niedziela, 17 sierpnia 2014

Chapter XXX


*******

     Wiwatujący tłum, został przepędzony na boki drogi tak, aby żaden ze startujących samochodów o nikogo nie zahaczył i przez przypadek pociągnął za sobą. Moje auto zostało już zaprowadzone na linię startu, przez jednego z praktykantów Chana. Idąc w jego stronę czułam na sobie powątpiewające spojrzenia, obcych mi mężczyzn i kpiące spojrzenia kobiet. Sądzili, że taka dziewczyna jak ja, nie ma pojęcia o jeździe... a tym bardziej o samym wyścigu.
- Będzie dobrze, pamiętaj o tym co ci mówiłem- mruknął do mojego ucha Japończyk, kiedy zatrzymaliśmy się przed samochodem. Przegląd przeszedł gładko, nie musiałam się martwić się o to, czy hamulce mi zadziałają, albo czy przypadkiem kierownica się zablokuje. Mam do Chana ogromne zaufanie i wiem, że nie wypuściłby mnie na tor, gdyby z autem było coś nie tak. Dba bardziej o moje życie niż o własne. 
- Rozumiem.- odparłam poprawiając włosy. Przed pozostałymi trzema samochodami ustawili się ich kierowcy i sądząc po ich posturze są to sami mężczyźni. Uważnie przyjeżdżałam się ich autom.
     Mężczyzna stojący najbliżej mnie, posiadał Lamborghini Aventador. Wściekle pomarańczowe i diabelnie szybkie auto. Czytałam o nim. Same tylne koła mają średnicę 20'' przy szerokości 33,5cm, dodajmy do tego, że wyposażone są w tarczę hamulcową o średnicy 40cm. Drzwi do auta otwierają się w górę, a nie tak jak w standardowych- na bok. Silnik... V12 o pojemności 6.5l, mocy 700 KM, a moment obrotowy wynosi 690 Nm. Pochłania 13 litrów oleju przy masie 1.575kg. Napęd z V12-stki przenoszony jest na 4 koła z płynną regulacją momentu pomiędzy osie i blokadą tylnego dyferencjału, a karoseria bazuje, jak w Formule 1, na monocoque. Prędkość maksymalna jakie to auto może wyciągnąć to 350km/h.... 7-biegowa zautomatyzowana skrzynia ISR zmienia biegi w 50 ms. Z Formuły 1 przejęto też pomysł budowy zawieszenia - amortyzatory przymocowane są poprzecznie do konstrukcji nośnej pojazdu co zapewnia niezwykłą precyzję prowadzenia. System sterowania elektroniką Drive Select Mode umożliwia wybór z trzech ustawień pojazdu  Strada (droga), Sport i Corsa (tor). Samochód nie ma tradycyjnych zegarów, te zostały zastąpione przez kolorowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny. To auto to jednym słowem, cud techniki.
Plik:Lamborghini Estoque 2-1.jpg     Obok pomarańczowego Lamborghini, stało srebrne auto... i o ile się nie mylę z tej samej firmy, jednak trochę słabsze. Lamborghini Estoque wyposażony w silnik benzynowy w układzie V10 o pojemności 5,2 litra i mocy 560 KM, który napędza obie osie pojazdu. Niektóre modele mają wprowadzone silniki V8 lub V12, a także,hybrydowe jednostki napędowej z wykorzystaniem silnika diesla. Wygląda na to, że mężczyzna, który ma zamiar nim startować, ceni sobie wygląd i wygodę, a nie szybkość.
     Ostatni z kierowców opierał się o auto identyczne jak moje, tylko całkowicie czarne. To właśnie na niego mam uważać, podczas wyścigu. Bugatti Veyron Grand Sport. Zdaje się, że to pomiędzy nami rozegra się walka o wygraną, bo to, że wbije się do czołówki wiedziałam już od samego początku.
- Prosimy zająć miejsca na linii startu!- krzyknęła wysoka blondynka, ubrana w czerwoną skórzaną spódniczkę i dopasowany biustonosz. Pewnie wyszła na środek jezdni i zmierzyła wszystkich spojrzeniem. Poczułam mocny uścisk Chana i jego szept: ''uważaj na siebie''. Szybko zajęłam miejsce za kierownicą, rozgrzewając silnik. Powoli zaczynałam odczuwać podniecenie w dole brzucha oraz ogromną potrzebę wciśnięcia pedału gazu. Rozejrzałam się dookoła, widząc jak uczestnicy wyścigu głośno klaszczą. Oparłam głowę o nagłówek czekając na sygnał startu. - Jeździcie zgodnie z poleceniami GPS-a zamontowanego w waszym samochodzie. Uważnie słuchajcie jego poleceń, ponieważ trasa może się gwałtownie i niespodziewanie zmienić.
     Spojrzałam na środek deski rozdzielczej, gdzie wmontowany był mały GPS z zaznaczoną już trasą. Przebiegłam ją szybko spojrzeniem uśmiechając się pod nosem. Meta znajdowała się na drugim końcu miasta, blisko toru, gdzie ćwiczyłam. Jeżeli trasa się nie zmieni, na linie mety powinniśmy być za jakieś pięć minut.
- Gotowi?- krzyknęła wskazując lewą ręką bok- do startu...- prawa ręka zaczęła wskazywać prawą stronę. Niecierpliwie trzymałam nogę na gazie, chcąc już wystartować- START!!!- krzyknęła kucając.
     Gwałtownie wystrzeliłam do przodu, omijając pomarańczowe auto i obejmując w ten sposób trzecie miejsce. Spojrzałam we wsteczne lusterko, w ostatniej chwili zajeżdżając drogę zdenerwowanemu kierowcy. Na moich ustach pojawił się pobłażliwy uśmieszek, jednym ruchem zmieniłam bieg tym samym wyprzedzając srebrne Lamborghini. Jakim cudem najsłabsze auto na dzisiejszym wyścigu, zajęło drugie miejsce? 
     Przyśpieszyłam, trzymając się blisko czarnego auta, nie zmieniając swojej pozycji, chociaż mogłabym bez problemu je wyprzedzić i zostawić w tyle. Kiedy tylko zdałam sobie sprawę, że ja i nieznany mi mężczyzna mamy identyczne auto, wymyśliłam plan, którego chciałam się trzymać. Niech facet za kółkiem myśli, że mam słabsze auto od niego. Przed ostatnim zakrętem wyprzedzę go, czym zmuszę go do wcześniejszego użycia podtlenku azotu, a ja dzięki temu wygram.
- Skręć w lewo- wzdrygnęłam się, kiedy komputerowy damski głos nakazał mi zmianę kierunku. Wcisnęłam sprzęgło, zmieniłam bieg i skręciłam gwałtownie kierownicą. Kątem oka zerknęłam na GPS, notując sobie w głowie, że trasa uległa zmianie. - Jedź prosto.- nakazał mi.- skręć w prawo- dodał po chwili. Prychnęłam wściekle szarpiąc kierownicą i w ostatniej chwili unikając zderzenia z ceglaną ścianą, przez co spadłam na trzecie miejsce, wyprzedzona przez Aventador.
- O nie...- parsknęłam- tak bawić się nie będziemy.- zacisnęłam zęby wbijając wściekłe spojrzenie w tył auta. 
- Jedź prosto, na skrzyżowaniu zawróć.
- Że co kurwa?!- warknęłam wjeżdżając rozpędzonym autem na skrzyżowanie. Wyprzedzałam kolejne auta, powodując stłuczki i zawróciłam samochód. Zrównałam się z kierowcą ''pomarańczy'', a kiedy na mnie spojrzał, wyprzedziłam go pokazując mu środkowy palec. Niech wie, że nie będę się z nim patyczkować.- Co za pojeb wymyślał tę trasę...- mruczałam ponownie doganiając czarny samochód.
- Skręć w prawo- nakazało urządzenie, a ja śladem auta przede mną, wykonałam jego polecenie. Spojrzałam na drogę za mną, gdzie dwa Lamborghini rywalizowały ze sobą o trzecią pozycję. Przynajmniej tych przygłupów mam z głowy.
     Przedzierałam się, przez jakąś rzadko uczęszczaną drogę, z uskakującymi spod kół ludźmi. Czemu ich jest tak pełno, skoro jest prawie druga w nocy?
- Na skrzyżowaniu jedź prosto- spojrzałam na mapę orientując się, że za chwilę minie połowa trasy, a ja będę mogła zacząć wprowadzać swój plan w życie. Zacisnęłam mocniej ręce na kierownicy przejeżdżając przez skrzyżowanie. W oddali było słychać wycie syren, co oznaczało, że policja ruszyła już w pościg.
- Skręć ostro w prawo.
     Zmrużyłam oczy wykonując ślizg i zrównując się z przeciwnikiem. Wyjechaliśmy na otwarty plac, z zaparkowanymi tirami. Było już za późno, aby ominąć ciężarówki bokiem- musiałam przejechać pod nimi. Docisnęłam pedał gazu, zaciągając ręczny, obracając się pojazdem i spokojnie mieszcząc się w szczelinie miedzy nadwoziem tira, a ziemią. Po chwili usłyszałam nieprzyjemny zgrzyt, oznajmujący, że któryś z kierowców Lamborghini, chciał powtórzyć mój manewr, jednak jego auto okazało się zbyt wysokie na takie coś. Wyjechałam spod ostatniego tira i ku mojemu szczęściu - objęłam prowadzenie. Teraz musiałam uciec na taką odległość, która da mi pewną wygraną nad mężczyzną w czarnym aucie.
     Ścisnęłam mocniej kierownicę, odjeżdżając jak najdalej autu za mną. Urządzenie zamontowane w pojeździe kazało zmienić mi kierunek jazdy, co niechętnie wykonałam, tym samym tracąc znaczącą przewagę. Zdenerwowana przygryzłam wargę przeklinając w myślach tych, którzy zmieniają nam trasę wyścigu w ostatnim momencie.
     Wyjechałam zza rogu, widząc sporą grupkę osób, co oznaczało, że lada chwila miniemy metę. Kierowca za mną, musiał pomyśleć to samo, szarpiąc nagle gwałtownie kierownicą i wciskając guzik z podtlenkiem azotu. Z niedowierzaniem obserwowałam tył samochodu, zdając sobie sprawę, że wygraną mam już w kieszeni.
- Jesteś amatorem, sukinsynie- warknęłam, dodając gaz. Po kilku sekundach, jakieś 800 metrów przede mną zamajaczyła linia mety, GPS uruchomił się i...
- Zawróć.
     Gwałtownie wcisnęłam hamulec, wrzucając wsteczny bieg i jadąc do tyłu. Dokładnie zaobserwowałam, jak czarny Bugatti Veyron przejeżdża przez linię mety, hamując. Zanim zawróci będę mieć kilka sekund na ucieczkę.
     Zmieniłam bieg, skręcając kierownicą, tak aby móc obserwować drogę z której przed chwilą przyjechałam.
- Skręć w prawo.
     Mrużąc oczy wykonałam polecenie, wjeżdżając na tory kolejowe. Z niepokojem rozglądałam się dookoła, czy nie nadjeżdża pociąg. Jeszcze tego mi brakowało, aby ścigać się nie tylko z wściekłymi mężczyznami, ale i z pociągiem.
- Skręć w prawo.- Zacisnęłam dłoń w pięść, skręcając. W oddali mogłam zaobserwować linię mety. Gówniarz, który nami kierował, uznał za świetną zabawę pokierowanie nas po obrzeżach miasta i zmusić nas do wjazdu na metę od przeciwnej strony, niż było to zamierzone. Nie mam pojęcia kim do diabła jest nasz pilot, ale mam nadzieję, że będzie się smażył w piekle.
      We wstecznym lusterku zamigotał mi ''mężczyzna w czerni''. Uśmiechnęłam się, wciskając podtlenek azotu i po kilku sekundach przekraczając linię mety na pierwszej pozycji.
     Wyskoczyłam z samochodu, wpadając w rozszalały tłum. Uśmiechnęłam się kilkunastu osób, wypatrując znanej mi sylwetki Chana. Po chwili Japończyk znalazł się obok mnie, trzymając ogromną torbę wypchną po brzegi banknotami.
- Alison!- krzyknął trzymając mnie za ramiona- Byłaś rewelacyjna. Fantastyczna!
     Zaśmiałam się, pocierając ręką czoło. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że z emocji, na mojej twarzy pojawiły się kropelki potu. Odetchnęłam głęboko, opierając się o przód samochodu. Zrobiłam to. Wygrałam wyścig.
- Kto kurwa, wyznaczał trasę wyścigu?!- przez wrzaski rozentuzjazmowanego tłumu, przebił się głośny i niezwykle śliny baryton. Wszyscy jak na zawołanie zamilkli, skupiając się na kierowcy czarnego auta.- Pytam się, co za huj to organizował?!
- Bayron, uspokój się- pisnęła jakaś blondynka, niepewnie podchodząc do niego. Bayron rzucił jej tylko pełne wściekłości spojrzenie i ponownie zaczął przeszukiwać wzrokiem tłum.
- Ja...- odezwał się głos obok mnie. Spojrzałam na wielkiego, umięśnionego szatyna, który śmiało wyszedł na środek i zatrzymał się przed wściekłym do granic możliwości chłopakiem.- Masz z tym jakiś problem?
- Czy mam? Oczywiście, że mam!- wydarł się podchodząc bliżej organizatora.- Wygrałbym, gdybyście nie zmienili nagle tej pieprzonej trasy! Ustawiliście to wszystko, aby wygrała ta pieprzona cizia!- zawołał, wskazując na mnie palcem.
     Oczy wszystkich zgromadzonych spoczęły na mnie, przez co poczułam się trochę nieswojo. Dłoń Chana spoczęła na moim ramieniu, nakazując mi, abym się nie ruszała. Tak też zrobiłam.
- Wygrała bo jest lepsza- odparł spokojnie szatyn.- I również wygrałaby, gdybym nawet nie zmienił trasy.
     Pośród tłumu przeszedł szmer rozmów. Przełknęłam cicho ślinę, chcąc nawilżyć moje suche z przerażenia gardło. Kierowca czarnego auta- Bayron jest na mnie wściekły bo wygrałam. Nie miałam pojęcia czy nie rzuci się na mnie w przypływie złości. Miałam dziwne wrażenie, że szatyn nie powstrzymywałby go przed tym.
- Wynoś się. Nie chcę już dłużej widzieć cie w Irlandii.- powiedział, patrząc srogo na chłopaka. Ten splunął ze złością, ostatni raz na mnie patrząc, wsiadł do auta i odjechał z piskiem opon.- Rozjeść się! Nie macie tu czego szukać!- krzyknął mężczyzna odwracając się do mnie twarzą. Tłum posłusznie zaczął rzednąć.- Gratuluję, Chan. Dobrze ją wyszkoliłeś- powiedział podchodząc do nas i mierząc mnie spojrzeniem.- Nie wyglądasz, na typowego kierowcę wyścigów.
- Bo nim nie jestem- rzuciłam, prostując się.- Chan rzadko mnie wypuszcza na tor.
- Nie powinieneś chować takiej perełki, Chan- uśmiechnął się odchodząc.- Radzę wam stąd zmiatać. Nie ręczę za innych wściekłych ludzi, którzy kibicowali Bayronowi.
     Japończyk mocno pchnął mnie w kierunku miejsca kierowcy, sam zajmując miejsce obok mnie. Odpaliłam szybko auto, przedzierając się przez tłum i wyjeżdżając na autostradę. Z niepokojem zerknęłam we wsteczne lusterko, oddychając z ulgą, kiedy nie zaobserwowałam nikogo, kto mógłby nas śledzić.
- Tutaj jest twoja wygrana- mężczyzna obok mnie, rzucił torbę z pieniędzmi na tylne siedzenia.- swoją działkę już wziąłem. Trzymaj- podał mój telefon- dzwonił kilka razy.
     Skinęłam głową, skręcając w ulicę, gdzie mieszkał Chan i zatrzymując się pod jego domem.
- Na pewno nie namówię cię na jeszcze jeden wyścig?- zapytał otwierając drzwi auta.
- Nie, Chan- powiedziałam wpatrując się w jego oczy.- Mam już dosyć wyścigów.- mruknęłam skupiając swój wzrok na pustej drodze przede mną.
- W razie czego... wiesz jak mnie znaleźć.- dodał wysiadając.- Poczekaj, to schowam torbę do bagażnika.
     Obserwowałam jak Japończyk wyjmuje pieniądze i przekłada je do bagażnika, zamykając go. Skinęłam głową uruchamiając silnik i odjeżdżając.
     Przejechałam zaledwie kilka metrów, kiedy do moich uszu dobiegł dźwięk eksplozji. Schyliłam głowę, skręcając kierownicą i zatrzymując auto. Spojrzałam na miejsce, skąd rozległ się odgłos, natychmiast nieruchomiejąc.
- Nie...- szepnęłam.- NIE!
     Dom Chana płonął.


*********
Odcinek troszeczkę... dziwny. Ale nie jest tak źle, że nie dałoby się czytać :)
Dobra, dobra... mam radosną nowinę! Postaram się dodawać po dwa odcinki tygodniowo, jednak nie wiem jak to będzie w tym tygodniu bo w PN idę nocować u siostry i nie wiem, czy nie będę tam około 3 nocy... więc nie mam pojęcia czy odcinek pojawi się w tą środę czy nie.
Taaaa.... co tu jeszcze dodać... Przypominam, że w Poniedziałek pojawi się II list od Nieznajomego- ciekawych zapraszam :D
I tak, dziękuję za 13 komentarzy! 
P.S. Tak opisy aut ściągnęłam z internetu- aż taką maniaczką nie jestem :P
Za błędy przepraszam!
Aaaa.... Imagin, który sugerował sytuację opisaną tutaj to Imagin nr. 7 ( wyścig)

15 komentarzy( anonimki podpiszcie się!) = next!

wtorek, 12 sierpnia 2014

Chapter XXXIX


*******

     Powoli otworzyłam drzwi, czując na karku oddech Louisa. Zamknęłam oczy, delikatnie się uśmiechając, robiąc przy okazji kilka kroków do przodu, wchodząc tym samym do środka. W domu było dziwnie cicho, co nieco mnie zaskoczyło. Zawsze panował tutaj gwar. Rozejrzałam się niepewnie od razu znajdując pozostałą czwórkę, siedzącą na kanapie i oglądającą telewizor. Obok nich stały spakowane walizki i torby podróżne. 
- Jesteście gotowi?- rzuciłam opierając się ramieniem o framugę domu. Osiem par oczu spojrzało na mnie zaskoczona i nieco przerażona.- Kiedy jedziecie?
- Za chwilę- powiedział Niall kładąc rękę na oparciu kanapy. Przez chwilę wpatrywał się w wielki, kolorowy ekran, kiedy nagle podskoczył i spojrzał na szatyna ciągle stojącego za moimi plecami.- Louis... dzwoniła El. Powiedziałem, że do niej oddzwonisz. 
     Chłopak cicho podziękował, wyciągając od razu telefon z kieszeni i wybierając numer do panny Cleader. Zacisnęłam dłonie w pięści, obserwując jak Tomlinson wchodzi do kuchni, z wielkim uśmiechem na twarzy.  ''Opanuj się kobieto! Ten facet jest zajęty, ma DZIEWCZYNĘ!'' mówiłam sama do siebie. Pokręciłam głową, chcąc się pozbyć wstrętnego głosiku z mojej głowy i szybko wychodząc z salonu.
-Idę do siebie- mruknęłam wchodząc po schodach, starając się uniknąć przeszywającego spojrzenia Zayn'a i szczątków słodkich słówek jakimi Louis obdarzał Eleanor przez telefon. Powoli weszłam do pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz i opadając na łóżko. Pora to wszystko przemyśleć.
     Ostatnio zaczęłam dziwnie reagować na dotyk Louis'a. Cała się czerwienię, mam dreszcze, a serce zaczyna szybciej bić. Nieświadomie szukam jego sylwetki, kiedy go nie widziałam i cała się spinam, kiedy stoi za mną. Chcę spędzać z nim całe dnie, chcę aby mnie trzymał za rękę... albo chociaż oplatał mnie w pasie, tak jak robił to na kręgielni. Jestem wręcz spragniona jego cholernego dotyku...
- KURWA!- wydarłam się stając w jednej chwili na nogi.- Nie, nie, nie, nie....- mruczałam do siebie krążąc po pokoju.- To nie możliwe, ja nie mogłam...- przerwałam. Nie, nie wypowiem tego na głos. Nie mogę, nie...- Niech mnie coś strzeli, zakochałam się w zajętym facecie!- wykrzyczałam ciągnąć się za włosy. 
     Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha? Zakochać się w kimś, kogo znam... praktycznie od dziecka? W sumie... Louis zawsze był atrakcyjny, zawsze gdzieś tam głęboko w sercu mi się podobał... ale nie sądziłam, że to głupie ''podobanie się'' zamieni się w coś... TAKIEGO!
     Opadłam na kolana, chowając twarz w dłonie. Nie miałam pojęcia co robić. Powiedzieć mu o tym... oczywiście nie mogę, nie chcę, aby wziął mnie za desperatkę... zresztą Lou ma dziewczynę, którą kocha. Jeżeli powiem mu o swoich uczuciach nie tylko my będziemy w niezręcznej sytuacji, ale również całe One Direction i... mimo wszystko Eleanor.
     Zamrugałam oczami, próbując poukładać sobie wszystko w głowie i wymyślić jakiś plan. A więc tak. Zakochałam się w Louisie, kiedy on ma dziewczynę i są razem cholernie szczęśliwi. Między mną a Tommo doszło do... intymnych zdarzeń, które dla niego nie miały większego znaczenia, służyły tylko po to, aby wyciągnąć ze mnie informacje, albo czegoś nauczyć. BooBear czuje do mnie tylko przyjaźń i może jakąś tam iskierkę miłości... ale braterskiej. Kiedyś przecież często mi powtarzał, że kocha mnie jak swoje siostry.
     Mogłam mu powiedzieć o tym co do niego czuję... albo siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i szczerze powiedziawszy wybieram tę drugą decyzję. Nie chcę tracić jego przyjaźni, co na pewno by się stało, gdybym zdradziła się chociaż jednym słówkiem.
     Westchnęłam cicho podnosząc się z kolan i biorąc do ręki telefon. Musiałam się komuś wygadać, komuś kto mnie na sto procent zrozumie. Przeszukałam listę kontaktów, wybierając jeden na który dość dawno nie dzwoniłam. Miałam nadzieję, że pomimo tego odbierze.
-Co to moje oczy widzą? Nasza kochana Al, się odezwała!- przywitał mnie radosny ton Erick'a.
-Cześć Erick.- mruknęłam do słuchawki siadając na parapecie i wyglądając zza okno.- Jak leci?
- Jakoś... gliny zaczynają węszyć, ale... nie jest źle.- rzucił. Westchnęłam cicho. Morgan brał udział w nielegalnych wyścigach i czasami został złapany przez policje. Zawsze potrafił się jakoś wymigać od odpowiedzialności, dostając tylko sumę pieniężną do zapłaty. Ostatnio zaczął handlować nielegalnymi częściami do samochodów i wygląda na to, że psy coś wywęszyły.- O o...spowiadaj się w tej chwili co cię męczy... To westchnięcie mówiło, że jest coś na rzeczy. I to poważnego.
- Kiedy nic mi nie jest...- próbowałam się wykręcić.
- Dobra, dobra, nie kłam mi tutaj, tylko gadaj. Wujek Erick ci pomoże.
     Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Chciałam się komuś wygadać, a Erick doskonale mnie zrozumie. Nie sądziłam jednak, że będzie mi tak trudno o tym powiedzieć.
- Dobra no... pamiętasz Louisa?- zaczęłam cicho, mając nadzieję, że chłopak go nie pamięta, przez co będę mogła zakończyć tę rozmowę szybciej niż zamierzałam.
- Tomlinsona? Oczywiście, że tak. Co z nim?
- No bo ja... tak jakby... sięwnimzakochałam- wyrzuciłam z siebie tak szybko, że nawet ja miałam problem ze zrozumieniem tego. Jednak Erick ponownie mnie zaskoczył. 
-ZAKOCHAŁAŚ SIĘ W TOMLINSONIE?!-ryknął do słuchawki, a ja odruchowo odsunęłam ja od ucha.- Dziewczyno... w końcu się tego doczekałem!
     Chwila, co?
- Co?
-Jak Boga kocham... Alison, nie masz bladego pojęcia jak to po tobie cholernie widać- powiedział, wprawiając mnie tym samym w przerażenie. Jak to widać?! Co jeżeli Louis to zauważył?!- może jeszcze nie byłaś tego świadoma, ale ja wiedziałem, że coś się święci i prędzej czy później to odkryjesz.
-Erick... co... co ty pleciesz...- jąkałam się próbując wydukać jakieś poprawnie zdanie.- To... nie powiedz, że sobie żartujesz.- niemal zajęczałam do słuchawki. Po drugiej stronie zaległa cisza, a potem usłyszałam radosny śmiech.
- Ja nie żartuję, kochanie- zawołał- zawsze byłaś bardziej radosna, kiedy stał obok ciebie, albo chociaż znajdował się w tym samym pomieszczeniu!
- Ricky... co ja mam robić?- burknęłam do słuchawki upokorzona. Wygląda na to, że każdy zdawał sobie sprawę z tego co czuję do Tomlinsona, oprócz mnie samej, oczywiście. Czy ja zawsze muszę być taka ślepa?!
- On ma chyba dziewczynę, nie?- zapytał. W tle mogłam usłyszeć krzyki osób i szum maszyn. Super. Erick jest w pracy- Gdzie ja go... Ej ty! Tak ty! Znajdź mi klucz francuski!- zawołał do niewidocznej dla mnie osoby- Więc skoro ma laskę, to naprawdę dziewczyno masz ciężki orzech do zgryzienia.
- Wiem... nie chcę mu mówić o tym co czuję, bo boję się, że nasza przyjaźń się rozpadnie...
-Czyli wolisz cierpieć?- nie musiałam go widzieć, aby stwierdzić, że marszczy zaskoczony nos.
-Tak. Wolę mieć jego przyjaźń niż nic.- rzuciłam stanowczo.
- Widzę, że decyzję już podjęłaś... cóż ja mogę ci jedynie doradzić jedną rzecz: zrób to co uważasz za słuszne.
- Dzięki...- uśmiechnęłam się- Dobrze mi zrobiło wygadanie się komuś.
- Spoko mała, jestem zawsze do dyspozycji.- zaśmiał się.
- Czy ty nie jesteś w pracy?- zapytałam słysząc odgłosy silników- Tobie nie wolno rozmawiać przez telefon! Jak twój szef cię zobaczy....
- Ej, spokojnie młoda!- przerwał mi- Widzę, że do ciebie radosna nowina nie dotarła. Stary pryk odszedł na emeryturę, odkupiłem od niego warsztat. Teraz ja tutaj żądze.
     Erick zawsze chciał mieć własny warsztat samochodowy, ale nie miał ochoty na załatwianie papierkowej roboty, czy szukania nowych pracowników. Dlatego zatrudnił się w pobliskim warsztacie, aby móc mieć na oku inne i gdyby jakiś był na sprzedaż- odkupić go. Nie podejrzewał pewnie tego, że przyjdzie mu kupić warsztat w którym pracuje.
-Gratuluję- powiedziałam szczerze spoglądając na podjazd. Bus One Direction właśnie parkował na naszym podjeździe.- Erick wybacz, ale zaraz mój brat wyjedzie na kilka miesięcy i muszę się z nim pożegnać.
- Ach, trasa koncertowa- zawołał z entuzjazmem w głosie- słyszałem, że ta trasa ma być największą i najbardziej widowiskową trasą w ich karierze. Mają grać na stadionach!
- Coś obiło mi się o uszy- mruknęłam zażenowana. Erick nigdy nie ukrywał, że uwielbiał muzykę jaką tworzy mój brat i jego zespół. Wściekał się za każdym razem, kiedy ktoś wytykał mu to, albo mówił, że stał się ich fanem. - Jeżeli chcesz mogę załatwić ci bilet na koncert...- zasugerowałam.
- Hahaha. Bardzo śmieszne Alison.- mruknął - Leć się pożegnać, a nie ględzisz przez telefon- dodał rozłączając się. Odłożyłam urządzenie, na półkę wychodząc z pokoju i z marszu na kogoś wpadając. Uniosłam wzrok na twarz intruza, nieruchomiejąc. To był Zayn.
     Chłopak spojrzał na mnie zaciekawiony, uważnie lustrując moją twarz. Zaczerwieniłam się na myśl, że Mulat mógł słyszeć całą moją rozmowę z przyjacielem. Co jeżeli powie Louisowi? Tego bym nie zniosła...
-Al, Niall chciał się z tobą pożegnać- powiedział cicho, patrząc w kierunku schodów. Skinęłam głową, niemo mu dziękując i zeszłam z piętra. Pora na wylanie hektolitrów łez.

~*~

     Co kilka sekund sprawdzałam godzinę na zegarze ściennym, powieszonym na wprost mnie w klasie biologicznej. Jak za złość, wskazówki zegara wlekły się niemiłosiernie wolno, denerwując mnie jeszcze bardziej. To była moja ostatnia lekcja, a ja miałam zamiar zaraz po wyjściu ze szkoły przygotować się do wyścigu. Musiałam być w jak najlepszej formie, skoro miałam wygrać kupę forsy dla Chana.
- A na to pytanie odpowie mi... panna Evans!- zawołał nauczyciel, wyrywając mnie z otępienia. Spojrzałam na niego marszcząc brwi, starając sobie przypomnieć jakie pytanie mi zadał. Nauczyciel westchnął cicho, patrząc na mnie karcąco- pytałem się co to jest metoda PCR.
- Metoda powielania łańcuchów DNA w warunkach laboratoryjnych, polegająca na reakcji łańcuchowej polimerazy DNA w wyniku wielokrotnego podgrzewania i oziębiania próbki.- odpowiedziałam automatycznie, wzbudzając podziw reszty uczniów. Nie bez powodu Niall zapisał mnie na profil przyrodniczy. Chemia i biologia to coś bez czego nie mogę żyć.
- Dobrze. A powiedz nam jeszcze, jakie ta metoda ma zastosowania? Oczywiście w genetyce, gdyby pan nie wiedział, panie McKlein!- podniósł głos wpatrując się gniewnie w pryszczatego chłopaka siedzącego w pierwszej ławce. Chłopak szybko zniżył się na krześle, unikając wzroku nauczyciela.
- Metoda PCR ma wiele zastosowań między innymi w badaniach nad genomem, charakterystyce ekspresji genów, klonowaniu genów, diagnostyce klinicznej, identyfikacji osób zaginionych, kryminalistyce, albo chociażby w paleontologii.
-Brawo. Otrzymuje pani piątkę za pracę na lekcji.- profesor spojrzał na mnie z uznaniem znad swoich okularów.- Zadanie domowe dla wszystkich: opisać jak przebiega proces tej metody. Do końca lekcji macie jeszcze dziesięć minut. Informacje znajdziecie na stronie sto szóstej. Jeżeli się sprężycie, w domu nie będziecie musieli ślęczeć nad biologią moi drodzy. Chociaż... wydaje mi się, że niektórzy jeszcze nigdy tego nie zrobili.- rzucił wpatrując się w uczniów.
     Klasa wydała chóralny jęk, ale posłusznie chwycili podręczniki, aby jak najszybciej skończyć zadanie. Rozejrzałam się dookoła, skupiając swój wzrok na Harriet. Dziewczyna uśmiechnęła się, zezując na profesora i podając mi malutką karteczkę. Niepewnie wzięłam ją do ręki, rozkładając ją na zeszycie.
'' Idziesz dzisiaj na imprezę do Harry'ego?''
     Harry był obrońcą w szkolnej drużynie piłki nożnej. Jako, że w ostatnich dniach często bywałam na treningach drużyny, jak i cheerleaderek - musiałam go poznać. Był, wysoki, dobrze umięśniony... i od razu wpadłam w oko. Kilka razy zaczepiał mnie i pytał się, czy się z nim nie umówię. Za każdym razem odmawiałam, tłumacząc się brakiem czasu. Na imprezę iść nie mogłam, musiałam być na wyścigu, więc przynajmniej będę mieć jakąś wymówkę.
'' Wybacz, mam już inne plany. Może następnym razem?''
     Uważnie spojrzałam na nauczyciela, odrzucając karteczkę na stolik różowowłosej. Przeczytałam polecenie zadania, od razu biorąc się do pracy, jednak w połowie pisania, dostałam białą kuleczką prosto w twarz. Zdezorientowana, spojrzałam na papier, rozkładając go.
'' Żartujesz sobie? Imprezy u Harry'ego są najlepsze na świecie! Poza tym Harry na Ciebie leci, nie wmówisz mi, że tego nie zauważyłaś?''
     Westchnęłam zrezygnowana. Wiedziałam, że Harriet zrobi wszystko, abym tylko poszła na tę imprezę, jednak ja nie miałam zamiaru rezygnować z wyścigu dla jakiejś imprezy.
''Zauważyłam, to jest jeden z powodów dla których nie idę. Miłej zabawy x''
     Odrzuciłam karteczkę, w tym samym czasie, kiedy zadzwonił dzwonek. Chwyciłam swoje rzeczy, rzucając w stronę zaskoczonej przyjaciółki krótkie pożegnanie i wybiegając z klasy. Szybko znalazłam się na parkingu, wsiadając do auta i jednym sprawnym ruchem go odpalając. Powoli wyjechałam z miejsca pełnego wychodzących ze szkoły uczniów, kierując się w stronę opuszczonego toru, gdzie Chan kazał mi ćwiczyć. Nie chciał ryzykować, że ktoś mnie zauważy i zacznie obserwować.

~*~

     Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Miałam założone krótkie, czarne, skórzane spodenki z ćwiekami na kieszeni, czarny top odsłaniający brzuch z białym krzyżem na piersiach i czarne buty na wysokim obcasie z ćwiekami. Do tego założyłam kolczyki w kształcie czaszki ludzkiej i kilka bransoletek. Włosy rozpuściłam i delikatnie pofalowałam, spinając je z przodu, aby zbędne kosmyki nie wpadały mi do oczu podczas jazdy. Wyglądałam... dobrze.
     Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, biorąc do ręki, telefon i dokumenty. Powoli, nie chcąc obudzić rodziców zeszłam na parter i schroniłam się w garażu.  Nacisnęłam na autopilocie dwa guziczki, dzięki czemu drzwi od garażu zaczęły się podnosić, a ramiona bramy wyjazdowej otwierać. Z bijącym sercem wsiadłam za kierownicę, odpalając silnik i najciszej jak się da wyjechałam z posesji... mojego brata? Moich rodziców?
     Kiedy tylko znalazłam się na głównej drodze, z radością wcisnęłam pedał gazu, natychmiast wyprzedzając jadące przede mną samochody. Musiałam dojechać na obrzeża miasta- to tam znajdowała się trasa wyścigu, chociaż znając życie, wjedziemy również do miasta.
     Po pół godzinie jazdy, w końcu zauważyłam sporo stojących aut i wysiadających z nich ludzi. Kibice. Uśmiechnęłam się pod nosem przejeżdżając między nimi i czując wszystkie te ciekawskie spojrzenia. No tak. W końcu nikt mnie tutaj nie znał.
     Zmrużyłam oczy, wyjeżdżając na główny plac, gdzie ustawiły się już trzy auta, mimo, że do samego wyścigu zostało jakieś półtorej godziny. Podjechałam pod linię startu, zatrzymując się przed wysokim mężczyzną. Spojrzał na mój samochód, z lekkim, pobłażliwym uśmieszkiem, a potem zwrócił się do mnie:
- Bogatych laluń tu nie potrzebujemy.
     Uniosłam jedną brew, mrużąc złowrogo oczy.
- Z pewnością, nie potrzebuje ich taki prostak jak ty.- warknęłam- Jestem to od Chana. Zanotuj to sobie.
     Nieznajomy, spojrzał na mnie z wściekłością, ale posłusznie wpisał coś na kawałek karteczki, którą trzymał w ręku, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął w rozszalałym tłumie. Sięgnęłam po telefon, chcąc wybrać numer do Chana. Powinien obejrzeć ostatni raz mój samochód przed startem. Na ekraniku zamajaczyła mi biała koperta, symbolizująca, jedną nieprzeczytaną wiadomość.
''Mała powodzenia na wyścigu. Wiedz, że żaden z nas nie pochwala tego co robisz, ale... jeżeli to przynosi Ci szczęście... Niall nie wie, że dzisiaj się ścigasz- nie powiedziałem mu. Trzymam kciuki, młoda, wygraj to. I... nie daj się tam zabić co? Nie zniosę, kiedy coś Ci się stanie... jesteś dla mnie zbyt ważna. Wróć cała i zdrowa do domu.
Całuję, Louis :-) ''
     Otworzyłam szeroko oczy,czytając wiadomość jeszcze raz. Louis napisał, że jestem dla niego ważna? O co mu chodziło?
     Nagłe pukanie w szybę, spowodowało, że podskoczyłam na siedzeniu przestraszona. Koło mojego auta stał Chan uśmiechając się do mnie. Szybko wysiadłam z auta.
- Alison, moja droga!- krzyknął- jesteś gotowa?
     Skinęłam głową, podając mu klucze od samochodu. Rzucił je jednemu z młodych chłopaków, którzy byli z nim, a ten szybko wsiadł do środka i odjechał w stronę garaży.
- Zrobimy teraz ostatni przegląd. Powinniśmy się wyrobić przed startem- mruknął Japończyk chwytając mnie za rękę i prowadząc w stronę, gdzie zniknęło auto.- Musisz uważać na tego gościa w czarnym samochodzie- dodał zezując na startujących- Resztą nie musisz się przejmować, są ciency, wyminiesz ich na pierwszym zakręcie. Ty musisz skupić się tylko na czarnym aucie i tylko na nim, rozumiesz?- spojrzał na mnie, na co energicznie pokręciłam głową.
     Mężczyzna szybko odszedł w stronę mojego auta, a ja usiadłam w jego dyżurce, gdzie mogłam psychicznie przygotować się do startu. W ręku ciągle trzymałam telefon z wiadomością od Lou. Westchnęłam cicho, tworząc nową wiadomość.
'' Będę ostrożna o to nie musisz się martwić.''
     Zanim zdążyłam się rozmyślić wcisnęłam ''wyślij''. Odłożyłam telefon na biurko, wiedząc, że zabierze go Chan. Zamknęłam oczy, starając się nie myśleć o wyścigu i oddychać wolno. Musiałam uspokoić bicie rozszalałego serca.
     Nie wiem ile tak siedziałam, starając się dojść do ładu. Adrenalina płynęła w moich żyłach, a ręce niekontrolowanie się trzęsły. Ocknęłam się dopiero czując czyjś mocny uścisk na ramieniu.
- Al...- usłyszałam głos Chana. Podniosłam się z miejsca, patrząc na niego.- Już czas. Wyścig za piętnaście minut.
     Skinęłam głową. Czas zacząć wyścig.

*********

13 komentarzy = next!
( zaszalejemy, ten jeden raz! )
Odcinek jest dłuuugi :D Uwierzcie miał być dłuższy, ale pomyślałam, że dawno nie trzymałam Was w napięciu, więc musiałam to zmienić :P
Pierwsza część mi nie wyszła- za co przepraszam, ale kolejne już są idealne <skromna>
Taaaak. Alison w końcu odkryła co czuje do Louisa. Kto się cieszy?
A teraz wytłumaczenie braku odcinka w niedzielę. Otóż, kiedy byłam na mazurach, w głowie zrodził mi się pomysł na krótką, bardzo krótką historię. Zaledwie 10 rozdziałów. Spisałam ją na kartce, i od niedzieli przepisywałam na komputer. Dopiero wczoraj skończyłam i wpadłam na pomysł, aby się nią z kimś podzielić, dlatego założyłam bloga, gdzie opublikowałam pierwszy ''rozdział''. Kilkoro osób przeczytało i - o dziwo- spodobało się. Dlatego chcę Was zaprosić na tego bloga z nieco... innym opowiadaniem. Dlaczego innym? Zobaczycie jak wejdziecie :P 
Tutaj macie fabułę:

Co byś zrobił, gdyby nagle, z dnia na dzień doszedł do ciebie list od anonimowego adresata? Nie, nie zwyczajny list... List,w którym nieznajoma Ci osoba opisała wszystko to co leży jej na duszy, list, który zaczyna śnić Ci się po nocach, zmuszając do nierealnego wyścigu z czasem. Zastanawiałeś się co jest nagrodą w tej grze? Ludzkie życie. Jedno ludzkie istnienie. Jesteś gotowy zagłębić się w tę historię, rozpocząć walkę z samym sobą? Bo to właśnie MY jesteśmy tymi osobami, które popychają nas do czynów... za które przyjdzie nam gorzko zapłacić.
9 dni, 9 listów,216 godzin...i ty.
Czas rozpocząć grę.

Zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu!
I spokojnie, odcinki tutaj będą się pojawiać już regularnie :P
P.S. Z góry uprzedzam: nie odpowiadam za Wasz stan psychiczny po przeczytaniu ''Listu I''... kilkoro osób popłakało mi się w trakcie czytania ( byłam przy tym ) co w dalszym ciągu jest dla mnie niezrozumiałe.

+ zapraszam na blog o Liamie gdzie pojawił się już nowy odcinek :D
+ jestem ciekawa czy komuś udało się odgadnąć tematy przewodnie w imaginach? Cóż jeden z nich pojawił się już w dzisiejszym odcinku. Jaki?  Imagin nr. 1 ( temat przewodni: wyjazd chłopców w trasę koncertową )
Ktoś zgadnie który imagin będzie umieszczony w następnym odcinku?

poniedziałek, 28 lipca 2014

Niespodzianka: Imaginy!

Tak jak obiecałam: imaginy, które będą zapowiadać to co będzie się działo w kolejnych odcinkach. 
Aby wilk był syty, a owca ( w miarę ) cała: nie przywiązujcie uwagi do głównych bohaterów tych imaginów- w opowiadaniu będą zmienieni :D
Uwaga: Sytuacje opisane w imaginach: niektóre z nich będą IDENTYCZNE w opowiadaniu, w innych chodzi tyko o główny motyw. I zadanie dla Was! ( jego treść na samym końcu postu!)

A więc:.... Świętujemy 7 miesiąc istnienia bloga! 

*****
1)

Ty: Bądź ostrożny...
Li: Zawsze jestem.
Ty: ... będę tęsknić.
Li: Hej, nie płacz, ja też będę tęsknić za Tobą, księżniczko.


2)

Harry jest w trasie, kiedy dowiedział się, że twój były nie daje ci spokoju, dlatego postanowił wrócić do Ciebie jak najszybciej. Kiedy pojawia się w Londynie, dowiaduje się, że zostałaś pobita i leżysz w szpitalu, gdzie natychmiast jedzie. Na miejscu rozmawia z lekarzami o twoim stanie. 
L: Pańska dziewczyna, została ciężko pobita... to cud, że żyje.



3)

Do Zayn'a dzwoni twoja mama cała zapłakana:
TM: Zayn... [T.I]... ona... zaginęła...
Z:
*szepcze do siebie* To niemożliwe...

4) 

*opowiadasz Louisowi film, który ostatnio widziałaś*
Ty:... no i wtedy on się na nią rzucił, przygwoździł do ściany i chciał ją zgwałcić i... Lou?
Lo:
Ty: No nie, znowu...?

5)

Od kilku dni męczą cię koszmary, co noc budzisz się z krzykiem płacząc. Niall martwi się o Ciebie i stara się Ci pomóc, uspokajając w nocy:
N: Cii... spokojnie [T.I] to był tylko zły sen. Jestem tutaj, nic ci nie grozi...


6)

Liam bije się z twoim byłym, który Ci groził:



7)

Jesteś w ciąży z Zayn'em, lada chwila masz rodzić. Chłopak bardzo tęskni za swoją rodziną w Bradford, więc zmusiłaś go aby do nich pojechał. Kiedy jest na miejscu dostaje telefon od przerażonego Niall'a, który się Tobą opiekował na czas jego nieobecności:
N: ONA RODZI!!!
Zayn bez zastanowienia wsiadł do samochodu i popędził do Ciebie do szpitala.



8)

One Direction jest w trakcie wywiadu. Louis jest ciągle nieobecny i smutny, ponieważ rano z nim zerwałaś.
R: Louis jak tam u ciebie i [T.I]?
Lo: Nie ma już ''nas''...


9)

Jesteś dziewczyną Harry'ego, przez co dostajesz masę hejtów ze strony fanów. Jesteś załamana, ponieważ chciałaś, aby fani cię zaakceptowali szczególnie, że sama do nich należysz. Hazz nie może patrzeć na to jak cierpisz, dlatego podczas wywiadu prosi fanów, aby dali Ci spokój:
H: Rozumiem, że większość z Was sądzi, że [T.I] nie jest dla mnie i jest ze mną głównie dla pieniędzy, ale błagam Was... Kocham [T.I], jesteśmy razem szczęśliwi, a ona jest naprawdę cudowną osobą. Proszę zaakceptujcie w końcu ten fakt. Obrażając ją, obrażacie również mnie...



10)

R: Niall czy to prawda, że ty i [T.I] jesteście zaręczeni?
N:
R: Więc nie ma szans na to, abyście zerwali?
N:
R: Czyli nie?

N: Absolutnie nie.

*****
OK. Zdaje sobie sprawę, że imaginy nie są z najwyższej półki... ;) 
Zadanie dla Was: Jak myślicie, jaki motyw przewodni jest w imaginiach? Podpowiedź ( pewnie oczywista, ale co tam ) : W każdym imaginie jest inny motyw!

Odpowiadajcie w komentarzach!
P.S. Jeśli odgadniecie motywy, będziecie wiedzieć co się wydarzy w najbliższym czasie u Alison, a możecie być pewni... już kolorowo nie będzie :P

--------------------Rozwiązanie-----------------
Będę tutaj umieszczać tematy przewodnie każdego imagina, który JUŻ POJAWIŁ SIĘ W OPOWIADANIU i rozdział w którym go znajdziecie.

1)
 Motyw przewodni:
Wyjazd chłopców w trasę koncertową | Chapter XXIX 

Ogłoszenie/ Podsumowanie/Niespodzianka

Okej, już wszystko wiem. Na Mazury wyjeżdżam DZISIAJ W NOCY i będę tam... prawdopodobnie do 6.08. ALE 7 labo 8 mam wizytę u lekarza, więc odcinek pojawi się jakoś po 9.08.
Mam nadzieję, że będziecie czekać, a teraz zapraszam Was na małe podsumowanie:

1) Do tej pory na bloga weszło osób:

Prawie 33 tysiące... dziękuję Wam bardzo! 

2) W obserwatorach bloga do tej pory jest:

35 osób! Nie sądziłam, że będzie Was aż tyle... jesteście kochani :)

3)W sondach wzięło udział:

Swoją drogą nadal nie mogę uwierzyć, że 7 osób chce aby Al była z Niall'em... ze swoim bratem? :D

4) Odcinek, który miał do tej pory najwięcej wyświetleń to:

Chyba dostałam zawału... 

5) Odcinek który miał najwięcej komentarzy to:
a) kiedy dawałam limit komentarzy np. od 25 komentarzy...



b) kiedy ściągnęłam limit i zostawiłam od 10komentarzy....

WOW... jestem z Was dumna :D

6) Odbiorcy...

Taaaaaaak... *ociera łzę wzruszenia*
Czy mówiłam że Was kocham?

7) Opublikowanych postów, rozdziałów do tej pory:

Ogółem wszystkich postów opublikowanych na tym blogu jest: 35
Liczba rozdziałów: 28
Data założenia bloga: 28 stycznia 2014 rok.
Czyli DOKŁADNIE DZISIAJ blog ma 7 miesięcy... T.T


Naprawdę nie wiem jak Wam podziękować... minęło już 7 miesięcy a Wy nadal ze mną jesteście. 
Z racji tego, że dzisiaj przypada tak jakby ''rocznica'' wieczorem opublikuję niespodziankę dla Was... nie nie będzie to następny rozdział ( chciałabym) ale... będą to imaginy z gifami ( króciutkie), które UWAGA: BĘDĄ ZAPOWIADAĆ TO CO SIĘ WYDARZY W NASTĘPNYCH ODCINKACH! OCZYWIŚCIE IMIONA CHŁOPCÓW/ SYTUACJE BĘDĄ ZMIENIONE, ŻEBYŚCIE ZA DUŻO SIĘ NIE DOMYŚLILI... :P
Całuję Was mocno!
Charlie xx

piątek, 25 lipca 2014

Chapter XXVIII cz. 2

PRZECZYTAJ NOTKĘ NA CZERWONO NA KOŃCU ROZDZIAŁU!  

******   

     Jeszcze za nim przekroczyłam próg domu, do moich uszu dobiegły hałasy wywoływane przez chłopaków. Westchnęłam cicho otwierając drzwi i natychmiast uchylając się przed latającymi bokserkami... Hazzy...? Tak... to były chyba jego.
- Co jest kurwa?- mruknęłam wchodząc w salonu. Rozejrzałam się dokoła zdając sobie sprawę, że cała żyjąca tutaj populacja małp znajduje się teraz na piętrze, gdzie tworzą niemiłosierny bałagan. Wzruszyłam ramionami opadając na kanapę, włączając w tym samym czasie telewizor.
- Już za dwa dni rozpocznie się światowa trasa koncertowa zespołu One Direction.- mówił spiker- Emocje z dnia na dzień rosną, a fani już nie mogą się doczekać koncertów! Czy zespół nie zawiedzie swoich wielbicieli i da im naprawdę ogromne i pełne wrażeń show? Czekamy na pierwsze relacje z koncertów!
- Chyba serio ci się nudzi...- usłyszałam czyiś cichy szept koło mojego ucha. Podskoczyłam przerażona odwracając się.... Louis. Mogłam się tego spodziewać.
- Tomlinosn- syknęłam łapiąc się za serce. Już drugi raz mnie tak przeraził.- Czy tobie już całkowicie padło na mózg? To drugi raz, kiedy mnie straszysz!
     Chłopak zaśmiał się, chwytając mnie za rękę i podnosząc z kanapy. Spojrzałam na niego zdezorientowana, kiedy chwycił leżące na stoliku klucze do ''mojego'' auta i wyciągnął mnie przed dom. Skinął głową wskazując mi miejsce pasażera, a sam zajął miejsce kierowcy, odpalając silnik.
-Emmm... Lou? Gdzie jedziemy?- zmarszczyłam brwi, obserwując drogę przede mną. Kierowaliśmy się w stronę centrum miasta. Co on kombinuje?
- Musimy uczcić twój pierwszy dzień w szkole, czyż nie?- zawołał uśmiechając się pod nosem. Przekrzywiłam głowę zastanawiając się, o co może mu chodzić. W sumie... nigdy za bardzo nie rozumiałam Lou. Jego myśli chodziły innymi ścieżkami niż większości ludzi. To w końcu Tomlinson.
     Oparłam głowę na zagłówku zamykając oczy. Zostało jeszcze dwa miesiąca chodzenia do szkoły, a potem upragnione przez wszystkich wakacje. Ciekawe co będę w nie robić. Gdy mieszkałam w Anglii zawsze przyjeżdżałam do Irlandii na dwa tygodnie, aby zamulać nad basenem, a teraz?
     Podniosłam się na fotelu ściągając marynarkę i rozwiązując krawat. Niby do wakacji jeszcze kawał czasu, a jednak jest cholernie ciepło. Nie wiem co bym zrobiła, gdybyśmy nie mieli basenu w ogrodzie. Ugotowałabym się jak nic.
- Ej, księżniczko, otwórz swe oczęta...- zawołał Lou po kilku minutach. Leniwie spełniłam jego prośbę rozglądając się w koło. Staliśmy przed wielkim budynkiem z napisem ''Kręgielnia''- Chodź.- rzucił wysiadając z auta. Zdziwiona otworzyłam drzwi stając obok chłopaka, który zamykał auto. Chwycił mnie mocno za rękę ciągnąć w stronę wejścia.
     Przeszliśmy przez szeroki korytarz, aż zatrzymaliśmy się przed dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną ubranym w obcisły czarny t-shirt. Zmierzył nas uważnie spojrzeniem, zatrzymując swój wzrok na mnie. Zadrżałam pod jego wpływem, przysuwając się bliżej szatyna. Lou szybko objął mnie w pasie, uspokajająco gładząc mnie po ramieniu.
- Jest ze mną- rzucił chłodno, groźnie mierząc ochroniarza spojrzeniem. Nieznajomy wywrócił oczami odsuwając się od wielkich drzwi, przepuszczając nas. Odetchnęłam z ulgą, kiedy facet został za nami.- Spokojnie, robią to dla ochrony. Nieletni nie może tutaj wejść bez osoby dorosłej- wyjaśnił kierując nas w stronę kasy.- Rezerwacja na nazwisko Tomlinson- powiedział do pracownika za kontuarem. Chłopak ze znudzoną miną spojrzał w komputer wpisując coś, a następnie podając nam dwie pary butów. Zmarszczyłam brwi zaciekawiona. Skąd Lou wiedział jaki mam rozmiar?
-Chodź...- zawołał chłopak biorąc do ręki buty, a drugą ciągle oplatając mnie w pasie. Skierowaliśmy się w stronę najdalej położonego toru, który aż tak nie rzucał się w oczy. Odebrałam od szatyna buty, zmieniając je i patrząc na tor.
-Lou...- zaczęłam- nie wiem czy wiesz, ale ja nigdy nie byłam na kręglach. Nie umiem w to grać...- zerknęłam na sąsiednie tory, gdzie obcy ludzie rzucali ogromnymi kulami i zbijali stojące na samym końcu kręgle.
- Nie ma problemu, nauczę cię- uśmiechnął się do mnie, biorąc do ręki czerwoną kulę.- Najważniejszy jest zamach. Musisz tylko porządnie się zamachnąć i...- powiedział wyrzucając rękę do tyłu i szybko wypuszczając kulę na tor- upuścić ją, a potem obserwować.
     Uważnie śledziłam wzrokiem tor kuli. Łagodnie szła środkiem toru, zbijając tym samym wszystkie kręgle jakie miała na swojej drodze. 
- Twoja kolej- zawołał podając mi kolejną kulę. Wzięłam ją niepewnie do rąk podchodząc do początku naszego toru. Zagryzłam wargę analizując kolejne ruchy. Nagle poczułam ciepłe, silne dłonie na moich biodrach. Zadrżałam zdając sobie sprawę, że był to Louis. Jego dłonie przez kilka sekund gładziły skórę na moich brzuchu, przesuwając się w górę, aż do ramion. Delikatnie chwycił mnie za prawą rękę przekładając do niej kulę i wkładając moje palce w dziurki, abym mogła ją utrzymać.- A teraz... delikatnie odchyl dłoń do tyłu...- mruknął do mojego ucha, nakierowując moją rękę. Czułam jak moje policzki pieką mnie żywym ogniem. Co ten kretyn ze mną wyprawia?- I... teraz upuść- powiedział, kiedy moja ręka ponownie znalazła się nad torem. Wyswobodziłam palce z kuli, obserwując jak uderza w kręgle, zbijając wszystkie poza jedną. - Brawo! Jak na początek idzie ci doskonale!- zaśmiał się kładąc swoją głowę na moim ramieniu. 
     Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego. W tej chwili wyglądał jak małe radosne dziecko, które dostało swoją upragnioną zabawkę. Rzadko go takim widziałam, a powinien częściej się uśmiechać... tak podzielam zdanie miliona fanek, które uważają, że uśmiech Lou jest najpiękniejszy na świecie. 
- Przebijesz mnie?- zmrużyłam oczy obserwując szatyna. Przekrzywił głowę zaciekawiony.
- Rzucasz mi wzywanie?- zapytał poruszając znacząco brwiami. Zaśmiałam się, kiwając głową i podając mu do ręki kulę. Chwilę później pokręciłam głową z niedowierzaniem, widząc śmiejącego się Tomlinosna.- wszystkie zbite... pokonasz mnie?- ukłonił się.
     Wzięłam do ręki kulę i tak jak przed chwilą zrobił to Tommo, puściłam ją na tor. Chwilę później dorównałam wynikiem przyjacielowi. Graliśmy na zmianę przez dwie godziny, aż w końcu Lou oddał ostatni rzut i... wygrał.
- Tak! Wygrałem!- krzyknął podbiegając do mnie i chwytając w pasie.- WYGRAŁEM!!!- wykrzyczał okręcając się ze mną do koła. Zaśmiałam się, mocno chwytając go za szyję i oplatając swoimi nogami jego biodra.
- Puść mnie wariacie- zawołałam przez śmiech. Chłopak pokręcił głową uśmiechając się do mnie łobuzersko. O nie.- Ej Lou... proszę cię wypuść mnie- spojrzałam w jego oczy, mając nadzieję, że to podziała. Szatyn pokręcił przecząco głową.- Dobra... co chcesz w zamian?
- No jak to co? Całusa dla zwycięzcy!- uśmiechnął się, stukając palcem wskazującym w środek policzka. Prychnęłam cicho pod nosem przybliżając się do niego i spełniając jego prośbę.
     Chwilę potem stałam już prawie na własnych nogach. Dlaczego prawie? Louis mocno przyciągną mnie do swojej klatki piersiowej uważnie obserwując. Splunęłam rumieńcem wyswobadzając się z jego ramion.
-Dobra panie zwycięzco... idziemy coś zjeść, bo ta rywalizacja kompletnie mnie wymęczyła.- rzuciłam ściągając wypożyczone buty i zakładając szpilki. Po chwili wychodziliśmy z budynku, kierując się w stronę pobliskiej pizzerii. Kątem oka zerknęłam na chłopka.
     Nadal dziwiłam się, ze nie zaczepiła nas ani jedna fanka. Louis nie był przebrany, wyglądał tak jak zawsze, a mimo to, nie napadła na nas ogromna chmara rozszalałych fanek czy reporterów jak w sytuacji z Zayn'em. Zresztą tak było nawet lepiej. Nie chciałam wylądować w gazecie z dopiskiem ''siostra Horan'a''. Chcę być normalną nastolatką, tak długo jak to możliwe.
     Weszliśmy do ogromnego wnętrza pizzerii, której motywem przewodnim było USA. Pierwsze co rzuciło się w oczy to ogromna flaga stanów Zjednoczonych wisząca naprzeciwko wejścia. Amerykańska knajpka... rewelacyjnie. Skierowaliśmy się w stronę najbardziej odległego stolika nie chcąc ryzykować bliskim spotkaniem z fanami albo reporterami. Mimo, ze to tej pory nic takiego się nie zdarzyło, nadal istnieje ryzyko ich spotkania.
     Opadłam na czerwoną kanapę, a sekundę później obok mnie siedział Lou. Objął mnie ramieniem biorąc do ręki kartkę z menu. Przygryzłam wargę... wyglądał tak perfekcyjnie...
-Jaką pizze wybierasz?- zapytał szatyn wpatrując się w kartę. Szybko przeleciałam wzrokiem po spisie nie wyłapując niczego ciekawego.
- Zdaje się na ciebie- rzuciłam przeciągając się. Palce Tomlinsona radośnie łaskotały moje ramię, przyprawiając mnie o dreszcze.
- Słyszałem, że z owocami morza jest idealna- mruknął podnosząc się z miejsca i kierując się w stronę kasy. Rozejrzałam się dookoła uważnie lustrując pomieszczenie. Typowa amerykańska pizzeria. w środku oprócz nas było jeszcze kilkoro ludzi radośnie rozmawiający i zajadający się pizzą.- Będzie gotowa za 15 minut.- podskoczyłam słysząc głos chłopaka. Zaśmiał się cicho i ponownie siadł obok mnie, biorąc do ręki kosmyk moich włosów.- To jak opowiesz mi o swoim pierwszym dniu w szkole? Komu już dokopałaś?
      Wzruszyłam ramionami zaczynając opowiadać jak minął mi dzień. Louis z uwagą mnie słuchał od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Nie mam pojęcia co go tak musiało rozbawić, ale postanowiłam go o to nie pytać.
- Państwa pizza- naszą rozmowę przerwała kelnerka, która przyniosła naszą pizzę. Zerknęłam na kobietę, która pożerała Louisa wzrokiem. Uniosłam jedną brew do góry zagryzając wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Dziękujemy- odezwałam się. Kobieta przeniosła na mnie swój wzrok i zwęziła oczy. Mruknęła ciche ''smacznego'' i odeszła.
- Co to było?- zaśmiał się Lou biorąc do ręki jeden kawałek. Wzruszyłam ramionami, robiąc niewinną minę. Spojrzałam na pizzę, niepewnie biorąc do ręki jeden kawałek.
- Nie ma tutaj ośmiornicy?- zapytałam niepewnie odgryzając kawałek.
-Spokojna głowa... na będzie tutaj żadnego ośmionogiego stwora..- zawołał śmiejąc się. Wywróciłam oczami żując ciasto i słuchając opowiadań Lou i przygotowaniach do trasy. Nawet nie miałam pojęcia o nawale pracy przed trasą.
     Zerknęłam na kolejny kawałek pizzy zauważając bladoróżową nogę z czarnymi przyssawkami. skrzywiłam się zdejmując ją i odkładając na talerz. Szatyn spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Małże - okej, ale ośmiornica... już nie- powiedziałam. Louis wywrócił oczami mrucząc pod nosem ''dziewczyny''- Jak tam u Eleanor...?- skrzywiłam się kiedy wypowiadałam jej imię. Nie wiedziałam tej dziewczyny jakiś rok i miałam nadzieję, że nie zobaczę przez najbliższe kilka miesięcy.
- Jest w Anglii, za parę tygodni skończy studia... a potem przyleci do nas- uśmiechnął się a w jego oczach mogłam zauważyć promyki szczęścia. Tak... Louis naprawdę ją kochał....

******

     Wysoka, szczupła szatynka, wpadła do pokoju, od razu zostając przyciśnięta do ściany za jej plecami. Jej usta zachłannie poszukiwały ust drugiej osoby, a gdy je znalazły wpiły się nie, jakby nie widziały ich kilka lat. Chłopak uniósł dziewczynę za uda, a ta, aby chłopak nie stracił równowagi - oplotła swoimi nogami jego biodra.
- Jesteś pewna, ze nikt nas nie widział?- wyspał do jej ucha, pozbywając się jej bluzki.
- Tak...- jęknęła.
- A twój chłopak?- rzucił kolejne pytanie. Dziewczyna nie odpowiedziała tylko ściągnęła z niego koszulkę składając na jego klatce piersiowej zachłanne pocałunki.- Eleanor...- warknął odrywając się od niej i zmuszając do odpowiedzi.
- Jego tu nie ma Max. Jest w Irlandii... nie dowie się- wzruszyła ramionami zrzucając buty i znikając z chłopakiem w sypialni.


************

Wróciłam. Taaaak. Przepraszam, że nie było odcinka w zeszłym tygodniu... ale wpadłam w dół twórczy i nie mogłam nic napisać. Ten odcinek również nie wygląda tak jak miał wyglądać, za co przepraszam. Całkowicie schrzaniłam scenę w pizzerii... mam nadzieję, że kręgle to nieco... zamaskują :P
Dziękuję za 34 obserwatorów!

I UWAGA WAŻNE OGŁOSZENIE!!!
w przyszłym tygodniu ( nie wiem dokładnie kiedy ) jadę do babci na Mazury... tata musi się nią zaopiekować przez jakiś czas, a ja jadę tam z nim, dlatego:
1) odcinka w przyszłym tygodniu  NIE BĘDZIE
2) nie mam pojęcia czy w kolejnym tygodniu również się pojawi...
Babcia mieszka na wsi, gdzie czasami nawet zasięgu nie ma ( kill me T.T ) a o internecie mowy nie ma. Prawdopodobnie będziemy u babci 2 tygodnie, więc odcinka spodziewajcie się od 11. 08, chociaż NIC NIE OBIECUJĘ BO NIE WIEM ILE TAM BĘDZIEMY.
Mam nadzieję, że będziecie czekać... 
Postaram się jeszcze napisać w poniedziałek dokładniejsze informacje na temat mojego wyjazdu.
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE Z TYM ODCINKIEM!


niedziela, 13 lipca 2014

Chapter XXVIII cz.1


***********

     Nerwowym spojrzeniem wpatrywałam się w oszklone drzwi prowadzące do piekła zwanego przez wszystkich szkołą. Raz po raz byłam szturchana przez zmierzające osoby do wnętrza budynku i obrzucona ciekawskim spojrzeniem. Już na parkingu wzbudziłam niemałe zainteresowanie swoją osobą. Może konkretnie nie ja, a samochód. Mogłam się spodziewać, że takie cacka nie jeżdżą tutaj codziennie, ale nie byłam w stanie przewidzieć reakcji uczniów. Zatrzymywali się, pokazywali mnie palcem i z niedowierzaniem wpatrywali się to we mnie, to w samochód. I ja liczyłam na to, że uda mi się dojść niespostrzeżenie do szkolnej szafki? Hahaha... dobre sobie.
     ''Ogarnij się dziewczyno! Stoisz już kilka minut na dziedzińcu. Lada chwila, a wezmą cię za chorą umysłowo!'' Westchnęłam powoli kierując się w stronę wejścia. Oczywiście tak jak pozostała część uczniów tej beznadziejnej szkoły miałam na sobie mundurek, który był ''nieco'' zmodyfikowany. Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Harriet podsuwając pomysł na ''upiększenie'' mundurku. Swoją drogą, pomysł był rewelacyjny.
     Zwykłe rajstopy zastąpiłam czarnymi zakolanówkami, a buty wymieniłam na czarne szpilki z ćwiekami z tyłu. Najdłużej wahałam się przy szmacie, która miała nazywać się ''spódnicą''. Harriet zaproponowała aby zostawić ją tak jak jest, jednak dla mnie... ona była kompletnie bez gustu, za szeroka i zdecydowanie za długa, dlatego minimalnie ją skróciłam i zwęziłam. Przynajmniej będę w tym czymś wyglądać jak człowiek. W kwestii marynarki zgodziłyśmy się bez dwóch zdań. Materiał, który był o dwa rozmiary za duży, wystarczyło zwęzić i odciąć zbędne kawałki, tak aby idealnie współgrała z spódnicą... a nie przepraszam, po poprawkach stała się spódniczką. Koszula... jako jedyna nie uległa tak ogromnej zmianie...została tylko delikatne zwężona i skrócona. Nie rozumiem dlaczego wszystkie szkoły zamawiają tak duże rozmiary dla dziewczyn. przecież wiadomo, że będziemy się w tym topić.
     Włosy lekko natapirowałam, pozwalając im łagodnie opaść na moje ramiona. A jeżeli chodzi o makijaż... Nie mogą zabronić mi chodzenia przynajmniej w podkładzie, tuszu do rzęs i błyszczyku. Powinni się cieszyć, że zrezygnowałam z większości kosmetyków, których używałam.
     Reakcja chłopaków kiedy mnie zobaczyli tego ranka w kuchni - bezcenna. Oczywiście Niall jak każdy ''rozsądny'' starszy brat zaczął krzyczeć, że nie wpuszczą mnie tak do szkoły. Szczerze? Gdyby jego wizja się sprawdziła, byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Najbardziej zaskoczyła mnie reakcja Louisa. Chłopak uważnie zmierzył mnie spojrzeniem, a na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmieszek. Ciągle pamiętałam jego ''metodę'' na wyciągniecie ode mnie istotnych wiadomości i nie powiem, ze mi się to nie podobało, wręcz przeciwnie, ale wiedziałam, ze dla niego to nic nie znaczyło. Miał dziewczynę, sukę co prawda, ale mimo wszystko, ona nadal jest ''jedyną kobietą'' w życiu Lou.
- Alison!- z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos Harriet- wyglądasz rewelacyjnie!- zaśmiała się obchodząc mnie dookoła.- Stara Dolly wpadnie w szał jak cię zobaczy.
- Kto to jest?- rzuciłam marszcząc brwi. Stara Dolly? Urzekające przezwisko.
- Woźna.. jest wstrętna- mruknęła dziewczyna odsuwając się ode mnie. Zmierzyłam ją spojrzeniem z ulgą stwierdzając, że wygląda podobnie jak ja. Jak widać popularni mają gdzieś zasady tej szkoły.- Okej, chodźmy. Pokaże ci szafkę, a potem resztę szkoły.
     Skierowałyśmy się w stronę rzędu szafek, z różnymi cyframi, gdzie stało już kilkanaście uczniów. Wszyscy zaciekawieni spoglądali na mnie, ale kiedy zauważali różowowłosą przy moim boku, momentalnie odwracali wzrok. Wygląda na to, że dziewczyna cieszy się tutaj niemałym szacunkiem.
     Bez problemu odnalazłam swoją własność, która będzie mi towarzyszyła przez kolejny rok. Wpisałam kod, otwierając ją i wrzucając do niej wszystkie książki jakie tylko miałam. Nie będę ich tachać ze sobą. Na drzwiczkach powiesiłam plan lekcji, zerkając na niego. Jako pierwszą lekcję mam... matematykę. No nie.
- Mamy teraz matematykę, ale spokojnie. Foster jest stary i przygłuchy, więc na jego lekcji można robić co się chce.- rzuciła moja towarzyszka bawiąc się jabłkiem.- dobra, pokaże ci salę gimnastyczną, gdzie o tej porze będą największe ciacha w szkole... i mój wkurzający brat.- mówiąc to wywróciła oczami z zażenowaniem.
     Dziewczyna w podskokach pobiegła przed siebie, a ja ledwo powstrzymując śmiech udałam się za nią. Wyszłyśmy zza łuku, gdzie znajdowało się wejście do sporej rozmiarów sali. Niepewnie weszłam do środka, od razu zauważając różową czuprynę koleżanki... chyba mogę ją tak nazwać?
- Al, chodź do nas!- krzyknęła tym samym skupiając na mnie uwagę wszystkich w sali. Dzięki Harriet, naprawdę mi kurwa pomogłaś! myślałam czując jak moje policzki stają się całe czerwone.
- Kogo moje oczy widzą? Czy to nie jest czasami nasza znajoma chłopaki?- zawołał wysoki brunet podchodząc do mnie. Spojrzałam na niego lekko przekrzywiając głowę. Gdzie ja cię widziałam kolego...
- Caleb?- rzuciłam cicho niepewna. Chłopak skinął głową tym samym wywołując na mojej twarzy uśmiech- jesteś w drużynie futbolowej? I nic nie mówiłeś?- powiedziałam zaskoczona.
- Tylko mi nie mów, że wierzysz w stereotyp ''chwalący się wszystkim kapitan drużyny''- przewrócił oczami. Zaśmiałam się kiwając głową, na co chłopak wydał z siebie jęknięcie pełne zawodu.- No nie... Miałaś rację co do tego, że nie jesteś grzeczną dziewczynką. Miałaś się tutaj pojawić półtora tygodnia temu- rzucił łapiąc mnie za nadgarstek i ciągnąc w stronę drużyny.- Nawiałaś bratu?
- Coś w tym rodzaju... a potem wylądowałam w szpitalu, nieciekawa historia.- mruknęłam speszona.
     Siostra chłopka momentalnie znalazła się obok nas uśmiechając się w stronę brata, chwytając mnie pod ramię i odciągając od sportowca.
- Wybacz stary, ale musimy zwiedzić całą szkołę. Do zobaczenia na lunchu!- krzyknęła wyprowadzając mnie z sali. Wygląda na to, że z nimi nie da się nudzić.

~*~

     Z radością opadłam na siedzenie w swoim aucie, pozwalając zmęczonym stopom na odpoczynek. Po dość długiej wycieczce po szkole, oraz zdradzeniu mi wszystkich najświeższych plotek, dotarłyśmy na matematykę. Harriet nie żartowała. Nauczyciel kompletnie nie zwracał na nas uwagi, ciągle pisał coś po tablicy z nadzieją, że któreś z nas będzie przepisywać. 
     Pozostałe lekcje przepływały w miarę spokojnie. Kilka razy musiałam stanąć na środku klasy i przedstawić się wszystkim czego wręcz nienawidzę. Na szczęście to były tylko nieliczne wyjątki.
     Odpaliłam samochód powoli wyjeżdżając z parkinu. Harriet została na treningu cheerleaderek, tak samo jak jej brat. Ja natomiast skierowałam się w stronę domu... gdzie musiałam pożegnać się z chłopakami.


*********
PRZEPRASZAM!
Odcinek do dupy, krótki i taki.... bleeeeeee
Miał wyglądać inaczej, ale... nie za bardzo wiem co mam dzisiaj napisać.
Przepraszam jeszcze raz, że dzisiaj bez gifów i muzyki... jutro to naprawię, obiecuję ( i być może coś dopiszę do odcinka, więc sprawdzajcie!)
Mam dzisiaj naprawdę zrąbany dzień i... mam nadzieję, że zrozumiecie...
Możecie hejtować - należy mi się.
Z racji tego, że odcinek do dupy... limitu komentarzy nie ma.
Przepraszam
x

UWAGA! DOPISEK Z 14.07.14r.
SPRAWDZIŁAM ODCINEK, POPRAWIŁAM BŁĘDY, DOPISAŁAM COŚ WIĘCEJ, ALE.... NADAL JEST DO DUPY, DLATEGO ''CHAPTER XXVIII'' ZMIENIA NAZWĘ NA ''CHAPTER XXVIII CZ.1''
WYBACZCIE!