niedziela, 9 marca 2014

Chapter VII

Jestem z Was dumna. Gdy czytałam komentarze, aż się popłakałam. Jeszcze nikt nie powiedział mi tyle miłych słów! Dziękuję :*
Diana     
****************
*Alison P.O.V.*

     Mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi i po chwili znalazłam się przed budynkiem lotniska.  Oparłam się o ścianę i głęboko odetchnęłam. Te wspomnienia nie mogły do mnie wrócić. Nie teraz… nie po tym jak przez kilka lat robiłam wszystko, aby o tym zapomnieć.  Starałam się, aby nikt się o tym nie dowiedział…  aby to był mój sekret.
     Zamknęłam oczy i powoli uspokajałam swój oddech. Dlaczego za każdym razem, gdy któryś z nich mnie dotknie, przed moimi oczami pojawiają się tamte sceny? Przecież, oni nie są nimi. Lou ani Zayn nie chcieli nic mi zrobić, a mimo to… jestem przerażona.  Za każdym razem.
     Powoli uspokajałam się. Serce wróciło do swojego normalnego biegu, a ręce nie trzęsły się jak w febrze. Uśmiechnęłam się do siebie i powolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Wiedziałam w którą stronę trzeba iść, aby dojść do Mullingar. Miałam cichą nadzieję, że uda mi się złapać jakąś taksówkę.
     Ledwie odeszłam kilka kroków od budynku, rozległo się głośne trąbienie. Odwróciłam się i zobaczyłam wielkie,  czarne sportowe auto, a w nim trzech chłopaków. Blondyn, który siedział za kierownicą, uśmiechnął się do mnie zachęcająco.
        - Gdzie idziesz, ślicznotko?- zapytał, zrównując się ze mną. Zmierzyłam go od stóp do głów. Chłopak był z bogatej rodziny. Skąd to wiem? Po jego markowych ubraniach i nowoczesnym telefonie, który miał wyjść dopiero za kilka miesięcy. Oprócz bogatych rodziców, musi mieć niezłe wtyki.
        - Do domu.- mruknęłam do niego i ruszyłam. Auto powoli jechało obok mnie.
        - Może cię podwieźć?- zaśmiałam się. Jeżeli koleś sądzi, że wsiądę do jego auta, to się grubo myli. Ja go nawet nie znam.
        - Po pierwsze, nie znam cię. Po drugie wątpię, że będzie ci się chciało jechać, aż do Mullingar- powiedziałam zezując na niego. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
        - Po pierwsze nazywam się Caleb. Po drugie… my też mieszkamy w Mullingar, więc masz szczęście maleńka.
     Stanęłam i spojrzałam na niego. Niall prawdopodobnie by się wkurzył, gdyby się dowiedział, że wsiadłam z kimś kogo nie znam do samochodu.  Chociaż… o to mi głównie chodzi. O wkurzenie braciszka.
     Uśmiechnęłam się do Caleba i podeszłam do jego samochodu. Chłopak siedzący na tyle, pochylił się i otworzył mi drzwi. Mrugnęłam do niego i wsiadłam do auta. Po chwili maszyna ruszyła z piskiem opon.
        - Wiesz, jak ja mam na imię, ale my ciągle nie wiemy jak ty się nazywasz.- rzucił blondyn patrząc we wsteczne lusterko.
     Zerknęłam na niego. Mógł być w moim wieku... a to oznacza, że prawdopodobnie chodzi do szkoły. Coś czuję, że ten wyjazd będzie mi się opłacał.
        -Alison...- powiedziałam i odwzajemniłam jego spojrzenie.

***************

*Niall P.O.V*

     Słowa Al mnie zabolały. I miała rację. Miała cholerną rację. To ja wszystko spieprzyłem. To ja mówiłem, że nie mam innego rodzeństwa oprócz Grega. Chciałem ją chronić, przed mediami, przed reporterami, chciałem, żeby żyła normalnie tak ja kiedyś. 
     Zamknąłem oczy. Podświadomie czułem, że dziewczyna odchodzi. Nie zatrzymywałem jej. Nie chcę, żeby ponownie wytykała moje błędy, które popełniłem. I tak wiem, że zrobiłem ich naprawdę dużo.
     Nagły wrzask Malik'a spowodował, że otworzyłem oczy. Kilka metrów ode mnie Zayn trzymał Al za rękę. Mocno nią szarpnął co spowodowało to, że dziewczyna poleciała do przodu. Widziałem jak jej oczy stają się nieobecne, jak wkradł się w nie strach. Wyglądała jakby...była teraz zupełnie gdzie indziej.
     Gwałtownie podniosła nogę i przyłożyła Zaynowi w krocze. Mulat puścił ją i upadł na kolana. Dziewczyna zaś zaczęła się cała trząść i cicho jęczeć. Zrobiłem niepewnie kilka kroków w jej stronę, ale ubiegł mnie Louis. Podbiegł do dziewczyny i chwycił ją za nadgarstki. Mocno przyciągnął ją do siebie i zaczął coś szeptać do ucha. Al zaczęła się wyrywać, błagając, aby ją zostawił, ale po chwili zaczęła się uspokajać. W tym czasie Liam i Harry pomogli wstać Zaynowi. 
     Zmarszczyłem brwi. Co to miało być do cholery? Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby moja siostra się tak zachowywała. Ona... oszalała ze strachu.
     Ponownie spojrzałem na resztę, ale Alison już z nimi nie było. Szybko podszedłem do nich.
        - Co to było?- zapytałem patrząc na Louis'a.- I gdzie jest Alison?
        - Ja mam lepsze pytanie- wystękał Malik.- Kto ją nauczył dawać tak mocnego kopa w jaja?
     Cicho się zaśmiałem, ale po chwili znowu spoważniałem. Czekałem, patrząc na Lou, aż ten coś powie. On wie znaczniej więcej niż my.
       - Sam nie mam pojęcia- westchnął i podrapał się po głowie.- Wczoraj też tak miała.... Kiedy ty i Harry pojechaliście po jej samochód, chciałem od niej wyciągnąć kto ją nauczył tak prowadzić, bo to co powiedziała było po prostu jednym wielkim kłamstwem. - zaczął opowiadać- Tak samo jak Malik, szarpnąłem ją za rękę, a ona po prostu... znieruchomiała, skurczyła się, zaczęła się trząść. Wyjąkała, żebym ją puścił, a gdy to zrobiłem, zatoczyła się do tyłu i się rozpłakała. Nie mam bladego pojęcia co jest grane...
     Przekrzywiłem głowę. Coś mi tu nie gra. Alison nie reagowałaby tak agresywnie na czyjś dotyk, gdyby nie miała złych wspomnień z tym związanych. Zaraz... co?!
        - Wygląda na to, że ktoś ją skrzywdził...- powiedziałem cicho. Sam nie mogłem uwierzyć w to co mówię.- I albo nikomu o tym nie powiedziała... albo jej rodzice o tym wiedzieli i mi o tym nie powiedzieli... A prosiłem, żeby mówili wszystko.
     Pokręciłem głową zrezygnowany i skierowałem się w stronę wyjścia z lotniska. Nasze jak i bagaże Al, były już w busie. Rozejrzałem się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłem siostry.
        - Lou, gdzie poszła Alison?- rzuciłem do przyjaciela, który pojawił się obok mnie.
        - Powiedziała, że mamy ją zostawić i wybiegła... Może Paul ją widział?- powiedział i podszedł do naszego ochroniarza. Ten zaczął żywnie gestykulować rękoma, wskazał jakieś miejsce na drodze i wzruszył ramionami. Tomlinson zbladł i wrócił do mnie.
       - I?- spojrzałem na niego.
       - Alison, wybiegła z budynku. Zaczęła iść w stronę miasta, ale podjechało jakieś czarne sportowe auto z trzema chłopakami. Chwilę rozmawiali i dziewczyna wsiadła do auta i odjechała z nimi...- powiedział niepewnie. Czułem jak moje ciśnienie gwałtownie podskakuje.
        - Co ona znowu, do kurwy nędzy wyprawia?!- zawołałem, wyciągając telefon.

********************

*Alison P.O.V.*

     Niall próbował się do mnie dodzwonić, ale za każdym razem go rozłączałam. Nie powiem... jest strasznie uparty. Chyba już dwadzieścia połączeń odrzuciłam a on nadal swoje. Westchnęłam zrezygnowana i wyłączyłam telefon.
        -Ktoś chyba się o ciebie martwi...- usłyszałam. Spojrzałam w bok na rudego chłopaka. Nazywał się Nick i był kuzynem Caleba. Chłopak siedzący przede mną nazywał się Justin, a z tego co się dowiedziałam, był ich najlepszym przyjacielem. Cała trójka chodzi do szkoły, do której ja również będę uczęszczać od poniedziałku. Tak jak podejrzewałam byli popularni. Grali w szkolnej drużynie piłki nożnej, a Caleb był jej kapitanem. Cóż... nie ma to jak poznać najpopularniejszych chłopaków w szkole, nawet jeszcze do niej nie przychodząc.
        - To tylko mój głupi, straszy brat. Myśli, że może mi rozkazywać...- zaśmiałam się. - Niech się trochę pomartwi. Małą dziewczynką już nie jestem.
        - A więc, Alison- zawołał z przedniego siedzenia Caleb.- Co sprowadza cię w nasze małe i kochane miasteczko?
        - Brat...- mruknęłam.-Uważa, że Londyn miał na mnie zły wpływ. I zmusił mnie do przeprowadzki tutaj...- poskarżyłam się.
     Chłopak gwizdnął.
        - Co ty takiego robiłaś tam, w Londynie, że przeniósł cię tutaj?!
        - Kilka razy mnie przyskrzynili, za bójki, drobne kradzieże, a ostatnio za posiadanie nielegalnego dowodu. To przez to jestem teraz tutaj...- przewróciłam oczami.
        - Uuuu... Ostra dziewczyna. Lubię takie.- uśmiechnął się.
        - Uważaj... Jeszcze wszystkiego o mnie nie wiesz...- zaśmiałam się.
     Auto powoli sunęło po asfalcie, aż w końcu minął napis ''Mullingar''. Zamknęłam oczy i chwyciłam swoją torebkę. Wyciągnęłam z niej papierosy i odpaliłam jednego. Nie musiałam się przejmować tym, że nadymię w samochodzie, bo akurat dach był złożony. Dym szybko wdarł się do moich płuc, dając mi przy tym ukojenie. Uspokoiłam się, a to było najważniejsze.
        - To na jakiej ulicy mieszkasz?- zapytał Caleb. Podałam mu adres, a po chwili znalazłam się pod moim domem. - Wow. Fajna chata.- zagwizdał.
        - Dzięki.- zawołałam i wysiadłam z auta.- Fajnie było was poznać.- uśmiechnęłam się.
        - Zobaczymy się w szkole!- zawołał Justin i po chwili auto zniknęło za rogiem. Odwróciłam się w stronę domu i powoli weszłam za ogrodzenie. Podeszłam do drzwi i cicho zapukałam. Po kilku sekundach otworzyły się z rozmachem i stanęła w nich mama.
        - Alison!- zawołała i mocno mnie uścisnęła.- Niall dzwonił. Mówił, że odłączyłaś się od nich, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwi...- skarciła mnie.
       - Już jest OK, mamo... Potrafię o siebie zadbać.- mruknęłam wchodząc do środka.
     Witaj moje nowe, pokręcone i całkiem pojebane życie. Co ty na to, aby coś odwalić?

********************
P.S. Wiem, że tak nie wygląda dom Nialla w Irlandii. Ale powiedzmy, że Niall wybudował/kupił ten dom swoim rodzicom i w nim mieszkają.
P.S.2. Nie jestem fanką 1D i troszeczkę się nie orientuję, jeżeli chodzi o rodziców Nialla. Czy może mnie ktoś oświecić? Wiem, że jego rodzice się rozwiedli (?) ,ale nie mam pojęcia z kim Niall zamieszkał. I najważniejsze: Czy Niall utrzymuje kontakt z drugim rodzicem? Czytałam kilka wersji i wszędzie jest inaczej... 

25 komentarzy ( notka w niedzielę)

28- w środę


środa, 5 marca 2014

Chapter VI

Jak to szybko zleciało! Niedawno pisałam prolog, a tutaj już chapter VI! Dziękuję Wam za wejścia i komentarze :D
****************

*Alison P.O.V.*

     Z głośnym westchnięciem opadłam na fotel pasażerski w prywatnym samolocie One Direction. Tak, ten denny zespół posiadał własny samolot! I to nie byle jaki, tylko odrzutowiec. Oczywiście, po co mamy latać zwykłymi liniami lotniczymi, narażać się na ciekawskie spojrzenia, skoro można wsiąść w własny odrzutowiec i po kilku godzinach przyjemnego lotu być na miejscu?! Czujecie ten sarkazm?
     Podczas podróży busem na lotnisko, nie odezwałam się do nikogo. Unikałam wzroku Zayn'a, a z Niallem nie miałam ochoty gadać. Na samym początku próbował za wszelką cenę, wyciągnąć ode mnie, dlaczego wyszłam rano z domu, ale udawałam, że go nie słyszę. W końcu nie chcąc, obić mu jego buźki, za co na pewno dostałabym od jego fanek, wyciągnęłam słuchawki i pogrążyłam się w muzyce.
     Na lotnisku- całe szczęście - nie było tych Direcoś, dzięki czemu mogliśmy niezauważalnie przejść przez odprawę, a potem specjalnym bocznym wyjściem do samolotu. Widok maszyny, trochę mnie zdziwił i przeraził. Od zawsze bałam się latać samolotem, jakoś zawsze znosiłam podróże do Irlandii i z powrotem, ale to... to było coś innego. Teraz mam przy sobie pięcioro debili spod ciemnej gwiazdy.
     Gdy miałam wsiąść na pokład, zawahałam się, ale szybko się opamiętałam. To tylko głupi lot samolotem! myślałam siadając. Od razu zamknęłam oczy nie chcąc patrzeć na tych przygłupów. Znając życie zaraz coś odwalą... 
     Czułam jak ktoś siada obok mnie, ale mimo to nie otworzyłam oczu. Po perfumach poznałam, że był to Lou. Ten zapach... poznałabym wszędzie. Był nieziemski, aż chciało się podejść bliżej, aby poczuć go mocniej... STOP! Lou ma dziewczynę, opamiętaj się! Co mi dziś odpierdoliło?!

      Samolot po kilku minutach zaczął kołować. Mocno zacisnęłam palce na oparciu fotela i powoli odliczałam do dziesięciu, aby uspokoić swój oddech. Zawsze to pomagało i nie wpadałam w panikę... Starty i lądowania były, są i będą dla mnie najgorsze. 
     Gdy znajdowaliśmy się w powietrzu mogłam w końcu się rozluźnić. Oparłam głowę o nagłówek za mną i wsłuchałam się w rytm muzyki lecącej z słuchawek. Może istnieje szansa, że zasnę?
     Gdy powoli zasypiałam, obudził mnie sygnał przychodzącej wiadomości. Niechętnie otworzyłam oczy i chwyciłam telefon. Louis. Czy temu idiocie się nudzi?

,,Nie ładnie... paski są moje, zapomniałaś? Powiedzmy, że tym razem pozwolę bezczelnie skopiować mój styl, ale to pominiemy :P''


     Prychnęłam pod nosem. Jeżeli ten kretyn uważa, że będę się go pytać o pozwolenie o to jak mogę się ubrać, to grupo się pomylił. Spojrzałam na fotel obok mnie... który był pusty. Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się wokół siebie. Po chwili znalazłam swoją zgubę. Siedział z chłopakami i najwyraźniej grali w gry planszowe. Pokręciłam głową i ponownie zamknęłam oczy, chcąc w końcu zasnąć. Po kilku sekundach ponownie usłyszałam dźwięk sygnalizującą nową wiadomość.

,,Pffff.... Foch, jak możesz mnie ignorować? Zdajesz sobie sprawę z tego ile dziewczyn chciałoby być teraz na TWOIM miejscu? Siedzieć w samolocie 1D i pisać wiadomości z najprzystojniejszym facetem na świecie i dostać od niego pozwolenie na noszenie pasków... Oj zapędziłaś się księżniczko!''

      No nie... Szlag, Tomlinson!

Spierdalaj, Tomlinson! Obudziłeś mnie! Zapłacisz mi za to!

     Wkurzona wyłączyłam telefon i rzuciłam na miejsce obok mnie. Naciągnęłam mocniej sweter, który miałam na sobie i kolejny raz zamknęłam oczy. Jeżeli, znowu ktoś mi przerwie... zabiję... Zabiję na miejscu.
     Gwałtownie się ocknęłam słysząc wybuch głośnego i wesołego śmiechu. No tak. Mogłam przewidzieć, że z tymi złomami nie da się spokojnie znieść podróży. Westchnęłam i chwyciłam telefon. A na nich zemszczę się później. 
     Po upierdliwych wiadomościach Lou nie miałam już żadnej niespodzianki. Chociaż tyle dobrze. Przetarłam rękoma zmęczone oczy i rozpuściłam włosy. Wszystko mnie bolało jak po jakiejś walce.
        - Alison...- usłyszałam za sobą. Powoli odwróciłam się w stronę Harry'ego, który robił do mnie maślane oczka. - Proszę... Zagraj ze mną w karty....- wystękał.
     Wybuchnęłam śmiechem. On żartuje, prawda? Nie będę z nim grać! Nie ma mowy. Nie chcę, mieć nic wspólnego z tym zespołem, ani tym bardziej z jego członkami. Wystarczy, że z jednym z nich jestem już spokrewniona.
        -Harry- zaczęłam słodko.- Spieprzaj.
     Chłopak gwałtownie otworzył oczy na moje słowa. Chwilę później Styles klęczał przede mną i złożył ręce jak do modlitwy.
        - Alison, ja cię tak bardzo proszę...- wyjąkał- Zrobię wszystko, dosłownie wszystko, ale proszę cię... Zagraj ze mną, no...
    Tego Harry nie powinien, akurat był mówić.  W głowie zaświtała mi myśl. Przechyliłam głowę w bok i spojrzałam uważnie na chłopaka. Tak... To będzie idealna zemsta.
        - Wszystko?- zapytałam, chcąc się upewnić. A jeżeli powie, że nie?- Dokładnie wszystko?
     Żarliwie pokiwał głową, a ja wzruszyłam ramionami. Nie mogę pokazać nikomu, że mam jakiś plan. Jeszcze wszystko mogą zepsuć.
        - Dawaj, te karty. Gramy w pokera. - rzuciłam- Przegrany stawia wygranemu pizzę.
Tumblr_lnolfksxoj1qlnfkzo1_500_large
     Uśmiech na twarzy Hazzy był zaraźliwy. Chłopak zerwał się kolan i pobiegł po karty. Uśmiechnęłam się do siebie i klasnęłam w ręce. Nie dość, że mam idealną okazję, aby odegrać na wszystkich, za tą pieprzoną wyprowadzkę z Londynu, to jeszcze dostanę pizzę za dramo. Dobrze wiedziałam, że wygram. Jeszcze nigdy nie przegrałam.
     Przeciągnęłam się, podczas, gdy Harry tasował karty. Kątem oka zauważyłam, że pozostała czwórka przysiada się do nas i uważnie obserwuje. Tak... Patrzcie i podziwiajcie upadek waszego kolegi!
    Pół godziny później, radośnie się zaśmiałam prostując ręce.
       -Wygrałam! Stawiasz pizzę, kochany!- pogroziłam mu palcem. Wzrok Styles'a był bezcenny. Chyba jeszcze nigdy nie przegrał. Haha, utarłam nos Hazzie!- Jak dolecimy, to zastanowię się nad tym co masz dla mnie zrobić.
      Wygodnie oparłam się o fotel i zamknęłam oczy. Niech ten lot już się skończy!

**********

     Lądowanie przebiegło bez problemów. Z racji tego, że cały lot przesiedziałam w jednym miejscu i się nie ruszałam, gdy tylko wstałam poczułam jak wszystko zaczyna mnie boleć. Jęknęłam cicho i chwyciłam uchwyt torebki. Chwiejnym krokiem wyszłam z maszyny, a gdy stanęłam na stałym lądzie, rozprostowałam ramiona. Palce niemiło strzeliły, co wywołało grymas na twarzy przechodzącego Niall'a.
        - Wiesz, że mogłaś się ruszać w samolocie?- powiedział zatrzymując się obok mnie i obserwując.
        - Doskonale o tym wiedziałam Horan. Nie miałam ochoty, dołączać do waszej bandy debilów.- rzuciłam sarkastycznie, poprawiając torebkę. Czekaliśmy na odbiór bagaży. Wolę mieć na oku swoje rzeczy, niż potem biegać i szukać walizki.- To cud, że jeszcze ze sobą wytrzymujecie, ja mam was na karku dopiero jeden dzień, a już chce mi się rzygać, gdy was widzę...
     Blondyn zacisnął gwałtownie szczękę. Wiedziałam, że go wkurwiam tym co mówię, ale miałam do szczerze powiedziawszy w dupie. Nie będę dla nikogo miła. Szczególnie dla osoby, która udaje, że nie istniejesz przez kilka lat, a potem nagle zjawia się w twoim życiu i wywraca je do góry nogami. 
        - Alison... Nie uważasz, że najwyższa pora zakopać ten topór wojenny?- zapytał. W jego oczach dostrzegłam ból. Jaką muszę być suką bez uczuć, skoro ten wzrok mnie nie ruszył?
        - To nie ja go zbudowałam Niall.- warknęłam w jego stronę.- To, ty go zbudowałeś, a ja go postawiłam. Miej pretensje do siebie o dzisiejszą sytuację. Gdybyś inaczej się zachowywał na samym początku, gdybyś chociaż raz zadzwonił...- zaczęłam wyliczać. Czułam jak moje oczy robią się powoli mokre. Musiałam powiedzieć to co chciałam zanim się rozkleję. Nie chciałam widowiska.- Ale nie. Ty wolałeś udawać, że nie istnieję. To były twoje zasady, Horan. Ja po prostu robię to samo. Udaję, że nie istniejesz. Nie istniejesz dla mnie, od samego początku powstania waszego zespołu.
     Zdawałam sobie sprawę, że to co mówię to cios poniżej pasa, ale nie miałam zamiaru się wycofać. Nie teraz. Blondyn musi poczuć się tak samo jak ja, kilka lat temu, kiedy oglądałam pierwszy wywiad z One Direction, a Niall zaprzeczył mojemu istnieniu. To bolało. I to mocno.
     Odwróciłam się na pięcie, słysząc jak woła nas Malik. Mulat szybkim krokiem szedł w naszą stronę. Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam iść przed siebie. Im dalej od nich tym lepiej.
        - Alison, stój!- usłyszałam krzyk Zayn'a. Przeklęłam pod nosem, ale posłusznie się zatrzymałam.- Coś ty powiedziała Horanowi?!- wydarł się na mnie. Przewróciłam oczami i westchnęłam. No i zaczyna się cała szopka.- Coś ty powiedziała?!- chwycił mnie za rękę i szarpnął. Straciłam równowagę i poleciałam do przodu. 
        -Prawdę, Malik. Prawdę- syknęłam i szarpnęłam rękę. Chciałam ją wyrwać z zbyt mocnego uścisku chłopaka.
        - Jaką, kurwa prawdę?! Co mu nagadałaś?!
     Mulat zdenerwował się i mocno mną potrząsnął. Nagle przed moimi oczami pojawiło się wspomnienie sprzed kilku lat...

*Retrospekcja*

        - Wracaj, tutaj!- usłyszałam za sobą wrzask i głośny śmiech. Włosy zjeżyły mi się na karku ze strachu. Mój oddech już był świszczący i strasznie szybki. Serce waliło mi jak oszalałe. 
     Wbiegłam w jakiś korytarz i stanęłam w miejscu. Nigdzie nie było miejsca, aby się schować. Byłam w ślepej uliczce.
        - Szybko, jest tam!- usłyszałam pośpieszne kroki. Do moich oczu naszły łzy. Wiedziałam co zaraz się wydarzy...
     Nagle poczułam mocne szarpnięcie i wylądowałam na ścianie , uderzając o nią głową. Zakręciło mi się w niej, a do moich uszu dotarły szydercze śmiechy...

*Koniec retrospekcji *

     Nie myślałam, kiedy wykonałam ruch. Byłam cała spanikowana, owładną mną strach. Szybko podniosłam nogę i uderzyłam napastnika w krocze. Jęki chłopaka, które dobiegły do mnie, przywróciły mnie do rzeczywistości. Rozejrzałam się dookoła.
     Byłam na lotnisku w Irlandii, a chłopak, którego nieświadomie znokautowałam, okazał się być Zaynem. Szybko odsunęłam się od niego drżąc na całym ciele. Kręciło mi się w głowie, przed oczami miałam mroczki, a mój żołądek wykonywał salto. Podświadomie czułam jak ktoś do nas podbiega, jak ktoś coś do mnie mówi, jak czyjeś dłonie mnie dotykają. Zaczęłam się wyrwać, cicho jęcząc.
        - Zostaw mnie, proszę nie dotykaj mnie- wyszeptałam, chcąc się wyrwać z obcych rąk.
        -Alison, uspokój się. Al!- czyjś głos dobiegał do mnie jakby z daleka. To nie powinno się było stać. To wspomnienie nie miało prawa do mnie wrócić. Nie miałam prawa o nim pamiętać...
     Po moich policzkach spływały łzy. Ktoś mnie objął. Po perfumach poznałam, że to Lou. 
       - Ciii.... maleńka, no już... Nic ci nie grozi, on nie chciał nic ci zrobić- usłyszałam.
     Powoli zaczynałam wracać do świata rzeczywistego. Powoli podniosłam głowę i zamknęłam oczy. 
        -Zostawcie mnie.- szepnęłam cicho i wybiegłam z płyty lotniska. Nikt nie próbował za mną biec.


**********************

TADAM! Było 18 komentarzy? Nie.... Bo aż 20! Dziękuję Wam!

Kolejny odcinek - 20 komentarzy ( środa)
23 -||- ( niedziela)
Liczę na Was!

niedziela, 2 marca 2014

Chapter V

Tak jak obiecałam. Jest 13 komentarzy?... Nawet 15! Dziękuję wam :*


********

*Alison P.O.V.*

     Nagły huk zbudził mnie z mojego lekkiego i czujnego snu. Gwałtownie podniosłam się, co skutkowało sturlaniem z miękkiego i ciepłego łóżka. Po kilku sekundach bezczynnego leżenia i zbierania myśli,  z westchnięciem oparłam rękę na szafce nocnej i naparłam na nią. Bez porządnej kawy z samego rana, nie myślę, więc całkowicie zapomniałam o tym, że szafka  nie wytrzyma mojego ciężaru. Jednak... było już za późno. Komoda przechyliła się, uderzając mnie w nogę i przygniatając przy okazji stopę. 
        - KURWA MAĆ! - wydarłam się na cały dom mając głęboko w dupie to, że pobudzę resztę domowników. O ile już nie są na nogach, co innego mogło mnie zbudzić, jak nie piątka idiotów?! Powoli odsunęłam szafkę i rozmasowałam bolącą stopę. Na moje szczęście nie było tam nic ciężkiego.- Nie ma to jak piękny początek dnia - warknęłam do siebie powoli kuśtykając do walizek. Otworzyłam jedną z nich i wyciągłam czerwone rurki i białą koszulkę z krótkim rękawkiem w niebieskie paski. Chwyciłam jeszcze białe conversy i skierowałam się do łazienki. Jednym szybkim ruchem rozczesałam włosy, zaplatając je w luźnego warkocza. Usta musnęłam pomadką i spojrzałam na siebie w lustrze.
     Makijażu dzisiaj wyjątkowo postanowiłam nie nakładać, skoro czeka mnie kilku godzinna podróż samolotem. Swoją drogą, dlaczego tak szybko pogodziłam się z myślą, że muszę opuścić Londyn? Co ten Horan ze mną wczoraj zrobił?!
     Kolejny huk dobiegający z dołu, zmusił mnie do wyjścia na korytarz. Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni, gdzie... stał mój brat z patelnią w ręce. Zmrużyłam oczy, gdy dostrzegłam na niej żółtą maź oraz kilka potłuczonych talerzy. Kątem oka zauważyłam jak Hazza wymyka się z pomieszczenia. Czy to czasami nie jest ulubiona zastawa mamy?
        - Co ty odpierdalasz Horan?- warknęłam w kierunku blondyna, który pokręcił tylko głową. Ach... Wiem co to oznacza. Zaraz się komuś oberwie...!
       -STYLES!!!- jego wrzask potrafi obudzić umarłego.- COŚ TY KUŹWA NAROBIŁ? MIAŁEŚ TYLKO POSTAWIĆ TALERZE NA STOLE!!!
     Zaśmiałam się pod nosem. Jeżeli zdenerwujesz Horanka z samego rana... masz przejebane. Nie chciałabym być teraz w skórze Hazzy... ani teraz, ani nigdy w życiu.
     Wściekły wzrok brata skierował się w moją stronę, na co wywróciłam oczami. Mnie tym nie przestraszysz kolego!
      Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej jogurt. Chwyciłam czystą łyżeczkę z szuflady i już miałam wyjść z pomieszczenia, kiedy zatrzymał mnie głos Niall'a:
        - To wszystko?- Zapytał zdziwiony. Kiedy mu ta złość tak szybko przeszła? Jeszcze chwilę temu, był gotowy zabić na miejscu Harry'ego- To jest twoje całe śniadanie?- wskazał na jogurt,wymachując patelnią. Tak, jeszcze wyżej! Za chwilę będziesz zbierał jej zawartość ze ścian!
     Zmarszczyłam brwi, patrząc na trzymaną przeze mnie rzecz. Według mnie, to było aż za dużo.
        -Taaak- powiedziałam - Macie przerąbane. To była ulubiona zastawa mamy- mruknęłam wskazując na porozbijane talerze. Szybko wyszłam z kuchni i usiadłam na kanapie w salonie. Chwyciłam pilot i jednym guzikiem włączyłam telewizor. 
     Wiadomości... czyli nuda, sport... znowu nuda, kulinaria...  nuda do kwadratu... znowu wiadomości... aż zabrakło mi słów, aby je określić. W końcu zniesmaczona tym, że nic ciekawego o tej porze nie leci, zostawiłam na wiadomościach. Staczasz się, Alison. Od kiedy oglądasz wiadomości?
        - Księżniczka już wstała?- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Malik'a stojącego w
progu. Jednym ramieniem opierał się o framugę i uważnie mnie obserwował. Czy przez jeden dzień nie może sobie odpuścić? Nie jestem jakimś drogocennym okazem w muzeum, którego trzeba pilnować dzień i noc.
        -Tak, Jej Wysokość raczyła zejść z łóżka- mruknęłam i wróciłam do oglądania dennych wiadomości. Akurat wspominali coś, o spadkach notowań na giełdzie.- Gdyby nie mój niedorozwinięty brat i pieprzony Styles jeszcze bym spała. Ale oczywiście... zachciało im się rzucać talerzami! Pojeby...- dodałam po chwili.
     Jeżeli w Irlandii, codziennie rano będę mieć takie pobudki, poproszę tatę, żeby pozwolił zamieszkać mi w ogrodzie. Albo u sąsiadów. W najgorszym razie zamieszkam pod mostem. Ja tam będę się chciała wyspać!
        - Oj, nie marszcz tak swojego czółka, bo jeszcze ci zmarszczki wyskoczą.- zaśmiał się Malik. Wciągnęłam głośno powietrze. Natychmiast musiałam wyjść, jeżeli cały zespół One... coś tam, chce być w jednym kawałku. Doskonale wiedzieli co zrobić, żeby wkurzyć mnie z samego rana. Najbardziej Malik.
     Szybko wyłączyłam telewizor i wyrzuciłam pusty pojemnik po jogurcie do kosza. W kuchni, Niall kłócił się z Harrym o stłuczone talerze. W normalnej sytuacji stałabym tam i obserwowała rozwój wydarzeń, mając w duchu cichą nadzieję, że ktoś utrze nosa blondynowi. Byli tak sobą zajęci, że nawet mnie nie zauważyli. I bardzo dobrze, tym lepiej dla mnie.
      W przedpokoju chwyciłam czarną skórzaną kurtkę z której wyciągnęłam słuchawki. Nie zwracając uwagi na wołania Zayn'a z salonu, który kazał mi wrócić, wyszłam z  domu, głośno trzaskając drzwiami. Miałam dość tego domu wariatów. Nie dość, że zmuszają mnie do wyjazdu z kraju, to jeszcze rodzice nawet nie wyrazili chęci, żeby się ze mną pożegnać. Nienawidzę takiego życia.
     Szłam ulicami Londynu słuchając muzyki z mojego telefonu. Chciałam jak najlepiej zapamiętać Londyn. Nie mam pojęcia, czy jeszcze kiedyś tu wrócę. Chciałabym. To w końcu tutaj się wychowałam, tutaj mam przyjaciół, tutaj byłam szczęśliwa...Niestety... mój kochany braciszek musiał to wszystko dokładnie spieprzyć. Jak zawsze.
   
     Gdy mijałam Big Ben, wizytówkę Londynu, musiałam się na chwilę zatrzymać. Miałam wiele wspomnień związanych z tym miejscem.  Doskonale pamiętałam jak to tutaj się ukrywałam, gdy zwiewałam ze szkoły. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Te czasy już nie wrócą... niestety... albo może stety?
     Zostały mi jeszcze dwa lata nauki, którą dokończę w Irlandii. Nawet nie chcę myśleć o tym, jakie będę musiała nosić mundurki. Widziałam te okropne ubrania i już wiem, że się nie polubimy. Nie ma szans.
     Zegar wskazywał godzinę siódmą rano. Nigdy tak wcześnie nie byłam na nogach. Zawsze wstawałam koło ósmej... Pokręciłam głową i szłam dalej przed siebie. Chciałam odwiedzić jeszcze Ingrid.  Muszę się pożegnać. Chociaż zanim to zrobię, idę o zakład, że dziewczyna strasznie mnie zwyzywa, za to, że wyciągam ją z łóżka o tej porze.
     Kilkadziesiąt minut później stałam już przed domem rudowłosej. Wyciągnęłam telefon i odłączyłam od niego słuchawki. Wybrałam numer do dziewczyny i czekałam, aż ta odbierze.
        - Nosz, kurwa, ja pierdolę kobieto! Czy ciebie do samego końca pojebało? Po chuja dzwonisz do mnie o tej pierdolonej porze?!- a nie mówiłam? Ta dziewczyna ma naprawdę ostry język, a to, w porównaniu z nią... to jeszcze nic.
        - Złaź na dół. Jestem pod twoim domem.- rzuciłam tylko i się rozłączyłam. Nie musiałam długo czekać. Po kilku sekundach, drzwi otworzyły się z rozmachem i wybiegła przez nie nastolatka. Jej długie, proste, rude włosy, były w kompletnym nieładzie, a oczy, gdyby tylko mogły zabijać- pozbawiłyby w tej chwili życia kilka osób znajdujących się najbliżej. Czyli mnie.
        - Chciałam się pożegnać Ingrid- mruknęłam wbijając wzrok w swoje stopy.- Wyjeżdżam do Irlandii. Na stałe... jak na razie.
     Słyszałam jak dziewczyna wciąga głośno powietrze i wypuszcza je ze świstem. Chyba się zdenerwowała.
        - To pomysł Nialla?- usłyszałam, po dość długiej ciszy. Niepewnie podniosłam na nią wzrok. Była blada jak ściana. Wiedziałam, że jest wściekła. Westchnęłam i pokiwałam głową odpowiadając na jej pytanie. Zamknęła oczy i pokręciła głową.- Czy on zawsze musi wpieprzać się w nasze życie? Czemu to zrobił?
        - Nie wiem. Może uważa, że Londyn ma na mnie zły wpływ... Zresztą gówno mnie to obchodzi. Jestem wkurzona na niego i na cały ten porąbany zespół. - zawołałam siadając na schodach. Wkurwia mnie to, że blondyn wszędzie wciska swój nos.- Masz fajkę? Ja swoje zostawiłam w domu, a muszę zapalić bo oszaleję.- wystękałam chwytając się za głowę.
     Rudowłosa pokiwała głową i znikła we wnętrzu domu. Po chwili rzuciła we mnie paczką naszych ulubionych papierosów. Wyciągnęłam jednego i podpaliłam. Dym nikotynowy, który poczułam w płucach, cudownie mnie uspokajał.
        - Kiedy jedziesz?- zapytała Ingrid siadając obok mnie i zapalając swojego papierosa. Po chwili z jej ust wydobył się obłok dymu.
        - Dzisiaj.- pokręciłam głową.- A konkretniej to zaraz. O dziewiątej mamy samolot.
     Siedziałyśmy na schodach i żadna z nas się nie odzywała. Chciałyśmy nacieszyć się sobą, póki jeszcze możemy. Po kilku minutach, wrzuciłyśmy resztki papierosów do popielniczki obok schodów. Powoli wstałam z miejsca i odwróciłam się do rudowłosej.
        - Będziesz do nas wpadać, prawda?- powiedziałam mocno ją obejmując.
        - Nie ma bata. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.- zaśmiałyśmy się.- Masz pisać, dzwonić i tak dalej. Będę tęsknić za tobą. Imprezy bez ciebie to już nie będzie to samo.
        - Nie przeginaj. Znajdziesz kogoś innego- szturchnęłam ją. Po chwili spoważniałam.- Ja też będę tęsknić. Nawet nie wiesz jak bardzo.
     Ostatni raz spojrzałyśmy na siebie, po czym rudowłosa zniknęła w domu. Westchnęłam i powolnym krokiem ruszyłam w drogę powrotną. Nie uśmiechało mi się, zostawianie tego wszystkiego. Ja tego nie chciałam... ale moje zdanie już się nie liczy.
        - Hej, Evans!- usłyszałam. Spojrzałam w stronę skąd dobiegał głos. Malik. Znowu.- Wsiadaj, mała...- wskazał głową na miejsce pasażera. Delikatnie uniosłam brew. Czy on na serio chciał, żebym wsiadła do samochodu? Swoją drogą skąd się tutaj wziął?!- No, dalej... Jak tego nie zrobisz, wsadzę cię siłą- dodał widząc jak się waham. Nie miałam wyboru. Mulat tak łatwo nie odpuszcza.
     Gdy zapięłam pas, chłopak ruszył. Nie odzywaliśmy się do siebie. Miałam w dupie nawet to, że prawdopodobnie mnie śledził. Po pożegnaniu z Ingrid, czułam się jakby wszystkie emocje ze mnie uleciały. Właśnie... Ingrid...
     Do moich oczu naszły łzy. Mocno zacisnęłam powieki, nie pozwalając im wypłynąć. Nie chcę, żeby Zayn widział jak płaczę. Nie zniosłabym myśli o tym, że widział jaka jestem słaba. Nie dam mu tej cholernej satysfakcji.
        - Ali....- zerknęłam niepewnie na niego. Patrzył w moją stronę, a jego wzrok był zmartwiony.... i smutny.- Wiem, że nie chcesz opuszczać Londynu... Ale zrozum... tam będzie lepiej. Uwierz mi. - powiedział uważnie obserwując moją reakcję.- Zresztą wszyscy tam będziemy, pomożemy ci.
     Pokiwałam głową. Kiedy ja stałam się taka...potulna? Jeszcze wczoraj na wieść o tym, że będę miała przy sobie tą piątkę chłopaków, wpadłabym w szał. A teraz... nawet nie zagryzłam warg. Cholera jasna! Co jest ze mną, nie tak?!
     Mulat zbliżył się do mnie i mocno objął. Odruchowo cała się spięłam, ale gdy poczułam, że jego uścisk był silny i bezpieczny, powoli rozluźniłam swoje ciało.
        - Wypłacz się, malutka. Wiesz, że łzy pomogą. Nie możesz tego trzymać w sobie.- szepnął mi do ucha. Skąd on wiedział, że lada chwila wybuchnę płaczem? I czemu nazwał mnie malutka?
     Jak na zawołanie po moich policzkach zaczęły spływać łzy, mocząc przy okazji koszulkę chłopaka. Odkąd pamiętam zawsze trzymałam Zayn'a na dystans. Nigdy tak bardzo mu nie ufałam. Wzbudzał we mnie jakiś taki... lęk. A teraz... siedziałam w jego samochodzie, pozwalając mu się obejmować i na dodatek płakałam na jego piersi. Chyba wczorajsza rozmowa z Lou mi zaszkodziła.
     Po kilku minutach, gdy już się uspokoiłam, odsunęłam się od chłopaka. Spojrzał w moje oczy i delikatnie się uśmiechnął.
        - Masz- podał mi chusteczkę, a ja szybko starłam ślady łez. Nie mogę pozwolić na to, żeby Niall widział, że płakałam. - A teraz uśmiechnij się i wracamy do domu.- zaśmiał się i włączył silnik. Ciekawe, kiedy zjechał na pobocze? I znowu nic nie zauważyłam!
        - Zayn...- powiedziałam cicho. Chłopak spojrzał na mnie pytająco- Piśnij komuś tylko słówko, o tym co się tutaj stało, to własnoręcznie ukręcę ci jaja, zrozumiano?- uśmiechnęłam się wrednie.
     Mulat pokręcił głową.
        - No i wróciła nasza, stara Alison.- skwitował pod nosem i zaczął pogwizdywać do piosenki lecącej z radia.

***********

     Szybko przekroczyłam próg pokoju, potykając się o nadal walające się walizki. Myślałam, że Niall już je zabrał!
        -Niall!- krzyknęłam, zbierając się z podłogi.- Miałeś zabrać te cholerne walizki!
     Po chwili w pokoju pojawił się blondyn. Spojrzał na mnie, a potem na wskazane przeze mnie rzeczy. Gdy zobaczył, cały stos bagaży, otworzył usta ze zdumienia.
        - Więcej, tego nie miałaś?- wyjąkał drapiąc się po głowie.
        - Jak widać nie. Jadę tam na stałe, więc logiczne, że muszę zabrać WSZYSTKO!- powiedziałam, chwytając torebkę i zbiegając ze schodów.
      Na dole wszyscy się krzątali jak w mrowisku. Harry latał po salonie, zakładając spodnie, zapinając koszulę i rozmawiając przez telefon jednocześnie. Louis niósł w rękach kilka pudełek z czymś pomarańczowym w środku... Hmmm... to chyba były marchewki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w ustach trzymał już jedną i żuł. Liam'a nigdzie nie było, więc pewnie krzątał się gdzieś na górze i zbierał resztę rzeczy chłopaków. Zayn zaś,w przebranej już koszulce, stał przed lustrem w przedpokoju, z grzebieniem i lakierem w ręku i układał sobie fryzurę. Idioci. Po prostu idioci.
     Nagle usłyszałam ogromny huk. Zerknęłam w stronę salonu, gdzie na podłodze leżał Harry. Widocznie musiał się potknąć o własne nogi. Pokręciłam głową widząc jego marne próby wstania.
     Zbiegłam z ostatnich kilku schodów i podeszłam do niego. Dzisiaj wyjątkowo będę dla wszystkich miłą osobą, chociaż oni nie koniecznie są tacy sami dla mnie. Posadziłam Hazzę na kanapie i pochyliłam się nad nim. Szybko zapięłam mu koszulę i zawiązałam buty. Normalnie jak dziecku. Chociaż tyle dobrze, że spodnie miał już włożone. 
     Jego zdziwiony wzrok, palił moją skórę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
        - Nie przyzwyczajaj się. To się już nie powtórzy.- mruknęłam i uciekłam do kuchni. Zgarnęłam z blatu wodę i włożyłam do torebki. Wygląda na to, że jako jedyna jestem gotowa.
     Pewnym krokiem wróciłam do przedpokoju, gdzie po schodach schodził Niall i Liam z moimi walizkami. Zaśmiałam się na ten widok. Chyba nie zapomnę go do końca życia. Po prostu czysta komedia!
        - OK!- zawołał Liam będąc już na samym dole i przekazując moje rzeczy jednemu z ochroniarzy. Współczuję facetowi. - Wszyscy są? Zwarci i gotowi?
     Każdy pokiwał głową. Chwilę później chłopcy byli już na podjeździe i pakowali się do wielkiego busa. Ostatni raz rozejrzałam się po moim już byłym domu. Przeżyłam w nim kilka lat. Ciężko mi go tak zostawić. Z głośnym westchnięciem wyszłam przed dom i zamknęłam drzwi na klucz. Pora zacząć nowe życie.

***********
Najdłuższy odcinek jaki tutaj pisałam :P A w nim pojawiło się coś co na pewno ucieszy tych, którzy sądzą, że Al i Zayn będą razem :D 

15 komentarzy = Nowy odcinek ( niedziela)

18 komentarzy = Nowy odcinek ( Środa )

Dacie radę? xD

środa, 26 lutego 2014

Chapter IV

Ufff... Zaskoczyliście mnie komentarzami pod ostatnim rozdziałem :) Kilka osób ma nawet nadzieję na związek Alison i Zayna... :D Co ja mogę? Pogadam z nimi i zapytam się, czy taka rola im pasuje xD 
A teraz tak kilka malutkich ogłoszeń parafialnych:
1. Jeżeli jest ktoś, kto chce być informowany o nowym rozdziale, niech zostawi komentarz w zakładce ''Informuję'' i kontakt do siebie (abym mogła go powiadamiać :P )
2. Bardzo proszę o komentarze :D
3. Niedługo ( mam taką nadzieję) będziecie mogli zobaczyć zwiastun opowiadania!
4. NAPRAWDĘ SIĘ CIESZĘ, ŻE TYLE Z WAS WESZŁO NA BLOGA! Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę :P
**********

*Alison P.O.V.*

        - Oczywiście, musiałam mieć głupiego, stukniętego, skretyniałego starszego brata?!- wrzasnęłam zamykając nogą drzwi do pokoju. Z głośnym westchnięciem opadłam na łóżko i wbiłam wzrok w sufit. Miałam go przemalować na jakiś żywszy kolor. A teraz... nawet nie zdążę...- Kurwa, Horan idź się utop!- kolejny raz krzyknęłam. Przysięgam, że ta jego blond farba uszkodziła mu głowę i wyżarła przynajmniej połowę mózgu. Jak nie cały... 
     Nagłe pukanie do drzwi wyrwało mnie z rozmyślań nad tym, jak mam uprzykrzyć Niallowi życie. Spojrzałam na drzwi i chwyciłam poduszkę.
        - Niall wynoś się!- powiedziałam, już któryś raz tego dnia- Jeżeli się tutaj pojawisz, to przysięgam, że nawet Zayn Ci nie pomoże.
     Drzwi uchyliły się, a w progu stanął Louis. Założył ręce na piersi, jednym bokiem opierając się framugę i patrzył na mnie wyczekująco. Jeszcze jego mi tu brakowało.
        -Czego się gapisz Tomlinson?- warknęłam w jego stronę siadając na łóżku.
- Czekam, aż czymś we mnie rzucisz.- powiedział wchodząc w głąb pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi.- Niall pojechał z Harrym po twoje auto- rzucił po chwili.
     
     Uniosłam brwi. Czyżby braciszek tak bardzo się bał, że mogę kolejny raz nawiać, że wysłał Lou do mnie jako moją niańkę? Ten blondyn coraz bardziej sobie grabił. Jak Boga kocham, przy tym tempie, w Irlandii skończę na prochach uspokajających...
        -Dobra, powiedziałeś co chciałeś, a teraz wypad!- mruknęłam odwracając się od niego. Zamknęłam oczy i zaczęłam nucić jakąś melodie. Nie mam pojęcia co to było, wiem, że od dłuższego czasu ciągle chodziła mi po głowie. Gdzie ja ją słyszałam?
     Czekałam, aż usłyszę upragniony trzask drzwi. Nie nastąpiło to jednak. Czyli, Lou nie wyszedł. Podniosłam się i powoli obróciłam. Tomlinson nadal był w pokoju.- Coś jeszcze?
     Pokręcił głową i powoli zbliżył się do mnie. Uważnie go obserwowałam. Po chwili chłopak leżał na moim łóżku z rękami za głową i wpatrywał się w sufit. Westchnęłam zrezygnowana i pokręciłam głową. Miałam wielką ochotę go zrzucić... ale no... On jako jedyny jest normalny z całej piątki. I chyba nawet go lubię...
     Louis był jedyną osobą z którą jako tako normalnie rozmawiałam. Znaczy... gdzieś tam rzucałam przekleństwami i go obrażałam, ale on nie pozostawał mi dłużny i robił to samo. Czasami razem się wydurnialiśmy, a Niall mógł się nacieszyć tym, że jestem ''normalna'' jak to mówił.
     Ja i Lou mieliśmy mało ze sobą wspólnego, ale mimo wszystko byliśmy dla siebie czymś w rodzaju... przyjaciół? Kumpli? Jedno z tych określeń na pewno. To on nauczył mnie grać na fortepianie. Tutaj ogromny pokłon w jego stronę, że ze mną wytrzymał. Do dzisiaj nie wiem jak on to zrobił.
     Nagle poczułam jak coś dźga mnie w żebra. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na Lou. Opierał głowę na ręce i uśmiechał się do mnie. Gdy zobaczył, że na niego patrzę kolejny raz mnie dźgnął.
        - Louis, przestań- mruknęłam odsuwając się od niego. Nie znoszę, kiedy tak robi.
        - Nuciłaś naszą piosenkę...- powiedział cicho, bawiąc się pościelą. Spojrzałam na niego zdziwiona. Niby kiedy to robiłam? Czy ja na mózg padłam?- Wtedy, kiedy chciałaś, żebym wyszedł. Midnight Memories.
        - Nie przyzwyczajaj się- uśmiechnęłam się i wstałam. Podeszłam do balkonu i wyjrzałam za okno. Auta Nialla  jeszcze nie ma. Nie wrócił.- Nie przepadam za wami, więc automatycznie nie lubię waszej muzyki.- wzruszyłam ramionami.
       - Ej, tak dobrze nas nie znasz, więc nie oceniaj naszej muzyki po tym samym- usłyszałam za sobą. Szybko się obróciłam. Nawet nie wiem, kiedy tak szybko przeszedł pokój.- A teraz powiedz prawdę: Skąd umiesz tak dobrze prowadzić samochód? Dobrze wiem, że przy Niallu skłamałaś.- zapytał, patrząc na mnie wyczekująco.
     Zbladłam.

*Retrospekcja*

,, Weszłam do salonu i wskoczyłam na kanapę strącając przy okazji Harry'ego. Chłopak spojrzał na mnie i skrzywił się. Przewróciłam oczami uśmiechnęłam się do niego słodko. Prychnął. Oj Styles... Dorośnij. 
     Po chwili pojawił się Malik, a za nim Niall. Żaden na mnie nie patrzył.
        - OK, Alison.- zobaczyłam jak blondyn ciężko opada na kanapę. Przetarł zmęczone oczy i westchnął. Uups. Chyba dałam mu nieźle popalić.- Chce wiedzieć jedno. Tylko jedno. Kto nauczył cię tak prowadzić auto?
     Znieruchomiałam. Przeklęty Malik! Musiał oczywiście wszystko wypaplać Horanowi! Raz nie może trzymać języka za zębami, bo oczywiście... korona spadnie z jego świętej głowy. Co mam teraz robić? Przecież, nie mogę powiedzieć im prawdy!
        - W jakim sensie?- tak. Ja, Alison Evans gram na czas. Normalnie czuję, jak tracę grunt pod nogami. Cholera.... myśl!
        - Nie udawaj niewiniątka Al. Kto nauczył cię prowadzić z taką szybkością auto? Bierzesz udział w wyścigach?- Niall nawet na mnie nie spojrzał. Chyba faktycznie przegięłam. I to bardzo.
        - Nie!- wstałam gwałtownie- Wyścigi nie są dla mnie, Niall. A nauczyłam się sama, dla frajdy- brawo, Evans! Powinnaś dostać Nobla. Nie mogłaś wymyślić czegoś lepszego?!
     Blondyn pokręcił głową i zamknął oczy.
        - Idź do siebie do pokoju. Rób co chcesz.- rzucił po chwili i zniknął z salonu. Zaraz za nim wyszedł Harry i Zayn. Świetnie. Mam mieć wyrzuty sumienia?''

*Koniec retrospekcji*

        - Nie rozumiem o czym mówisz....- starałam się wykręcić od odpowiedzi, jednak Pan Marchewka za nic nie chciał odpuścić.
        - Alison- chwycił mnie za ramiona i mocno trzymał.-Spójrz na mnie.- nie podniosłam głowy. Wpatrywałam się w czubki swoich butów.- Alison do cholery!- krzyknął.
     Szybko podniosłam na niego wzrok. W jego oczach mogłam dostrzec gniew. Był zły. Na mnie. Momentalnie się zjeżyłam i cała spięłam. Jeszcze nigdy Louis nie był na mnie zły. Nie aż tak.
        - Jeżeli nie chcesz nic mówić, nie mów. Ale do diabła! Należą się nam jakieś wyjaśnienia!- mocno mną potrząsnął.
        - Przestań...- wyszeptałam. Mój głos momentalnie stał się piskliwy. Bałam się. Bałam się Lou.Tego słodkiego chłopczyka, który kochał marchewki i paski. Tego Lou, który zawsze się kłócił z Niallem albo resztą, bo zabrali mu ostatnią marchewkę, albo, któryś z chłopców miał na sobie paski. - Proszę, przestań....
     Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony i szybko mnie puścił. Zatoczyłam się do tyłu jak pijana i oparłam o ścianę. Zsunęłam się po niej i ukryłam twarz w dłonie. Moim ciałem wstrząsnął gwałtowny szloch. Po chwili poczułam jak ktoś kuca przede mną i delikatnie dotyka mich kolan. Wzdrygnęłam się. Z moich oczu natychmiast trysnęły łzy.
        - Al... Ja... Przepraszam... Nie powinienem na ciebie krzyczeć i cię straszyć...- wykrztusił chłopak. Usiadł obok i mocno mnie objął. Bezwiednie wtuliłam się w jego klatkę piersiową mocząc mu koszulkę. Kolejny raz dzisiaj pozwoliłam komuś się objąć. Najpierw Liam, a teraz Louis...- Przepraszam, Mała...

**********

*Niall P.O.V.*

     Razem z Harrym wsiadłem do swojego auta i skierowałem się w stronę opuszczonego toru wyścigowego. Wiedziałem, gdzie się znajduje. Nie tylko Zayn uczył się tam prowadzić.
        - Kto mógł ją tego nauczyć?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Harry'ego. Zerknąłem na niego. Wpatrywał się w szybę przed sobą i bawił się kluczykami do auta mojej siostry. Swoją drogą, sądziłem, że Al już dawno to auto sprzedała. Jak widać... spodobało jej się. I to aż za bardzo. Szkoda, będzie musiała, je tutaj zostawić.
        - Nie mam pojęcia. Malik mówił, że jeszcze nie widział, żeby ktoś tak dobrze jechał. A to jest Zayn. On już widział wiele kierowców.- mruknąłem ponownie skupiając się na drodze. - Alison coś ukrywa. Czegoś nie chce nam powiedzieć...
     Hazza pokiwał głową zgadzając się ze mną. Po chwili byliśmy już pod torem. Z daleka widać było czarne auto. Harry zagwizdał na ten widok.
        - Wow... Rodzice ją rozpieszczają...- powiedział stojąc obok wozu. Jego oczy błyszczały. Zaśmiałem się na ten widok. 
        -To prawnicy, co poradzisz... Wsiadaj. Tylko nie przeginaj, młody.- Harry szybko wsiadł za kierownicę i odpalił silnik. Auto zawyło radośnie. Pokręciłem głową i wskoczyłem za swoje cudeńko. Nie tylko moja siostra kocha sportowe auta, ale ja w przeciwieństwie do niej, nie łamię przepisów. 
     Harry nie byłby sobą, gdyby nie próbowałby trochę przyśpieszyć na autostradzie. Pokręciłem głową i również przyśpieszyłem, zrównując się z nim. Po kilku minutach byliśmy pod domem. Loczek wjechał do garażu, a ja stanąłem na podjeździe. 
     Wysiadłem z auta i wolnym krokiem skierowałem się w stronę domu. Na ganku siedział Zayn paląc papierosa. Zmarszczyłem brwi. Kolejny papieros? Który to dzisiaj?
        - Jest w domu.- mruknął gdy usiadłem obok niego. Pokiwałem głową.- Louis u niej jest.
     Westchnąłem cicho. Jak to możliwe, że z moim przyjacielem rozmawia normalnie, a ze mną kłóci się, wrzeszczy i próbuje postawić na swoim? No jak?!
     Poklepałem Malika po ramieniu i skierowałem się do pokoju Al. Wygląda na to, że czeka nas poważna rozmowa. I to bardzo.
      Powoli wszedłem po schodach i stanąłem, przed uchylonymi drzwiami do pokoju dziewczyny. Lekko je pchnąłem i wszedłem do środka. Widok, który tam zobaczyłem, zaskoczył mnie.
     Alison i Louis siedzieli pod ścianą, koło łóżka. Chłopak obejmował ją ramieniem i delikatnie gładził po ramieniu. Dziewczyna była przytulona do niego, a konkretniej do jego klatki piersiowej na której była wielka plama. Spojrzałem na twarz siostry i już wiedziałem co jest grane. Płakała.
      Gdy tylko Lou mnie zobaczył, przyłożył wskazujący palec do ust nakazując, żebym był cicho. Zerknął na Al i delikatnie ją podniósł, kładąc na łóżko i przykrył kołdrą. Ostatni raz zerknąłem na nastolatkę. Wyglądała tak... niewinnie i spokojnie. Dlaczego zawsze nie może taka być?
     W milczeniu wyszliśmy z pokoju. Spojrzałem wyczekująco na przyjaciela, a ten wzruszył ramionami. Uniosłem brwi.
        - Nie pytaj... Sam nie wiem co się stało.- mruknął i zniknął na schodach.
     Szlag. Tomlinson, uduszę cię!

*******
Trudno pisało mi się ten odcinek, ale znalazłam na to sposób. Słuchawki, YT i piosenki 1D :P A więc...

10 komentarzy = NOWY ODCINEK! (W przyszłą środę) 
13 komentarzy = NOWY ODCINEK  (  w niedzielę )

Dacie radę?

P.S. Następny odcinek będzie już dłuższy i postaram się, żeby coś się działo!

środa, 19 lutego 2014

Chapter III

Dziękuję za komentarze! :D Jak obiecałam- nowy odcinek!
Zostawcie komentarze!


*************

*Alison P.O.V*

     Na moich rękach już dawno powstały ślady od paznokci, ale mimo lekkiego bólu, jaki przy tym odczuwałam, ciągle miałam je zaciśnięte w pięści. Rozgoryczona, zła i zdezorientowana... właśnie tak czułam się w tym momencie. Nie miałam, żadnego pomysłu na to, co miałabym zrobić, żeby wykaraskać się z wyjazdu do Irlandii. Nie uśmiechało mi się zostawienie tutaj wszystkiego- szkoły, przyjaciół... i mimo wszystko: rodziców. 
     W Irlandii nie znałam praktycznie nikogo, nie licząc oczywiście mojej drugiej rodzinki. W wakacje, Niall ciągle mnie gdzieś wyciągał, a jak jego nie było- zastępował go Greg. Orientowałam się, gdzie co mniej więcej się znajduje, ale mimo wszystko - nie chciałam tam jechać. A co gorsza: zamieszkać.
     Z mojego gardła wydobył się mimowolny jęk. Zacisnęłam mocniej oczy, nie pozwalając wypłynąć kolejnym łzom. Szybko podniosłam się do pionu i strzepnęłam ręce, przywracając im krążenie. Odetchnęłam kilka razy i szybkim, ale zdecydowanym krokiem wyszłam z łazienki.
     Spod łóżka, wyciągnęłam walizkę i zaczęłam wrzucać do niej rzeczy, nawet ich nie układając. Miałam gdzieś to, że do czasu, kiedy kolejny raz ją otworzę, wszystko się zemnie. Nie obchodziło mnie nic.
     Po kilku godzinach, koło drzwi wylądowały wszystkie moje rzeczy. Spojrzałam na pokój, który teraz wydawał mi się zimny i surowy. To w nim spędziłam prawie całe moje życie. Pokręciłam głową, siadając na łóżku. 
     Z wnętrza domu, dochodziły do mnie krzyki chłopaków, ich radosne śmiechy, aż w końcu dźwięk telewizora. Albo znaleźli piloty, albo rodzice powiedzieli Niallowi, gdzie ma ich szukać. A jeżeli już jesteśmy przy moim braciszku... własnie widać, jak przejął się tym co mu powiedziałam. Nawet nie chciało mu się dupy ruszyć, żeby to wszystko wyjaśnić. Kochany, troszczący się braciszek.
     Po kilku minutach siedzenia bezczynnie w pokoju, postanowiłam, że muszę coś zrobić. Nie będę ostatniego dnia w Londynie spędzać samotnie w pokoju.
     Czy pogodziłam się z tym, że wyjeżdżam? Nie. Wolałam się spakować sama, niż mieliby to potem robić chłopcy. I tak postawią na swoim z wyjazdem, choćbym nie wiem jak bym się opierała. Siłą wsadziliby mnie do samolotu, a potem zaprowadzili do domu.
     Chwyciłam kluczyki do mojego auta i wyszłam na balkon. Powoli zeszłam po drzewie na ziemię, po czym skierowałam się do garażu. Otworzyłam go i moim oczom ukazało się czarne Mitsubishi Lancer EVO VII. Dostałam go od rodziców na urodziny. Wyciągał do 280 kilometrów. Kocham to cudeńko.
     Wyłączyłam alarm i wsiadłam za kierownicę. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. To uczucie, gdy siadasz za kierownicą takiego cacka i możesz robić z nim co tylko chcesz... bezcenne. 
     Szybko odpaliłam auto i nie zwracając uwagi na to, że mogę narobić ogromny hałas, wcisnęłam delikatnie pedał gazu. Pojazd zawył radośnie, a ja jeszcze szerzej się uśmiechnęłam. Wyjechałam z garażu, zręcznie wymijając auta chłopaków i chwilę później pędziłam już autostradą, gdzie znacznie przekraczałam dozwoloną prędkość.
     Zapewne, teraz zapytacie, czy się ścigam? Nie. Kiedyś owszem, ale teraz to nie dla mnie. Widziałam jak inni to robią, wiem, gdzie i kiedy odbywają się wyścigi, ale mimo to... nie kręciło mnie to. Łatwo jest zacząć, o wiele trudniej skończyć. Nigdy tak naprawdę nie skończysz z wyścigami. Po pierwsze, jeżeli ktoś cię będzie potrzebował, znajdzie cię i zmusi do startu, nawet, gdybyś mieszkał na Alasce. A po drugie... adrenalina. Przyzwyczaisz się do niej i nie potrafisz już bez niej żyć. Musisz wsiąść za kierownicę i się ścigać... bo inaczej się wykończysz.
     Jechałam w stronę dobrze mi znanego, opuszczonego toru. Mało osób o nim wiedziało i na ogół nikogo tam nie było, przez co mogłam się na nim wyżyć. Szybkość, adrenalina, ostre zakręty... To jest to czego właśnie w tej chwili potrzebowałam. 
     Już z daleka widziałam dobrze znaną mi bramę. Mimowolnie się uśmiechnęłam,gdy koła auta wjechały na żwir. Stanęłam zaraz przy linii startu i policzyłam do trzech. Raz... Dwa... Trzy...
     Z całej siły wcisnęłam pedał gazu, jednocześnie wbijając swoje ciało w siedzenie. Pierwszy zakręt zbliżał się niemiłosiernie szybko. Jednym sprawnym ruchem zmieniłam bieg, tym samym zmieniając prędkość auta. Pojazd z łatwością wszedł w zakręt, by po chwili wyjechać na kolejną prostą. Kilka metrów prostej jazdy.... i kolejny zakręt. 
     Nie miałam pojęcia, ile tam byłam i ile kółek zrobiłam. W końcu zmęczona i całkowicie odstresowana podjechałam pod jedyne zadaszenie - gdzie najprawdopodobniej kiedyś mieściły się miejsca dla dopingujących ścigających. Zgasiłam silnik i wysiadłam z wozu.
        -No proszę... - usłyszałam głos za sobą. Momentalnie się zjeżyłam. Skąd on się tutaj do diabła wziął?- To się raczej twojemu braciszkowi nie spodoba.
     Powoli odwróciłam się w stronę chłopaka. W ciemności nie widziałam jego twarzy, jedynie czubek rozżarzonego papierosa. Mimo to, doskonale wiedziałam kim on jest.
        -Malik. Czego chcesz?- syknęłam uważnie go obserwując. Mulat uśmiechnął się. No nie. Mam przerąbane.

**********

*Zayn P.O.V.*
   
     Stałem obok wejścia do domu siostry Horana, paląc papierosa. Nikt tak bardzo mnie nie wkurzał jak ona. Zachowuje się jak rozwydrzona małolata, która w dupie ma zasady. Nauczyła się, że rodzice zawsze ją ze wszystkiego wyciągną, a Niall im w tym pomoże. Cóż... teraz się przeliczyła. Dobrze, że blondyn zabiera ją do Irlandii. Tam w końcu zmądrzeje.
     Z moich płuc powoli wydostał się dym nikotynowy. Nic nie potrafi człowieka tak uspokoić jak porządny papieros.
     Nagły huk, przywrócił mnie do rzeczywistości. Szybko rozejrzałem się w poszukiwaniu źródła dźwięku, ale nic w zasięgu mojego wzroku, nie mogło narobić takiego hałasu. Powoli ruszyłem w stronę garażu. Nasze samochody, stały nadal tak jak je zostawiliśmy. Mój wzrok przykuł za to inny szczegół. Ktoś szedł w moją stronę.
     Szybko schowałem się za swoim samochodem i zmrużyłem oczy. Po chwili uśmiechnąłem się. Alison. Ta dziewczyna na serio ma nie po kolei w głowie.
     Podeszła do drzwi garażu i je otworzyła. Wsiadła do czarnego, sportowego auta i odpaliła silnik, nie przejmując się tym, że może narobić hałas. Szybko wyminęła nasze auta i skierowała się w stronę autostrady.
     Wskoczyłem do swojego auta i ruszyłem za nią. Nie mogę pozwolić na to, żeby znowu nam uciekła. Horan by mnie zabił.
      Jedno mogę jej przyznać, potrafi prowadzić samochód i to przy tej prędkości. Zręcznie wymijała kolejne pojazdy, wciskała się w najmniejsze szczeliny i łamała przepisy. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Niall na pewno o tym nie wie. Gdyby wiedział, zabrałby jej samochód. Doskonale wiem, jaki ma stosunek do szybkiej jazdy. 
     Po kilku minutach Alison wjechała na jakiś zabudowany teren. Zmarszczyłem brwi. Przecież tutaj znajdował się stary i opuszczony tor. Pamiętam jak właśnie na nim uczyłem się jeździć. Niezapomniane chwile. 
     Zatrzymałem się kilka metrów za dziewczyną w takim miejscu, aby ona nie mogła zobaczyć mnie, za to ja miałem doskonały widok na cały tor. Podjechała do białej linii i... wystartowała. Uważnie obserwowałem jak wjeżdża w kolejne zakręty, jak omija dziury i inne przeszkody na swojej drodze. Cholera. Doskonale wiedziała co robi.
     W końcu po jakieś godzinie, kiedy zrobiło się ciemno, zjechała na boczny tor i wysiadła z auta. Powolnym krokiem podszedłem do niej zapalając przy okazji kolejnego już papierosa. Jak ja uwielbiam to świństwo!
        -No proszę- mruknąłem. Wiedziałem, że mnie rozpoznała. Cała się spięła.- To się raczej twojemu braciszkowi nie spodoba.
     Powoli odwróciła się w moja stronę i zmierzyła wściekłym wzrokiem. Gdzieś tam, głębiej widziałem nawet strach. Nie miałem pojęcia dlaczego się mnie boi. Nic jej nie zrobiłem, nie uderzyłem jej, nie groziłem, a ona mimo wszystko, za każdym razem, kiedy znajdowałem się obok niej - najeżała się i spinała. Zawsze mnie to zastanawiało. Nie powiem, w niektórych sytuacjach to było cholernie pomocne. Przykładowo, kiedy Niall i Alison kłócą się i to Horan ma rację, wkraczam ja. Jedno słowo, a dziewczyna jest w stanie zrobić wszystko. Nie wykorzystuję tego. Aż taką świnią nie jestem. Zresztą mam Perrie. Czego mogę chcieć więcej?
     Czasami było mi jej żal. Podejrzewałem dlaczego Al tak się zachowuje, a to co powiedziała zanim, ponownie zamknęła się w swoim pokoju tylko potwierdziło moje przypuszczenia. Najnormalniej w świecie brakowało jej starszego brata. Bolało ją to, że Niall się do niej nie przyznawał. W sumie ja na jej miejscu też byłbym wściekły.
        -Malik.- warknęła w moją stronę.- Czego chcesz?
     Na mojej twarzy zagościł zwycięski uśmiech. Mam cię, kotku.
        - Czego ja chce? Pomyślmy- zastanowiłem się i po chwili znalazłem się bliżej Al. Chwyciłem ją za nadgarstek i mocno go ścisnąłem.- Chcę tego, abyś teraz grzecznie wsiadła do mojego samochodu i razem wrócimy do domu. Po twoje auto wróci sam Niall.- warknąłem. Dam sobie rękę uciąć, że Horanek już wie, że jego siostry znowu nie ma w domu.
     Blondynka syknęła cicho z bólu i mocno szarpnęła rękę, chcąc ją wyrwać z mojego uścisku. Niestety dla niej, była za słaba. Szybko zaprowadziłem ją do mojego auta i otworzyłem jej drzwi.
-Nigdzie nie jadę Malik- powiedziała jeszcze raz próbując się wyrwać. Westchnąłem ciężko i wepchnąłem ją na siedzenie. Po chwili siedziałem obok niej, blokując przy okazji drzwi. Bóg jeden wie, co może jej przyjść do głowy.
        - Alison- powiedziałem, odpalając auto. - Skończmy już te gierki. Chcesz, żeby wszyscy traktowali cię jak dorosłą osobę, a zachowujesz się gorzej niż dziecko. Zrozum w końcu, że wszystko to co robi Niall, jest tylko dla twojego dobra.- nie mam pojęcia czy ta gadka coś da. Wiedziałem jednak, że jeżeli ja z nią nie porozmawiam, to nikt jej nie przemówi do rozumu.- Musisz go zrozumieć. Nawet nie masz pojęcia jak się wkurzył, kiedy twój ojciec zadzwonił do niego w środku nocy i powiedział, że znowu cię aresztowali. On się o ciebie martwi.
     Zerknąłem na nią kątem oka. Siedziała i wpatrywała się w szybę przed sobą. Udawała, że jej tutaj nie ma. Serio Evans? Może zamkniesz jeszcze oczy, bo kiedy mnie nie widzisz, ciebie też nie ma, nie?
        - Gdyby faktycznie się o mnie martwił, byłby ze mną wtedy, kiedy to wszystko się zaczynało.- mruknęła zataczając wokół siebie krąg. Pokręciłem głową. Mam nadzieję, że Irlandia coś zmieni w jej zachowaniu.

****************

*Niall P.O.V. *

     Nerwowo chodziłem z kąta w kąt. W mojej głowie ciągle miałem słowa Alison: '' Doskonale wiem, że masz mnie głęboko gdzieś...'' Cholera, wcale tak nie było! Interesowałem się nią przez cały czas. Nawet, kiedy One Direction zdobywało tak wielką popularność. Wiedziałem co u niej, z kim się spotykała, jakie ma oceny, jak sobie radzi, jak wygląda... Wiedziałem to wszystko.
        -Niall, uspokój się.-  usłyszałem i spojrzałem na Liam'a- Zayn'a nie ma, więc musiał widzieć, jak Alison się wymyka i pewnie za nią pojechał. Niedługo wrócą.
     Pokręciłem głową. Mam nadzieję, że Li się nie mylił.
        - Co jej strzeliło do tego przeklętego łba?- krzyknąłem wymachując rękoma.- Już dwa razy uciekła! No ja pierdole! Czy ona chociaż raz, nie może siedzieć spokojnie na dupie, w swoim pokoju i nie wplątywać się w jakieś bagno?! Czy do jasnej cholery, ona nie rozumie, że w końcu nikt nie będzie jej pomagał i skończy za kratkami?!
     Wściekły strąciłem wazon, stojący na stole. Odłamki szkła wbiły się w moją rękę.
        -Świetnie, po prostu świetnie! Najpierw ona ucieka, a teraz kurwa to!- wydarłem się.
        - Niall, trzeba to opatrzyć, idziemy!- przede mną stanął Louis i chwycił mnie za zdrową rękę prowadząc do kuchni. Wyciągnął z półki apteczkę i bandaż. Po kilku minutach na mojej dłoni, gościł już biały opatrunek.- Horan, wszystko będzie dobrze. Dobrze wiemy, że w Irlandii nie będzie robiła takich głupstw. Wasza mama na to nie pozwoli.
     Miał rację. Teraz tylko mama mogła nam pomóc.
        -PRZYJECHALI!!!- wrzask Harry'ego było słychać w całym domu. Szybko wybiegłem z kuchni i oparłem się o framugę drzwi. Kilka sekund... i stanąłem oko w oko z moją siostrą.
        - Alison- powiedziałem- Salon. Natychmiast.
     Dziewczyna się  nawet nie odezwała. Zrzuciła buty i zniknęła w salonie. Po chwili w holu pojawił się Zayn.
        -Gdzie była?- rzuciłem, patrząc wyczekująco na przyjaciela.
        - Sam ją spytaj.- powiedział wzruszając ramionami. - Któryś z nas musi pojechać po jej auto.Jest na drugim końcu miasta.
     Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Co ona znowu odwaliła?

****************

5 komentarzy= Nowy Odcinek!


czwartek, 13 lutego 2014

Chapter II

Jupiii! Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Zapraszam również do zakładki: SPAM, gdzie możecie zareklamować swój blog ( dziękuję o przypomnieniu o tym Di. ) oraz Nominacje, tam będę odpowiadać na wszystkie nominacje w których będę zgłoszona. ( Za nominację dziękuję Gall Anonim, nie sądziłam, że po jednym rozdziale, zostanę nominowana :P I oczywiście ściągnę kody :D )
A teraz zapraszam na nowy rozdział.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                                                                                                                                       She's Not Afraid
***************
*Alison P.O.V.*

        - Niall, WYNOŚ SIĘ!- wrzasnęłam do brata, który od kilku minut zawzięcie walił w moje drzwi, chcąc abym je otworzyła.- Nie otworzę ich!
        -Alison- usłyszałam. Po jego głosie mogłam poznać, że jest wściekły. I to bardzo.- Otwórz te pieprzone drzwi!
        - Czy ty, do jasnej cholery nic nie rozumiesz?!- chwyciłam ramkę z moim i blondyna zdjęciem, po czym rzuciłam nim o ścianę. Szkło roztrzaskało się, czemu towarzyszył niemiły dla ucha dźwięk. Skrzywiłam się widząc porozrzucane części.
        - Sama tego chciałaś, Al- mruknął Horan. Chwilę później usłyszałam oddalające się kroki. Tak! Wygrałam- Malik! Chodź, musisz mi otworzyć te cholerne drzwi!
     Zamarłam. Kurwa. Zapomniałam o Panu-Umiem-Otworzyć- Wszystkie-Zamki-Wsuwkami- Malik. Wciągnęłam głęboko powietrze i zeskoczyłam z łóżka. Szybkim krokiem podbiegłam do balkonu i wyszłam na zewnątrz. Do ziemi miałam kilka metrów, ale na moje szczęście obok mojego okna rosło drzewo, więc bez problemu mogę po nim zejść. 
     Zdążyłam uchwycić się konaru, kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się z hukiem. Szybko zeskoczyłam na trawnik i podniosłam się. Czemu wcześniej nie wpadłam na ten pomysł?
        -ALISON!!!- mimo, że nie było mnie w pokoju, dokładnie usłyszałam wrzask Niall'a. - DO JASNEJ CHOLERY, JA PRZEZ NIĄ OSIWIEJE!
     Zaśmiałam się i to był błąd. Firanka poruszyła się... i na balkonie stanął Mulat.
        - Alison jest tutaj- krzyknął do wnętrza, a po chwili obok chłopaka stanął mój brat. Gdyby jego wzrok mógł zabijać... już byłabym martwa.
        - Czy ty do końca oszalałaś dziewczyno?- warknął blondyn, na co wzruszyłam ramionami. Rozejrzałam się. Mój plan opierał się głównie na tym, aby zwiać przed wściekłym bratem i resztą tego dziecinnego zespołu... a teraz, kiedy mi się to udało...
     Szybko odwróciłam się na pięcie i pobiegłam przed siebie. Nie jest to łatwe, szczególnie w szpilkach, ale po chwili dobiegłam do bramki. Jednym szarpnięciem otworzyłam ją i spojrzałam do tyłu. Na balkonie nikt nie stał, a to znaczyło tylko jedno - ruszyli w pościg.
     Prychnęłam i pobiegłam przed siebie. Doskonale wiedziałam, do kogo mogę teraz iść. Ta osoba jako ostatnia przyjdzie im do głowy, znając życie sprawdzą najpierw wszystkie kluby, sklepy z alkoholem, a na samym końcu przypomną sobie o jej istnieniu. 
     Nie miałam pojęcia, czy któryś z nich nie jedzie samochodem, dlatego skręciłam w pierwszą uliczkę, gdzie żadne auto by się nie zmieściło. Oparłam się o ścianę i głęboko odetchnęłam. Ostatni raz biegnę w szpilkach! 
     Poprawiłam włosy i ruszyłam w dalszą drogę. Prawda jest taka, że znałam Londyn jak własną kieszeń. Wiedziałam o istnieniu ścieżek, o których nikt nawet nie pomyślał, dlatego już po dziesięciu minutach stanęłam przed drzwiami mojej przyjaciółki, która mieszkała na drugim końcu miasta.
        - Alison!- zawołała widząc mnie w progu. Szybko chwyciłam dziewczynę za nadgarstek i wciągnęłam do domu.- Co ty, tutaj robisz? Nie miałaś czasami szlabanu?
       -Miałam.- mruknęłam i uśmiechnęłam się. Zrzuciłam buty i w podskokach wbiegłam do salonu.- Ale przyjechał do mnie braciszek, zrobić mi ochrzan dnia. Nawiałam mu.
     Ingrid spojrzała na mnie zaskoczona, a potem zaczęła się śmiać jak szalona.
        - Ja pierdole...Ty na serio jesteś stuknięta.- wydusiła ocierając łzy.- Chciałabym zobaczyć minę Niall'a, gdy cię już znajdzie.
       -Będziesz miała okazję. Ale trochę im zejdzie. Najpierw przeszukają kluby i sklepy... a na końcu ciebie.
    Rudowłosa dziewczyna pokręciła głową i opadła na kanapę obok mnie.
        -Jak przyjęli to wszystko twoi rodzice?- zapytałam bawiąc się telefonem. Co chwilę wydzwaniał do mnie, któryś z chłopaków, ale od razu odrzucałam połączenie. Naprawdę, chcę iść na tamten świat... Przecież Niall mnie za to zabije.
        - Podarowali mi w prezencie stałą gadkę o tym, jak to zawiodłam ich zaufanie i szacunek... bla, bla, bla... To co zwykle.- uśmiechnęła się i włączyła telewizor. Akurat puszczali jeden z nowych teledysków One Direction.- Słyszałaś tą piosenkę?- zmarszczyła brwi.
        - Niee- mruknęłam. Mimo, że byłam siostrą jednego z członków 1D nie interesowała mnie ich twórczość. Mogliby nagrać piosenkę o skaczących małpach, a ja nawet nie wiedziałabym o jej istnieniu.- Czekaj, oni nagrywali to w Londynie?- zawołałam pokazując na most, gdzie chłopcy stali i śpiewali.
        -Wygląda na to, że tak.- odparła rudowłosa i zniknęła w kuchni. Po chwili wynurzyła się, trzymając w ręku dwie butelki piwa. Uśmiechnęłam się na ten widok.
        -W końcu wczoraj, gliny nam przerwały...- rzuciła i podała mi jedną butelkę. Szybko ją otworzyłam i wzniosłam toast.
        -Za głupich starszych braci, którzy myślą, że mogą robić wszystko...- stuknęłyśmy się i obie zaczęłyśmy pić, wpatrując się w telewizor.
     Cóż, zapewne ciekawi was to, dlaczego nie mieszkam z Niall'em jak normalne rodzeństwo. A więc... gdy się urodziłam, moja prawdziwa mama leżała na sali z jakąś inną kobietą, która również urodziła córeczkę. Obie cały czas krzyczałyśmy, byłyśmy nieznośne dla całego personelu. W końcu jedna z pielęgniarek pomyliła nas przy kąpaniu. Karteczki, które miałyśmy na rączkach z imieniem i nazwiskiem jakimś cudem zniszczyły się w wodzie, więc trzeba było przygotować nowe. Do tego czasu, zostałyśmy jakimś cudem zamienione.
     Rodzice dowiedzieli się o tym kilka lat później, kiedy ta druga dziewczynka zaczęła chorować na jakąś chorobę przenoszoną genetycznie. Zrobili badania... i okazało się, że to nie jest ich dziecko. Zaczęli szukać jej prawdziwych rodziców, aby prosić ich o ratunek, ale gdy to już zrobili... mnie z nimi nie było, a tamci ''rodzice'' nie chcieli pomóc dziewczynce.
     Byli alkoholikami, w ich domu co chwilę dochodziło do kłótni. Pewnego dnia sąsiedzi nie wytrzymali i wezwali policję, która przyjechała i znalazła mnie płacząca w łóżeczku, pobitą, brudną i głodną. Zabrali mnie, a ''rodzicom'' odebrali prawo do opieki nad dziećmi. Gdy sąd uznał, że ze mną jest już dobrze, zostałam umieszczona w domu dziecka, bo nikt z rodziny nie chciał się mną zajmować. Byłam tam jakiś czas, a adoptowana zostałam, gdy miałam dwa latka.
     Tamta dziewczynka niedługo potem zmarła. Lekarze nie dawali jej dużo szans, ale i tak dziwili się, że aż tyle wytrzymała. Cała rodzina Horan wpadła w żałobę mimo, że nie była z nimi spokrewniona. Zdążyli ją pokochać...
     Po pewnym czasie, mama Niall'a, postanowiła, że mnie odnajdzie. Przeszukali wszystkie domy dziecka, gdzie mogłabym być, a gdy już znaleźli ten, gdzie byłam... kolejny raz mnie już nie było. Udało im się dostać adres moich adoptowanych rodziców i skontaktowali się z nimi... i jakoś tak od 8 roku życia, mam kontakt z wkurzającym blondynkiem.
     Nie zamieszkałam z nimi, uznaliśmy, że to nie byłby dobry pomysł i mogłoby to źle wpłynąć na moją psychikę. Do prawdziwych rodziców jeździłam na wakacje, jakieś święta i ferie. Zżyliśmy się ze sobą, najbardziej ja i Niall.
     Gdy poszedł do X-Factora, cały dzień siedziałam jak na szpilkach, czekając, aż zadzwoni i powie jak mu poszło. Nie mogłam jechać z nim, tego dnia miałam ważny sprawdzian w szkole i nie mogłam tego zostawić. W końcu zadzwonił... i cieszyłam się jak głupia.
     Miałam bardzo dobry kontakt z Horankiem. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy One Direction zdobywało coraz większą popularność. Miał coraz mniej czasu dla mnie, rzadko dzwonił... Aż w końcu przestał. Gdyby nie rodzice i Greg, nie wiedziałabym co u niego słychać.
     W wywiadach mówił, że nie ma młodszej siostry. Na początku mnie to bolało. Jakbyście się czuli, gdyby wasz starszy brat nie przyznawał się do was? Mówił, że nie istniejecie? No właśnie. Z biegiem czasu, zrozumiałam, że chciał mnie w ten sposób chronić, ale mimo wszystko, dalej mnie to bolało.
     Potem poznałam Ingrid. Razem zaczęłyśmy wpadać w kłopoty o których dowiadywał się mój braciszek. To on nas ze wszystkiego wyciągał. Aż do dzisiaj.
     Z moich wspomnień wyrwał mnie głośny odgłos walenia w drzwi. Zerknęłam na rudowłosą i uśmiechnęłam się. Obie wiedziałyśmy, kto za nimi stoi.
       - No proszę...- mruknęła i leniwie wstała z kanapy- Ile im zajęło?
     Chwyciłam telefon i spojrzałam na zegarek. Od mojej ucieczki minęły... dwie godziny.
        - Dwie godzinki... Jak na nich to i tak wolno- zaśmiałam się i ponownie spojrzałam w telewizor- Ej! Bieber leci!- zawołałam, dobrze wiedząc, że rudowłosa jest jego fanką.
     Kilka sekund później do salonu wpadł cały 1D. Zdyszani, cali czerwoni na twarzy... i mega wkurzeni.
        - Do. Samochodu. Już.- warknął mój braciszek nie spuszczając ze mnie wzroku. Poprawka. Oni nie byli wkurzeni. Byli wkurwieni. Nawet ten słodki i kochany Styles, patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić.
     Spojrzałam na zaskoczoną Ingrid. Ona ich jeszcze w takim stanie nie widziała. A to nowość...
     Westchnęłam i wstałam z kanapy. Powoli przeszłam obok chłopaków i założyłam szpilki. Podeszłam do Ingrid i mocno ją objęłam.
        - Nie wiem, kiedy się zobaczymy...- mruknęłam do jej ucha, cicho.- Ale jak rodzice wyjadą, możesz dobrać się do ich barku- zaśmiałam się i podałam jej kluczyk.- Niall pewnie coś wymyśli, więc nie licz, że szybko mnie zobaczysz.
     Chłopcy nawet nie zorientowali się, kiedy wyszłam na zewnątrz. Zbiegłam po schodach i odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem. Przekrzywiłam głowę i spojrzałam w gwiazdy. Jutro będzie ładny dzień.
        - Wsiadaj...- warknął Zayn otwierając mi drzwi do swojego auta. Niechętnie zrobiłam to co chciał.
     Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Mocno zaciskał dłonie na kierownicy, ale nie zerknął na mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiam doprowadzać Mulata do białej gorączki.
     Pod domem znaleźliśmy się jako pierwsi. Chwilę po nas na parking wjechało auta Liam'a. Szybko wyskoczyłam z pojazdu i zniknęłam we wnętrzu domu.
       -Alison Elizabeth Marie Evans, zapraszam do salonu.- po domu rozszedł się głos Niall'a. Wolnym krokiem weszłam do pomieszczenia i usiadłam na wskazanym miejscu- między Zaynem, a Louisem.- Dobrze, a więc... Co. Ty. Odwalasz. Dziewczyno?
     Wzruszyłam ramionami.
        - Wczoraj zostałaś zatrzymana prze policję. Dzisiaj uciekłaś z domu...- mówił dalej- Dosyć tego Alison. Dzwoniłem już do naszych rodziców i twoich. Jutro lecisz ze mną do Irlandii. Na stałe.
     Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Po pierwsze, nie spodziewałam się, że Niall będzie mówił to wszystko z takim spokojem. Nawet jeżeli był udawany. Po drugie... ja i Irlandia? Jego już pogięło do samego końca?
       - Coś ci się w mózgu poprzewracało.- warknęłam w jego stronę nerwowo bawiąc się telefonem. - Nigdzie z tobą nie jadę. Koniec.
        - Nie masz nic do gadania, Alison.- usłyszałam.- Wszystko już postanowione. A teraz idź się spakować, jutro wyjeżdżamy o dziewiątej rano.
     Prychnęłam i wstałam z kanapy. Czasami chłopcy potrafią mnie dobić.
        - Już nie udawaj, że się mną tak przejmujesz- powiedziałam nie patrząc na niego.- Doskonale wiem, że masz mnie głęboko gdzieś. Wiele razy to mówiłeś w wywiadach. Daruj sobie.
     Wbiegłam po schodach i wpadłam do swojego pokoju. Szybko zamknęłam się w łazience, czując jak łzy zaczynają spływać mi po twarzy. Pieprzony Horan.

*********************

Nowy odcinek = 3 komentarze!