poniedziałek, 28 lipca 2014

Niespodzianka: Imaginy!

Tak jak obiecałam: imaginy, które będą zapowiadać to co będzie się działo w kolejnych odcinkach. 
Aby wilk był syty, a owca ( w miarę ) cała: nie przywiązujcie uwagi do głównych bohaterów tych imaginów- w opowiadaniu będą zmienieni :D
Uwaga: Sytuacje opisane w imaginach: niektóre z nich będą IDENTYCZNE w opowiadaniu, w innych chodzi tyko o główny motyw. I zadanie dla Was! ( jego treść na samym końcu postu!)

A więc:.... Świętujemy 7 miesiąc istnienia bloga! 

*****
1)

Ty: Bądź ostrożny...
Li: Zawsze jestem.
Ty: ... będę tęsknić.
Li: Hej, nie płacz, ja też będę tęsknić za Tobą, księżniczko.


2)

Harry jest w trasie, kiedy dowiedział się, że twój były nie daje ci spokoju, dlatego postanowił wrócić do Ciebie jak najszybciej. Kiedy pojawia się w Londynie, dowiaduje się, że zostałaś pobita i leżysz w szpitalu, gdzie natychmiast jedzie. Na miejscu rozmawia z lekarzami o twoim stanie. 
L: Pańska dziewczyna, została ciężko pobita... to cud, że żyje.



3)

Do Zayn'a dzwoni twoja mama cała zapłakana:
TM: Zayn... [T.I]... ona... zaginęła...
Z:
*szepcze do siebie* To niemożliwe...

4) 

*opowiadasz Louisowi film, który ostatnio widziałaś*
Ty:... no i wtedy on się na nią rzucił, przygwoździł do ściany i chciał ją zgwałcić i... Lou?
Lo:
Ty: No nie, znowu...?

5)

Od kilku dni męczą cię koszmary, co noc budzisz się z krzykiem płacząc. Niall martwi się o Ciebie i stara się Ci pomóc, uspokajając w nocy:
N: Cii... spokojnie [T.I] to był tylko zły sen. Jestem tutaj, nic ci nie grozi...


6)

Liam bije się z twoim byłym, który Ci groził:



7)

Jesteś w ciąży z Zayn'em, lada chwila masz rodzić. Chłopak bardzo tęskni za swoją rodziną w Bradford, więc zmusiłaś go aby do nich pojechał. Kiedy jest na miejscu dostaje telefon od przerażonego Niall'a, który się Tobą opiekował na czas jego nieobecności:
N: ONA RODZI!!!
Zayn bez zastanowienia wsiadł do samochodu i popędził do Ciebie do szpitala.



8)

One Direction jest w trakcie wywiadu. Louis jest ciągle nieobecny i smutny, ponieważ rano z nim zerwałaś.
R: Louis jak tam u ciebie i [T.I]?
Lo: Nie ma już ''nas''...


9)

Jesteś dziewczyną Harry'ego, przez co dostajesz masę hejtów ze strony fanów. Jesteś załamana, ponieważ chciałaś, aby fani cię zaakceptowali szczególnie, że sama do nich należysz. Hazz nie może patrzeć na to jak cierpisz, dlatego podczas wywiadu prosi fanów, aby dali Ci spokój:
H: Rozumiem, że większość z Was sądzi, że [T.I] nie jest dla mnie i jest ze mną głównie dla pieniędzy, ale błagam Was... Kocham [T.I], jesteśmy razem szczęśliwi, a ona jest naprawdę cudowną osobą. Proszę zaakceptujcie w końcu ten fakt. Obrażając ją, obrażacie również mnie...



10)

R: Niall czy to prawda, że ty i [T.I] jesteście zaręczeni?
N:
R: Więc nie ma szans na to, abyście zerwali?
N:
R: Czyli nie?

N: Absolutnie nie.

*****
OK. Zdaje sobie sprawę, że imaginy nie są z najwyższej półki... ;) 
Zadanie dla Was: Jak myślicie, jaki motyw przewodni jest w imaginiach? Podpowiedź ( pewnie oczywista, ale co tam ) : W każdym imaginie jest inny motyw!

Odpowiadajcie w komentarzach!
P.S. Jeśli odgadniecie motywy, będziecie wiedzieć co się wydarzy w najbliższym czasie u Alison, a możecie być pewni... już kolorowo nie będzie :P

--------------------Rozwiązanie-----------------
Będę tutaj umieszczać tematy przewodnie każdego imagina, który JUŻ POJAWIŁ SIĘ W OPOWIADANIU i rozdział w którym go znajdziecie.

1)
 Motyw przewodni:
Wyjazd chłopców w trasę koncertową | Chapter XXIX 

Ogłoszenie/ Podsumowanie/Niespodzianka

Okej, już wszystko wiem. Na Mazury wyjeżdżam DZISIAJ W NOCY i będę tam... prawdopodobnie do 6.08. ALE 7 labo 8 mam wizytę u lekarza, więc odcinek pojawi się jakoś po 9.08.
Mam nadzieję, że będziecie czekać, a teraz zapraszam Was na małe podsumowanie:

1) Do tej pory na bloga weszło osób:

Prawie 33 tysiące... dziękuję Wam bardzo! 

2) W obserwatorach bloga do tej pory jest:

35 osób! Nie sądziłam, że będzie Was aż tyle... jesteście kochani :)

3)W sondach wzięło udział:

Swoją drogą nadal nie mogę uwierzyć, że 7 osób chce aby Al była z Niall'em... ze swoim bratem? :D

4) Odcinek, który miał do tej pory najwięcej wyświetleń to:

Chyba dostałam zawału... 

5) Odcinek który miał najwięcej komentarzy to:
a) kiedy dawałam limit komentarzy np. od 25 komentarzy...



b) kiedy ściągnęłam limit i zostawiłam od 10komentarzy....

WOW... jestem z Was dumna :D

6) Odbiorcy...

Taaaaaaak... *ociera łzę wzruszenia*
Czy mówiłam że Was kocham?

7) Opublikowanych postów, rozdziałów do tej pory:

Ogółem wszystkich postów opublikowanych na tym blogu jest: 35
Liczba rozdziałów: 28
Data założenia bloga: 28 stycznia 2014 rok.
Czyli DOKŁADNIE DZISIAJ blog ma 7 miesięcy... T.T


Naprawdę nie wiem jak Wam podziękować... minęło już 7 miesięcy a Wy nadal ze mną jesteście. 
Z racji tego, że dzisiaj przypada tak jakby ''rocznica'' wieczorem opublikuję niespodziankę dla Was... nie nie będzie to następny rozdział ( chciałabym) ale... będą to imaginy z gifami ( króciutkie), które UWAGA: BĘDĄ ZAPOWIADAĆ TO CO SIĘ WYDARZY W NASTĘPNYCH ODCINKACH! OCZYWIŚCIE IMIONA CHŁOPCÓW/ SYTUACJE BĘDĄ ZMIENIONE, ŻEBYŚCIE ZA DUŻO SIĘ NIE DOMYŚLILI... :P
Całuję Was mocno!
Charlie xx

piątek, 25 lipca 2014

Chapter XXVIII cz. 2

PRZECZYTAJ NOTKĘ NA CZERWONO NA KOŃCU ROZDZIAŁU!  

******   

     Jeszcze za nim przekroczyłam próg domu, do moich uszu dobiegły hałasy wywoływane przez chłopaków. Westchnęłam cicho otwierając drzwi i natychmiast uchylając się przed latającymi bokserkami... Hazzy...? Tak... to były chyba jego.
- Co jest kurwa?- mruknęłam wchodząc w salonu. Rozejrzałam się dokoła zdając sobie sprawę, że cała żyjąca tutaj populacja małp znajduje się teraz na piętrze, gdzie tworzą niemiłosierny bałagan. Wzruszyłam ramionami opadając na kanapę, włączając w tym samym czasie telewizor.
- Już za dwa dni rozpocznie się światowa trasa koncertowa zespołu One Direction.- mówił spiker- Emocje z dnia na dzień rosną, a fani już nie mogą się doczekać koncertów! Czy zespół nie zawiedzie swoich wielbicieli i da im naprawdę ogromne i pełne wrażeń show? Czekamy na pierwsze relacje z koncertów!
- Chyba serio ci się nudzi...- usłyszałam czyiś cichy szept koło mojego ucha. Podskoczyłam przerażona odwracając się.... Louis. Mogłam się tego spodziewać.
- Tomlinosn- syknęłam łapiąc się za serce. Już drugi raz mnie tak przeraził.- Czy tobie już całkowicie padło na mózg? To drugi raz, kiedy mnie straszysz!
     Chłopak zaśmiał się, chwytając mnie za rękę i podnosząc z kanapy. Spojrzałam na niego zdezorientowana, kiedy chwycił leżące na stoliku klucze do ''mojego'' auta i wyciągnął mnie przed dom. Skinął głową wskazując mi miejsce pasażera, a sam zajął miejsce kierowcy, odpalając silnik.
-Emmm... Lou? Gdzie jedziemy?- zmarszczyłam brwi, obserwując drogę przede mną. Kierowaliśmy się w stronę centrum miasta. Co on kombinuje?
- Musimy uczcić twój pierwszy dzień w szkole, czyż nie?- zawołał uśmiechając się pod nosem. Przekrzywiłam głowę zastanawiając się, o co może mu chodzić. W sumie... nigdy za bardzo nie rozumiałam Lou. Jego myśli chodziły innymi ścieżkami niż większości ludzi. To w końcu Tomlinson.
     Oparłam głowę na zagłówku zamykając oczy. Zostało jeszcze dwa miesiąca chodzenia do szkoły, a potem upragnione przez wszystkich wakacje. Ciekawe co będę w nie robić. Gdy mieszkałam w Anglii zawsze przyjeżdżałam do Irlandii na dwa tygodnie, aby zamulać nad basenem, a teraz?
     Podniosłam się na fotelu ściągając marynarkę i rozwiązując krawat. Niby do wakacji jeszcze kawał czasu, a jednak jest cholernie ciepło. Nie wiem co bym zrobiła, gdybyśmy nie mieli basenu w ogrodzie. Ugotowałabym się jak nic.
- Ej, księżniczko, otwórz swe oczęta...- zawołał Lou po kilku minutach. Leniwie spełniłam jego prośbę rozglądając się w koło. Staliśmy przed wielkim budynkiem z napisem ''Kręgielnia''- Chodź.- rzucił wysiadając z auta. Zdziwiona otworzyłam drzwi stając obok chłopaka, który zamykał auto. Chwycił mnie mocno za rękę ciągnąć w stronę wejścia.
     Przeszliśmy przez szeroki korytarz, aż zatrzymaliśmy się przed dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną ubranym w obcisły czarny t-shirt. Zmierzył nas uważnie spojrzeniem, zatrzymując swój wzrok na mnie. Zadrżałam pod jego wpływem, przysuwając się bliżej szatyna. Lou szybko objął mnie w pasie, uspokajająco gładząc mnie po ramieniu.
- Jest ze mną- rzucił chłodno, groźnie mierząc ochroniarza spojrzeniem. Nieznajomy wywrócił oczami odsuwając się od wielkich drzwi, przepuszczając nas. Odetchnęłam z ulgą, kiedy facet został za nami.- Spokojnie, robią to dla ochrony. Nieletni nie może tutaj wejść bez osoby dorosłej- wyjaśnił kierując nas w stronę kasy.- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson- powiedział do pracownika za kontuarem. Chłopak ze znudzoną miną spojrzał w komputer wpisując coś, a następnie podając nam dwie pary butów. Zmarszczyłam brwi zaciekawiona. Skąd Lou wiedział jaki mam rozmiar?
-Chodź...- zawołał chłopak biorąc do ręki buty, a drugą ciągle oplatając mnie w pasie. Skierowaliśmy się w stronę najdalej położonego toru, który aż tak nie rzucał się w oczy. Odebrałam od szatyna buty, zmieniając je i patrząc na tor.
-Lou...- zaczęłam- nie wiem czy wiesz, ale ja nigdy nie byłam na kręglach. Nie umiem w to grać...- zerknęłam na sąsiednie tory, gdzie obcy ludzie rzucali ogromnymi kulami i zbijali stojące na samym końcu kręgle.
- Nie ma problemu, nauczę cię- uśmiechnął się do mnie, biorąc do ręki czerwoną kulę.- Najważniejszy jest zamach. Musisz tylko porządnie się zamachnąć i...- powiedział wyrzucając rękę do tyłu i szybko wypuszczając kulę na tor- upuścić ją, a potem obserwować.
     Uważnie śledziłam wzrokiem tor kuli. Łagodnie szła środkiem toru, zbijając tym samym wszystkie kręgle jakie miała na swojej drodze. 
- Twoja kolej- zawołał podając mi kolejną kulę. Wzięłam ją niepewnie do rąk podchodząc do początku naszego toru. Zagryzłam wargę analizując kolejne ruchy. Nagle poczułam ciepłe, silne dłonie na moich biodrach. Zadrżałam zdając sobie sprawę, że był to Louis. Jego dłonie przez kilka sekund gładziły skórę na moich brzuchu, przesuwając się w górę, aż do ramion. Delikatnie chwycił mnie za prawą rękę przekładając do niej kulę i wkładając moje palce w dziurki, abym mogła ją utrzymać.- A teraz... delikatnie odchyl dłoń do tyłu...- mruknął do mojego ucha, nakierowując moją rękę. Czułam jak moje policzki pieką mnie żywym ogniem. Co ten kretyn ze mną wyprawia?- I... teraz upuść- powiedział, kiedy moja ręka ponownie znalazła się nad torem. Wyswobodziłam palce z kuli, obserwując jak uderza w kręgle, zbijając wszystkie poza jedną. - Brawo! Jak na początek idzie ci doskonale!- zaśmiał się kładąc swoją głowę na moim ramieniu. 
     Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego. W tej chwili wyglądał jak małe radosne dziecko, które dostało swoją upragnioną zabawkę. Rzadko go takim widziałam, a powinien częściej się uśmiechać... tak podzielam zdanie miliona fanek, które uważają, że uśmiech Lou jest najpiękniejszy na świecie. 
- Przebijesz mnie?- zmrużyłam oczy obserwując szatyna. Przekrzywił głowę zaciekawiony.
- Rzucasz mi wzywanie?- zapytał poruszając znacząco brwiami. Zaśmiałam się, kiwając głową i podając mu do ręki kulę. Chwilę później pokręciłam głową z niedowierzaniem, widząc śmiejącego się Tomlinosna.- wszystkie zbite... pokonasz mnie?- ukłonił się.
     Wzięłam do ręki kulę i tak jak przed chwilą zrobił to Tommo, puściłam ją na tor. Chwilę później dorównałam wynikiem przyjacielowi. Graliśmy na zmianę przez dwie godziny, aż w końcu Lou oddał ostatni rzut i... wygrał.
- Tak! Wygrałem!- krzyknął podbiegając do mnie i chwytając w pasie.- WYGRAŁEM!!!- wykrzyczał okręcając się ze mną do koła. Zaśmiałam się, mocno chwytając go za szyję i oplatając swoimi nogami jego biodra.
- Puść mnie wariacie- zawołałam przez śmiech. Chłopak pokręcił głową uśmiechając się do mnie łobuzersko. O nie.- Ej Lou... proszę cię wypuść mnie- spojrzałam w jego oczy, mając nadzieję, że to podziała. Szatyn pokręcił przecząco głową.- Dobra... co chcesz w zamian?
- No jak to co? Całusa dla zwycięzcy!- uśmiechnął się, stukając palcem wskazującym w środek policzka. Prychnęłam cicho pod nosem przybliżając się do niego i spełniając jego prośbę.
     Chwilę potem stałam już prawie na własnych nogach. Dlaczego prawie? Louis mocno przyciągną mnie do swojej klatki piersiowej uważnie obserwując. Splunęłam rumieńcem wyswobadzając się z jego ramion.
-Dobra panie zwycięzco... idziemy coś zjeść, bo ta rywalizacja kompletnie mnie wymęczyła.- rzuciłam ściągając wypożyczone buty i zakładając szpilki. Po chwili wychodziliśmy z budynku, kierując się w stronę pobliskiej pizzerii. Kątem oka zerknęłam na chłopka.
     Nadal dziwiłam się, ze nie zaczepiła nas ani jedna fanka. Louis nie był przebrany, wyglądał tak jak zawsze, a mimo to, nie napadła na nas ogromna chmara rozszalałych fanek czy reporterów jak w sytuacji z Zayn'em. Zresztą tak było nawet lepiej. Nie chciałam wylądować w gazecie z dopiskiem ''siostra Horan'a''. Chcę być normalną nastolatką, tak długo jak to możliwe.
     Weszliśmy do ogromnego wnętrza pizzerii, której motywem przewodnim było USA. Pierwsze co rzuciło się w oczy to ogromna flaga stanów Zjednoczonych wisząca naprzeciwko wejścia. Amerykańska knajpka... rewelacyjnie. Skierowaliśmy się w stronę najbardziej odległego stolika nie chcąc ryzykować bliskim spotkaniem z fanami albo reporterami. Mimo, ze to tej pory nic takiego się nie zdarzyło, nadal istnieje ryzyko ich spotkania.
     Opadłam na czerwoną kanapę, a sekundę później obok mnie siedział Lou. Objął mnie ramieniem biorąc do ręki kartkę z menu. Przygryzłam wargę... wyglądał tak perfekcyjnie...
-Jaką pizze wybierasz?- zapytał szatyn wpatrując się w kartę. Szybko przeleciałam wzrokiem po spisie nie wyłapując niczego ciekawego.
- Zdaje się na ciebie- rzuciłam przeciągając się. Palce Tomlinsona radośnie łaskotały moje ramię, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Słyszałem, że z owocami morza jest idealna- mruknął podnosząc się z miejsca i kierując się w stronę kasy. Rozejrzałam się dookoła uważnie lustrując pomieszczenie. Typowa amerykańska pizzeria. w środku oprócz nas było jeszcze kilkoro ludzi radośnie rozmawiający i zajadający się pizzą.- Będzie gotowa za 15 minut.- podskoczyłam słysząc głos chłopaka. Zaśmiał się cicho i ponownie siadł obok mnie, biorąc do ręki kosmyk moich włosów.- To jak opowiesz mi o swoim pierwszym dniu w szkole? Komu już dokopałaś?
      Wzruszyłam ramionami zaczynając opowiadać jak minął mi dzień. Louis z uwagą mnie słuchał od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Nie mam pojęcia co go tak musiało rozbawić, ale postanowiłam go o to nie pytać.
- Państwa pizza- naszą rozmowę przerwała kelnerka, która przyniosła naszą pizzę. Zerknęłam na kobietę, która pożerała Louisa wzrokiem. Uniosłam jedną brew do góry zagryzając wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Dziękujemy- odezwałam się. Kobieta przeniosła na mnie swój wzrok i zwęziła oczy. Mruknęła ciche ''smacznego'' i odeszła.
- Co to było?- zaśmiał się Lou biorąc do ręki jeden kawałek. Wzruszyłam ramionami, robiąc niewinną minę. Spojrzałam na pizzę, niepewnie biorąc do ręki jeden kawałek.
- Nie ma tutaj ośmiornicy?- zapytałam niepewnie odgryzając kawałek.
-Spokojna głowa... na będzie tutaj żadnego ośmionogiego stwora..- zawołał śmiejąc się. Wywróciłam oczami żując ciasto i słuchając opowiadań Lou i przygotowaniach do trasy. Nawet nie miałam pojęcia o nawale pracy przed trasą.
     Zerknęłam na kolejny kawałek pizzy zauważając bladoróżową nogę z czarnymi przyssawkami. skrzywiłam się zdejmując ją i odkładając na talerz. Szatyn spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Małże - okej, ale ośmiornica... już nie- powiedziałam. Louis wywrócił oczami mrucząc pod nosem ''dziewczyny''- Jak tam u Eleanor...?- skrzywiłam się kiedy wypowiadałam jej imię. Nie wiedziałam tej dziewczyny jakiś rok i miałam nadzieję, że nie zobaczę przez najbliższe kilka miesięcy.
- Jest w Anglii, za parę tygodni skończy studia... a potem przyleci do nas- uśmiechnął się a w jego oczach mogłam zauważyć promyki szczęścia. Tak... Louis naprawdę ją kochał....

******

     Wysoka, szczupła szatynka, wpadła do pokoju, od razu zostając przyciśnięta do ściany za jej plecami. Jej usta zachłannie poszukiwały ust drugiej osoby, a gdy je znalazły wpiły się nie, jakby nie widziały ich kilka lat. Chłopak uniósł dziewczynę za uda, a ta, aby chłopak nie stracił równowagi - oplotła swoimi nogami jego biodra.
- Jesteś pewna, ze nikt nas nie widział?- wyspał do jej ucha, pozbywając się jej bluzki.
- Tak...- jęknęła.
- A twój chłopak?- rzucił kolejne pytanie. Dziewczyna nie odpowiedziała tylko ściągnęła z niego koszulkę składając na jego klatce piersiowej zachłanne pocałunki.- Eleanor...- warknął odrywając się od niej i zmuszając do odpowiedzi.
- Jego tu nie ma Max. Jest w Irlandii... nie dowie się- wzruszyła ramionami zrzucając buty i znikając z chłopakiem w sypialni.


************

Wróciłam. Taaaak. Przepraszam, że nie było odcinka w zeszłym tygodniu... ale wpadłam w dół twórczy i nie mogłam nic napisać. Ten odcinek również nie wygląda tak jak miał wyglądać, za co przepraszam. Całkowicie schrzaniłam scenę w pizzerii... mam nadzieję, że kręgle to nieco... zamaskują :P
Dziękuję za 34 obserwatorów!

I UWAGA WAŻNE OGŁOSZENIE!!!
w przyszłym tygodniu ( nie wiem dokładnie kiedy ) jadę do babci na Mazury... tata musi się nią zaopiekować przez jakiś czas, a ja jadę tam z nim, dlatego:
1) odcinka w przyszłym tygodniu  NIE BĘDZIE
2) nie mam pojęcia czy w kolejnym tygodniu również się pojawi...
Babcia mieszka na wsi, gdzie czasami nawet zasięgu nie ma ( kill me T.T ) a o internecie mowy nie ma. Prawdopodobnie będziemy u babci 2 tygodnie, więc odcinka spodziewajcie się od 11. 08, chociaż NIC NIE OBIECUJĘ BO NIE WIEM ILE TAM BĘDZIEMY.
Mam nadzieję, że będziecie czekać... 
Postaram się jeszcze napisać w poniedziałek dokładniejsze informacje na temat mojego wyjazdu.
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE Z TYM ODCINKIEM!


niedziela, 13 lipca 2014

Chapter XXVIII cz.1


***********

     Nerwowym spojrzeniem wpatrywałam się w oszklone drzwi prowadzące do piekła zwanego przez wszystkich szkołą. Raz po raz byłam szturchana przez zmierzające osoby do wnętrza budynku i obrzucona ciekawskim spojrzeniem. Już na parkingu wzbudziłam niemałe zainteresowanie swoją osobą. Może konkretnie nie ja, a samochód. Mogłam się spodziewać, że takie cacka nie jeżdżą tutaj codziennie, ale nie byłam w stanie przewidzieć reakcji uczniów. Zatrzymywali się, pokazywali mnie palcem i z niedowierzaniem wpatrywali się to we mnie, to w samochód. I ja liczyłam na to, że uda mi się dojść niespostrzeżenie do szkolnej szafki? Hahaha... dobre sobie.
     ''Ogarnij się dziewczyno! Stoisz już kilka minut na dziedzińcu. Lada chwila, a wezmą cię za chorą umysłowo!'' Westchnęłam powoli kierując się w stronę wejścia. Oczywiście tak jak pozostała część uczniów tej beznadziejnej szkoły miałam na sobie mundurek, który był ''nieco'' zmodyfikowany. Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Harriet podsuwając pomysł na ''upiększenie'' mundurku. Swoją drogą, pomysł był rewelacyjny.
     Zwykłe rajstopy zastąpiłam czarnymi zakolanówkami, a buty wymieniłam na czarne szpilki z ćwiekami z tyłu. Najdłużej wahałam się przy szmacie, która miała nazywać się ''spódnicą''. Harriet zaproponowała aby zostawić ją tak jak jest, jednak dla mnie... ona była kompletnie bez gustu, za szeroka i zdecydowanie za długa, dlatego minimalnie ją skróciłam i zwęziłam. Przynajmniej będę w tym czymś wyglądać jak człowiek. W kwestii marynarki zgodziłyśmy się bez dwóch zdań. Materiał, który był o dwa rozmiary za duży, wystarczyło zwęzić i odciąć zbędne kawałki, tak aby idealnie współgrała z spódnicą... a nie przepraszam, po poprawkach stała się spódniczką. Koszula... jako jedyna nie uległa tak ogromnej zmianie...została tylko delikatne zwężona i skrócona. Nie rozumiem dlaczego wszystkie szkoły zamawiają tak duże rozmiary dla dziewczyn. przecież wiadomo, że będziemy się w tym topić.
     Włosy lekko natapirowałam, pozwalając im łagodnie opaść na moje ramiona. A jeżeli chodzi o makijaż... Nie mogą zabronić mi chodzenia przynajmniej w podkładzie, tuszu do rzęs i błyszczyku. Powinni się cieszyć, że zrezygnowałam z większości kosmetyków, których używałam.
     Reakcja chłopaków kiedy mnie zobaczyli tego ranka w kuchni - bezcenna. Oczywiście Niall jak każdy ''rozsądny'' starszy brat zaczął krzyczeć, że nie wpuszczą mnie tak do szkoły. Szczerze? Gdyby jego wizja się sprawdziła, byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Najbardziej zaskoczyła mnie reakcja Louisa. Chłopak uważnie zmierzył mnie spojrzeniem, a na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmieszek. Ciągle pamiętałam jego ''metodę'' na wyciągniecie ode mnie istotnych wiadomości i nie powiem, ze mi się to nie podobało, wręcz przeciwnie, ale wiedziałam, ze dla niego to nic nie znaczyło. Miał dziewczynę, sukę co prawda, ale mimo wszystko, ona nadal jest ''jedyną kobietą'' w życiu Lou.
- Alison!- z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos Harriet- wyglądasz rewelacyjnie!- zaśmiała się obchodząc mnie dookoła.- Stara Dolly wpadnie w szał jak cię zobaczy.
- Kto to jest?- rzuciłam marszcząc brwi. Stara Dolly? Urzekające przezwisko.
- Woźna.. jest wstrętna- mruknęła dziewczyna odsuwając się ode mnie. Zmierzyłam ją spojrzeniem z ulgą stwierdzając, że wygląda podobnie jak ja. Jak widać popularni mają gdzieś zasady tej szkoły.- Okej, chodźmy. Pokaże ci szafkę, a potem resztę szkoły.
     Skierowałyśmy się w stronę rzędu szafek, z różnymi cyframi, gdzie stało już kilkanaście uczniów. Wszyscy zaciekawieni spoglądali na mnie, ale kiedy zauważali różowowłosą przy moim boku, momentalnie odwracali wzrok. Wygląda na to, że dziewczyna cieszy się tutaj niemałym szacunkiem.
     Bez problemu odnalazłam swoją własność, która będzie mi towarzyszyła przez kolejny rok. Wpisałam kod, otwierając ją i wrzucając do niej wszystkie książki jakie tylko miałam. Nie będę ich tachać ze sobą. Na drzwiczkach powiesiłam plan lekcji, zerkając na niego. Jako pierwszą lekcję mam... matematykę. No nie.
- Mamy teraz matematykę, ale spokojnie. Foster jest stary i przygłuchy, więc na jego lekcji można robić co się chce.- rzuciła moja towarzyszka bawiąc się jabłkiem.- dobra, pokaże ci salę gimnastyczną, gdzie o tej porze będą największe ciacha w szkole... i mój wkurzający brat.- mówiąc to wywróciła oczami z zażenowaniem.
     Dziewczyna w podskokach pobiegła przed siebie, a ja ledwo powstrzymując śmiech udałam się za nią. Wyszłyśmy zza łuku, gdzie znajdowało się wejście do sporej rozmiarów sali. Niepewnie weszłam do środka, od razu zauważając różową czuprynę koleżanki... chyba mogę ją tak nazwać?
- Al, chodź do nas!- krzyknęła tym samym skupiając na mnie uwagę wszystkich w sali. Dzięki Harriet, naprawdę mi kurwa pomogłaś! myślałam czując jak moje policzki stają się całe czerwone.
- Kogo moje oczy widzą? Czy to nie jest czasami nasza znajoma chłopaki?- zawołał wysoki brunet podchodząc do mnie. Spojrzałam na niego lekko przekrzywiając głowę. Gdzie ja cię widziałam kolego...
- Caleb?- rzuciłam cicho niepewna. Chłopak skinął głową tym samym wywołując na mojej twarzy uśmiech- jesteś w drużynie futbolowej? I nic nie mówiłeś?- powiedziałam zaskoczona.
- Tylko mi nie mów, że wierzysz w stereotyp ''chwalący się wszystkim kapitan drużyny''- przewrócił oczami. Zaśmiałam się kiwając głową, na co chłopak wydał z siebie jęknięcie pełne zawodu.- No nie... Miałaś rację co do tego, że nie jesteś grzeczną dziewczynką. Miałaś się tutaj pojawić półtora tygodnia temu- rzucił łapiąc mnie za nadgarstek i ciągnąc w stronę drużyny.- Nawiałaś bratu?
- Coś w tym rodzaju... a potem wylądowałam w szpitalu, nieciekawa historia.- mruknęłam speszona.
     Siostra chłopka momentalnie znalazła się obok nas uśmiechając się w stronę brata, chwytając mnie pod ramię i odciągając od sportowca.
- Wybacz stary, ale musimy zwiedzić całą szkołę. Do zobaczenia na lunchu!- krzyknęła wyprowadzając mnie z sali. Wygląda na to, że z nimi nie da się nudzić.

~*~

     Z radością opadłam na siedzenie w swoim aucie, pozwalając zmęczonym stopom na odpoczynek. Po dość długiej wycieczce po szkole, oraz zdradzeniu mi wszystkich najświeższych plotek, dotarłyśmy na matematykę. Harriet nie żartowała. Nauczyciel kompletnie nie zwracał na nas uwagi, ciągle pisał coś po tablicy z nadzieją, że któreś z nas będzie przepisywać. 
     Pozostałe lekcje przepływały w miarę spokojnie. Kilka razy musiałam stanąć na środku klasy i przedstawić się wszystkim czego wręcz nienawidzę. Na szczęście to były tylko nieliczne wyjątki.
     Odpaliłam samochód powoli wyjeżdżając z parkinu. Harriet została na treningu cheerleaderek, tak samo jak jej brat. Ja natomiast skierowałam się w stronę domu... gdzie musiałam pożegnać się z chłopakami.


*********
PRZEPRASZAM!
Odcinek do dupy, krótki i taki.... bleeeeeee
Miał wyglądać inaczej, ale... nie za bardzo wiem co mam dzisiaj napisać.
Przepraszam jeszcze raz, że dzisiaj bez gifów i muzyki... jutro to naprawię, obiecuję ( i być może coś dopiszę do odcinka, więc sprawdzajcie!)
Mam dzisiaj naprawdę zrąbany dzień i... mam nadzieję, że zrozumiecie...
Możecie hejtować - należy mi się.
Z racji tego, że odcinek do dupy... limitu komentarzy nie ma.
Przepraszam
x

UWAGA! DOPISEK Z 14.07.14r.
SPRAWDZIŁAM ODCINEK, POPRAWIŁAM BŁĘDY, DOPISAŁAM COŚ WIĘCEJ, ALE.... NADAL JEST DO DUPY, DLATEGO ''CHAPTER XXVIII'' ZMIENIA NAZWĘ NA ''CHAPTER XXVIII CZ.1''
WYBACZCIE!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Chapter XXVII


**************

- Możesz mi wytłumaczyć co to do cholery jest?- ryknął blondyn, kiedy tylko pojawiłam się w zasięgu jego wzroku. Stał obok nowego auta, które dostałam od Chana ze wściekłą miną. Cholera. I jak mam mu teraz wytłumaczyć, skąd je mam?
- Emm.... no wiesz. Dostałam.- mruknęłam cicho rozglądając się w koło. Za mną stała reszta One Direction, którzy wręcz pożerali wzrokiem to cudo na naszym podjeździe. Ja rozumiem, że to auto jest... rzadko spotykane, no ale ludzie. Powinni się ogarnąć. I zniknąć mi z oczu, jeżeli nie chcą oberwać, bo coś czuję, ze między mną a Niall'em będzie porządna kłótnia.
- Dostałaś?- prychnął, zbliżając się do mnie.- Od kogo? I po co?
     Westchnęłam zrezygnowana. Nie muszę mówić mu całej prawdy, nie? Mogę tylko napomknąć, że auto dostałam i tyle. Nikt nie musi od razu wiedzieć, po co mi one. I w jakim celu, znalazło się u mnie.
- Od Chana, starczy?- warknęłam w jego kierunku, wymijając go i zbliżając się do auta.- Zobaczył, że mojego starego auta nie da się już naprawić, więc dał mi jedno ze swoich, których ma na pęczki.- wzruszyłam ramionami. Błagam, odpuść Niall...
- Alison... znowu to robisz... znowu zaczynasz się ścigać.- pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Nie!- krzyknęłam. Muszę zaprzeczyć. Nikt nie może wiedzieć o zbliżającym się wyścigu. Im mniej osób o tymm wie, tym większe prawdopodobieństwo, że gliny się nie pojawią. - Nie ma żadnego wyścigu, Niall...
- Chociaż raz nie kłam- powiedział, podchodząc do mnie. W jego oczach widziałam smutek, żal... i zawód. Odsunęłam się od niego na kilka metrów, nie chcąc, aby poczucie winy mną zawładnęło. - Alison...
- Po co mam cokolwiek mówić, skoro znasz prawdę?- szepnęłam wymijając go. Zrobiłam zaledwie kilka kroków, kiedy poczułam jak chłopak łapie mnie za nadgarstek.
-Obiecałaś mi coś, Al. Obiecałaś, że nie wrócisz do tego, dlatego zgodziłem się zabrać z nami twój samochód. Rozumiem, że go zniszczyłaś i dostałaś nowy od znajomego, ale ewidentnie tutaj chodzi o coś jeszcze.Dlatego powiedz mi, kiedy jest ten wyścig?
     Zamknęłam oczy ogarniając włosy z czoła. Co mam mu powiedzieć? Jak dowie się, kiedy jest wyścig, zabierze mi auto, a na to nie mogę pozwolić. Co z tego, że w tym dniu będzie w trasie? Niall postawi całą policję na nogi, aby mnie powstrzymać.
- Jeżeli ci powiem- mruknęłam- obiecasz, że nie zawiadomisz policji i pozwolisz mi wziąć w tym udział?- spojrzałam w jego oczy. Uważnie mnie obserwował, jakby chciał dowiedzieć się dlaczego to robię.
-Nie mogę ci tego obiecać...- odpowiedział po chwili- obiecałaś, że nie będziesz się więcej ścigać. To jest niebezpieczne, możesz tam zginąć! Jak ja potem powiem o tym mamie? Pomyślałaś o tym?- rzucił odsuwając się ode mnie- ''Część mamo, Alison niestety nie żyje, bo brała udział w nielegalnych wyścigach, a na ostatnim nie dała sobie rady i miała wypadek. Tak mamo, wiedziałem o wszystkim, ale nie zrobiłem nic, aby ją powstrzymać, wybacz!''- zironizował ciągnąć się za włosy.- Czy ty myślisz? Przecież ona się załamie!
- Jak na razie żyję, Niall- warknęłam zakładając ręce na piersi. Nie ma to jak urocza kłótnia z braciszkiem z samego rana przed domem. Jeszcze brakuje mi tylko tego, aby jakiś reporter nagrał naszą ''rozmowę'' i gdzieś opublikował.- Wiem co robię, to nie jest mój pierwszy raz! Chan poprosił mnie o to nie bez powodu! Dobrze wie, że wygram!
- Powiedz mi... czy ta wygrana jest tak ważna, że wolisz ryzykować swoje życie, oraz naszej mamy?- podszedł do mnie i chwycił mocno za ramiona.- odpowiedz mi!- krzyknął potrząsając mną.
- Oczywiście że nie!- szarpnęłam się uwalniając się z jego uścisku- nic nie jest tego warte!
- Więc po co to robisz?!
     Cholera. 
- Bo do zgarnięcia jest kupę forsy!- nie wytrzymałam. Dobrze wiedział jak mnie sprowokować, aby dowiedzieć się tego czego chce. Proszę otrzymał powód dla którego to robię. Pytanie tylko co z tym zrobi?
- I tylko tyle?- zdziwił się- pieniądze... Chodzi tylko o pieniądze? Dla jednego durnego papierku jesteś w stanie zapłacić nawet życiem?!
- To nie jest byle jaki papierek, Niall. Sam doskonale o tym wiesz- mruknęłam kręcąc głową i wchodząc do domu. Wiedziałam, że wszyscy pójdą za mną. Oczywiście.
- Alison... czemu nie przyjdziesz do mnie, jeżeli potrzebujesz pieniędzy?- westchnął blondyn opadając na kanapę- przecież doskonale wiesz, że mogę ci dać ile tylko chcesz, a...
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- przerwałam mu- to nie dla mnie są te pieniądze, tylko dla Chana i chłopaków! Ja ich nie potrzebuje, mam wystarczająco dużo zer na koncie przez rodziców, którzy sądzili, że pieniędzmi mnie ubłagają i usprawiedliwią swoją nieobecność.
- Skoro te pieniądze są dla nich, po co ty ryzykujesz? Czemu nie wystartuje ktoś inny?
- Bo jakaś działka mi przypada, a ja ją oddaje na cele charytatywne, rozumiesz? A jeżeli ja będę za kółkiem mamy największe szanse, ze wygramy- skończyłam odwracając się do niego plecami- Nie powstrzymasz mnie Niall, więc daruj sobie jakiekolwiek gierki. Biorę udział w tym wyścigu czy ci się to podoba czy nie.
     Szybkim krokiem wyszłam z salonu wbiegając po schodach na piętro. Musiałam sprawdzić czy Harriet jeszcze śpi, chociaż wątpię, aby było to możliwe. Nasze krzyki musiały ją obudzić. 
     Niepewnie stanęłam przed drzwiami do mojego pokoju i cicho zapukałam. Nic. Cisza. Nacisnęłam klamkę wchodząc do pokoju, od razu patrząc na łóżko. Było puste.
     Zmarszczyłam brwi rozglądając się w koło, aż usłyszałam szum wody dochodzący z łazienki. Dziewczyna najprawdopodobniej bierze prysznic. Westchnęłam opadając na krzesło i chowając twarz w dłonie. To nie tak miało być. To nie tak miało wyglądać. Miałam już nigdy więcej się nie ścigać, a co robię? W piątek będę siedziała za kółkiem i myślała tylko o wygranej. Rozumiem, że Chan chce wygrać całą sumę i musiał wystawić mnie. Tylko ja byłabym w stanie to zrobić: dojechać na metę jako pierwsza. Mam nadzieję, że po tym wyścigu już nie będę musiała nigdy więcej tego robić.
     Podniosłam głowę zauważając, że przede mną stoi różowowłosa okryta ręcznikiem. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Harriet, tak?- rzuciłam. Skinęła głową- Dobra... ciągle będziesz takim samym milczkiem jak wczoraj czy coś w końcu powiesz?
- Ja... - zaczęła- przepraszam, że tak nagle wczoraj wybiegałam na ulicę, na serio nie chciałam...
- Dobra, dobra, było minęło- machnęłam dłonią- Tam przyszykowałam ci ubrania, więc możesz je założyć.- wskazałam na róg łóżka- Jak się ubierzesz zejdź na dół przyszykuje śniadanie, a potem odwiozę cię do domu, zgoda?
- Zgoda...- mruknęła odwracając się o biorąc do ręki ubrania.
- Aaa jeszcze jedno!- zawołałam wychodząc z pokoju.- Jak będziesz schodzić, nie przeraź się tej piątki kretynów, którzy się tutaj szwendają. Są nieszkodliwi... ale nie jestem całkowicie pewna, kiedy byli szczepieni na wściekliznę...- dodałam uśmiechając się.
- Bracia?- rzuciła śmiejąc się.
- Panie Boże, chroń!- krzyknęłam łapiąc się za serce- Na nieszczęście albo szczęście tylko jeden z nich... reszta to jego przyjaciele, a dla mnie to wrzody na tyłku.
     Nastolatka zaśmiała się znikając w łazience. Szybko zbiegłam ze schodów, wpadając do kuchni i otwierając lodówkę. Nie miałam pojęcia co mogę zrobić na śniadanie... Miałam cichą nadzieję, że gdy postoję kilka minut przed otwartą lodówką, wpatrując się w jej zawartość, w jakiś cudowny sposób mnie oświeci i będę mieć pomysł co przygotować. Jednak... tak się nie stało. Lodówka nie oświeciła mnie. Mój plan zawiódł.
- Wasza mama zostawił naleśniki z wczoraj- usłyszałam za sobą głos Lou. Podskoczyłam, gwałtownie się odwracając. Chłopak stał w progu uśmiechając się niewinnie w moim kierunku. Zmrużył lekko oczy i przechylił głowę. Kurwa... ale on seksownie tak wygląda.... Opanuj się Evans! On ma dziewczynę, debilko!
- Tommo.... ja cię kiedyś zabiję...- warknęłam opierając się o szafki za mną, głęboko oddychając. Liczyłam do dziesięciu chcąc uspokoić rozszalałe bicie serca. Jak tak dalej pójdzie to skończę lada moment w grobie.
- Nie przesadzaj...- zaśmiał się, nieznacznie się zbliżając- Harriet jeszcze śpi?- przeczesał ręką włosy, zagryzając wargę.
- Nie, już nie. Zaraz zejdzie na śniadanie.- mruknęłam odwracając się do chłopaka plecami, pochylając się i szukając w lodówce naleśników. Chwyciłam talerz stawiając go na półce razem z sokiem pomarańczowym. Jak ja kocham mamę. Coś mi się wydaje, że za bardzo nas rozpieszcza.
     Zdawałam sobie sprawę z tego, że moje policzki są całe czerwone, od intensywnego spojrzenia chłopaka. Byłam zła na siebie, że takie wywołuje u mnie emocje przez głupie przypatrywanie się. Nie rozumiałam dlaczego on tak na mnie oddziałuje. Przecież dobrze wiedziałam, ze Louis ma dziewczynę, a zresztą znam go od kilku lat i zawsze widziałam w nim najlepszego przyjaciela. Mogłam powiedzieć mu o wszystkim, a teraz tak nagle... zaczynam się czerwienić w jego obecności i peszyć.
     Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i przysuwa do siebie. Zmarszczyłam brwi czując perfumy szatyna. Znieruchomiałam kiedy zaczął powoli jeździć swoimi dłońmi po moim brzuchu. Co on wyprawia?
- Jak wysoka jest stawka?- szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek. Zadrżałam w jego ramionach. Co jest grane?- Ile jest do zgarnięcia na wyścigu?- powtórzył, kiedy nie otrzymał odpowiedzi. Przekrzywiłam głowę, kiedy składał delikatne pocałunki na mojej szyi. Miałam problem, aby zebrać myśli i utworzyć logiczne zdanie, a to tylko przez niego!
     Jęknęłam kiedy zaczął wodzić nosem po mojej szyi. Co on wyprawia? Przecież ma dziewczynę!
- Lou...- wyjąkałam próbując uwolnić się z jego uścisku.- Pppuść mnie...
- Tylko kiedy powiesz mi ile jest do wygrania...- zacieśnił swój uścisk.
     No Evans ogarnij się! Ile mówił ci Chan, że jaka jest stawka? Wiesz to, wysil się!
- Sto tysięcy- wyjąkałam po chwili. Czułam jak szatyn uśmiecha się pod nosem i mnie puszcza. Zachwiałam się delikatnie, ale szybko zostałam przytrzymana przez dwie silne ręce. Zaskoczona spojrzałam w rozbawione oczy chłopaka.
- O to mi chodziło, Curly...- dodał całując mnie w czoło i wychodząc z pomieszczenia. Czy ktoś może mi powiedzieć co się tak właściwie właśnie stało?!

~*~

     Zmieniłam kolejne biegi w samochodzie, wyprzedając srebrne volvo. Kierowca zmrużył oczy, na co błysnęłam mu światłami, momentalnie przyśpieszając. Harry kazał mi jak najszybciej wrócić do domu. Reporterzy dowiedzieli się, że zespół przebywa w Irlandii i zaczynają powoli czekać pod naszym domem. Chłopcy chcieli się upewnić, że nikt mnie nie zobaczy i nie rozpozna.
- Okej... czyli mieszkasz w domu razem z One Direction?- zapytała siedząca obok mnie dziewczyna. Skinęłam głową- I jeden z nich jest twoim bratem?
- Tak, to Niall...- westchnęłam zaciskając mocniej dłonie na kierownicy.- Tylko proszę... nie mów nikomu, co? Nie chcę, aby ktoś się o tym dowiedział...
- Spokojnie, będę milczeć jak grób!- zawołała różowowłosa udając, że zamyka usta i wyrzuca kluczyk. Zaśmiałam się pod nosem. Znam tę dziewczynę jeden dzień, a czuję się jakbyśmy znały się od zawsze. Niewiarygodne, nie?- OK... czyli jutro idziesz pierwszy dzień do szkoły? Wiesz kto ma cię oprowadzać?
- Nie... w sekretariacie powiedzieli mi tylko tyle, że ktoś będzie na mnie czekał.
- Siedzisz obok tej osoby.- wskazała na siebie- To mnie przypadło zadanie pokazanie ci szkoły... znasz już kogoś?- czy ona pisze książkę o mnie?
-Tylko trzech chłopaków. Justin, Nick i Caleb... chyba to są ci najbardziej popularni w szkole- mruknęłam obserwując drogę za mną
- Taaak...- zaśmiała się cicho.- Justin to mój brat.
     Whoa. Wygląda na to, że mam szczęście. Od razu poznaję elitę i co lepsze... pomagam im. 
- Inaczej mówiąc poznałaś już wszystkich z elity. Wiesz kogo się trzymać.- powiedziała wskazując jeden z domów przy drodze- Tutaj mieszkam. Dziękuję za podwózkę i za pomoc wczoraj...
- Spokojnie nic się nie stało.- Uśmiechnęłam się parkując na podjeździe.
- To jest mój numer- podała mi małą karteczkę z rzędem cyferków.- Jakby co to dzwoń. To jak jutro o ósmej trzydzieści pod szkołą? Lekcje mamy dopiero od dziewiątej...
     Skinęłam głową obserwując jak wysiada i idzie w stronę domu. Chyba jutrzejszy pierwszy dzień w szkole nie będzie taki zły...

*******
Odcinek spóźniony... przez technikę -.- Pisałam wczoraj dwa razy odcinek i dwa razy laptop mi się wyłączał nie zapisując tego co już miałam... Za drugim razem uznałam, że jest już za późno na napisanie go jeszcze raz i dodanie, więc robię to teraz....
Czyżby wszyscy gdzieś wjechali tylko ja zostałam w domu? Nieee.... ja tak nie chcę :D
OK... co tu jeszcze dodać...
Ah! Blog o Liamie! Zwiastun ( już poprawiony mam nadzieję) dostanę w ręce dopiero 14, miał być 7 ale z dziwnych przyczyn się nie pojawił... Taaak.... Postaram się dzisiaj dodać jeszcze kolejny odcinek, więc możecie wejść jakoś tak wieczorem i sprawdzić, czy już jest czy nie. Jeżeli do godziny 21 nie będzie rozdziału, pojawi się on jutro!
Wakacje już trwają, a ja ich nadal nie czuje... pewnie to dlatego, że prowadzę aż 4 blogi jednocześnie, dlatego proszę o wyrozumiałość, jeżeli będę się spóźniać z odcinkami ( a tego bym nie chciała) Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko w miarę ogarnąć i powoli ruszyć do przodu :D
Dobra, dobra... wiem są wakacje, słonko świeci, a Wam się nie chce siedzieć w domu przed komputerem i czytać tych moich nic nie wartych wypocin... Ale mam jeszcze małe ogłoszenie. Zdałam sobie sprawę, że z tej historii robi się powoli taki duuuuuuży tasiemiec, dlatego akcja powoli zacznie przyśpieszać. Już niedługo zacznie się coś dziać ( za dwa odcinki- obiecuję) więc nie będzie wiało nudą tak jak teraz... ;) A blog o Li... nie będzie aż tak długi, postaram się aby był krótszy :D

10 komentarzy = next!

odcinek nie sprawdzany, przepraszam za błędy...!
Odcinek sprawdzony!

niedziela, 29 czerwca 2014

Chapter XXVI

Waaakacje! Znowu są waaakacje! Na pewno mam rację.... wakacje znowu są!
Tak! Udało się moi drodzy. Przeżyliśmy kolejny rok szkolny, a przed nami dwa miesiące błogiego lenistwa! :D Ah.... Tak długo na to czekałam...
Ok... Nie przynudzam, jednak... zanim całkowicie zatracicie się w rozdziale i błogim lenistwie, dopóki UWAGA CYTUJĘ nic nie zamroczyło Waszej mózgownicy... pragnę poinformować, iż na moim drugim blogu ( o Liamie ) ukazał się pierwszy odcinek, a kolejnego możecie się spodziewać już w przyszłym tygodniu. KLIK Zapraszam do czytania i zostawienia sowich opinii... A... i najważniejsze.
Dołączajcie do obserwatorów! :D


************

     Oparłam głowę na nagłówku za mną, uważnie obserwując drogę przed sobą. Słońce zaszło raptem kilka chwil temu, a już nic nie było widać dalej niż na wyciągniecie ręki. Panie i panowie... Irlandia.
     Palce mocno ściskały kierownicę, kiedy wyprzedzałam kolejne auta. Z chęcią znalazłabym, się już w domu i porządnie opieprzyła Horana za to, że ukrywał przede mną ich wyjazd. Jestem w końcu jego siostrą, wkurwiającą co prawda, ale nadal łączą nas jakieś więzy krwi. Przynajmniej one do czegoś zobowiązują.
     Znudzonym wzrokiem spojrzałam na nowiusieńkie radio, które aż prosiło się, aby je włączyć. Z głośnym westchnięciem wcisnęłam jeden przycisk, a po chwili w całym wnętrzu auta można było usłyszeć pierwsze tonu jakieś piosenki. Po chwili jednak zmieniłam stację, rozpoznając utwór zespoliku mojego braciszka.
- A teraz, na specjalne życzenie fanów- zawołał spiker na kolejnej stacji- You&I One Direction!
- Cholera...- mruknęłam wciskając kolejny guziczek. Znowu to samo. Kolejna piosenka tego dennego zespołu. Na następnej identycznie- Chrzanić to!- krzyknęłam uderzając ręką w kierownicę. Czy cały świat musiał się na mnie uprzeć?
     Zrezygnowałam z szukania jakiejś normalnej stacji, ponownie skupiając się na drodze, a właściwie na ciemności, która wokół mnie panowała. To dziwne. Jechałam ogólnodostępną autostradą, a od paru minut nie minęło mnie ani jedno auto. Jeszcze brakuje tylko tego, aby radio zaczęło trzeszczeć...
     Jak na zawołanie, radio wyłączyło się, a po kilku sekundach rozniósł się ogłuszający szum. Szybko wcisnęłam odpowiedni guziczek, chcąc uciszyć to ustrojstwo. Chwyciłam mocniej kierownicę, wciskając automatycznie gaz. Wolałam znaleźć się jak najszybciej w domu.
     Niepewnie spojrzałam we wsteczne lusterko, dokładnie lustrując drogę za mną. Ciemność. Wszędzie tylko ciemność. Pokręciłam głową, ponownie skupiając się na drodze. I właśnie wtedy... kątem oka coś zobaczyłam.
     To były dosłownie ułamki sekundy. Dziwna postać wyskoczyła na drogę wprost pod moje rozpędzone auto. Gwałtownie wcisnęłam hamulec, nie zważając na to, że pas bezpieczeństwa wpijał się w moje ramię zostawiając na nim ogromny czerwony i piekący ślad.
     Auto z prędkością światła zwalniało, jednak jak dla mnie zbyt wolno. Wiedziałam, że uderzę w osobę przed sobą, więc nie chcąc skończyć w więzieniu, skręciłam kierownicą, wykonując gwałtowny manewr. Okręciłam się wokół własnej osi, w końcu zatrzymując się w poprzek autostrady, z głośno bijącym sercem.
     Powoli ściągnęłam dłonie z kierownicy, odpinając pas bezpieczeństwa i wysiadając z pojazdu. Na chwiejnych nogach podeszłam do leżącej na drodze osoby. Nie miałam pojęcia czy w nią wjechałam, czy też nie. Ciągle przed oczami miałam ułamek sekundy, kiedy wyskoczyła mi przed maskę.
- H...hhej!- krzyknęłam drżącym głosem, zaciskając dłonie w pięści.- Nic ci nie jest? O mało cię nie zabiłam!
      Postać powoli podniosłą głowę, a na jej twarz od razu opadły włosy. Podeszłam bliżej, rozpoznając po sylwetce, że była to kobieta. Niepewnie kucnęłam przed nią i delikatnie położyłam dłoń na jej ramieniu.
- Wszystko OK?- zapytałam odgarniając długie bladoróżowe włosy. Dziewczyna podniosła na mnie swój przerażony wzrok, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że jest cała w siniakach, a z jej wargi leci stróżka krewi. Wzdrygnęłam się na ten widok, jednak nadal nie spuszczałam wzroku z twarzy nieznajomej.- Jak masz na imię?
- Harriet- wyjąkała spuszczając wzrok na swoje dłonie. Pokiwałam głową podnosząc się na nogi i chwytając ją za nadgarstki. Krzyknęła zaskoczona.
- Nie wrzeszcz...-syknęłam w jej stronę opierając dłonie na jej posiniaczonych ramionach. Boże święty, gdzie ona jeszcze je ma?!- Nic ci nie zrobię. Jedziemy do mnie, tam opatrzę twoje rany. 
     Nie starając się być delikatna, pociągnęłam przerażoną dziewczynę w stronę auta, wpychając ją na miejsce pasażera. Jak nietrudno się domyślić, byłam wściekła na nieznajomą osobę, za to, że wyskoczyła na ulicę prosto pod rozpędzone auto. Gdybym nie skręciła kierownicą, jak nic wjechałabym prosto w Harriet i skończyłabym w więzieniu. W sumie... i tak skończę, ale nie chce tam wylądować za zabicie kogoś. 
     Szybko wsunęłam się za kierownicę odpalając ponownie samochód. Nie przejmując się tym, że kilka sekund temu o włos uniknęłam wypadku, a strach nadal ściskał moje gardło, rozpędziłam się do granic możliwości.
- Masz zamiar się odezwać?- warknęłam w kierunku różowowłosej.- Wytłumaczysz mi, po jaką cholerę wjebałaś się prosto pod moje auto?!
     Cisza. Nic. Zachowywała się jakby jej tutaj nie było. Warknęłam sfrustrowana, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy i wciskając gaz. Mam w dupie to, że laska obok mnie może się bać. Gdyby nie wkopała się pod moje koła, nie siedziałaby teraz tutaj.
- Czyli co? Masz zamiar udawać, że nic się nie stało?- spojrzałam na nią lustrując ją uważnie wzrokiem. Cała była poobijana, podrapana... wątpię, żeby to był wynik nieprzyjemnej sytuacji na drodze.- Dobra. Nie chcesz to nic nie mów, ale przy...- przerwałam skupiając się całkowicie na drodze.
     Jasne migotanie świateł zwróciło moją uwagę. Jeszcze zanim dojechałam do miejsca, skąd mogłam lepiej widzieć, wiedziałam, że są to syreny policyjne. A skoro stoją na autostradzie... musiał zdarzyć się wypadek. Gwałtownie wcisnęłam pedał hamulca, zmniejszając prędkość pojazdu, nie chcąc dostać mandatu. Policjant, który stał na środku drogi zatrzymał mnie ręką i przepuścił czekające auta po drugiej stronie pasa. A więc dlatego cały odcinek drogi był pusty. Zablokowali dwa pasy.
     Z moich ust wyrwało się ciche jęknięcie widząc jak sznur samochodów powoli zaczyna się przesuwać. Niecierpliwie bębniłam palcami w kierownicę modląc się w duchu, aby glina mnie przepuścił. W końcu podniósł jedną rękę, zatrzymując nią pojazdy, a drugą zaczął machać w moją stronę. Wcisnęłam gaz, powoli ruszając z miejsca.
     Widok jaki rozciągał się kilka metrów dalej, przeraził mnie. Na autostradzie stało... leżało auto, które najprawdopodobniej dachowało. Przednia szyba całkowicie była stłuczona, tak samo jak szyba obok kierowcy. Przednie drzwi, całkowicie zostały wgniecione do środka, a gdzieś gdzie kiedyś najprawdopodobniej było miejsce pasażera... teraz znajdowała się ogromna dziura. 
     Pojazd wyglądał jakby przed chwilą skończył się palić, całe usmolone i czarne od sadzy. Zmrużyłam oczy widząc jak jakiś mężczyzna z ogromnym wężem gasi ogień na ulicy. Benzyna. Musiał wybuchnąć zbiornik. Obok samochodu leżał długi, czarny worek... Nie musiałam zgadywać co tam było. Szczątki kierowcy feralnego samochodu. Najprawdopodobniej kierowca chciał zobaczyć ile jego auto jest w stanie wyciągnąć i stracił kontrolę nad pojazdem. Nieraz widziałam takie sytuacje na wyścigach. Auto momentalnie się zapala... i nie masz szans na przeżycie.
     Kątem oka zauważyłam, jak moja towarzyszka spięła się widząc widok za oknem. Momentalnie przyśpieszyłam chcąc jak najszybciej opuścić miejsce wypadku.
     W dość szybkim tempie podjechałam pod dom. Zostawiłam auto na podjeździe, nie przejmując się ciekawskimi spojrzeniami sąsiadów. Nie mają co robić, tylko podglądać obcych ludzi?!
- Wysiadaj...- rzuciłam odpinając pas i wychodząc na zewnątrz. Podeszłam do nadal milczącej dziewczyny, chwyciłam za ramię i zaciągnęłam na ganek, kopniakiem otwierając drzwi. Od razu przede mną zjawił się zdezorientowany Louis.
- Alison!- Jak dobrze, że nic ci nie jest!- zawołał zamykając mnie w jednym z swoich, specjalnych i mocnych uścisków. Spięłam się momentalnie wyswobadzając się z jego ramion.- Kto to jest?- spojrzał na Harriet nic nie rozumiejąc. 
     Dziewczyna stałą w progu ze spuszczonym wzorkiem, bawiąc się palcami. Wywróciłam oczami chwytając ją za rękę i ciągnąć w stronę schodów.
- Harriet- mruknęłam w stronę szatyna znikając na piętrze. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju, każąc dziewczynie usiąść na łóżku. Sama skierowałam się do łazienki, biorąc do ręki apteczkę, ręcznik i miskę z wodą. Tak przygotowana postawiłam to wszystko na podłodze, siadając na obrotowym krześle postawionym przy łóżku. Delikatnie chwyciłam podbródek nastolatki unosząc go lekko. Jej oczy były pełne przerażenia.- No już... Nic nie zrobię. - mruknęłam mocząc ręcznik i delikatnie obmywając jej twarz.- Postaw się na moim miejscu. Też byłabyś mega wkurzona, gdybyś o mało nie potrąciła człowieka. To nawet nie jest mój samochód!
     Znowu się nie odezwała. Czy ona ma język w buzi? Może go sobie odgryzła, kiedy tylko powiedziała swoje imię?
     Odłożyłam ręcznik obok miski, chwytając do ręki wodę utlenioną z wacikiem. Powoli przemywałam jej rany, starając się mocno nie dociskać wacika, aby za bardzo ją to nie bolało. I tak widziałam, że ledwo powstrzymywała się od syków.
- Skończyłam- powiedziałam wrzucając wszystko do miski i wynosząc do łazienki.- Jeżeli chcesz możesz iść wziąć prysznic, świeże ręczniki już tam są. Za chwilę przyniosę ci jakieś ubrania...- dodałam wychodząc z pokoju i schodząc do salonu.- Niall!- krzyknęłam w jego stronę. Odwrócił głowę zaskoczony moim wybuchem.- Do kuchni.- Nie czekając na jego reakcje weszłam do wymienionego przeze mnie pomieszczenia, opierając się o szafkę.- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że za dwa dni wyjeżdżacie?- zapytałam widząc jego sylwetkę na horyzoncie. Zdenerwowany podrapał się po głowie.- Jestem twoją siostrą, powinieneś mi to powiedzieć osobiście, a nie wysługiwać się Louisem!
- Chciałem, okej?- przerwał mi wypuszczając głośno powietrze- Ale za każdym razem coś mi przeszkadzało. Albo uciekłaś do Londynu, albo potem leżałaś w szpitalu, albo ta cała afera z Ingrid... nie chciałem cię bardziej dobijać....- powiedział cicho patrząc w blat stołu.- Naprawdę chciałem ci powiedzieć to wszystko dzisiaj, ale przerwał nam ten mechanik... a Lou, po prostu wykorzystał sytuacje.
     Zamknęłam oczy, przecierając dłonią zmęczoną twarz. Jak na dzisiejszy dzień miałam dosyć atrakcji. Najpierw poznałam ten beznadziejny regulamin w szkole, potem uciekałam przed reporterami niszcząc przy okazji swoje auto... następnie zjawił się Chan proponując mi wyścig, a kiedy się zgadzam daje mi do oswojenia potwora, a nie maszynę... na dodatek dowiedziałam się, że One Direction lada dzień wylatują w trasę koncertową, a ja o mało nie potrąciłam dziewczyny, która teraz prawdopodobnie w tej chwili bierze prysznic. 
     Zachwiałam się delikatnie, ale szybko chwyciłam się blatu, aby nie upaść.
- Al? Wszystko OK?- zapytał zaniepokojony Niall. Skinęłam głową odgarniając włosy z twarzy.
- Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.- mruknęłam wzdychając- Położę się w jednym z gościnnych. Harriet przenocuje u mnie w pokoju.
- Skąd ją znasz?- blondynek zmarszczył brwi. Pokręciłam głową zrezygnowana.
- Nie dzisiaj, Niall...- ucięłam szybko.- Nie mam już na nic siły.
     Wyszłam z kuchni zostawiając zdezorientowanego brata. Wbiegłam po schodach, kierując się do swojego pokoju. Różowowłosej dziewczyny nie było na łóżku, a po szumie wody, doszłam do wniosku, że skorzystała z mojej rady i poszła się umyć. Podeszłam żwawym krokiem do szafy, zagłębiając się w niej i szukając jakiś ubrań dla dziewczyny. Wyciągnęłam jedną z nienoszonych przeze mnie piżam, świeżą bieliznę i skarpetki. Z naręczem ubrań po cichu wsunęłam się łazienki, zostawiając je na najbliższej półce.
     Zrzuciłam z siebie przepocony i brudny już mundurek, kopiąc go obok drzwi. Jeżeli mam w tym gównie iść do szkoły w poniedziałek będę musiała go przeprać. Kto wymyślił te pieprzone zasady? Nawet malować się nie mogę... Ugh!
     Związałam swoje włosy w luźnego warkocza, chwyciłam swoją piżamę i razem z brudnymi ubraniami zniknęłam w sąsiedniej łazience. Miałam ochotę na długą relaksującą kąpiel, jednak musiałam zadowolić się szybkim prysznicem. Musiałam upewnić się, że Harriet niczego nie potrzebuje.
     Kilkanaście minut później wróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku, czekając, aż dziewczyna opuści łazienkę. Sekundę później usłyszałam dźwięk uchylanych drzwi, a do pokoju wkroczyła różowowłosa. 
-Będziesz spała tutaj- wskazałam na łóżko.- Ja będę w pokoju obok. Jesteś głodna?- pokręciła głową.- Dobra. Jak czegoś będziesz potrzebować, wiesz gdzie mnie znaleźć- dodałam zabierając od niej jej brudne ubrania i  wychodząc z pokoju. To był cholernie długi dzień... Zbyt długi....

~*~

     Radośnie zeskoczyłam z ostatniego stopnia wpadając do kuchni. Wyrwałam z rąk Harry'ego szklankę z zimnym mlekiem wypijając ją do samego dna.
-Ej!- krzyknął oburzony- To było moje...!
- Sorry Hazza... Dżungla ma swoje prawa- zaśmiałam się siadając na blacie. 
- Ktoś tutaj ma dobry humor!- zaśpiewał Liam wchodząc do pomieszczenia z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nareszcie nie obudził mnie żaden pieprzony hałas wywołany przez was- wzruszyłam ramionami, machając nogami w przód i w tył. 
     Poranek zapowiadał się wyśmienicie. Obudziłam się koło dziesiątej z doskonałym humorem. Miałam gdzieś to, że jutro będę musiała iść do szkoły i najprawdopodobniej będę rzucona na głęboką wodę. 
     Po cichu wślizgnęłam się do swojego pokoju, zauważając kątem oka, że Harriet nadal śpi. Wygląda na to, że cokolwiek ją wczoraj spotkało, musiało ją nieźle wymęczyć. Podreptałam do szafy, otwierając ją i mierząc spojrzeniem. Pogoda była dzisiaj idealna. Słońce radośnie ogrzewało ziemię kusząc na wyjście na spacer. Uśmiechnęłam się wybierając dla siebie jasne potargane jeansy, luźną białą koszulkę z motywem flagi Wielkiej Brytanii, czerwono-czarny pasek, buty na wysokim obcasie i skórzana kurtkę. Nieśmiało spojrzałam na śpiącą dziewczynę i z cichym westchnięciem chwyciłam bladoniebieskie rurki, łososiową bokserkę i szalik oraz niebieską luźną bluzkę. Położyłam komplet na łóżku, opuszczając pokój.
     Nie miałam pojęcia co się wczoraj wydarzyło, ale mam nadzieję, że wyciągnę coś z niej w drodze do jej domu.
- Hej, może nam w końcu powiesz, kim jest ta dziewczyna?- W pomieszczeniu zjawił się Lou z marchewką w dłoni. Westchnęłam zrezygnowana.
- To jest Harriet. O mało jej wczoraj nie potrąciłam... sama wypadła na autostradę!- dodałam szybko, widząc zaszokowane miny chłopaków.
- Alison, co ty...- zaczął Harry, kiedy przerwał mu głośny wrzask mojego starszego i przygłupawego brata.
- ALISON EVANS! W TEJ CHWILI WIDZĘ CIĘ PRZED DOMEM!- No pięknie. Mogę zacząć szukać trumny.


***********
Odcinek... powiedzmy, że ujdzie... 
Wymyślałam go dzisiaj w kościele, miał się skończyć inaczej, ale jak widać... gdybym dopisała jeszcze to co chciałam... byłby zbyt długi :D
OK.  MAMY WAKACJE! :P
Dobra, dobra.... już... uspokoiłam się ;)

Przypominam o drugim blogu! KLIK
I tutaj BUUM znajdziecie zdjęcie Harriet

MIN 10 KOMENTARZY...-------------> NEXT!


Cieszycie się, że mamy nareszcie wolne? Bo ja jestem jak



I




No i troszeczkę jak...



Hahahha :D

niedziela, 22 czerwca 2014

Chapter XXV

Na początku, bardzo Was proszę o odpowiedź na moje pytanie, które znajdziecie na samym końcu. Dziękuję misie!
******

     Louis ciągnął mnie w kierunku mojego pokoju, mijając po drodze zdezorientowanego Harry'ego. Spojrzałam na niego ukradkiem, ale chłopak wzruszył tylko ramionami, znikając w kuchni, skąd dobiegał mnie radosny śmiech Zayn'a. Cholera. Co jest grane?
     W końcu weszliśmy do pomieszczenia, a ja zaskoczona nagłą reakcją Louis'a usiadłam na łóżku, zakładając nogę na nogę oraz uważnie obserwując bruneta. Podszedł powolnym krokiem do biurka, odsunął krzesło, siadając na nim. Czy on ma zamiar się odezwać?
-Louis?- zaczęłam przekrzywiając głowę.- Powiesz mi co się dzieje?
     Chłopak westchnął, kiwając głową i podpierając podbródek na złączonych dłoniach. Jego oczy uważnie skanowały moje ciało od czasu do czasu patrząc w moje oczy. Pod wpływem jego intensywnego spojrzenia, zarumieniłam się, odwracając zawstydzona głowę. Dlaczego on tak na mnie patrzy?
- Alison...- powiedział cicho, wlepiając wzrok w podłogę. Niepewnie na niego spojrzałam. Wydusi to w końcu z siebie?- My... wyjeżdżamy... w trasę na kilka miesięcy.- wydukał.
     Znieruchomiałam, spoglądając na niego zaszokowana. Jak to jadą w trase? I to kilkumiesięczną?!
-Co..?- wychapałam wstając z łóżka.
- Zaczyna nam się Were We Are Tour...- mruknął, uważnie na mnie spoglądając.- Niall próbował dzisiaj ci to powiedzieć... ale nie zdążył przed przyjściem mechanika.
- Super! Po prostu świetnie- krzyknęłam krążąc po pokoju.- Kiedy jedziecie?-Zacisnął dłonie w pięści i przygryzł usta. Czy on musi mnie tak wkurwiać?!- Louis!- warknęłam- Kiedy jedziecie?!
- Za dwa dni...- usłyszałam. Pokręciłam przecząco głową, gorączkowo przeczesując dłonią włosy. Kiedy mieli zamiar mi o tym powiedzieć?!
- I ja oczywiście, dowiaduje się ostatnia?- krzyknęłam podchodząc do zmieszanego Lou.- Czy wam mózg odjebało?!
- Alison, uspokój się...- usłyszałam jego głos. Jego dłonie natychmiast chwyciły moje nadgarstki, przejeżdżając po bliznach, jakie zostawiły żyletki.- Chcieliśmy ci powiedzieć na samym początku, Niall się zaoferował... ale za każdym razem, kiedy próbował coś wydusić z siebie, ktoś, albo coś mu przeszkadzało, aż w końcu...
- Postanowiłeś, że ty to zrobisz, bo prędzej dowiem się z mediów- przerwałam mu, wyszarpując się z jego mocnego uścisku.- Wiecie co? Pieprzcie się- syknęłam, chwytając torebkę i możliwe jak najszybciej opuszczając pomieszczenie.
    Zbiegłam po schodach, słysząc przeklinania Lou i jego szybkie kroki. Wyminęłam uśmiechniętego Liam'a, wpadając do ogrodu i przechodząc przez bramkę. Żałowałam, że nie mam samochodu i nie mogłam się wyżyć na ulicy.
     Miałam nadzieję, że żaden z chłopaków nie wpadł na genialny pomysł pójścia za mną, bo nie daruje i urwę temu komuś jaja. Nawet jeżeli będzie to Liam.
-Alison!- usłyszałam za sobą czyiś krzyk, więc momentalnie przyśpieszyłam kroku. Cały czas byłam w szkolnym mundurku, za co teraz plułam sobie w brodę, bo gdziekolwiek pójdę, wszyscy będą wiedzieć, że chodzę do miejscowej szkoły i na samym starcie wezmą mnie za nienormalną. Kto zrównoważony psychicznie popierdala w sobotę w środku miasta w szkolnym mundurku? Tylko ja.
     Po kilku minutach nieustającego marszu doszłam w końcu do centrum Mullingar. Byłam wściekła na Niall'a za to, że nie miał odwagi powiedzieć mi o trasie, na Louis'a za to, że postarał się go wyręczyć, a na Zayn'a za to, że przez niego moje auto nadaje się tylko na złom. Wygląda na to, że 3/5 zespołu One Direction mi podpadło.
      Leniwym krokiem, ignorując ciekawskie spojrzenia, skierowałam się w stronę warsztatu, gdzie pracował Chan. Skąd wiedziałam gdzie jest? Może stąd, że gdzie tylko spojrzałam widziałam ogromne reklamy reklamujące ten ''cudowny'' warsztat?
     Przeszłam na drugą stronę drogi, zatrzymując się przed ogromnym garażem, gdzie stały dwa sportowe auta na podnośniku. Rozejrzałam się szukając mojego przyjaciela, jednak nigdzie go nie widziałam.
- Skurwiel- mruknęłam do siebie wchodząc do środka i szturchając pierwszego lepszego pracownika.- Gdzie jest Chan?
     Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i zmierzył wściekłym spojrzeniem.
- A co? Kolejna chce się z nim przelizać?- zaśmiał się kpiącą składając ręce na piersi.
- Zazdrościsz?- warknęłam zwężając oczy. Niech ten gościu mnie lepiej nie wkurwia, bo będzie źle.- Gdzie on jest?
- Spieprzaj laska...- machnął na mnie ręką, odwracając się w stronę naprawianego samochodu. Szybko chwyciłam jego ręką wykręcając do tyłu i zmuszając chłopaka aby uklęknął. Z jego ust wyrwało się ciche przekleństwo.- Kurwa... puść mnie szajbusko!- zawołał
- Najpierw powiedz, gdzie jest Chan...
- W kantorku...- syknął wskazując brodą na drzwi prowadzące do jakiegoś pomieszczenia. Puściłam jego rękę, kierując się w wskazane mi miejsce. Bez pukania otworzyłam drzwi i oparłam się o framugę analizując to co działo się w środku.
     Chan siedział na obrotowym krześle, trzymając w dłoni kubek z parującą cieczą, wpatrując się w jeden z ekranów komputerów. Podeszłam do niego powoli i mocno trzepnęłam w głowę.
- Nie łaska wyjść?- zawołałam siadając obok niego. Japończyk spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie... Chciałem zobaczyć jak poradzisz sobie z moim pracownikiem. Moja droga, zwracam honor- ukłonił się.
- Haha... boki zrywać- mruknęłam odbierając od mężczyzny kubek z herbatą.- Jeżeli zgodzę się na wyścig... dasz mi auto?- zapytałam po chwili ciszy.
-Oczywiście. Możesz dostać nawet teraz...- zaśmiał się chwytając do ręki pęk kluczy i wstając.- Chodźmy.
- Ale ja się jeszcze nie zgodziłam!- krzyknęłam biegnąc za nim. Pokręcił głową, wkładając jeden z kluczy w zamek i pchając drzwi. Weszliśmy do wielkiego, ciemnego pomieszczenia, gdzie po chwili zapaliły się światła.- Kurwa...- wymsknęło mi się widząc jego zawartość.
     Znajdowaliśmy się w ogromnym magazynie, gdzie po obu stronach ściany stał rząd równo zaparkowanych szybkich, sportowych samochodów. Na oko była ich tutaj setka. Wiedziałam, że nieraz Chanowi za usługi płacono wozami, ale nigdy żaden z nas ich nie widział. Japończyk chował auto, od razu po dojeździe.
- Człowieku... po ci ich aż tyle?- zapytałam rozglądając się dookoła. - Wiesz ile byś zarobił sprzedając je?!
- Wiem, Alison...- spojrzał na mnie, a po chwili spuścił wzrok na pęk kluczy, które trzymał. Podrzucił je kilka razy w górę, aż znalazł właściwy.- Chodź. Twoje auto już czeka.
     Nieśmiało szłam za Chanem na sam koniec magazynu, gdzie jak podejrzewałam stały najnowsze zdobycze. Zatrzymaliśmy się przed ostatnim samochodem.
- To Bugatti Veyron Grand Sport Vitesse- mruknął podając mi kluczyki. Niepewnie wsunęłam się na miejsce kierowcy i nieśmiałym ruchem pogładziłam kierownicę.- Prawdopodobnie najszybsze auto świata- dodał, a moje oczy automatycznie się rozszerzyły.- Jego rekord to 408,84 kilometrów na godzinę. Osiąga prędkość 100 km/h po 2,6 sekundach jazdy. Demon nie samochód.
- Żartujesz sobie?- wyjąkałam patrząc na niego zaszokowana. - Nie mogę go wziąć.
- Bez dyskusji- warknął mężczyzna zamykając za mną drzwi.- Jedź się z nim oswoić, wyścig jest w piątek o jedenastej wieczorem. Bądź tutaj o dziewiętnastej.
     Pokiwałam głową, wkładając kluczyki do stacyjki. Silnik radośnie zawarczał pode mną, zmuszając mnie, abym mocniej ścisnęła kierownicę. Odetchnęłam głęboko zamykając na chwilę oczy. Chan należy do osób z takim charakterem, którym się nie odmawia. Nie mogłam przyjąć tego auta, ale też nie mogłam go oddać. Kwestie moralne musiałam zepchnąć na drugi plan. Teraz liczył się wyścig... i oswojenie tej maszyny.
     Leniwie wyjechałam z miejsca parkingowego i skierowałam się w stronę otwartego wyjazdu. Japończyk stał obok, uważnie mnie obserwując. Uśmiechnął się do mnie, machając ręką w stronę światła. Westchnęłam głośno i zmieniłam bieg.
     Samochód mocno szarpnął do przodu, momentalnie wbijając mnie w siedzenie. Zacisnęłam zęby wyjeżdżając na ulicę. Pora przetestować to cudo.
     Nie znałam dokładnie Mullingar więc nie miałam pojęcia, czy gdzieś znajduje się jakiś tor, na którym mogłabym sprawdzić umiejętności auta, dlatego chcąc nie chcąc... musiałam zrobić to na ulicy. Zmieniałam poszczególne biegi, czując jak auto z minuty na minutę przyśpiesza. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a ja mogłam poczuć się jak dawniej. Ostatni raz tak szybko jeździłam... podczas wyścigu.
     Licznik wskazywał już ponad 300 kilometrów, kiedy zaczęłam hamować. Auto spisywało się na medal, nie miałam wątpliwości, że wygraną mam już w kieszeni. Włączyłam kierunkowskaz, gwałtownie zawracając i kierując się w stronę domu. Nawet nie zauważyłam, jak zrobiło się późno.

********

- Alison!- zawołałem za dziewczyną wybiegając na ulicę. Blondynka zdążyła już zniknąć.- Kurwa!- odwróciłem się kopiąc w pobliski pojemnik na śmieci.
- Lou... daj spokój.- zza moich pleców wyłonił się Niall.- Jak będzie chciała to wróci.
- Spieprzyłem, Niall- powiedziałem siadając na ganku. - Mogłem to inaczej powiedzieć... walnąłem prosto z mostu! Kretyn!
     Blondynek przewrócił oczami i usiadł obok mnie. Między nami zapadła cisza, każdy z nas chciał uporządkować wydarzenia z ostatnich godzin w głowie. 
     Alison... nie wygląda na dziewczynę, która ma zawsze coś do powiedzenia, raczej... na słodką, kochaną blondynkę. Szczerze powiedziawszy nawet tak myślałem, kiedy Horan przyprowadził ją do nas po raz pierwszy.

*Retrospekcja*

- Chłopaki!- po pokoju rozszedł się donośny wrzask głodomora. Niechętnie podniosłem się z kanapy, gdzie razem z Harry'm leżeliśmy oglądając jakieś durne filmy. Oboje spojrzeliśmy na wejście do salonu. Po chwili zjawił się blondyn, ciągnąc za sobą jakaś dziewczynę. Zmarszczyłem czoło. Kto to jest?- Gdzie Liam i Zayn?- rzucił widząc tylko nas. Wzruszyłem ramionami drapiąc się po karku i skanując wzrokiem nastolatkę. Była wysoka, szczupła, miała długie blond włosy... cholera. Jest strasznie podobna do Horana.- Malik! Payne!- wrzasnął zniecierpliwiony Niall, a po chwili w salonie zjawiła się pozostałą dwójka.
-Czego chcesz wielkoludzie?- warknął Zayn rzucając się na kanapę.- Nie pójdę do sklepu, bo skończył ci się żelki...
     Blondynka, która do tej poty stałą cicho, teraz głośno prychnęła, skupiając na sobie uwagę wszystkich w pokoju. 
- Kim ona jest?- zapytał Liam, uważnie ją obserwując
- To jest Alison Evans. Moja siostra.- zaczął blondynek- I tak.. to jest ta dziewczyna, o której wam opowiadałem- dodał szybko widząc jak otwieram usta by mu przerwać.
     W salonie zapadła krępująca cisza, podczas której wszyscy wpatrywali się w dziewczynę. Wygląda mi na typową blondynkę...
- Ile jest dwa razy dwa?- wypalił nagle Harry patrząc na dziewczynę. Zaśmiałem się cicho pod nosem. Wygląda na to, że nie tylko ja myślałem o ''stereotypowej blondynce''.
- Cztery, małpiszonie- warknęła w jego stronę, mierząc go groźnym spojrzeniem- Chociaż pewnie sądziłeś, że powiem osiem, nie?
     Teraz nie było mowy, abym nie wybuch głośnym śmiechem, widząc zaskoczoną minę Hazzy. Podszedłem do dziewczyny z radosnym uśmiechem na twarzy i wyciągnąłem dłoń.
- Louis Tomlinson. Nie mam pojęcia jak to zrobiłaś, ale nalezą ci się brawa za zgaszenie Harry'ego.
- Oh, to on ma jakieś imię?- syknęła uśmiechając się słodko- Sądziłam, że wołacie na niego ''Pudel''...
     Hazza fuknął zdenerwowany i wyminął dziewczynę. Hmmm... Wygląda na to, że Styles nie będzie miał teraz życia.

*Koniec retrospekcji*

- Louis!- wydarł się Hazza, spychając mnie ze schodów. Jęknąłem głośno podnosząc się z ziemi. Spojrzałem rozzłoszczony na Loczka- Zbieraj dupę, mecz już leci!- zawołał skacząc jak małe dziecko i znikając we wnętrzu domu.
- Styles... Twoje dni są policzone- mruknąłem idąc w ślad za nim. Mam nadzieję, że Alison nic nie jest... Szkoda, że wtedy nie wiedziałem o tym co miało się jej za chwilę przydarzyć...

********
Mamy odcinek! Końcówka totalnie pierdzielona, wybaczcie mi.
A teraz pytanie: Czy będziecie czytać mojego kolejnego bloga o Liamie, kiedy ten się skończy?
To dla mnie jest okropnie ważne, bo jeżeli będzie dużo chętnych, mogę zacząć umieszczać tam notki co dwa tygodnie.
Całusy!

10 komentarzy = next!

O D C I N E K     N I E      S P R A W D Z A N Y !!!!