      - No co?- Wzruszył ramionami – Ulubiona bajka dziewczynek, za każdym razem, gdy wracam do domu, niemal siłą jestem zaciągany przed telewizor i zmuszany do oglądania Miley. Te małe przylepy doskonale wykorzystują fakt, że jestem w domu.- zaśmiał się wpatrując w ogień w kominku.
      - Jasne. Po prostu w sercu jesteś wielkim fanem Miley Cyrus- zironizowałam wyciągając rurkę czekoladową i oblizując ją z kakao i bitej śmietany.
      - Tak, a swoim domu w Londynie mam wielką kulę z teledysku ‘’Wrecking Ball’’- dorzucił cierpko, dźgając mnie w żebra. Zaśmiałam się cicho, zanurzając usta w ciepłym płynie, wpatrując się w skaczące płomyki ognia. –Co jest?

      - Zastanawiam się…- mruknęłam cicho, spuszczając wzrok na swoje ręce. – Dlaczego… wróciłeś?- zapytałam nieśmiało ściskając mocniej kubek w dłoni. Wszyscy chłopcy postanowili wrócić do Londynu, chcąc odwiedzić rodziny i spędzić trochę czasu ze swoimi dziewczynami. Jako, że Niall już był w domu, przyleciała do niego Barbara i razem wyszli na romantyczny spacer z samego rana, kiedy pogoda – jeszcze dopisywała.  Kilka godzin temu, kiedy siedziałam na dywanie w salonie śledząc najnowsze wiadomości odnośnie zbliżającej się wichury, zadzwonił z informacją, że on i Barbara nie zdążą wrócić do domu, więc zatrzymają się u jego znajomych. Dorzucił też, że mama i tata postanowili zostać na noc u naszej cioci, nie chcąc się za bardzo narażać. Sądziłam, że najbliższe kilka godzin, z szalejącym wiatrem za oknem spędzę sama, jednak zaraz kiedy padła łączność i prąd, po całym domu rozległo się mocne pukanie do drzwi. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam za nimi Louisa.- Jeżeli nie chcesz… to nie mów- dodałam szybko, nie chcąc urazić chłopaka.
      - Nie- przerwał mi- powiem ci… kiedy ty obiecasz mi, że powiesz dlaczego płakałaś, kiedy się pojawiłem.
     Zacisnęłam mocno powieki, żałując, że zadałam to pytanie. Nie mogłam mu powiedzieć, że przez dwie godziny oglądałam wszystkie możliwe programy, gdzie osądzano mnie  o przerwę One Direction, oraz na czytaniu niemiłych wiadomości, skierowanych w moją stronę od ich fanów.

*Retrospekcja*

     Znudzona przełączałam kanały na pilocie, chcąc znaleźć coś co będzie mogło mnie zainteresować, jednak jak na złość w telewizji leciały same powtórki programów. Westchnęłam, kiedy natrafiłam – kolejny raz – na początek listy kanałów, decydując się zostawić na losowym programie. Zmrużyłam oczy chcąc odczytać główny temat rozmowy reporterów, siedzących przy wielkim kwadratowym stole. ‘’One Direction przerywa trasę koncertową – winna siostra Nialla Horana?!’’
     Sapnęłam głośno, kiedy uświadomiłam sobie, że program jest najzwyczajniej w świecie o mnie. Chwyciłam pilot, pogłaśniając  dźwięk.
      -…rozwydrzona małolata, która najzwyczajniej w świecie ma sławnego, starszego brata- rzuciła jedna z kobiet siedzących przy stole.- Fani właśnie ją osądzają o przerwę zespołu i ja uważam, że całkiem słusznie.

      - Ale skąd takie wnioski?- prowadzący postukał palcem w stół- Nie mamy żadnych dowodów na to, że Alison Evans miała z tą sprawą coś wspólnego. Nie możemy zrzucać na nią oskarżeń, kiedy prawda może być zupełnie inna.
      - A dlaczego niby nie?-oburzyła się poprzednia rozmówczyni. Poprawiła swoje blond włosy i wbiła swój wściekły wzrok w mężczyznę z którym rozmawiała.- Zauważmy, że chłopcy przerwali trasę kilka tygodni po tym, kiedy Niall Horan ogłosił, że ma siostrę. Co innego mogło wpłynąć na ich decyzje? Oczywiście- jego siostra.
      - Może powinniśmy zapytać się fanów One Direction co o tym sądzą. Mamy ich całkiem sporo na linii.- przerwała rudowłosa kobieta siedząca naprzeciwko blondynki.- To oni powinni mieć tutaj największy głos.
      - Dobrze.- prowadzący uniósł rękę w górę, zerkając na zegarek.- Mamy jeszcze pięć minut trwania programu, przez ten czas możecie do nas dzwonić i porozmawiać z nami odnośnie ostatnich wydarzeń, a my pos….- przerwał, kiedy po pomieszczeniu rozniósł się głos dzwoniącego telefonu.- Słuchamy.
      - Uważam, że pani Smith ma rację- odezwała się obca dziewczyna, wypowiadając najpewniej nazwisko blondynki.- Nie  było żadnych kłopotów, dopóki Niall nie ogłosił, że ma siostrę. Według mnie ta dziewczyna chciała wykorzystać to, że ma sławnego brata i jakoś zdobyć popularność. Owszem udało jej się to, ale teraz wszyscy ją nienawidzą.
      - Rozumiemy, dziękujemy za twoją opinię. – rzucił mężczyzna siedzący na środku stołu, dając znak, aby połączyć ich z kolejną rozmówcą.- Jaka jest twoja opinia na ten temat?
     - Kimkolwiek jest ta cała Alison, dobrze by zrobiła, gdyby wróciła stamtąd skąd przyszła. Niall był szczęśliwszy, kiedy nie wiedział o jej istnieniu. Nie potrzebnie zwaliła się na głowę Horanowi. Po zdjęciach wnioskuje, że jest nastolatką, więc dlaczego dopiero teraz pojawiła się obok niego? Bo jest sławny  i ma kasę, tylko dlatego. Mam nadzieję, że One Direction ją wyrzucą na zbity pys…
     - Tak, tak, rozumiemy! Dziękujemy za wyrażenie swojej opinii, tak, teraz twoja kolej. Słuchamy!
     - Alison Evans, jeżeli oglądasz ten program wejdź na twitter i zobacz jaką burzę wywołałaś.  Na twoim miejscu nie ruszałabym się z domu, bo może ci się coś stać…
     Nacisnęłam wyłącznik na pilocie, spanikowana i zdezorientowana. Czy wszyscy naprawdę uważają, że przerwa ogłoszona przez chłopaków jest moją winą? Chwyciłam komórkę, logując się portal, o którym wspomniała ostatnia dziewczyna. Natychmiast zostałam zaatakowana masą wiadomości na swój temat, oraz różnymi pogróżkami. Bezwiednie przewijałam palcem tweety, czytając coraz nowsze i nieprawdziwe informacje na swój temat. Dopiero sygnał połączenia od Nialla, zmusił mnie do wrócenia do rzeczywistości.

*Koniec retrospekcji*

      - Alison?- Louis przybliżył się do mnie, wyjmując z moich rąk kubek z kakao i mocno zamykając mnie w swoim uścisku. Skuliłam się, wtulając twarz w jego klatkę piersiową i zanosząc się cichym płaczem.- Co się stało?
     - Oni wszyscy… -wyjąkałam, dławiąc się łzami- oni wszyscy mnie nienawidzą… myślą, że to ja zmusiłam was do przerwy, że to moja wina.
     Dłoń szatyna delikatnie pieściła moje plecy, chcąc mnie uspokoić. To był jedyny dotyk, który mogłam zaakceptować. Sesje z psychologiem pomogły mi na tyle, że potrafiłam zaakceptować świadomość, że koledzy z klasy mnie zgwałcili, oraz oswoić się z myślą, że nie każdy chłopak mnie skrzywdzi. Mimo to, nadal bałam się każdego dotyku, oprócz jednego: Louisa. Szatyn był ze mną obecny podczas sesji, był również, kiedy zdecydowałam się złożyć zeznania na policji, oraz kiedy schwytano chłopaków. Powoli uczył mnie na nowo zaufać jemu, jak i innym, za co byłam mu niemiernie wdzięczna.

     - Ali, nie możesz się nimi przejmować. Nie wiedzą o tym co się wydarzyło kilka tygodni temu, więc nie mają prawa cię osądzać- mruknął gładząc mój policzek i wycierając z niego łzy. Nie przejmuj się nimi, zrobię wszystko, aby przestali cię osądzać, rozumiesz?
     Skinęłam głową, ponownie wtulając się w pierś chłopaka i otulając nas kocem. W całym domu panował ogromny chłód,  a jedynym źródłem ciepła był kominek i gorące napoje. Chłopak objął mnie mocniej ramionami i położył brodę na mojej głowie. Czułam się tak dobrze…
       - Twoja kolej.- szepnęłam wpatrując się w ogień. Louis westchnął cicho, pocierając moje ramiona i opierając się o nagłówek kanapy.- Loui?
      - To… trochę długa historia Alison.- powiedział.- Em… Żebyś zrozumiała, muszę opowiedzieć ci wszystko od początku, ale najważniejszą wiadomością jest to, że Eleanor mnie zdradziła. Kilka razy.

*****
Wesołych świąt!
Zbliżają się święta ( i urodziny Lou *.* ) więc w Wigilię postaram się dodać jakiś post ( wieczorem, wcześniej nie da rady ), ale nic nie obiecuję, bo mam urwanie głowy ze świętami. Wszystko praktycznie muszę przygotować sama...
Sprawa pierwsza: dlaczego odcinka nie było w środę? Psychicznie nie dałam rady. Moja mama miała atak padaczki w nocy z poniedziałku na wtorek, a ja byłam całkiem sama i wiecie... spanikowałam. Cały wtorek i środę przeżyłam jak zombie, bo trochę mnie ten widok trzymał niestety. Nikomu tego nie życzę.
Sprawa druga: ZALICZYŁAM MATEMATYKĘ!
 Dziękuję Wam wszystkim za ogromne wsparcie, które mi okazaliście, naprawdę. Jesteście wielcy!
Odcinek, krótki- zaledwie 3 strony w Wordzie, pisany podczas ustalania listy potraw na stół wigilijny, spisywania składników, i niespodziewanymi odwiedzinami, ale mimo to: jestem z niego zadowolona.
Chciałam zachować informację o zdradzie El do następnego odcinka, więc potraktujcie to jako prezent pod choinkę :)
Nie sprawdzany, ale sprawdzę, kiedy będę mieć tylko czas!
Zapraszam ( i przypominam ) o moim drugim blogu, gdzie również pojawił się nowy odcinek. ( link na górze nad aktualnościami)
Wyniki sondy! Zgodnie uznaliście, że najlepszą ksywką dla naszej ''pary'' będzie ''Alis''. Gratuluję pomysłodawczyni ( uwzględnię Cię kochana w notce wigilijnej, teraz wybacz, nie za bardzo miałam kiedy Cię znaleźć)
Merry Hoho!!!

23 komentarze = next!
P.S. Przepraszam, za wygląd notki, ale blogspot coś odwala....

sobota, 13 grudnia 2014

Ogłoszenie

Z przykrością informuję że odcinek w tym tygodniu nie pojawi się. Przepraszam tych, którzy na niego czekali. 
Pytanie brzmi: dlaczego nie będzie odcinka? Chyba większość z Was wie, że mam niezbyt ciekawą sytuację w szkole z matematyką. Musiałam poprawiać kilka sprawdzianów, co robię od miesiąca, ale w związku z tym, że przez tydzień byłam chora i musiałam zostać w domu- jeden termin poprawy mi przepadł, więc w jednym tygodniu musiałam napisać AŻ dwa testy. O ile jeden poszedł mi nawet dobrze ( ocena dostateczna ) to drugi... całkowicie spaliłam ( zaledwie jeden punkt, a żeby zaliczyć trzeba mieć około 6-7) Więc... 
W Poniedziałek jest konferencja i to jest OSTATNI dzień w którym mogę wywalczyć ocenę zaliczającą cały semestr. Nie chcę mieć poprawki, szczególnie z matmy, bo po pierwsze: zawiodę samą siebie, a po drugie: jeżeli będę mieć poprawkę, boje się, ze nie dam rady i cały rok, delikatnie mówiąc pójdzie się paść na łące.
Tydzień temu również nie było odcinka. Why? Tato, zabrał laptop do naprawy, to po pierwsze. A po drugie: ta nieszczęsna matematyka....
Jutrzejszy dzień poświęcam na wkuwanie matematyki ( T.T ) a w środę- bo już będziemy mieć całkowite luzy- postaram się już coś dodać ;)
Błagam trzymajcie za mnie kciuki, pomódlcie się za mnie ( jestem już naprawdę desperatką, skoro Was o to proszę...) abym mogła zdać ten sprawdzian na 2 i mieć w ten sposób spokój...

Jeszcze raz przepraszam, ale muszę z czegoś zrezygnować....
x
Ch. 



niedziela, 30 listopada 2014

Chapter XXXIX

*****

Alison P.O.V.

     Promyki słońca opadły na moją dłoń podłączoną do kroplówki. Przede mną na łóżku leżał talerz z nadal nietkniętym śniadaniem, które Louis usilnie próbował we mnie wmusić... Jak na razie -  z marnym skutkiem.
      - Alison, proszę cię...- zajęczał przybliżając się do mnie z błagalną miną.- Słońce musisz coś zjeść, jeżeli chcesz, aby ci to wyjęli- wskazał palcem na igłę wbitą w moją żyłę. Skrzywiłam się wpatrując się w to samo miejsce co on. Pokręciłam głową spuszczając wzrok na kołdrę i zaczynając się bawić jej końcem. Natarczywy wzrok chłopaka strasznie mnie dekoncentrował przez co nie mogłam się na niczym skupić, a to, że próbował wmusić we mnie jedną z kanapek – nie pomagało. Nie miałam ochoty na jedzenie.- Ali... chociaż jedną- zaproponował biorąc do ręki największą kromkę jaka znajdowała się na talerzu i wpatrując się we mnie wyczekująco, wyciągnął dłoń w moim kierunku. Westchnęłam ostatecznie się poddając. Odbierałam ją od chłopaka i pod czujnym spojrzeniem szatyna wgryzłam się w nią.
     Tomlinson naprawdę starał się pomóc mi wrócić do normalności. Nie odstępował mnie na krok, ciągle zagadywał abym tylko ponownie się w sobie nie zamknęła albo nie przypominała ostatnich wydarzeń. Wiedziałam, że chciał abym opowiedziała mu wszystko z dnia, kiedy znalazł mnie z Niall'em, albo zgłosiła sprawę policji, ale nie byłam na to w pełni gotowa. Nie wyobrażałam sobie siebie mówiącej komukolwiek o tym co mnie spotkało. Wstydziłam się? Oczywiście, że tak. Jaka dziewczyna na moim miejscu by się nie wstydziła? Opowiedziała obcemu człowiekowi, że ktoś ją dotykał…poniżał, zniszczył wiarę w siebie…
     Niall i Louis nie naciskali. Omijali ten temat, kiedy siadali obok mnie i rozmawiali. W sumie to oni więcej mówili, a ja udawałam, że słucham, nie chcąc sprawiać im przykrości. O wiele bardziej wolałabym być sama, zwinięta pod kołdrą i zapominania przez wszystkich, ale jak widać… nie mogłam sobie na to pozwolić.
     Zacisnęłam dłonie w pięści, kiedy przypomniałam sobie ostatnią rzecz jaką pamiętałam z gwałtu. Myślałam, że po tym jak Justin mnie wykorzystał do swoich celów, odejdą i mnie zostawią. Sądziłam, że Nick miał pełnić rolę pewnego ubezpieczenia, aby upewnić się, że nikt im nie przeszkodzi… a on… najnormalniej w świecie… Kim do diabła trzeba być, aby na dopiero co zgwałconą dziewczynę, oddać mocz, poniżając ją jeszcze bardziej?!
       - Alison…- słowa Lou wyrwały mnie z gorzkich wspomnień. Uniosłam wzrok na chłopaka obserwując na jego twarzy lekkie zdezorientowanie. Powoli wyciągnął rękę i starł z moich policzków spływające łzy. Wzdrygnęłam się ten dotyk natychmiastowo odsuwając się. Byłam zła na siebie, że moje ciało samo reagowało na męski dotyk strachem, a ja nie miałam na to żadnego wpływu. – Ali…
     Przybliżyłam się bardziej do wezgłowia łóżka, natychmiastowo oplatając nogi rękoma. Chciałam być sama… nie chciałam patrzeć na to jak ranię Louisa tym, że go od siebie odsuwam. Nie zasłużył na to, on chciał mi tylko pomóc, a ja… nie byłam w stanie otworzyć się na jego dotyk. Na męski dotyk.
     Chłopak westchnął cicho chwytając talerz z kanapkami i odstawiając go na biurko. Podniósł z niego biały kubek kładąc go na szafkę nocną obok mnie, po czym wyszedł z pokoju milcząc. Zdawałam sobie sprawę z tego, że go zraniłam, ale nie byłam w stanie powstrzymać swoich odruchów.  Jeszcze nie teraz…

Louis P.O.V.

     Zeskoczyłem z ostatniego schodka wciskając w ręce przechodzącego Liam’a talerz. Skierowałem się w stronę wyjścia z domu, w drodze wyjmując z kieszeni kurtki Zayn’a paczkę fajek i zniknąłem na ganku. Usiadłem na schodach, odpalając nikotynę i powoli się nią zaciągając. Nie przejmowałem się tym, że przywłaszczyłem sobie obce papierosy, bardziej obchodził mnie stan psychiczny Alison.
     Kiedy w nocy się obudziła i wręcz błagała mnie, abym jej nie opuszczał, przez chwilę myślałem, że obejdzie się bez wizyty specjalisty, który miał uporządkować psychikę Alison na tyle, aby mogła normalnie funkcjonować. Ubłagałem Niall’a aby odłożył pierwszą wizytę, wierząc, że uda mi się dotrzeć do blondynki na tyle, że pomoc psychologa nie będzie potrzebna. Jak widać… myliłem się.
     Nie mam bladego pojęcia co się stało tego dnia po szkole, jednak cokolwiek to było, miało niewyobrażalnie silny wpływ na dziewczynę i nie pozwalało jej ruszyć dalej. A wiem, że chce. Zacisnąłem dłonie w pięści, wyobrażając sobie pochylającego się nad zapłakaną Alison chłopaka, gotowego do… zgwałcenia jej.
     Syknąłem chwytając dolną partię swojego brzucha, czując rozprzestrzeniający się po nim ból. Zawiodłem. Na całej linii. Nie ochroniłem Alison przed tym co jej się przydarzyło. Nie było mnie przy niej kiedy mnie najbardziej potrzebowała, kiedy potrzebowała kogoś, kto jej pomoże, ochroni…
     Zgniotłem niedopałek nikotyny, wyciągając kolejną białą rurkę z pudełeczka i podpalając ją. Jeżeli papieros miał mnie uspokoić… musiałem wypalić tego świństwa naprawdę dużo.
       - Mogłem się domyślić, że to ty zwinąłeś mi nową paczkę- usłyszałem. Po chwili właściciel głosu usiadł obok mnie, wyciągając papierosa z mojej dłoni i mocno się nim zaciągając. – Jak bardzo jest źle?
       - Za bardzo- mruknąłem wplatając ręce w włosy i ciągnąc za pojedyncze kosmyki.- Myślałem, że jest dobrze… powoli zaczynała rozmawiać, aż… cholera, przypomniała sobie coś z tamtego dnia i kurwa znowu. Znowu się zamknęła!- jęknąłem z bezsilności. Chwyciłem najbliżej znajdujący się kamień i cisnąłem nim przed siebie najmocniej jak potrafiłem. Musiałem się uspokoić. W takim stanie nie pomogę Al.
       - Nie wiadomo który sukinsyn to zrobił…- dodał po krótkiej ciszy Zayn.- Policja nie może nic zrobić, dopóki sama Alison nie złoży zeznań. Bez tego nie maja podstaw…
       - Gówno mnie obchodzą te ich głupie podstawy!- ryknąłem zrywając się z miejsca i wyrzucając w akcie desperacji ręce w powietrze.- Ktoś kurwa zgwałcił Alison! Psy mają obowiązek odnaleźć winnego i wsadzić gnoja za kratki! 
       - Tommo posłuchaj, chodzi mi o to…
       - Sama Alison się nie zgwałciła!- dorzuciłem ignorując słowa przyjaciela. Byłem naprawdę zdenerwowany.- Powinni się tym zainteresować, skoro zgłoszenie nadał Niall Horan, a Louis Tomlinson był świadkiem. Powinni…- przerwałem czując pieczenie na prawym policzku. Uniosłem zdezorientowany wzrok na uniesioną rękę Zayn'a, a następnie na jego twarz.- Co ty do chuja odpierdalasz, co?!
       - Uspokajam cię!- warknął chwytając mnie mocno za ramiona.- W ten sposób nie pomożesz Alison. Gliny zainterweniują, kiedy tylko Alison złoży zeznania. Do tego czasu musimy czekać, rozumiesz?
       - Pojebało cię…- zaśmiałem się wyrywając się z uścisku.- Al, nigdy ich nie złoży! Nie widziałeś jej wyrazu twarzy, kiedy coś sobie przypomina. Nie widziałeś tego obłędu w jej oczach, kiedy budzi się w nocy z krzykiem na ustach. Myślisz, że po czymś takim…- machnąłem rękoma zataczając nimi koło- ona najnormalniej w świecie  opowie o tym obcej osobie? Nie chce powiedzieć tego nawet Niall’owi! Swojemu bratu!
       - My jej nie pomożemy- zawołał za mną.- Louis, nie oszukujmy się, nawet jeżeli bardzo byś chciał- nie pomożesz jej. Nie dasz rady. To nie jest gra na instrumencie, że kilka razy będziesz coś pokazywał, a ona to powtórzy, nie. Tutaj chodzi o jej psychikę! Pozwól się temu zająć specjalistom, Louis.- powiedział podchodząc do mnie i patrząc w moje oczy. Westchnąłem, w duchu przyznając mu rację. Wygląda na to, że poległem. I już nie wstanę.- Louis. Wiem, że ci na niej zależy, nawet jeżeli sam tego jeszcze nie wiesz.- podniósł rękę do góry widząc jak chcę coś powiedzieć.- Nie oszukujmy się, nie traktujesz jej jak siostry swojego kumpla. Nie widzisz tego, ale ja tak. Ona nie jest ci obojętna.
       - Mam dziewczynę- powiedziałem automatycznie. Ja… czułem coś do… Alison? Co…?
       - Nie pierdol, doskonale wiemy, że do Eleonor nic nie czujesz. Jesteś z nią, bo dobrze wygląda na zdjęciach, zresztą jej obecność bardzo nam pomogła w promocji. Zastanów się Louis do kogo i co właściwie czujesz…- rzucił, przygniatając niedopałek butem i znikając we wnętrzu domu, zostawiając mnie z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż wcześniej.
Pieprzony Malik.

Alison P.O.V.

     Ciemność z moich oczu powoli znikała, a ja z dumą mogłam stwierdzić, że nie poddałam się ponownym wspomnieniom. Nie chciałam aby obrazy z… wypadku przysłoniły mój zdrowy rozsądek i odebrały resztki samokontroli. Nie. Chcę być silna. Dla Louisa.
     Drzwi otworzyły się, a po chwili do pokoju wszedł wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Nieśmiało uśmiechnął się do mnie biorąc krzesło spod biurka i siadając na nim obok łóżka. Zmarszczyłam brwi czując, że blondynek będzie chciał powiedzieć mi coś ważnego. I to nie będzie dla mnie coś miłego.
       - Alison…- zaczął skupiając na mnie swój wzrok.- Wiem, że… możesz czuć się zagubiona tym wszystkim co ostatnio się stało… razem z rodzicami postanowiliśmy ci pomóc…- mówił. Przechyliłam głowę mrużąc oczy, czekając aż chłopak dojedzie do sedna sprawy.- Jutro zaczynasz dwugodzinne sesje z psychologiem- wykrztusił.
     Zamarłam modląc się w myślach, aby był to jeden z głupich żartów Niall’a. Nie jestem obłąkana, aby dostać psychologa!
       - Nie jestem chora… nie jestem obłąkana- zajęczałam odsuwając się od brata na kraniec łóżka- nie potrzebuje lekarza…
Ali… psycholog nie jest po to, aby ci zaszkodzić- rzucił patrząc na mnie błagalnie- pomoże ci, uporać się z ostatnimi wydarzeniami. I wiemy Alison, że nie jesteś obłąkana, jesteś całkowicie zdrowa.- dodał po chwili chcąc mnie uspokoić.
     Pokręciłam głową zagryzając mocno wargi, aż po kilku sekundach poczułam metaliczny posmak krwi. Warknęłam cicho, wycierając usta, ciągle wpatrując się w przed siebie. Nie rozumiałam po jaką cholerę mam mieć te pieprzone sesje. Przecież… wziąwszy pod uwagę ostatnie dni, nastąpiła poprawa w moim zachowaniu. Nie leżałam już jak kłoda, podatna na wszystkie bodźce. Powoli zaczynałam rozmawiać i wykazywać podstawowe emocje na twarzy, więc dlaczego mam… mieć spotkania z psychologiem?!
     Oni się o ciebie martwią. Doskonale wiesz, że bez ich pomocy nie wrócisz do normalności…
       -… przy tobie.- zakończył blondyn, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego tępo tym samym dając mu do zrozumienia, aby powtórzył.- Ogłosiliśmy kilkutygodniową przerwę, aby pobyć z tobą i złapać tego gnojka, który…- zawahał się- … ci to zrobił.
       - Żartujesz sobie?- mruknęłam unosząc brwi w zdziwieniu. Jeszcze tego mi brakowało. Przecież fanki mnie zlinczują, bo przeze mnie ich idole musieli tutaj zostać i ogłosić przerwę!- Zabiją mnie! Przeze mnie tutaj siedzicie i one… musicie jechać, musicie kontynuować trasę, nie możecie…- wyrzucałam z siebie zdania nie mające ze sobą sensu. Byłam zdezorientowana.
       - Alison…- Niall zbliżył się powoli do mnie i położył dłonie na łóżku- Nasi fani czy tam fanki nic ci nie zrobią. Nie pozwolę im na to, aby cię krzywdzili, rozumiesz?
Kurwa Horan… Nawet nie masz pojęcia w co właśnie mnie wpakowałeś…

*****
4 strony w Wordzie! < dziki taniec>
Okej, sprawa z tłumaczeniem- załatwiona, kiedy tylko dostanę link- udostępnię go Wam :D
Jest 00:06 więc idę spać. Cały tydzień przeleżałam w łóżku, a od PN ponownie do szkoły :( 
Dobranoc i….
20 komentarzy = next!
P.S. Stwierdzam, że te 4 strony nie jest zadowalającą długością, która jest dla mnie minimum. Będę pisać chyba aż do 5 stron... w razie konieczności do 6
P.S.2. Zdajecie sobie sprawę jak trudno jest znaleźć gif albo zdjęcie na którym Niall będzie poważny?!
P.S.3 Za chwilę obok będziecie mogli wybrać odpowiednią nazwę dla Lou i Alison!

niedziela, 23 listopada 2014

Chapter XXXVIII

*****
+18

Alison P.O.V.

     Uchyliłam powieki przenosząc swój wzrok na otwarte okno przede mną. Wiatr łagodnie poruszał firanką odchylając ją, przez co mogłam zobaczyć kawałek ściany i znajdującego się tam okna. Zamrugałam chcąc wyostrzyć obraz, jednak po chwili zrezygnowałam i na nowo je zamykając.
     Od kilku dni, nikt nie wchodził do mojego pokoju, chyba, że po to, aby przynieść jedzenie, które i tak nietknięte zabierają z powrotem. Nie patrzyłam na osoby, które przychodzą. Słyszę, że coś do mnie mówią, jednak nie mam siły, ani chęci na to, aby zrozumieć poszczególne słowa. W końcu zrezygnowani sami wychodzą...
     Wiem, że kilka razy był tutaj wysoki blondyn o niebieskich oczach. Podświadomie czuję, że nic mi nie zrobi, że jest dla mnie ważny, jednak nie potrafię się przełamać i skupić na nim swojej uwagi. Często siedzi na skraju mojego łóżka i... milczy. Wpatruje się we mnie, a ja wpatruje się w ścianę obok mnie. Wydaje mi się, że czeka aż się ''obudzę''. Problem w tym, że nie chcę się budzić. Tutaj czuję się bezpiecznie, tutaj nikt mnie nie skrzywdzi... tutaj ONI mnie nie znajdą.
     W pokoju robi się ciemno, co uświadamia mnie, że mija kolejny dzień. Kolejny dzień bez mojej reakcji. Drzwi cicho się otwierają, a do moich uszu dobiega strzępek rozmowy.
-... jeść. Zgodziłem się na pańską prośbę, ale muszę ją podłączyć do kroplówki. Inaczej... umrze z głodu.
- Czy jest jakaś szansa, że się odezwie?
- To może stwierdzić jedynie psycholog. Przykro mi.
     Otwieram przymknięte oczy, kiedy czuję, czyiś mocny uścisk. Szarpię ręką, próbując się wyrwać nieznanej mi osobie. Uchwyt znika, a jego miejsce zastępuje ciche westchnięcie pełne rezygnacji.
- Proszę zawołać pańskiego kolegę. Tego samego, który ją tutaj przyniósł po mojej ostatniej wizycie.- mówi mocny i zachrypnięty głos należący do mężczyzny. Drzwi wydają z siebie ciche kliknięcie a ja spanikowana uświadamiam sobie, że zostałam sama. Z nieznajomym.
     Do oczu napływają mi łzy, staram się oddychać głęboko, jednak to nie ochrania mnie przed paniką. Zaciskam mocno ręce, a ciało zaczyna drzeć... Błagam zabierzcie mnie. Nie pozwólcie mu mnie skrzywdzić...
     Drzwi ponownie się otwierają, a ja mogę zgadywać, że w pokoju znajdują się teraz trzy osoby. Trzy całkowicie obce mi osoby.
- Zaczyna wpadać w panikę, proszę ją przytrzymać za ręce.- odzywa się ten sam mocny głos. Kroki zbliżają się do mnie, a po chwili zauważam wysoką i szczupłą sylwetkę szatyna. Niebieskie oczy chłopaka przepełnione są bólem i zmęczeniem. Jego twarz, jest całkowicie szara i wyprana z wszelkich emocji. Uśmiecha się do mnie smutno i powoli podnosi rękę.
- Alison...- mówi cicho, podchodząc. Gwałtownie szarpię się do tyłu, chcąc być od niego jak najdalej. Z moich ust wydobywa się cichy pisk przerażenia. Chłopak wzdycha opuszczając rękę i przygryzając dolną wargę. Jego oczy zaczynają lśnić, jednak po chwili z powrotem wracają do swojego wcześniejszego wyglądu.- Przepraszam- szepta.
     Sekundę później podchodzi do mnie i chwyta mocno za nadgarstki. Krzyczę przerażona, a do moich oczu napływają łzy. Próbuję wyrwać się chłopakowi, jednak ten mocno przyciska mnie do swojego torsu i oplata ramionami. Jedną z rąk chwytają dwie inne dłonie, a po chwili czuję jak coś ostrego wbija mi się w przedramię. Mój krzyk zwiększa swoje nasilenie i zaczynam cała drżeć. Za wszelką cenę próbuję wyrwać się z uścisku szatyna, który pomimo moich krzyków, uspokajająco gładzi mnie po plecach i szepta coś do ucha. 
     Ręka zostaje po chwili puszczona, a ja przyciągam ją do siebie, bojąc się, że ponownie coś z nią zrobią. Uchylam powieki widząc ja z dłoni wystaje długa, wąska i przezroczysta rurka. Pociągam nosem a z moich ust wydostaje się głośny szloch. 
- Ali... proszę...- słyszę szepty chłopaka, jednak nie reaguje na nie. - Nie, Niall... zostanę z nią.- odpowiada. Nie odwracam głowy, aby sprawdzić do kogo mówi. Ciągle jestem przerażona.
     Mój oddech nadal jest przyśpieszony, a z moich ust co chwilę słychać coraz słabszy szloch. Szatyn ciągle mocno mnie trzyma, kołysząc swoim ciałem w przód i w tył, co mimowolnie mnie uspokaja. Serce przestaje bić w zastraszająco szybkim tempie, a oddech normuje się.- Alison... proszę wróć do mnie...
     Pojedyncza, zimna kropla spada na mój policzek. Unoszę wzrok, napotykając zapłakane oczy chłopaka, który mnie przytula. Marszczę brwi, nic nie rozumiejąc. Dlaczego on płacze? Dlaczego ten piękny chłopak płacze?
     Louis...

~*~

     Moje plecy zaliczają bliskie spotkanie ze ścianą. Jęczę z bólu, kiedy Justin ponownie sięga do moich włosów, mocno za nie szarpiąc.
- Jak długo chciałaś ukrywać przed nami fakt, że jesteś siostrą Horana, co?!- warknął mierząc mnie wściekłym spojrzeniem. Zaniepokojona zamykam oczy, nie chcąc aby cokolwiek mi zrobił. Po chwili moja głowa gwałtownie się odwraca, a do uszu dochodzi głośny plask. Chwytam się za bolący i zaczerwieniony policzek, czując jak łzy zaczynają spływać po bolącej twarzy.- Co by tutaj z tobą zrobić, co?- pyta, popychając mnie na ścianę.
     Opieram się na jednej ręce, drugą zasłaniając usta, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie mam pojęcia, co mogliby mi zrobić, jednak podejrzewam, że to nie będzie nic miłego...
     Wyciągam drżącą ręką telefon chcąc zadzwonić do Nialla, jednak zanim zdążę, chociażby go odblokować, urządzenie brutalnie zostaje wyrwane z mojej dłoni i kopnięte kilka metrów dalej.
- Ty suko...- słyszę, a po chwili czuję jak unoszę się w powietrzu. Ręce chłopaka zaciskają się na mojej szyi, przez co nie mogę złapać oddechu. Chwytam rękę napastnika, próbując go od siebie odepchnąć, jednak nie udaje mi się to. Był zbyt silny. - Ciekawe co się stanie... kiedy twój braciszek zobaczy cię tutaj... powiedzmy... zgwałconą?- zaśmiał się, widząc w moich oczach przerażenie.
     Puścił mnie, jednak szybko chwycił moje nadgarstki, unieruchamiając je jedną ręką i łącząc nasze usta. Druga ręka, chwyciła moją bluzkę, rozrywając ją na strzępy. Szarpnęłam się, próbując wyrwać się z mocnego uścisku chłopaka, jednak ten przycisnął mnie do ściany, bawiąc się ramiączkiem mojego biustonosza. W kilka sekund pozbył się go, a usta przycisnął do jednej z nagiej piersi. Nabrałam w usta powietrze chcąc, krzyknąć jak najgłośniej, jednak Justin w ostatniej chwili zasłonił moje usta ręką.
- Zamknij się... będzie mniej bolało- wycharczał, ściągając ze mnie spódnicę razem z rajstopami i bielizną. Zagryzł wargę, pozbywając się spodni i wchodząc we mnie gwałtownie i mocno. Sapnęłam czując jak całe moje ciało ogarnia niesamowity ból, który rośnie z każdym ruchem chłopaka. Z oczu trysnął potok łez, a z moich ust co chwilę było słychać cichy szloch i jęki bólu. Błagam niech się to już skończy...
     Minutę później poczułam jak Justin dochodzi z głośnym jęknięciem, a jego sperma rozlewa się po moim organizmie. Całkowicie obolała upadam na zimę, ciesząc się, że to wreszcie koniec. Odsuwam się od chłopaka chowając się kącie brzydząc się siebie samej dotknąć. Na całym ciele czułam jego dotyk, dotyk jego okropnych palców...
- To nie koniec...- cichy syk, dociera do mnie, a następnie zostaję brutalnie podniesiona na nogi i zmuszona do uklęknięcia. Duża dłoń chłopaka, chwyta tył mojej głowy i zbliża do swojego naprężonego penisa. Odwracam głowę, nie chcąc ulec woli ciemnowłosego. - Ty mała kurwo...- syczy, chwytając mnie za podbródek i otwierając siłą moje usta. Porusza moją głową w przód i w tył, nie zwracając uwagi na moje krztuszenie się czy odruchy wymiotne. Dla niego liczyła się tylko przyjemność.
      Zaciskam mocno oczy, kiedy słonawy płyn wlewa się do moich ust.- Połknij.- warczy, a ja przerażona spełniam jego prośbę, marząc o śmierci. Chciałam zniknąć i nigdy więcej nikomu nie pokazywać się na oczy...- Jeszcze raz....
     Sytuacja powtarza się, a ja modlę się o szybką śmierć.  Chciałam to zakończyć. Justin wyciągnął swój penis z moich ust, kilka sekund przed wytryskiem. Biała ciecz ląduje na moim ciele, twarzy i włosach. Kiedy mnie odpycha upadam na ziemię zwijając się w kłębek i cicho płacząc.
- Nick, zwijamy się- usłyszałam krzyk, a po chwili odgłos oddalających się kroków. Zamknęłam oczy nie mając siły na nic. Nawet na podniesienie głowy.
- Szkoda, Alison... mogło być tak pięknie- rozpoznałam głos Nicka. Nim zdążyłam podnieść oczy i spojrzeć na chłopaka, poczułam jak coś ciepłego ląduje na moim brzuchu, nogach i niebezpiecznie zbliża się do twarzy. Towarzyszył temu okropny odór.
     Mocz.
     Przełknęłam ślinę, podświadomie czując, że zostałam tutaj sama. Poniżona, zgwałcona, upokorzona...

~*~

- ALISON!- czyjś głosy krzyk wdarł się do mojej głowy, ale mimo to nadal krzyczałam. - Alison, proszę!- ktoś trzymał mnie za ramiona i mocno mną potrząsał.- Obudź się!
     Gwałtownie otworzyłam powieki, obserwując przestrzeń dookoła mnie. Klatka piersiowa unosiła się miarowo w górę i w dół, próbując złapać świeże powietrze. Wdarli się nawet do moich snów...
- Ali...
     Podniosłam wzrok na leżącego obok mnie Louisa. Jego oczy były przerażone, a jego twarz wykrzywiona w grymasie bólu i smutku. Mój Louis...
- Nie zostawiaj mnie...- wyjąkałam.
     To był mój pierwszy raz, kiedy odezwałam się od czasu gwałtu. Kiedy odważyłam się z tym walczyć.


*******
Okej, krótki? Bardzo. Tandetny? w pewnym sensie. Opis gwałtu? Na minusie. 
Wybaczcie mi, ale nie potrafię pisać takich scen :(

Zadanko dla Was: Jaką nazwę przypisalibyście Alison i Louisowi? Mam trzy propozycje, czekam na kolejne, a za tydzień z prawej strony bloga znajdziecie ankietę, gdzie będziecie wybierać najlepszą nazwę :D
Alison+ Louis = ???

To chyba wszystko... zapraszam na bloga o Liamie! ( spokojnie szablon się zmieni :) )
BLOG O LIAMIE

Hmmm... Chyba koniec. Na marginesie dodam, że jestem chora więc... :)

18 komentarzy =  next!

sobota, 22 listopada 2014

Ważna informacja ( przeczytaj do samego końca )



Witajcie moi drodzy! 
Mam do Was ogromną sprawę... Chodzi o to, że dostaję ( od jakiegoś czasu ) wiadomości od czytelników z USA, UK i innych państw, z prośbą o udostępnienie tego bloga w języku angielskim. Owszem po prawej stronie jest opcja ''Tłumacz'' ale wszyscy się raczej zgodzą, że jeżeli chodzi o wujka Google Tłumacz - nie można do końca na nim polegać.
Moje pytanie skierowane jest do wszystkich:
  Czy znajdzie się tutaj jakaś dobra duszyczka, która podejmie się  tłumaczenia bloga o Alison na język angielski? 
Wiem, że to jest trudne, wiem że potrzeba na to wszystko czasu, naprawdę... Sama nie dam rady - niestety mój angielski jest godny pożałowania...Mam nadzieję, że znajdzie się osoba, która się tego podejmie. 
Jeżeli jesteście zainteresowani tłumaczeniem napiszcie w komentarzu, albo jeżeli znacie jakąś osobę, która mogłaby się czegoś takiego podjąć - zostawcie na nią namiary. Rozsyłajcie również moją prośbę po Waszych blogach ( jeżeli możecie ), stronach, może znajdzie się ktoś, kto będzie chętny :)
Dziękuję, za każdą możliwą pomoc!
Kocham Was!
x

P.S. Odcinek ''praaaaaaawie'' gotowy ;)