piątek, 25 lipca 2014

Chapter XXVIII cz. 2

PRZECZYTAJ NOTKĘ NA CZERWONO NA KOŃCU ROZDZIAŁU!  

******   

     Jeszcze za nim przekroczyłam próg domu, do moich uszu dobiegły hałasy wywoływane przez chłopaków. Westchnęłam cicho otwierając drzwi i natychmiast uchylając się przed latającymi bokserkami... Hazzy...? Tak... to były chyba jego.
- Co jest kurwa?- mruknęłam wchodząc w salonu. Rozejrzałam się dokoła zdając sobie sprawę, że cała żyjąca tutaj populacja małp znajduje się teraz na piętrze, gdzie tworzą niemiłosierny bałagan. Wzruszyłam ramionami opadając na kanapę, włączając w tym samym czasie telewizor.
- Już za dwa dni rozpocznie się światowa trasa koncertowa zespołu One Direction.- mówił spiker- Emocje z dnia na dzień rosną, a fani już nie mogą się doczekać koncertów! Czy zespół nie zawiedzie swoich wielbicieli i da im naprawdę ogromne i pełne wrażeń show? Czekamy na pierwsze relacje z koncertów!
- Chyba serio ci się nudzi...- usłyszałam czyiś cichy szept koło mojego ucha. Podskoczyłam przerażona odwracając się.... Louis. Mogłam się tego spodziewać.
- Tomlinosn- syknęłam łapiąc się za serce. Już drugi raz mnie tak przeraził.- Czy tobie już całkowicie padło na mózg? To drugi raz, kiedy mnie straszysz!
     Chłopak zaśmiał się, chwytając mnie za rękę i podnosząc z kanapy. Spojrzałam na niego zdezorientowana, kiedy chwycił leżące na stoliku klucze do ''mojego'' auta i wyciągnął mnie przed dom. Skinął głową wskazując mi miejsce pasażera, a sam zajął miejsce kierowcy, odpalając silnik.
-Emmm... Lou? Gdzie jedziemy?- zmarszczyłam brwi, obserwując drogę przede mną. Kierowaliśmy się w stronę centrum miasta. Co on kombinuje?
- Musimy uczcić twój pierwszy dzień w szkole, czyż nie?- zawołał uśmiechając się pod nosem. Przekrzywiłam głowę zastanawiając się, o co może mu chodzić. W sumie... nigdy za bardzo nie rozumiałam Lou. Jego myśli chodziły innymi ścieżkami niż większości ludzi. To w końcu Tomlinson.
     Oparłam głowę na zagłówku zamykając oczy. Zostało jeszcze dwa miesiąca chodzenia do szkoły, a potem upragnione przez wszystkich wakacje. Ciekawe co będę w nie robić. Gdy mieszkałam w Anglii zawsze przyjeżdżałam do Irlandii na dwa tygodnie, aby zamulać nad basenem, a teraz?
     Podniosłam się na fotelu ściągając marynarkę i rozwiązując krawat. Niby do wakacji jeszcze kawał czasu, a jednak jest cholernie ciepło. Nie wiem co bym zrobiła, gdybyśmy nie mieli basenu w ogrodzie. Ugotowałabym się jak nic.
- Ej, księżniczko, otwórz swe oczęta...- zawołał Lou po kilku minutach. Leniwie spełniłam jego prośbę rozglądając się w koło. Staliśmy przed wielkim budynkiem z napisem ''Kręgielnia''- Chodź.- rzucił wysiadając z auta. Zdziwiona otworzyłam drzwi stając obok chłopaka, który zamykał auto. Chwycił mnie mocno za rękę ciągnąć w stronę wejścia.
     Przeszliśmy przez szeroki korytarz, aż zatrzymaliśmy się przed dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną ubranym w obcisły czarny t-shirt. Zmierzył nas uważnie spojrzeniem, zatrzymując swój wzrok na mnie. Zadrżałam pod jego wpływem, przysuwając się bliżej szatyna. Lou szybko objął mnie w pasie, uspokajająco gładząc mnie po ramieniu.
- Jest ze mną- rzucił chłodno, groźnie mierząc ochroniarza spojrzeniem. Nieznajomy wywrócił oczami odsuwając się od wielkich drzwi, przepuszczając nas. Odetchnęłam z ulgą, kiedy facet został za nami.- Spokojnie, robią to dla ochrony. Nieletni nie może tutaj wejść bez osoby dorosłej- wyjaśnił kierując nas w stronę kasy.- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson- powiedział do pracownika za kontuarem. Chłopak ze znudzoną miną spojrzał w komputer wpisując coś, a następnie podając nam dwie pary butów. Zmarszczyłam brwi zaciekawiona. Skąd Lou wiedział jaki mam rozmiar?
-Chodź...- zawołał chłopak biorąc do ręki buty, a drugą ciągle oplatając mnie w pasie. Skierowaliśmy się w stronę najdalej położonego toru, który aż tak nie rzucał się w oczy. Odebrałam od szatyna buty, zmieniając je i patrząc na tor.
-Lou...- zaczęłam- nie wiem czy wiesz, ale ja nigdy nie byłam na kręglach. Nie umiem w to grać...- zerknęłam na sąsiednie tory, gdzie obcy ludzie rzucali ogromnymi kulami i zbijali stojące na samym końcu kręgle.
- Nie ma problemu, nauczę cię- uśmiechnął się do mnie, biorąc do ręki czerwoną kulę.- Najważniejszy jest zamach. Musisz tylko porządnie się zamachnąć i...- powiedział wyrzucając rękę do tyłu i szybko wypuszczając kulę na tor- upuścić ją, a potem obserwować.
     Uważnie śledziłam wzrokiem tor kuli. Łagodnie szła środkiem toru, zbijając tym samym wszystkie kręgle jakie miała na swojej drodze. 
- Twoja kolej- zawołał podając mi kolejną kulę. Wzięłam ją niepewnie do rąk podchodząc do początku naszego toru. Zagryzłam wargę analizując kolejne ruchy. Nagle poczułam ciepłe, silne dłonie na moich biodrach. Zadrżałam zdając sobie sprawę, że był to Louis. Jego dłonie przez kilka sekund gładziły skórę na moich brzuchu, przesuwając się w górę, aż do ramion. Delikatnie chwycił mnie za prawą rękę przekładając do niej kulę i wkładając moje palce w dziurki, abym mogła ją utrzymać.- A teraz... delikatnie odchyl dłoń do tyłu...- mruknął do mojego ucha, nakierowując moją rękę. Czułam jak moje policzki pieką mnie żywym ogniem. Co ten kretyn ze mną wyprawia?- I... teraz upuść- powiedział, kiedy moja ręka ponownie znalazła się nad torem. Wyswobodziłam palce z kuli, obserwując jak uderza w kręgle, zbijając wszystkie poza jedną. - Brawo! Jak na początek idzie ci doskonale!- zaśmiał się kładąc swoją głowę na moim ramieniu. 
     Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego. W tej chwili wyglądał jak małe radosne dziecko, które dostało swoją upragnioną zabawkę. Rzadko go takim widziałam, a powinien częściej się uśmiechać... tak podzielam zdanie miliona fanek, które uważają, że uśmiech Lou jest najpiękniejszy na świecie. 
- Przebijesz mnie?- zmrużyłam oczy obserwując szatyna. Przekrzywił głowę zaciekawiony.
- Rzucasz mi wzywanie?- zapytał poruszając znacząco brwiami. Zaśmiałam się, kiwając głową i podając mu do ręki kulę. Chwilę później pokręciłam głową z niedowierzaniem, widząc śmiejącego się Tomlinosna.- wszystkie zbite... pokonasz mnie?- ukłonił się.
     Wzięłam do ręki kulę i tak jak przed chwilą zrobił to Tommo, puściłam ją na tor. Chwilę później dorównałam wynikiem przyjacielowi. Graliśmy na zmianę przez dwie godziny, aż w końcu Lou oddał ostatni rzut i... wygrał.
- Tak! Wygrałem!- krzyknął podbiegając do mnie i chwytając w pasie.- WYGRAŁEM!!!- wykrzyczał okręcając się ze mną do koła. Zaśmiałam się, mocno chwytając go za szyję i oplatając swoimi nogami jego biodra.
- Puść mnie wariacie- zawołałam przez śmiech. Chłopak pokręcił głową uśmiechając się do mnie łobuzersko. O nie.- Ej Lou... proszę cię wypuść mnie- spojrzałam w jego oczy, mając nadzieję, że to podziała. Szatyn pokręcił przecząco głową.- Dobra... co chcesz w zamian?
- No jak to co? Całusa dla zwycięzcy!- uśmiechnął się, stukając palcem wskazującym w środek policzka. Prychnęłam cicho pod nosem przybliżając się do niego i spełniając jego prośbę.
     Chwilę potem stałam już prawie na własnych nogach. Dlaczego prawie? Louis mocno przyciągną mnie do swojej klatki piersiowej uważnie obserwując. Splunęłam rumieńcem wyswobadzając się z jego ramion.
-Dobra panie zwycięzco... idziemy coś zjeść, bo ta rywalizacja kompletnie mnie wymęczyła.- rzuciłam ściągając wypożyczone buty i zakładając szpilki. Po chwili wychodziliśmy z budynku, kierując się w stronę pobliskiej pizzerii. Kątem oka zerknęłam na chłopka.
     Nadal dziwiłam się, ze nie zaczepiła nas ani jedna fanka. Louis nie był przebrany, wyglądał tak jak zawsze, a mimo to, nie napadła na nas ogromna chmara rozszalałych fanek czy reporterów jak w sytuacji z Zayn'em. Zresztą tak było nawet lepiej. Nie chciałam wylądować w gazecie z dopiskiem ''siostra Horan'a''. Chcę być normalną nastolatką, tak długo jak to możliwe.
     Weszliśmy do ogromnego wnętrza pizzerii, której motywem przewodnim było USA. Pierwsze co rzuciło się w oczy to ogromna flaga stanów Zjednoczonych wisząca naprzeciwko wejścia. Amerykańska knajpka... rewelacyjnie. Skierowaliśmy się w stronę najbardziej odległego stolika nie chcąc ryzykować bliskim spotkaniem z fanami albo reporterami. Mimo, ze to tej pory nic takiego się nie zdarzyło, nadal istnieje ryzyko ich spotkania.
     Opadłam na czerwoną kanapę, a sekundę później obok mnie siedział Lou. Objął mnie ramieniem biorąc do ręki kartkę z menu. Przygryzłam wargę... wyglądał tak perfekcyjnie...
-Jaką pizze wybierasz?- zapytał szatyn wpatrując się w kartę. Szybko przeleciałam wzrokiem po spisie nie wyłapując niczego ciekawego.
- Zdaje się na ciebie- rzuciłam przeciągając się. Palce Tomlinsona radośnie łaskotały moje ramię, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Słyszałem, że z owocami morza jest idealna- mruknął podnosząc się z miejsca i kierując się w stronę kasy. Rozejrzałam się dookoła uważnie lustrując pomieszczenie. Typowa amerykańska pizzeria. w środku oprócz nas było jeszcze kilkoro ludzi radośnie rozmawiający i zajadający się pizzą.- Będzie gotowa za 15 minut.- podskoczyłam słysząc głos chłopaka. Zaśmiał się cicho i ponownie siadł obok mnie, biorąc do ręki kosmyk moich włosów.- To jak opowiesz mi o swoim pierwszym dniu w szkole? Komu już dokopałaś?
      Wzruszyłam ramionami zaczynając opowiadać jak minął mi dzień. Louis z uwagą mnie słuchał od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Nie mam pojęcia co go tak musiało rozbawić, ale postanowiłam go o to nie pytać.
- Państwa pizza- naszą rozmowę przerwała kelnerka, która przyniosła naszą pizzę. Zerknęłam na kobietę, która pożerała Louisa wzrokiem. Uniosłam jedną brew do góry zagryzając wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Dziękujemy- odezwałam się. Kobieta przeniosła na mnie swój wzrok i zwęziła oczy. Mruknęła ciche ''smacznego'' i odeszła.
- Co to było?- zaśmiał się Lou biorąc do ręki jeden kawałek. Wzruszyłam ramionami, robiąc niewinną minę. Spojrzałam na pizzę, niepewnie biorąc do ręki jeden kawałek.
- Nie ma tutaj ośmiornicy?- zapytałam niepewnie odgryzając kawałek.
-Spokojna głowa... na będzie tutaj żadnego ośmionogiego stwora..- zawołał śmiejąc się. Wywróciłam oczami żując ciasto i słuchając opowiadań Lou i przygotowaniach do trasy. Nawet nie miałam pojęcia o nawale pracy przed trasą.
     Zerknęłam na kolejny kawałek pizzy zauważając bladoróżową nogę z czarnymi przyssawkami. skrzywiłam się zdejmując ją i odkładając na talerz. Szatyn spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Małże - okej, ale ośmiornica... już nie- powiedziałam. Louis wywrócił oczami mrucząc pod nosem ''dziewczyny''- Jak tam u Eleanor...?- skrzywiłam się kiedy wypowiadałam jej imię. Nie wiedziałam tej dziewczyny jakiś rok i miałam nadzieję, że nie zobaczę przez najbliższe kilka miesięcy.
- Jest w Anglii, za parę tygodni skończy studia... a potem przyleci do nas- uśmiechnął się a w jego oczach mogłam zauważyć promyki szczęścia. Tak... Louis naprawdę ją kochał....

******

     Wysoka, szczupła szatynka, wpadła do pokoju, od razu zostając przyciśnięta do ściany za jej plecami. Jej usta zachłannie poszukiwały ust drugiej osoby, a gdy je znalazły wpiły się nie, jakby nie widziały ich kilka lat. Chłopak uniósł dziewczynę za uda, a ta, aby chłopak nie stracił równowagi - oplotła swoimi nogami jego biodra.
- Jesteś pewna, ze nikt nas nie widział?- wyspał do jej ucha, pozbywając się jej bluzki.
- Tak...- jęknęła.
- A twój chłopak?- rzucił kolejne pytanie. Dziewczyna nie odpowiedziała tylko ściągnęła z niego koszulkę składając na jego klatce piersiowej zachłanne pocałunki.- Eleanor...- warknął odrywając się od niej i zmuszając do odpowiedzi.
- Jego tu nie ma Max. Jest w Irlandii... nie dowie się- wzruszyła ramionami zrzucając buty i znikając z chłopakiem w sypialni.


************

Wróciłam. Taaaak. Przepraszam, że nie było odcinka w zeszłym tygodniu... ale wpadłam w dół twórczy i nie mogłam nic napisać. Ten odcinek również nie wygląda tak jak miał wyglądać, za co przepraszam. Całkowicie schrzaniłam scenę w pizzerii... mam nadzieję, że kręgle to nieco... zamaskują :P
Dziękuję za 34 obserwatorów!

I UWAGA WAŻNE OGŁOSZENIE!!!
w przyszłym tygodniu ( nie wiem dokładnie kiedy ) jadę do babci na Mazury... tata musi się nią zaopiekować przez jakiś czas, a ja jadę tam z nim, dlatego:
1) odcinka w przyszłym tygodniu  NIE BĘDZIE
2) nie mam pojęcia czy w kolejnym tygodniu również się pojawi...
Babcia mieszka na wsi, gdzie czasami nawet zasięgu nie ma ( kill me T.T ) a o internecie mowy nie ma. Prawdopodobnie będziemy u babci 2 tygodnie, więc odcinka spodziewajcie się od 11. 08, chociaż NIC NIE OBIECUJĘ BO NIE WIEM ILE TAM BĘDZIEMY.
Mam nadzieję, że będziecie czekać... 
Postaram się jeszcze napisać w poniedziałek dokładniejsze informacje na temat mojego wyjazdu.
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE Z TYM ODCINKIEM!


8 komentarzy:

  1. Matko genialne i nie gniew am się :3 zrekompensowałaś nam to tym rozdziałem :** niech Lou się ogar nie i zmądrzeje :D, ale i tak go kocham <3 jesteś wspaniała. Uwielbiam tego blog. Wracaj do nas szybko i pisz :*** wypoczywaj tam miśka.
    PS. Na ciebie się gniewać? O.o oszalała ciebie można tylko kochać <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! Eleanor zdradza Louisa!!!! A to świnia! Ale to nawet dobrze, przynajmniej Lou będzie mógł być z Alison 💕 awww... oni są tacy słodcy czekam na nexta Dominika :*
    Zapraszam do mnie http://polishfriends216.blogspot.com/2014/07/rozdzia-16.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Eleanor powinna zginąć ;-;
    Louis jej nie kocha, ja mu to mówię, jemu się tak po prostu wydaje, ale ma Alison i bardzo szybko się otrząśnie po tym, jak dowie się o podejściu Eleanor do ich związku, którego tak naprawdę nie ma. Al mu pomoże - powtórzę się - ja mu to mówię!!
    Ten moment, kiedy byli w kręgielni taki awww... ;3
    Właśnie takie sceny uwielbia Evansiątko i ich potrzebuje x3
    Mówiłam ci już kiedyś, że uwielbiam Louisa z twojego opowiadania? Nie? No to właśnie cię o tym informuję xD
    Wakacje na mazurach? No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak wybaczyć ci i niecierpliwie czekać na nowy odcinek ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Długo czekałam na ten rozdział tylko o nich ...<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Omgg. Przepraszam ze dopiero teraz kpmentuje, ale nie mialam czasu na przeczytanie go wtedy. Wybacz :))
    Rozdzial zajebisty jak zawsze. Cos czuje ze Lou zerwie z El. Czekam na nx :*
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział. Bardzo mi się podoba.; :)
    Szkoda,że nie będzie tak długo rozdziału, ale będę czekać. ;*
    Patrycja♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny :) cierpliwie będę czekać na kolejny rozdział, bo jest warto ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń