piątek, 18 kwietnia 2014

Chapter XIII

I jak wrażenia po teledysku You&I? Ja szczerze powiedziawszy jeszcze go nie widziałam xD
Miłego czytania! :D

**********

     Pierwsze co zauważyłam po otwarciu powiek, to okropna jasność. Jęknęłam i ręką przysłoniłam oczy, chcąc chociaż trochę odciąć się od źródła światła. Następnym bodźcem, który do mnie dotarł, były szmery dochodzące z pokoju obok. Niepewnie podniosłam się z łóżka i tępym wzrokiem przypatrywałam się ścianie przede mną, zza której dochodziły tajemnicze dźwięki. Co to było?
     Chwiejnym krokiem przeszłam długość pokoju i po chwili znalazłam się na korytarzu. Miałam gdzieś to, że jestem w samej bieliźnie. Przecież mieszka tutaj gej, nie? Mam pewność, że na mnie nie skoczy i mnie nie zgwałci. Niepewnie przysunęłam się w stronę drzwi, które prowadziły do pokoju Jasona. Gdy miałam nacisnąć klamkę, do moich uszu dobiegł przeciągły jęk i coś w rodzaju plaśnięcia. Zmarłam.
-Mocniej...- Usłyszałam i w tej samej chwili poczułam jak mój żołądek wywraca się do góry nogami. Cholera, byłam światkiem seksu gejów!
     Przyciskając dłoń do ust, wbiegłam z powrotem do swojego pokoju, a następnie do łazienki i dosłownie zawisłam nad muszlą. Moim ciałem wstrząsały gwałtowne torsje spowodowane... No właśnie czym? Zbyt dużą ilością alkoholu? Tym co usłyszałam w pokoju obok? Cholera wie...
     Zmęczona usiadłam obok muszli toaletowej i oparłam na niej rękę. Głowa napieprzała mi tak mocno, że byłam pewna iż lada chwila mi eksploduje. Najgorsze jest to, że przy każdym gwałtownym ruchu, żołądek zwracał swoją zawartość. Po prostu uroczy poranek!
- Nigdy więcej alkoholu, Al...- Powiedziałam sama do siebie i powoli podniosłam się na nogi. Zrzuciłam z siebie brudną i przepoconą bieliznę, a potem weszłam pod prysznic. Zimny strumień wody ukoił nieco ból głowy, a ja mogłam odetchnąć z ulgą. Dokładnie namydliłam swoje ciało i umyłam włosy. Gdy uznałam, że nie opłaca mi się stać dłużej pod prysznicem, zakręciłam wodę i stanęłam przed lustrem.
     Ręką przetarłam zaparowane lustro i uważnie przyjrzałam się swojemu odbiciu. Moje długie, blond teraz mokre włosy opadały na moje plecy tworząc na nich smugi. Uśmiechnęłam się na swój widok. A potem... Zerknęłam na swoje oczy.
     Takie same miał Niall. Ten sam odcień niebieskiego... Może troszeczkę mocniejszy. Ogółem byłam bardzo podobna do blondyna. Te same oczy, ten sam nos, uśmiech... A teraz, kiedy przefarbował się na blond doszły do tego włosy. O matko, Niall...
     Trochę za ostro go potraktowałam podczas naszej ostatniej rozmowy. Ale czego on oczekiwał? Że na jego prośbę, powiem mu wszystko? Na to musi zasłużyć... Do cholery, stracił moje zaufanie, teraz musi je odzyskać. Ciekawa jestem jak to zrobi?
     Czy mam wyrzuty sumienia, że tak ostro traktuje swojego brata? Nie... Może trochę. Zresztą... To jest nie ważne...

     Chwyciłam biały puchaty ręcznik i szybkim krokiem wyszłam z łazienki. Podeszłam do swojej torby, wywalając jej całą zawartość na łóżko. Chwilę, szukałam odpowiednich rzeczy, aż w końcu znalazłam. Ubrałam białą luźną bluzkę w niebieskie grube paski na jedno ramię, białe krótkie potargane szorty i rzymianki. Na rękę założyłam kilka bransoletek. Włosy wysuszyłam i pozwoliłam opaść im łagodnie na moje plecy. Z makijażu zrezygnowałam. Cały dzisiejszy dzień mam zamiar przesiedzieć w domu.

     Ból głowy zaczynał ponownie dawać o sobie znać, więc musiałam opuścić mój azyl. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach. Z góry nie dochodziły do mnie żadne dźwięki, więc nie wiedziałam czy Jason i jego... kolega nadal tam są czy zagościli już na dole. Weszłam do ogromnej kuchni, która świeciła pustkami. Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Pora zacząć szukać tabletek!
-Kurwa....- Wyrwało mi się, kiedy skończyłam przeszukiwać kolejną półkę, a jak na złość nigdzie nie mogłam znaleźć apteczki. Oparłam się czołem o jedną z półek.- Gdzie są te jebane tabletki?!
-Tego szukasz?- Usłyszałam za swoimi plecami głos. Odwróciłam się i przed sobą zauważyłam Jasona w spodniach dresowych. Jego klatka piersiowa była odsłonięta i ukazywała doskonale wyrzeźbiony brzuch chłopaka, na który widok pewnie nie jedna dziewczyna się ślini. Przez sam środek piersi chłopaka, szedł tatuaż. To on ma jeszcze TATUAŻ?!- Halo? Alison?- Pomachał mi przed oczami ręką. Zamrugałam kilkakrotnie i kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że wpatruję się w gołą klatę chłopaka, na moich policzkach pojawił się rumieniec. Brawo Alison. Ty potrafisz coś zawsze odpierdzielić!- Weź te tabletki, bo odlatujesz...- Zaśmiał się podając mi małe pudełeczko.
      Mruknęłam coś pod nosem, chwytając szklankę do której nalałam zimnej wody. Po chwili zimna ciecz spływała po moim gardle dając przy tym ogromną ulgę. Jęknęłam kiedy odsunęłam szklankę od ust.
- Nigdy więcej tego pojebanego alkoholu...- Wyjąkałam człapiąc na kanapę w salonie. Za moimi plecami usłyszałam radosny śmiech chłopaka, który z sprawiał mi ogromny ból.- Człowieku ciszej, proszę...
-Kacyk ją też trzyma, stary?- Po schodach zszedł dobrze zbudowany, wysoki brunet z niebieskimi oczami. Zmarszczyłam brwi. Kim on jest...?
- Alison poznaj proszę mojego chłopaka, Mike to jest Alison, przyjaciółka Ingrid. Zostanie tutaj przez jakiś czas.- Przedstawił nas sobie Jason. Nieśmiało podałam rękę brunetowi i chwilę potem poczułam jego silny uścisk dłoni. Hmm... Dlaczego tacy fajni i przystojni faceci muszą być gejami?!
     Opadłam z powrotem na kanapę w salonie i włączyłam nogą telewizor. Akurat nadawany był wywiad z One Direction na żywo, prosto z Irlandii.
- Wracając do poprzedniego pytania, chłopcy- Rzuciła reporterka. O mój Boże! Jestem ciekawa, kto ją wybrał do przeprowadzenia wywiadu? Przecież... Ona nawet ubrać się nie potrafi, a jej dekolt znając życie już dawno opadł, a nadal wypycha go w stronę tych pedałków...- Wiele fanów zastanawia się, co takiego ściągnęło was do Irlandii. Za niedługo rozpoczynacie trasę koncertową, więc powinniście się do niej przygotowywać.
- Mam małe problemy rodzinne, a chłopcy postanowili mi pomóc- Odparł Niall. 
     Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Dobrze wiedzieć, że dla Nialla jestem tylko problemem. Może dobrze zrobiłam uciekając im? Przecież, nie muszą się wtedy zajmować taką małolatą jak ja...
     Jednym ruchem wyłączyłam telewizor i szybko wybiegłam z mieszkania. Musiałam się uspokoić, bo najnormalniej w świcie się rozryczę... Przez tego jebanego chuja...
     Nie wiedziałam gdzie idę, głowę miałam cały czas spuszczoną. Było mi cholernie zimno, ponieważ inteligenta ja nie ubrała się lepiej, tylko wybiegła w deszcz w krótkich spodenkach i bluzce. Brawa dla mnie! Po chwili znalazłam się pod domem Ingrid. Wbiegłam po schodach i z całej siły zaczęłam walić w drzwi, które po kilku sekundach otworzyły się z hukiem.
-WYPIERDALAJ, JEŚLI CI ŻYCIE MIŁE!!!- Wrzasnęła Ingrid mierząc mnie wściekłym wzrokiem.
- Zamknij się na chwilę i mnie wpuść- Syknęłam wymijając rudowłosą. Doskonale wiedziałam, że była mega wkurwiona. Coś czuję, że poprawie jej humor.
- Powiedz, że masz coś ważnego, bo jak nie to cię rozpierdolę na miejscu...- Jęknęła. Przewróciłam oczami i podeszłam do barku jej rodziców po drodze zgarniając dwie lampki. Wsuwką otworzyłam zamek, a po chwili w dłoniach trzymałam czerwone wino. Jak już mam się upijać z powodu tego chuja, to czymś porządnym.- O nie... Nawet nie próbuj. Nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust...- Zawołała dziewczyna odsuwając się ode mnie.
- Nie pierdol tylko pij. Mam powód.- Mruknęłam odkręcając butelkę i nalewając czerwonego płynu do lampek. Z ociągnięciem palce Ingrid chwyciły naczynie, a po chwili  odstawiły je na stół już puste.
- Co się stało?- Zapytała.
     Wzruszyłam ramionami i wpatrywałam się czerwony płyn. Czy mogę jej to powiedzieć? Nigdy nie miałam przed Ingrid żadnych tajemnic...
- Niall nazwał mnie w wywiadzie problemem- Wypaliłam i wypiłam wino z naczynia.

*********

     Powoli schodziłem ze sceny w głowie ciągle mając pytania reporterki... Mogłem się spodziewać, że nasza obecność w Irlandii nie będzie cichą informacją. Pokręciłem głową i zamknąłem oczy. Tracę tylko czas... Powinienem szukać Alison.
- Wuja Niall!- Momentalnie otworzyłem oczy słysząc mały dziecięcy głosik. Rozejrzałem się dookoła, aż w końcu zauważyłem małą Lux. Uśmiechnąłem się do niej i wziąłem ją na ręce.
- Witaj księżniczko...- Mruknąłem całując jej policzek. Mała rozpromieniła się i dotknęła mojego policzka po czym zabawnie zmarszczyła nosek.- Nad czym tak myślisz co?- Zapytałem kierując się w stronę naszej garderoby, gdzie pewnie jest już reszta chłopaków jak i Lou.
- Wuja jest zły...- Mruknęła blondynka. Zmarszczyłem brwi. Ja jestem zły?
- Co? Dlaczego mam być zły, Lux?- Przyjrzałem się dziewczynce. Włoski miała spięte w dwa warkoczyki, które opadały na jej plecki. Ubrana była w niebieską sukienkę i sandałki.Wyglądała tak słodko...
-Mamusia mówiła, ze do wuja Nialla psyjechała siostra, która nie jest miła i ona teraz uciekła... A ty jestes z tego powodu smutny...
     Zatrzymałem się. Czy tutaj nic się nie ukryje? Wygląda na to, że cała nasza ekipa wie o mojej siostrze. I o tym co się stało.
- Twoja mamusia miała rację- Powiedziałem powoli.- Ale Alison nie jest nie miła. Ma tylko trudny charakter, ale to się zmieni, wiesz?- Delikatnie uszczypnąłem ją w policzek. Jej radosny śmiech było słychać chyba wszędzie.
- Wuja Niall... Psyplowadzis kiedys do nas siostre?- Zapytała patrząc na mnie błagalnie. Oj Lux... Żeby to było takie proste...
- Jeżeli Al się zgodzi, to jasne...- Uśmiechnąłem się.
     Powoli szliśmy w stronę garderoby i kiedy miałem już nacisnąć klamkę, dziewczyna powiedziała coś co mnie zaskoczyło.
- Ona na pewno cie kocha, wuja Niall... Tylko tego nie umie pokazac... Pocekaj, a sam sie psekonas...- Mruknęła do mojego ucha. Chwilę później zniknęła w naszej garderobie, a ja nie mogłem ruszyć się z miejsca. Czy ta mała ma na pewno dopiero 3 lata? 
     Może Lux miała rację? Powinienem dać trochę czasu Alison, poczekać, aż będzie gotowa i sama mi wszystko opowie. Przecież ja tylko na nią naciskałem i nie pozwoliłem się wypowiedzieć. Fakt, z wyprowadzką nie miała nic do gadania, ale afera z jej cięciem się...? Może gdybym nie był taki nachalny, powiedziałaby mi wszystko?
     Z głową pełną pytań przekroczyłem próg pomieszczenia. Nie mam bladego pojęcia co teraz zrobić...

********

     Procenty, które w siebie wlałam, krążyły w moich żyłach już od dłuższej chwili. Przekrzywiłam głowę i zaczęłam bawić się swoim telefonem.
-Wiesz co Ingrid?- Zaśmiałam się, kiedy urządzenie wypadło mi z dłoni i z głośnym trzaskiem upadło na ziemię.- Czemu to zawsze ja muszę mieć takie pojebane życie? Zasranego brata, który nic nie widzi, tylko czubek własnego nosa... Niańkę, która sądzi, że może zrobić wszystko...- Chwyciłam butelkę wódki i nalałam przezroczysty płyn do dwóch kieliszków. Smukłe palce rudowłosej sięgnęły po jeden z nich i po chwili przystawiła go do ust. Obserwowałam ją z uśmiechem.
- A bo ja wiem, Al? Ty to masz zawsze jakiegoś pecha w życiu...- Mruknęła odkładając kieliszek z grymasem na twarzy. Lekko się zachwiała i upadłą na podłogę, na której ja już leżałam od kilku minut.- Kurwa...
     Zaśmiałam się, odgarniając z czoła włosy. Oparłam głowę o narożnik za mną, marszcząc brwi.
- Ty... Wiesz jak ja...- Czknęłam- Tego drania nienawidzę?- Machnęłam ręką, przykładając butelkę wódki do ust. Piekący płyn rozlał się po moim gardle, ale mimo tego nadal zachłannie go piłam. Po kilku sekundach odstawiłam alkohol z znacznym ubytkiem płynu.
-Łooo... Dziewczyno ty to masz... spust- Zaśmiałyśmy się. Próbowałam wstać na nogi, ale za każdym razem chwiałam się i upadałam. - Nie próbuj... Za każdym razem będzie to samo...
     Podniosłam swój telefon i do głowy wpadł mi genialny pomysł. Szybko, jak na swoje możliwości wybrałam numer sukinsyna przez którego doprowadziłam się do takiego stanu. Pięknie nazywasz swojego brata Alison!- Szepnęło mi sumienie.
     Jeden sygnał, drugi... Trzeci...
-Halo?- Usłyszałam zaspany głos mojego braciszka. Chwila... Która jest godzina?
-Wi...-Czknęłam- taj mój kochany braciszku...- Zaśmiałam się.
-Alison?- Zawołał z niedowierzaniem. Pokręciłam głową. Chwila! Przecież on mnie nie widzi! Głupia idiotka!
- Nie... Jej telefon do ciebie dzwoni...- Rzuciłam, co wywołało wybuch śmiechu u Ingrid. Ja sama ledwie się powstrzymywałam od tego.
-Gdzie ty jesteś? Martwimy się o ciebie!
     Jakby cię to obchodziło...
- Daleko od was... A dzwonie w jednej sprawie...Piękny wywiadzik dzisiaj przeprowadziłeś... I ja mam być tym problemem? Wiesz to boli...- Zaśmiałam się.
-Jesteś pijana- Powiedział. Amerykę odkryłeś!
- Może... Nienawidzę cię braciszku... Mam nadzieję, że coś w ciebie wjedzie- Syknęłam.- Dobranoc...
     Nim blondyn zdążył zareagować, rozłączyłam się. Mam dość tego idioty. Rujnuje mi tylko życie...
- Chodźmy pojeździć autem!- Zawołała Ingrid. Uśmiechnęłam się. To idealny pomysł!

*******

10 komentarzy = nowy odcinek! :D

BTW. Coś czuję, że dzisiaj będzie słabo z komentarzami xD Wszyscy zachwycają się teledyskiem chłopaków :P 
P.S. Już tak po obejrzeniu, mogę stwierdzić jedno: Prosty teledysk, ale ma w sobie TO COŚ. Najlepszy moment? Według mnie są dwa:
1. Kiedy Liam zmienia się w Zayna ( chyba dobrze napisałam :P )
2. Kiedy Louis zmienia się w Harry'ego ( Larry :P )
Wasze ulubione momenty? Piszcie! :D

sobota, 12 kwietnia 2014

Chapter XII

Końcówka totalnie mi nie wyszła :(  Przepraszam!

**********

     Nerwowo wystukiwałam palcami rytm na oparciu fotela. W głowie odliczałam ostatnie sekundy do startu maszyny. Byłam cała spięta, bałam się, że w każdej chwili może wbiec Niall i zatrzymać samolot. On jest do wszystkiego zdolny.
     W końcu zaczęliśmy kołować i kilka sekund później wbiliśmy się w powietrze. Wypuściłam głośno powietrze z ust i mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie zdążyli. Jestem wolna, polecam to uczucie.
     Kiedy spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torby zadzwoniła Ingrid. W skrócie przedstawiła mi swój plan i kazała się natychmiast zmywać. Tak tez zrobiłam. Chwyciłam torbę i otworzyłam balkon. Do ziemi nie było tak daleko, mogłam bez obawy skoczyć. Problem leżał w tym, czy uda mi się zachowywać na tyle cicho, aby nikogo nie zaalarmować. Przecież, gdyby Niall mnie przyłapał... Uziemiłby mnie do końca życia.
     Przełożyłam jedną nogę przez barierkę balkonu i zrzuciłam torbę na dół. Upadła z niegłośnym dźwiękiem. Znieruchomiałam nasłuchując, czy ktoś nie biegnie po schodach. Nie... Nikt nic nie usłyszał. Odetchnęłam głęboko i przerzuciłam drugą nogę. Zamknęłam oczy i... skoczyłam.
     Wylądowałam szybciej niż myślałam. Nie zwracając uwagi na ból w rękach, złapałam moje rzeczy i biegiem ruszyłam w stronę wyjścia z ogrodu. Gdy znajdowałam się już na ulicy mogłam odetchnąć z ulgą. Szybkim krokiem skierowałam się w stronę głównej ulicy i złapałam taksówkę. Teraz tylko muszę dojechać na lotnisko.
     Plan Ingrid jest prosty, ale gorzej z jego wykonaniem. Miałam wymknąć się z domu Nialla i pojechać na lotnisko. Tam czeka już zarezerwowany i opłacony bilet do Londynu. Trzeba go tylko odebrać. Na samym początku myślałam, że będzie gorzej. Bałam się, że Zayn coś usłyszy. Co jak co, ale on najbardziej jest wyczulony na moje wybryki. Doskonale wie, kiedy coś planuje, albo mam kłopoty. Chociaż ten jeden raz udało mi się go wykiwać.
- Przepraszam czy może mi Pani podać butelkę?- Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos kobiety siedzącej obok mnie z małym dzieckiem. Spojrzałam na nią i na jej wyciągniętą rękę. Podałam jej butelkę z czymś białym w środku i odwróciłam się plecami.- Dziękuję bardzo. Panienka, też leci do Londynu? Słyszałam, że to bardzo piękne miasto... Ja z Oliverem lecimy tam pierwszy raz i...
      Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Bądź tu człowieku mądry. Będziesz miły, podasz coś komuś, a ta osoba zaczyna streszczać swój życiorys! Zdenerwowana sięgnęłam do torby po słuchawki i po chwili w moich uszach zamiast ''ciekawej'' historii pasażerki obok, rozbrzmiewała muzyka. 
     Swoją drogą, jestem na najlepszej drodze, by ponownie wkurzyć Nialla. A zresztą... Trochę adrenaliny mu się przyda. Sam jest sobie winien. Nikt nie kazał mu się wtrącać w moje życie. Po co mi pomagał? Czuł się winny, że zaniedbał siostrzyczkę? Myślał, że to obowiązek? I na dodatek miał problem z tym, że się tnę. Moja sprawa co robię, do cholery!
      Gdyby tak naprawdę chciał wiedzieć co się stało... Powiedziałabym mu. Po tym gdy go wyrzuciłam z pokoju miał wybór. Mógł zostać i zmusić mnie do powiedzenia całej prawdy, albo sobie darować. I wybrał oczywiście to drugie. Głupi blondyn.
     Otworzyłam oczy, czując jak ktoś szarpie mnie za rękę. Zerknęłam w tamtym kierunku i zobaczyłam kobietę ''życiorys''.
-Panienka zasnęła... Za chwilę lądujemy.- Wymamrotała nakładając buciki Oliverkowi. Skinęłam głową i pochowałam wyciągnięte rzeczy do torby. Spojrzałam przez malutkie okienko i... zamarłam. Znajdowaliśmy się nad oceanem. Nigdzie nie było widać lądu, a co dopiero lotniska. Co jest grane?
-Przepraszam.- Zaczepiłam zbliżającą się stewardesę. Mile uśmiechnęła się w moją stronę. Bleee. Jak ja nie lubię sztucznego okazywania uczuć.- Czy wie może Pani za ile lądujemy?
- Za 1,5 godziny.- Powiedziała i powolnym krokiem się oddaliła.
     Moje oczy rozszerzyły się z wściekłości. Ten wstrętny babsztyl mnie okłamał! I na dodatek obudził! Wściekłym spojrzeniem, zmierzyłam kobietę obok mnie. Była wysoka i pulchna. Jej włosy, które zapewne miały być kolory jasnego blondu, przypominały suchy makaron. Palce zdobiły liczne pierścionki, które były za małe i daje sobie głowę uciąć, że nie dało się ich ściągnąć. 
     Zacisnęłam dłonie w pięści i chwyciłam telefon. Miałam pięćdziesiąt nieodebranych połączeń od Zayna, trzydzieści od Louisa, dwadzieścia cztery od Hary'ego i po piętnaście od Liama. Z ciekawości zerknęłam na sumę połączeń przy imieniu mojego brata. Dobrze, że nie piłam wody w tym momencie, bo na sto procent trzeba byłoby przeprowadzić akcję ratowniczą. A jakoś nie mam ochoty na to, aby baba obok mnie, zaczęła robić mi sztuczne oddychanie.
     Niall próbował dodzwonić się do mnie ponad sto razy. Wysłał kilkaset wiadomości i znając życie zapełnił moją pocztę głosową. Pokręciłam głową i usunęłam wszystkie połączenia, jak i wiadomości. Po chwili telefon zaczął na nowo wibrować. Na wyświetlaczu zobaczyłam imię blondyna.
     Prychnęłam i włożyłam urządzenie do kieszeni bluzy. Ciekawe co mam teraz robić, przez te półtorej godziny?

*********

-Jak to UCIEKŁA?!- Wrzasnąłem w kierunku Mulata. Stał w progu i normował swój oddech. 
- Normalnie. Musiała zwiać znowu przez balkon. Do ziemi ma niedaleko i za wysoko nie jest. - Wysapał . Zacisnąłem ręce w pięści i chwyciłem telefon. Niech Alison odbierze do jasnej cholery!
     Podniosłem się z kanapy i nerwowym ruchem zacząłem przemierzać salon. Jak mogłem być taki głupi i zostawić ją całkiem samą, po tym, co się dowiedziałem?! Przecież to było jasne, że coś odwali... Niall... Jesteś największym kretynem na świcie.
- Co teraz?- Zapytał Harry. Pokręciłem głową. Nie mam pojęcia co teraz zrobić. Przecież Alison może być wszędzie. Równie dobrze może być w Mullingar, albo siedzieć w samolocie i lecieć... nie wiem... na Karaiby!
- Idziemy przeszukać jej pokój. Przecież coś musiała zostawić... I może tam coś znajdziemy?- Zapytałem i skierowałem się do pokoju mojej siostry. Słyszałem jak za moimi plecami podążają chłopcy. Czy Alison nie może chociaż raz, zachować się jak na swój wiek przystało? Oczywiście, zawsze coś spieprzy. I wszystkich porządnie wkurwi.
     Otworzyłem drzwi do pokoju i chwyciłem jej torebkę, która wisiała na drzwiach. Wysypałem całą jej zawartość na łóżko. Klucze do auta... To ona ich nie zostawiła w Londynie?! Papierosy... Od kiedy Alison pali?! Lusterko, błyszczyk, tusz do rzęs, jakaś książka, grzebień i... nasze wspólne zdjęcie.
     To zdjęcie zrobione zostało dwa lata temu, kiedy Al przyjechała do Irlandii na wakacje. Mama zmusiła nas, abyśmy stanęli obok siebie i zrobiła nam zdjęcie. Nie wiedziałem, że je ma. Sądziłem, że dawno zostało usunięte, a jednak... Trzymam go w ręce.
     Alison wyglądała tutaj... na szczęśliwą. Tamte wakacje były najlepsze jakie kiedykolwiek razem spędziliśmy. Śmialiśmy się, bawiliśmy się do samego rana, spaliśmy do południa... Do dzisiaj pamiętam krzyki mamy, abyśmy w końcu zeszli z łóżek. Było naprawdę super... ale ja to musiałem zniszczyć. Oczywiście.
     Delikatnie odłożyłem naszą wspólną fotografię i spojrzałem na pozostałą zawartość torebki. Nic nie wskazywało na miejsce, gdzie teraz może być dziewczyna. Zrezygnowany pokręciłem głową i usiadłem na podłodze. Gdzie ją poniosło? Przecież... Nie może tak nagle zniknąć. Nie może mi tego zrobić.
- Niall...- Zawołał Liam i usiadł obok mnie.- Znajdziemy ją. Zobaczysz.
     Skinąłem głową. To, że Alison się odnajdzie wiedziałem doskonale. Martwiłem się tym co ja teraz powiem mamie...

***********
     Przez cały lot próbowałam ignorować moją towarzyszkę podróży, która z największym zapałem, streszczała mi historię o tym, jak to kiedyś, w pociągu, pękły jej spodnie, a reszta pasażerów oglądała jej bieliznę w małpki. Naprawdę nie mam pojęcia skąd u mnie tyle cierpliwości. Miałam ochotę jej porządnie przywalić. Nie tylko za to, że ciągle nawija jak nakręcona, ale również za to, że mnie obudziła. Jak ja nienawidzę tej baby!
     Gdy w końcu koła samolotu dotknęły ziemi, zerwałam się z miejsca i szybkim krokiem wyminęłam kobietę. Zbiegłam po schodach i kilka minut później przechodziłam odprawę. Już z daleka widać było rudą czuprynę mojej najlepszej przyjaciółki. Pomachałam do niej, a ta po chwili zaczęła do mnie biec.
- Jesteś wreszcie wariatko!- Zawołała i mocno mnie przytuliła. Zaśmiałam się.
- No a jak. Nawet dnia tam nie wytrzymałam.- Powiedziałam i uszczypnęłam ją w policzki. Szybko się ode mnie odsunęła i zmierzyła groźnym spojrzeniem. Pokręciłam głową i ruszyłam po odbiór mojego bagażu.
- OK. Wszystko jest już ustalone. Zamieszkasz razem z Jasonem, moim bardzo dobrym kolegą. Rozmawiałam z nim i już się zgodził.- Rzuciła, ciągnąć mnie w stronę wysokiego chłopaka.- Nie możesz mieszkać ze mną, bo twój braciszek jako pierwszy się tam zjawi, a tak... Niczego się nie domyśli. Wieczorem idziemy na imprezę do klubu, a teraz jedziemy do twojego nowego domu. A tak na marginesie to Jason.- Wskazała na chłopaka, który uśmiechnął się do mnie zachęcająco. Zmarszczyłam brwi. Nie wygląda za ciekawie.- Spokojnie.Jason jest gejem.- Dodała szybko widząc moją zdziwioną minę.
     Pokiwałam głową i nieśmiało uśmiechnęłam się do chłopaka. Był dobrze zbudowany, jego oczy były kolory brązowego, a włosy były ciemnoblond. Gdyby nie był gejem... Ech... Ja to mam zawsze pecha.
     Szybkim krokiem wyszliśmy z lotniska, a po chwili siedziałam już w ciepłym i dużym aucie Jasona. Jak przystało na Londyn- było pochmurno i padało. Skrzywiłam się, ale po chwili przypomniałam sobie o planach na wieczór. Mam nadzieję, że się upiję.

*

     W powietrzu dało się wyczuć sporą ilość alkoholu, potu i podniecenia. Rozejrzałam się dookoła, a kiedy nie zauważyłam nikogo znajomego chwyciłam kolory drink stojący obok mnie i przytknęłam go do ust. Po chwili poczułam jak zimna substancja schładza moje gardło, dając przy tym ukojenie.
     Kiedy odstawiałam kieliszek, na moim ciele pojawiły się duże i silne dłonie. Zaczęły jeździć w górę i w dół po moim brzuchu, starając się unieść moją koszulkę. Skrzywiłam się i szybko chwyciłam ręce. Odwróciłam się, a przed sobą zobaczyłam wysokiego blondyna z nieobecnym wzrokiem. Był naćpany.
-Odejdź...- Syknęłam do niego. Pchnęłam go delikatnie, a po chwili chłopak zniknął. Odwróciłam się w kierunku barmana i podniosłam rękę.- Jeszcze raz to samo.


**********
Odcinek nie był sprawdzany, więc przepraszam za błędy. Sprawdzę go jutro :D

KOMENTOWAĆ!!! :D

niedziela, 6 kwietnia 2014

Chapter XI

Przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam małe problemy z zalogowaniem się na blogspot, ale na szczęście wszystko jest już OK. Notka taka sobie, pomysł był, ale gorzej z dobraniem słów. :( Mam nadzieje, że mnie nie zabijecie za jakość i treść :D Chociaż.... Na Waszym miejscu to bym to zrobiła :P
*********
*Louis P.O.V.*

     Nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą powiedział lekarz. Jak ona mogła...? To przecież... Niebezpieczne!
        - Ale... Jest Pan pewien?- zapytał słabym głosem Niall. Widać, że do niego to też jeszcze nie docierało. Był nienaturalnie blady, a jego oczy ze strachu rozszerzyły się do granic możliwości. Dłonie co chwilę zaciskał w pięści, chcąc w ten sposób trochę się uspokoić. Wiedziałem, że nie wiele mu to daje. Powstrzymywał się od wybuchu.
        - Niestety tak.- westchnął lekarz, patrząc na nas współczująco.- Tego nie da się pomylić z niczym innym. Przykro mi...
     Zamknąłem oczy, nie chcąc więcej widzieć tego człowieka. Dlaczego Alison nic nam nie powiedziała? Przecież... Na pewno byśmy jej pomogli.  Co jej to dało, że przed nami to wszystko ukrywała? Do jasnej cholery, byliśmy przyjaciółmi! Przyjaciele mówią sobie wszystko, a nie robią coś za plecami drugiego. Czy ona myślała, że będzie w stanie TO przed nami ukrywać? Prędzej czy później dowiedzielibyśmy się i musiałaby się gorzko tłumaczyć. Zresztą po postawie Niall'a było widać, że ma ochotę na ostrą pogawędkę z siostrą.
     Kiedy ponownie otworzyłem oczy, przed nami nie było już lekarza, ani Harry'ego. Domyśliłem się, że Loczek poszedł odprowadzić mężczyznę do drzwi i zrelacjonować reszcie o nowej sytuacji w jakiej się wszyscy znaleźliśmy. Wbrew pozorom, to co zrobiła Alison dotyczy nas wszystkich nie tylko jej.
     Rozejrzałem się po korytarzu i przez szparę w drzwiach zobaczyłem Niall'a stojącego nad łóżkiem swojej siostry. Niepewnie wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi. Blondyn nie poruszył ani o centymetr. Stał w miejscu i wpatrywał się w nieprzytomną dziewczynę.
     Szybko zmierzyłem ją wzrokiem. Była troszeczkę blada, a jej ręce, szczególnie nadgarstki zostały obandażowane i położone wzdłuż ciała. Usta były lekko rozchylone, a jej klatka piersiowa delikatnie i powoli unosiła się w górę i w dół. To był jedyny dowód na to, że blondynka jeszcze żyje.
        - Niall...- powiedziałem cicho, kierując swój wzrok na chłopaka. Zrobiłem kilka kroków w jego kierunku, a on po chwili zesztywniał. Odwrócił się w moją stronę, i dopiero teraz zobaczyłem jego łzy. Niall Horan płakał. Płakał przez swoją siostrę.
        - Nie, Louis...- wyjąkał ścierając krople z policzków. - Nie mów mi, że to nie jest moja wina. Gdybym wcześniej wiedział... Gdybym chociaż wiedział, o tym co się dzieje w jej życiu...  a ja nie reagowałem. Gorzej. Nie wiedziałem kompletnie nic. Może dawała jakieś znaki, a ja byłem taki ślepy, że ich nie zauważyłem...
     Pokręciłem głową. Wiedziałem, że tak będzie. Horan zaczął obarczać siebie winą. 

********
*Niall P.O.V.*

     Czułem, jak wszystko to, o co tak bardzo walczyłem, wali się na moją głowę. Pokręciłem głową, nie dopuszczając do siebie słów lekarza. Przecież to nie może być prawda. Alison NIGDY nie popełniłaby takiego głupstwa. A jednak... zrobiła to. W głowie ciągle słyszałem TE słowa. Brzmiały one jak wyrok...

        ,,- Pańska siostra ma liczne rany cięte na rękach. Niektóre, już są stare, zabliźnione, inne zupełnie świeże, krew nie zdążyła jeszcze zakrzepnąć. Niektóre z nich są na głównych żyłach- tak jakby próbowała je przeciąć. Nie jestem w stanie teraz stwierdzić, czy tego dokonała czy nie. Wiem jedno, dziewczyna robiła to co chwile. Proponuję, aby zabrał jej Pan wszystkie przyrządy, którymi mogłaby się pociąć. I proszę mieć ją na oku, jeżeli raz to zrobiła- zrobi to jeszcze raz.''

     Stojąc przed jej łóżkiem zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo jest dla mnie ważna. Nie mogłem jej stracić, a właśnie się tak czułem. Jakbym stracił coś cennego. Jakąś cząstkę mnie...
     Niepewnie podniosłem głowę i spojrzałem na jej nadgarstki. Były obandażowane. Dlaczego to zrobiła? I czemu nic mi nie powiedziała? Co jeszcze przed nami ukrywała?
        -Niall...- do moich uszu dobiegł głos Louisa. Odwróciłem się i zobaczyłem go stojącego w progu. Jego wzrok był zagubiony i pełen bólu. Nim również wstrząsnęła wiadomość o samookaleczeniu się Alison.
        -Nie, Louis...- rzuciłem szybko, widząc jak chce coś powiedzieć. Jednym ruchem starłem z policzków swoje łzy. Kiedy ja zacząłem płakać?- Nie mów mi, że to nie jest moja wina. Gdybym wcześniej wiedział... Gdybym chociaż wiedział, o tym co się dzieje w jej życiu...  a ja nie reagowałem. Gorzej. Nie wiedziałem kompletnie nic. Może dawała jakieś znaki, a ja byłem taki ślepy, że ich nie zauważyłem...
        - Niall, nie mogłeś o tym wiedzieć- usłyszałem. Podniosłem na niego wzrok. Kręcił przecząco głową, zakładając na kark dłonie.- Przed wszystkimi urywała to co robiła. Nie możesz czuć się winny czemuś, o czym nie wiedziałeś...
       -Ale mogłem się domyślić!- przerwałem mu zsuwając się po ścianie. Mocno objąłem się ramionami.- Jestem jej bratem, a to do czegoś zobowiązuje, do cholery. I co udowodniłem? Że jestem nikim, rozumiesz? NIKIM!
     Ciężko westchnąłem. Z tego wszystkiego miałem wyrzuty sumienia. Jak mogłem przeoczyć tak ważną sprawę? Jak...?
     Nawet nie mam pojęcia co teraz zrobić. Poczekać, aż Alison się obudzi i zmusić ją do oddania żyletek? Przeszukać jej rzeczy i samemu je zabrać? Tak... to wydaje się najrozsądniejsze. Będę spokojniejszy, i stuprocentowo pewny, że zabierzemy je wszystkie. Szybko podniosłem się z miejsca.
       - Idziemy do chłopaków. Musimy przeszukać jej walizki. - rzuciłem i wybiegłem z pokoju. Słyszałem jak Louis ciężko wzdycha, ale posłusznie wyszedł za mną. W salonie siedział Liam, Zayn i Harry. Gdy tylko się tam zjawiłem spojrzeli na mnie współczująco. Harry zdążył wszystko im powiedzieć. Tym lepiej dla mnie. Nie będę musiał tłumaczyć dlaczego przeszukujemy walizki blondynki.- Każdy bierze jedną walizkę Alison. Znajdziecie żyletki- odkładacie na stół.- zawołałem i chwyciłem pierwszy lepszy bagaż. Po chwili chłopcy zrobili to samo.
     Zacząłem przeszukiwać walizkę, w której znajdowały się ubrania Al. Przerzucałem bluzki z jednego miejsca na drugie, robiąc przy tym niemały bałagan. Zmrużyłem oczy widząc, jak coś małego wysunęło się z koszulki i upadło na samo dno. Chwyciłem to ręką i podniosłem do oczu. Bingo. Żyletka.
     Odłożyłem przedmiot na stół i wróciłem do walizki. Gdy byłem pewien, że więcej już ostrych przedmiotów nie znajdę, podniosłem wzrok na chłopaków. Wpatrywali się w stół, gdzie leżało sześć ostrych żyletek. Pokręciłem głową niedowierzając i podniosłem się z kolan. Zgarnąłem żyletki i po chwili znajdowały się w koszu na śmieci. Nie mogę pozwolić, aby moja siostra na nowo się pocięła.
     Cały czas zastanawiało mnie jedno. Dlaczego to zrobiła? Rozumiem, że nie było mnie koło niej, nie odzywałem się, ale... Przecież mogła zadzwonić, odebrałbym, wysłuchał i coś doradził...
     ''Ty idioto! Przecież próbowała! Ciągle mówiłeś, że nie miałeś czasu, że oddzwonisz, a w rezultacie nawet SMSa nie wysłałeś! I ty myślisz, że Alison tak normalnie do ciebie zadzwoni, po tym jak ją olewałeś? Zastanów się, co mówisz...'' - szepnęło mi sumienie. Jęknąłem. To wszystko moja wina.
        - Horan...- usłyszałem cichy szept. Podniosłem głowę i przed sobą zobaczyłem Mulata.- Idź do niej. Lekarz mówił, że niedługo się obudzi....
     Podniosłem się z kanapy i wbiegłem po schodach. Czułem jak narasta we mnie złość. Alison musi mi wszystko wytłumaczyć. Nie ma wyboru. Tym razem jej nie odpuszczę....

***************
*Alison P.O.V.*

     Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Leżałam w swoim łóżku w pokoju w Irlandii. Zmarszczyłam brwi intensywnie myśląc. Jak ja się tutaj znalazłam? Ostatnie co pamiętam to powrót do domu przez las razem z Harry'm, a potem... ciemność. Właśnie, HARRY!
     Szybko zerwałam się z miejsca chcąc wybiec na korytarz, ale ktoś gwałtownie chwycił mnie za ramiona i siłą posadził na łóżku. Podniosłam wzrok i spojrzałam na swojego brata. W jego oczach było widać.... złość? Smutek? Żal? Któreś z tych na pewno.
        - Leż, Alison. Lekarz zabronił ci się ruszać z łóżka przez kilka dni.- powiedział wzmacniając swój chwyt. Pokręciłam głową i szarpnęłam się chcąc uwolnić się z otaczających mnie ramion. Nic to nie dało. Chłopak tylko, o ile to jeszcze możliwe, wzmocnił swój uścisk.
        - Co się stało?- zapytałam. Skrzywiłam się, kiedy usłyszałam swój zachrypnięty głos. 
        - Zemdlałaś, gdy wracałaś z Harry'm. Połóż się!- warknął blondyn. Niechętnie wykonałam jego polecenie. Gdy okrywałam się kołdrą mój wzrok zobaczył coś co nie powinno tutaj być. Zobaczył moje obandażowane nadgarstki. Zamarłam wpatrując się tępo w opatrunek. Nie... Błagam nie...- Myślałaś, że się o tym nie dowiemy?- syknął mój brat wskazując moje ręce.- Możesz mi powiedzieć, co ty chciałaś tym osiągnąć? Po co to robiłaś?
     Pokręciłam głową. Co miałabym mu powiedzieć... przecież on i tak tego nie zrozumie. Nie przeżył tego co ja...
        - Alison- podszedł do mnie i spojrzał w moje oczy. - Dobrze wiem, że coś jest nie tak. Powiedz mi, co takiego zdarzyło się w Londynie. Ty się boisz dotyku...- chwycił mnie za rękę. Zadrżałam i odsunęłam się o kilka centymetrów.- Alison, proszę cię... 
     Zamknęłam oczy. Nie mogę wszystkiego mu powiedzieć. Nic nie mogę mu powiedzieć. Nie teraz, nie w ten sposób. Pokręciłam głową.
        - Nie mogę...- wyszeptałam.
        - Dlaczego nie?- zapytał zbolałym głosem.- Alison nie ukrywaj tego przede mną, proszę cię...
        - NIE MOGĘ!!!- krzyknęłam. - Nie zrozumiesz Niall. Nie było cię, kiedy to się działo, dlatego nic ci nie powiem. Wyjdź stąd. Proszę cię wyjdź!
    Chłopak odsunął się ode mnie i wyszedł z pokoju. Jak on mógł oczekiwać, że coś mu powiem? Po tylu latach milczenia? Czy on jest poważny? 
     Chwyciłam telefon i wybrałam numer Ingrid. Miałam dość. Musiałam jak najszybciej stąd zwiać. Nie chce mieć nic wspólnego z 1D. Chcę wrócić do Londynu. Tam jest mój dom. Nie tutaj.
     Szybko wystukałam wiadomość do przyjaciółki. Nie musiałam długo czekać na jej reakcje.




     Zaśmiałam się pod nosem. Rudowłosa jest gotowa na wszystko, byle ściągnąć mnie do Londynu. Jestem w Irlandii jeden dzień, a już planujemy moją ucieczkę. Oto całe my!



     Odrzuciłam telefon i szybko wstałam z łóżka. Chwyciłam torbę podręczną i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy leżałam nieprzytomna, któryś z chłopaków musiał chyba przynieść moje walizki. Przewróciłam oczami i zapięłam suwak. Teraz wystarczy czekać tylko na telefon od Ingrid.

********
*Zayn P.O.V.*

     Wszedłem pomału po schodach. Niall kazał mi iść po Alison i dopilnować, aby dziewczyna zjadła kolacje. Wszyscy wiedzieli, że tylko mnie posłucha.
     Gwałtownym ruchem otworzyłem drzwi do pokoju nastolatki i wpadłem do środka wołając:
        - Zbieraj się na kola...cje.- zakończyłem i otworzyłem szeroko oczy. Pokój był pusty. Rozejrzałem się szybko dokoła, ale nigdzie nie widziałem blondynki. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na balkon. Był uchylony.
     Szybko podbiegłem do niego i wyjrzałem za balustradę. Do ziemi nie było tak daleko, można było bez obawy skoczyć...
     Gwałtownie wciągnąłem powietrze i zbiegłem do salonu.
        - ALISON UCIEKŁA!-  wrzasnąłem i oparłem się o framugę.


*****
Nie zabijać, bardzo proszę :D
BTW. Zostałam nominowana do LA, odpowiedzi możecie zobaczyć TUTAJ
BTW2. Dziękuję za 15 obserwatorów!

Komentujcie!
P.s. Chcecie znać spojlery z opowiadania? Zapraszam na tt historii, gdzie będę umieszczać informacje odnośnie nowego odcinka i kilka wyciętych dialogów :D

sobota, 29 marca 2014

Chapter X


******
*Alison P.O.V.*

     Harry mocno ściskał moją rękę, ale mimo tego, ja i tak słabo to czułam. Po zdarzeniu na polanie, kiedy przypomniałam sobie scenę jaka odegrała się kiedyś w mojej szkole, miałam ochotę schować się gdzieś i nie pozwolić nikomu by mnie znalazł. Przed oczami cały czas widziałam siebie jak leżałam na podłodze pod szafkami...
     Zachwiałam się i gdyby nie nagły chwyt Styles'a- leżałabym na ziemi. Moje powieki robiły się coraz cięższe, nie miałam siły by trzymać je otwarte. W głowie okropnie mi się kręciło, a odgłosy dochodziły do mnie jakbym znajdowała się pod powierzchnią wody...
        -Alison, wytrzymaj jeszcze chwilę...- usłyszałam rozpaczliwy głos Harry'ego. Chciałam mu powiedzieć, że nic mi nie jest, żeby się nie martwił, ale nie miałam na to siły.- Kurwa, tylko nie to!- chwilę potem... Widziałam tylko ciemność.

****
*Harry P.O.V.*

     Podniosłem dziewczynę i szybkim krokiem wyszedłem z lasu. Nie miałem pojęcia czy Al straciła przytomność, czy najnormalniej w świecie zemdlała. Modliłem się w duchu, aby nic jej poważnego nie było. Horan zabiłby mnie na miejscu!
     Gdy przekroczyłem bramę nowego domu Alison, pierwszy zauważył mnie Louis. Zaczął krzyczeć do Niall'a, aby jak najszybciej zszedł do salonu, a sam podbiegł do nas. Przyłożył swoją dłoń do jej czoła i uważnie się przyjrzał blondynce.
        -Co się stało?- zapytał lekko zdenerwowany. 
        -Nie wiem... Otwórz mi drzwi...- powiedziałem. Po chwili znaleźliśmy się w salonie, gdzie położyłem siostrę Horanka. Sam blondyn pojawił się obok nas kilka sekund później.
        -Co jest Lou.. CO SIĘ JEJ STAŁO?!- krzyknął kiedy zobaczył Alison. Podszedł do niej i chwycił jej rękę.- Harry?
     Westchnąłem cicho. Dlaczego to ja, muszę zawsze wszystkim wszystko streszczać? Może dlatego, że ty wszystko wiesz? A poza tym to ty ją znalazłeś, głąbie!
        - Znalazłem ją nad jeziorem. Chwilę porozmawialiśmy i tak nawiasem mówiąc to Alison jest na ciebie mega wkurzona, Niall- spojrzałem na blondyna. Z zażenowaniem spuścił wzrok.- Gdy wracaliśmy, usłyszeliśmy czyjś krzyk, więc pobiegliśmy w tamtą stronę. Na polance leżała jakaś dziewczyna, a nad nią stał chłopak, który ją bił. Alison zajęła się nieznajomą, a ja tym gościem. Pobiłem go trochę, a potem wróciłem do dziewczyn. Al chciała ją odprowadzić do domu, ale tamta się nie zgodziła i szybko uciekła. No, a potem... Alison zemdlała w drodze powrotnej...- mruknąłem cicho.- I jeszcze jedno. Na tej polance... Znowu miała ten swój ''atak''...
     Chłopcy pokiwali głowami. Niall gładził dłoń siostry intensywnie nad czymś myśląc. Po chwili podniósł się i chwycił telefon.
        -Zanieś ją do jej pokoju, Harry. Dzwonię po lekarza. - zawołał i wyszedł z salonu. Wymieniłem z Louisem zdziwione spojrzenia, ale posłusznie ponownie wziąłem dziewczynę na ręce. Lou szedł przede mną, aby otworzyć mi drzwi do pokoju. Po kilku krokach, mogłem położyć Alison na łóżku. Wyglądała...jakby spała.
     Żaden z nas nie opuścił pokoju. Louis usiadł na dywanie obok łóżka, a ja zająłem miejsce obok niego. W pomieszczeniu panowała prawie idealna cisza- słychać było tylko nasze oddechy.
     Nie rozumiałem wiele rzeczy. Po pierwsze, dlaczego dziwne zachowania dziewczyny zaczęły się teraz? Przecież widzieliśmy się nie raz, głównie na kilka godzin, no ale... Nikt z nas nic nie zauważył. A jeżeli faktycznie było tak, jak powiedział Horan, że jego siostra została skrzywdzona, czemu żaden z nas nie zareagował? Same pytania bez odpowiedzi. Nie miałem pojęcia, co skłoniło blondynkę do takich zachowań. Bo coś musiało, prawda?
     Kolejną rzeczą, jakiej za żadne skarby nie mogłem pojąć, to to jaką nienawiścią darzy swojego brata. Z daleka widać, że Niallowi zależy na poprawieniu swoich relacji z siostrą, ale to ona wszystko niszczy. Odburkuje, zlewa prośby, ucieka, doprowadza wszystkich do białej gorączki... Sam w jej wieku nie byłem święty, miałem też o wiele więcej możliwości, bo One Direction zbijał się na szczyty, ale NIGDY nie doprowadziłem swojego rodzeństwa do takiej bezradności, jaką widzę u Niall'a. To od niego bije na kilometr.
     Nie wiedział co miał zrobić, kiedy rodzice Al dzwonili do niego z nową historyjką i jednym tym samym podsumowaniem jej wyczynów: ,, Alison jest zatrzymana''. Jego mina ani razu się nie zmienia, kiedy to słyszy. Wydawać by się mogło, że już do tego przywykł, ale tak nie jest. To go boli. Bardzo...
      Zamknąłem oczy i cicho westchnąłem. Ta dziewczyna jest dla mnie jedną wielką zagadką. Raz się wydaje miłą, wesołą i uczuciową dziewczyną, a w następnej sekundzie zmienia się w bezuczuciową, zimną i wyniosłą sukę, do której bez kija nawet nie podchodź. Może to i lepiej, że to właśnie Zayn został jej ''niańką''? Wszyscy doskonale wiedzą, że nastolatka się go boi i nikt nie wie dlaczego. Czym Malik się jej naraził?
     Nagle drzwi do pokoju ponownie się otworzyły, a do środka wpadł Niall i jakiś starszy, siwy mężczyzna. Ruchem ręki nakazał nam wyjść, co uczyniliśmy z ociągnięciem. Mam nadzieję, że Alison nic nie będzie.

*********
*Niall P.O.V.*

     Gdy dziewczyna wybiegła za bramę, natychmiast za nią ruszyłem. Chciałem ją przeprosić za to co zrobiłem. Nie chciałem jej uderzyć, ale to co zrobiła na lotnisku, potem to co powiedziała skumulowało się i nie wytrzymałem. Miałem dość jej aroganckiej postawy i tego zaczepnego uśmieszku na twarzy. Czy ona nie rozumiała, że wszystko co robię, to dla jej pieprzonego bezpieczeństwa? Nie chcę potem mieć wyrzutów sumienia, bo nie pomogłem siostrze i wylądowała za kratkami. To byłby cios poniżej pasa.
     Rozejrzałem się dookoła, ale dziewczyna zdążyła się już rozpłynąć. Przekląłem cicho pod nosem i kopnąłem najbliższy kamień. Jesteś idiotą, Horan!
     Po kilku minutach, kiedy nie zauważyłem nigdzie Alison, wróciłem na podjazd. Chłopaki byli już w środku, o czym poinformowały mnie głośnie śmiechy dobiegające z wnętrza domu. Ochrona wyciągała nasze bagaże i po kolei zanoszono je do domu. Minąłem nasz samochód i wbiegłem po schodkach. 
     Dom nie zmienił się od mojego ostatniego pobytu tutaj, a to było jakieś... pół roku temu. Pamiętam jak kupowałem ten dom i wręczałem mamie klucze. Nie chciała ich przyjąć, ale w końcu z tatą zdołaliśmy ją do tego przekonać. Obiecałem jej, że będę przyjeżdżać tutaj z chłopakami za każdym razem, gdy będziemy mieli wolne. I słowa dotrzymałem.
     Skierowałem swoje kroki do salonu, gdzie Harry własnie opowiadał jedną z tych sytuacji, które nie miały się zdarzyć na koncercie, ale jak wiadomo... Z nami wszystko możliwe.
        -... zaczynamy śpiewać, kiedy nagle Liam zbiega z podestu i wpada na Louisa. Oboje oczywiście się przewracają, co wywołuje śmiech u fanów. I piosenka poszła ładnie się paść na łące, bo nasi dwaj prowadzący wyłożyli się na środku sceny...- opowiadał Loczek, a mama siedziała na kanapie i zaśmiewała się do łez. Odwróciła się w moją stronę i szeroko uśmiechnęła.
        -Niall! Boże synuś, znowu mi urosłeś!- zawołała podbiegając do mnie.- Prosiłam, żebyś przestał tak nie rosnąć...!
     Zaśmiałem się i mocno ją objąłem.
        -Mamo, ja już nie rosnę, tylko ty... ale w przeciwną stronę.- powiedziałem, szczerząc się. Mama zmierzyła mnie srogim spojrzeniem i pogroziła palcem.
        - To, że twoja matka się kurczy, młody człowieku, nie oznacza, że możesz się z niej nabijać. Pamiętaj, że nadal mogę wlepić ci szlaban.- uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek.
        - Tak, ja też się cieszę, że cię widzę...- powiedziałem i wyminąłem ją. Usiadłem na wolnym fotelu i ukryłem twarz w dłonie. Gdzie mogła pobiec Alison? Przecież, nie zna dokładnie Mullingar. A co jeśli, coś jej się stanie? Nie wybaczę tego sobie...
        - Cóż chłopcy, pewnie jesteście głodni. Zapraszam do stołu, za chwilę podam obiad.- zawołała mama i zniknęła w kuchni.
        - Powinienem szukać Al...- mruknąłem cicho.
        - Poszukamy jej po obiedzie, Niall- powiedział Zayn bawiąc się telefonem.- Jest już dużą dziewczynką, nie możemy pilnować jej na każdym kroku...
     Mulat miał rację. Nie mogę ciągle myśleć o siostrze. Odpowiada za siebie... I doskonale wie co robi. Chyba...

*

     Gdy obiad się skończył, każdy z nas rozszedł się w inną stronę i szukaliśmy Alison. Ja skierowałem się w stronę centrum, mając nadzieję, że zobaczę ją gdzieś w sklepie, albo parku. Po kilku godzinach bezsensownych poszukiwań wróciłem do domu, gdzie był już Louis. Spojrzałem na niego pytająco, a ten pokręcił głową. Westchnąłem i usiadłem na kanapie, czekając na resztę. 
     Pierwszy pojawił się Liam, ale i on nie znalazł Alison, tak samo Zayn. Pokręciłem z niedowierzaniem głową znikając w pokoju, gdzie mieliśmy swoją własną siłownię. Chwyciłem wielkie czerwone rękawice i założyłem je. Stanąłem naprzeciwko worka treningowego, mierząc go najpierw wzrokiem, a potem wymierzyłem pierwszy cios. Czerwony przedmiot odfrunął na kilka centymetrów i zaczął wracać. Zanim do mnie dotarł wymierzyłem kolejny cios ręką.
     Siłowałem się z workiem jakiś czas. Gdy czułem jak moje dłonie, wręcz pulsują, zdjąłem rękawice i odrzuciłem je w bok. Usiadłem na podłodze zamykając oczy. Co mogę zrobić, aby Alison w końcu zaczęła traktować mnie jak swojego brata?!
       - Niall, złaź szybko na dół!- usłyszałem wycie Louis'a. Z niechęcią podniosłem się z podłogi i ściągnąłem przepoconą koszulkę. W samych jeansach zszedłem do salonu, gdzie panował mały harmider.
        - Co jest Lou...- rzuciłem stając obok Liam'a. Li patrzył przerażony na środek pokoju więc podążyłem wzrokiem za nim. Na kanapie leżała blada jak śmierć Alison. Zamarłem na chwilę.- CO SIĘ JEJ STAŁO?!- zawołałem podbiegając do niej. Szybko chwyciłem jej dłoń, która  była przeraźliwie zimna. Błagam niech ona żyje! Uważnie przypatrywałem się jej klatce piersiowej. Powoli unosiła się w górę i w dół. Odetchnąłem z ulgą. - Harry?- spojrzałem na wymienionego.
     W jego oczach dostrzegłem zmieszanie pomieszane z lękiem. Podrapał się po głowie i zaczął opowiadać. Uważnie słuchałem całej historii. Czyli dziewczyna znowu miała ''atak''? Zdecydowanie coś mi tu nie gra i KONIECZNIE muszę porozmawiać z Alison. Zrobię to, gdy tylko się obudzi.
        - Zanieś ją do jej pokoju, Harry- rzuciłem i wyciągnąłem telefon- Dzwonię po lekarza.
     Szybko wybrałem potrzebny mi numer. Po kilku sekundach, ktoś po drugiej stronie odebrał telefon, a ja pokrótce opisałem całą sytuację. Lekarz obiecał, że zjawi się za kilka minut.
     Opadłem na najbliższy stołek w kuchni i zamknąłem oczy. Dlaczego Alison, do kurwy nędzy zawsze musi się w coś wpakować?!
        - Stary...- usłyszałem głos nad sobą. Otworzyłem oczy i zobaczyłem uśmiechniętego Malik'a. Uniosłem jedną brew.- Będzie dobrze... Po prostu zemdlała.
     Pokiwałem głową i znowu zamknąłem oczy. Nie miałem nawet siły na rozmowę.
        -Trzymaj.- powiedział Zayn, a chwilę potem jakiś miękki materiał wylądował na mojej twarzy. Uniosłem go i zobaczyłem, że była to moja koszulka. Bez zastanowienia włożyłem ją.
        -Dzięki- mruknąłem. Nagle po domu rozszedł się odgłos dzwonka do drzwi. Szybko poderwałem się z miejsca i z rozmachem je otworzyłem. Wpuściłem doktora do środka i skierowaliśmy się do pokoju Al.
     Lekarz wyprosił nas z pokoju, po czym zamknął drzwi. Gdy w końcu drzwi otworzyły się ponownie zerknąłem na zegarek. Czekaliśmy pół godziny. Najdłuższe pół godziny w moim życiu. Najdłuższe i najgorsze.
        - Dziewczyna zemdlała z wycieńczenia i odwodnienia. Przepisałem jej tabletki na wzmocnienie- powiedział podając mi białą kartkę.- Za niedługo powinna się obudzić, proszę wtedy dopilnować, aby coś zjadła i odpoczęła...
        - Dobrze, tak będzie.- zawołałem, oddychając z ulgą.
        - Jest jeszcze coś...- rzucił doktor i spojrzał na mnie. O nie. Nie podoba mi się ten wzrok....



*******
I jak się Wam podoba? Bo mnie nawet... :D
Dziękuję za komentarze!
A teraz radujcie się! Dobiliśmy do 10 odcinka! Yeah!
Btw. Razem z Latte Lottie prowadzimy wspólnie blog z opowiadaniem o 1D, mam nadzieję, że wpadniecie!
Pomaluj mój szary świat, swoją kolorową kredką...
Komentujcie!

piątek, 21 marca 2014

Chapter IX


******
*Alison P.O.V.*

     Powolnym krokiem przemierzałam las, czując na karku oddech Harry'ego. Styles nie spuszczał ze mnie wzroku, i badawczo obserwował każdy mój krok. Wiedziałam, że chce, abym bezpiecznie doszła do domu, ale jakoś nie miałam ochoty na powrót, a co gorsza na spotkanie z Niallem. Wciąż byłam na niego zła, za to, że mnie spoliczkował. Jaki normalny facet bije dziewczynę?! No chociaż... Horan nie jest normalny. Gdyby był, nie byłoby go w tym pieprzonym zespole.
     Trzask łamanej suchej gałązki rozniósł się echem po lesie. Przekrzywiłam głowę i zmrużyłam oczy. Czy mi się wydaje, czy na drzewie przede mną ktoś jest? Podeszłam jeszcze kilka kroków...
     Przestraszona gwałtownie odskoczyłam do tyłu i wpadłam na klatkę piersiową Harry'ego. Gdyby nie mocny chwyt chłopaka, dawno leżelibyśmy na ziemi. Z drzewa wyfrunęło stado ptaków, robiąc przy tym ogromny hałas. Spojrzałam w górę i obserwowałam jak stworzenia oddalają się od nas i lecą w kierunku zachodzącego słońca.
        - Wszystko w porządku?- usłyszałam szept loczka. Skinęłam głową i odsunęłam się od niego. Zrobiłam niepewnie kilka kroków do przodu i raptownie się zatrzymałam.
        -Harry, słyszałeś to?- rzuciłam za siebie, a po chwili Hazza znalazł się obok mnie.
        - Co takiego?- mruknął marszcząc brwi.
     Wpatrywałam się w przestrzeń przed sobą. Przed chwilą miałam wrażenie, że usłyszałam czyjś krzyk. Głośny, przerażający krzyk. Musiało mi się wydawać.
        - Nieważne. Chodźmy stąd- powiedziałam i zaczęłam ponownie iść. Miałam już dosyć lasu, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Przeszliśmy zaledwie kilka metrów, kiedy do moich uszu ponownie dobiegł krzyk. Po reakcji Harry'ego poznałam, że on również go usłyszał.
     Bez zastanowienia, zaczęłam biec w stronę, skąd wydawał mi się dobiegać głos. Nie przejmowałam się tym, że Styles nadal stoi w miejscu. I tak za chwile zrobi to samo...
     Biegnąc zahaczyłam nogą o wystający korzeń. Przewróciłam się cicho klnąc, ale natychmiast się podniosłam i zaczęłam ponownie biec. Tym razem krzyk był głośniejszy, a ja tylko upewniłam się biegnę w dobrym kierunku. Po kilku susach wydostałam się na polanę i rozejrzałam się dookoła.
     Przede mną skulona, leżała jakaś ciemnowłosa dziewczyna, a obok niej stał chłopak, który kopał ją w brzuch. Zerknęłam na twarz dziewczyny, gdzie widać było tylko ból. Stanęłam jak wryta widząc tą scenę. Mimowolnie przypomniałam sobie podobną scenę...

*Retrospekcja*

      ,,Dzwonek na przerwę oznajmił, że mogę zabrać swoje rzeczy i zniknąć wszystkim z oczu. Szybko chwyciłam do rąk podręczniki i kurczowo je ściskając, ze spuszczoną głową wyszłam na korytarz. Dziś była środa, więc musiałam wytrzymać jeszcze dwa dni męczarni. Powoli podniosłam wzrok i zaczęłam błądzić po korytarzu. Uczniowie wpadali do szatni z różnych stron, przez co nikt nie mógł dopchać się do swoich szafek. Usiadłam pod ścianą i czekałam, aż ten cały harmider się uspokoi, a ja będę mogła niezauważalnie zabrać swoje rzeczy i wyjść z budynku.
     Hałas wokół mnie robił się coraz mniejszy, aż w końcu całkowicie ustał. Powoli podniosłam się i chwiejnym krokiem, weszłam do teraz już, pustej szatni. Wpisałam szyfr do zamka, a drzwiczki uchyliły się. Włożyłam podręczniki na półkę i ubrałam kurtkę. Gdy miałam już ją zamykać, z wnętrza wypadła fotografia. Podniosłam ją i spojrzałam na zdjęcie.
     To byłam ja i Niall. Staliśmy uśmiechnięci do aparatu, a za nami widać było ocean. To były nasze ostatnie wspólne wakacje, zaraz po tym blondyn poszedł do X-Factora i stał się gwiazdą, tym samym o mnie zapominając. Odwróciłam zdjęcie i zobaczyłam wielki niebieski napis: 
 ''Na zawsze razem. Nigdy Cię nie zostawię siostrzyczko. Kocham Cię!''
  Po moim policzku spłynęłam łza. Szybko wytarłam ją kciukiem i wściekła wrzuciłam zdjęcie do szafki i zatrzasnęłam ją. Kłamał. Przecież Niall nie potrafi nic innego robić, tylko kłamać. Obiecał, że mnie nie zostawi, a zrobił to- przy pierwszej lepszej okazji. Nigdy mu tego nie wybaczę.
     Nerwowym krokiem wyszłam z szatni i tym samym wpadając na kogoś. Zachwiałam się i upadłam na ziemię. Zamrugałam oczami i zaczęłam się tłumaczyć.
        - Przepraszam... Ja nie zauważyłam....- szybko się podniosłam i otrzepałam spodnie z kurzu. Podniosłam wzrok mając nadzieję, że zobaczę przed sobą jedną z sprzątaczek, lub samą dyrektorkę. Moja mina zrzedła, kiedy zobaczyłam... Tinę. I jej chłopaka- Brandona.
        - Masz rację, że przepraszasz, Alison...- wymruczała swoim słodkim głosem Tina. Przekrzywiła głowę i spojrzała na mnie badawczo- Wybierasz się dokądś? 
     Niepewnie skinęłam głową i zacisnęłam mocniej usta. Przez cały dzisiejszy dzień nie wpadłam ani razu na Tinę i jej świtę, więc miałam nadzieję, ze uda mi się wykaraskać z tego wszystkiego bez szwanku... Nie chwal dnia, póki się nie skończy...!
        - Oj nie wydaje mi się- powiedziała poprawiając swoje włosy. Uśmiechnęła się na widok mojej przestraszonej miny i podniosła rękę. Zamknęłam oczy, czekając, aż spadnie pierwszy cios, ale on nie nastąpił. Niepewnie uchyliłam powieki i widząc przed sobą wyciągniętą dłoń zmarszczyłam brwi.
- Wyskakuj z kasy, maleńka...- usłyszałam.
     Cofnęłam się o kilka kroków do tyłu gwałtownie mrugając oczami. Ona chce, żebym oddała jej swoje kieszonkowe?!
        - Ale...Ja nie mam...- wyjąkałam jeszcze bardziej przestraszona niż na początku. Blondynka zamknęła oczy znużona tym wszystkim i głęboko westchnęła.
        - Oj, Al... Co my teraz z tobą zrobimy?- rzuciła w przestrzeń zastanawiając się. Nagle, jednym gwałtownym ruchem ręki, uderzyła mnie, a ja z ogromną siłą wpadłam na szafki szkolne i odbiłam się od nich. W mojej głowie natychmiast można było odczuć ból. Skrzywiłam się i uniosłam rękę do głowy. Na szczęście nie lała się z niej krew.- Powtórzę jeszcze raz...- powiedziała Tina powoli się zbliżając. Jej chłopak przypatrywał się temu wszystkiemu z znudzeniem. Zerknął na dziewczynę, a potem na mnie. W jego oczach nie było współczucia.
        - Idę się wylać- mruknął i zniknął za drzwiami toalety. Ponownie skupiłam swój wzrok na blondynce. 
        - ... daj mi kasę...- warknęła w moją stronę i kopnęła mnie w brzuch. Z moich ust wydobył cię jęk i pisk. 
        - Ale ja nie nie mam...- wykrztusiłam z siebie z trudem. Skuliłam się czując kolejny cios.
        -Dawaj. Mi. Tą. Kasę.!!!- krzyknęła dziewczyna, a przy każdym słowie kopała mnie w brzuch. 
     Z moich oczu na nowo wypłynęły łzy, a z ust wydobywały się ciche jęki. Całe ciało mnie bolało, najbardziej żebra. Mam nadzieję, że są całe...
        - Kiedy ja naprawdę jej nie mam!- powiedziałam i rozpłakałam się na dobre. Tina spojrzała na mnie ze złością i chwyciła za włosy. Z moich ust wydostał się pisk.
        - Dobrze... Na jutro masz ją mieć. A teraz... dawaj swój telefon!- mówiąc to, mocno mnie szarpnęła.- No już! I nie myśl, że ktoś ci pomoże. Jesteśmy tutaj tylko my...- syknęła.
     Niepewnie sięgnęłam ręką do kieszeni i wyciągłam z niego mój nowy telefon. Blondynka mocno go chwyciła i ostatni raz mnie kopnęła w żebra. Skuliłam się, a w dziewczyna zaczęła się śmiać. Chwyciła Brandona za rękę i oboje wyszli z budynku...
     Po chwili podniosłam się, ale zaraz ponownie upadłam. Ból w podbrzuszu był do niezniesienia. Zacisnęłam zęby i ponownie wstałam podtrzymując się ścian. Chwyciłam torebkę i powoli idąc, opuściłam szkołę...''

*Koniec retrospekcji*

     Kolejny krzyk dziewczyny, przywrócił mnie do rzeczywistości. Szybko rzuciłam się chłopaka.
        - Zostaw ją, ty chuju!

**********

*Harry P.O.V.*

     Wpatrywałem się w oddalające się plecy Alison. Kurwa, Styles ogarnij dupę! Przecież, jak znowu ucieknie, Horan urwie ci jaja i powiesi! 
     Szybko ruszyłem za dziewczyną. Mogę przyznać jej jedno- skubana szybko biega. Po kilku krokach wybiegłem na polanę i zauważyłem dwa dziwne zjawiska.
     Pierwsze co zauważyłem to to, jak na trawie leży jakaś dziewczyna zasłaniając się rękoma. Nad nią stał chłopak i kopał ją w brzuch. 
     Drugie.... to Alison. Stała na skraju i wpatrywała się w parę z przerażeniem w oczach. Cała się trzęsła i była strasznie blada... Przecież ona zaraz zemdleje....
     Nagle dziewczyna zerwała się z miejsca i rzuciła na chłopaka. Oboje upadli na trawę, a Alison zaczęła okładać go pięściami. Szybko podbiegłem do nich i odsunąłem dziewczynę od nieznajomego. 
        - Zostaw go mnie, a ty się nią zajmij!- warknąłem w jej stronę i podszedłem do zbierającego się chłopaka. Zacisnąłem dłoń w pięść i kiedy ten na mnie spojrzał - oberwał. Ponownie upadł na trawę i chwycił się za bolący policzek.- Nie bije się dziewczyn, gnoju...- warknąłem w jego stronę. Odwróciłem się na pięcie i podbiegłem do dziewczyn.
       - Wszystko gra?- zapytałem Al, zatrzymując się obok niej. Nastolatka tylko skinęła głową i spojrzała na leżącą na ziemi dziewczynę.
        - Jesteś pewna Rebecco, że sama dojdziesz do domu? Może jednak cię odprowadzę?- zdziwiłem się, słysząc w głosie Al, delikatność. Od kiedy ona jest taka czuła na kogoś innego?
        - Tak...- odparła... Rebecca.- Dziękuję wam.-mruknęła cicho i po chwili zniknęła w lesie. Odwróciłem się i zmierzyłem wściekłym spojrzeniem, wciąż zbierającego się z ziemi chłopaka. Miałem ochotę jeszcze raz mu przyłożyć.
        - Harry starczy.- usłyszałem stanowczy głos Alison i czyjąś rękę ściskającą mocno mej ramię.- Wracajmy...- mruknęła.
     Niechętnie odwróciłem się do dziewczyny i mocno ją objąłem. Teraz już wiem, dlaczego na samym początku dziewczyna była taka blada. Miała jeden z tych swoich słynnych zmian nastroju. Wtedy staje się potulna na wszystko... Szczerze? Nie chcę tego widzieć jeszcze raz....

*********
Dziękuję wszystkim za komentarze!
Komentujcie!

poniedziałek, 17 marca 2014

niedziela, 16 marca 2014

Chapter VIII


   

A więc tak... Postanowiłam ściągnąć ''limity'' komentarzy. Zobaczymy ile z Was będzie komentować :P  A teraz zapraszam!
P.S. Ktoś pytał mnie czy mam tt. Podaje go tutaj: @bloom_bocz

************

     Podmuch mocnego, wiatru kolejny raz sprawił, że włosy znalazły się na mojej twarzy. Zniecierpliwionym ruchem odgarnęłam je przeklinając w duchu, że nie wzięłam gumki. Rozejrzałam się dookoła siebie i głośno westchnęłam. Podniosłam rękę do czerwonego policzka i delikatnie dotknęłam miejsca, gdzie jeszcze kilka minut temu znajdowała się ręka blondyna. Syknęłam cicho zdając sobie sprawę z tego, że to miejsce nadal mnie boli. Chociaż już nie tak mocno jak na początku.
     Podciągnęłam nogi bod brodę i oplotłam je rękoma, zaś czoło oparłam o kolana. Ten dzień od samego początku zapowiadał się na najgorszy w moim życiu. Jakoś mogłam przełknąć kolejną kłótnię z bratem, ale tego co potem zrobił nie spodziewał się nikt... ani ja, ani mama, ani żaden z członków 1D... Nikt.
     Zamknęłam oczy i wróciłam myślą do ostatnich wydarzeń... Wydarzeń, które zmieniły mój stosunek do blondyna. Obawiam się, że na gorsze...

*Retrospekcja*

     Mój wzrok badawczo rozglądał się wokół chcąc znaleźć jakieś zmiany w pomieszczeniu, jednak nic takiego nie widziałam. Salon jak i cały dom wyglądał dokładnie tak samo jak ostatnim razem, kiedy tu byłam. Uśmiechnęłam się na widok zdjęcia postawionego na półce. Zostało zrobione jakiś rok temu, kiedy ja, Greg i jego narzeczona, laliśmy się wodą z wielkich pistoletów na wodę. Zdjęcie zrobiła mama, zaśmiewając się przy okazji z naszych usilnych starań omijania strumienia wody. 
        - Niall mówił, że bardzo się zmieniłaś...- z wspomnień wyrwał mnie głos mamy. Zerknęłam na nią. W rękach trzymała ogromny kubek z herbatą, kurczowo go ściskając. Podniosłam głowę i spojrzałam w jej oczy.
        - Niall dużo mówi.- mruknęłam poprawiając się na kanapie.- Wcale mnie nie zna, nie ma prawa mnie osądzać... a non stop to robi.- prychnęłam.
        - Martwi się o ciebie- usłyszałam. Na mojej twarzy pojawił się kpiący uśmieszek. Martwi? On? Dobre sobie! Gdyby faktycznie tak było, wiedziałby o tym co się stało w mojej szkole. Wiedziałby o tym dlaczego taka jestem, co sprawiło, że taka się stałam. Ale on się o mnie martwi! Wielka mi gwiazda!
     Pokręciłam głową i strzepnęłam z spodni niewidzialny pyłek. 
        - Alison... - mama odstawiła kubek na stół i zbliżyła się do mnie. - Wiesz dlaczego jestem w stu procentach pewna, że twój brat się o ciebie martwi?- podniosłam brew - Ponieważ ściągnął cię tutaj. Chciał cię mieć na oku, więc chłopcy najpierw wpadli na pomysł, aby kupić dom w Londynie, gdzie mogliby mieszkać i przy okazji mieć cię blisko siebie. Ale po tym co zrobiłaś w klubie, Niall postanowił, żebyś przyjechała tutaj. Wiedział, że tutaj na pewno się uspokoisz. On chce dla ciebie jak najlepiej...
        - Najlepiej?!- krzyknęłam zrywając się z miejsca.- Do dlaczego mnie tutaj wysłał? Rzucił na głęboką wodę! Jest połowa drugiego semestru, a ja mam zmienić szkołę, iść gdzieś, gdzie wszyscy się znają, a ja będę tam sama. SAMA! Na dodatek kazał mi zostawić MOJE auto  W LONDYNIE! Jeżeli sądził, że po przyjeździe tutaj się zmienię, to się mylił.
     Zdenerwowana chodziłam w kółko zaciskając ręce w pięści. Jak ja tego dupka nienawidzę!
        - On ma mnie gdzieś, mamo- powiedziałam zatrzymując się przed nią. Rodzicielka skupiła na mnie swój czujny wzrok.- Przez kilka pieprzonych lat nie odezwał się ani słowem, a jak już zaczął to tylko wtedy, kiedy trzeba było wyciągnąć mnie z więzienia. Tylko wtedy. A teraz... Pojawia się jakby nigdy nic i rozkazuje mi co mam robić. Nie mam zamiaru go słuchać!
       - Alison...- mama westchnęła głośno i podniosła się. Była o kilka centymetrów wyższa ode mnie. Położyła swoje dłonie na moich ramionach i spojrzała w oczy.
       - Niall wie co robi. Musisz się go słuchać. Gdyby nie on... teraz ciebie nie byłoby tutaj. A ja nie mam zamiaru patrzeć jak moje dziecko gnije za kratkami- wyjąkała. 
     Momentalnie zwęziłam oczy. Kto jeszcze przypomni mi o tym, że o mały włos nie zostałam zamknięta w więzieniu? Odsunęłam się od mamy, chwyciłam telefon i skierowałam się w stronę drzwi.
        -Alison, dokąd idziesz?- za moimi plecami rozległ się zaniepokojony głos. Nie odwróciłam się.
       - Zaćpać się na śmierć- syknęłam.- Przynajmniej nie będziesz musiała patrzeć na mnie jak gnije za kratami.
        -Al... Nie o to mi chodziło... Porozm...- reszty zdania już nie usłyszałam. Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam po kilku schodach. Szybkim krokiem szłam chodnikiem, chcąc znaleźć się poza posesją. Nagle ulicą przejechał czarny bus i zatrzymał się przed bramą. Drzwi rozsunęły się i wyskoczył z niego blondyn. Gdy tylko mnie zobaczył ruszył w moją stronę.
        - Co ty sobie do jasnej cholery myślałaś?!- krzyknął w moją stronę. Stanął przede mną i mierzył mnie wzrokiem z góry na dół. Był cały czerwony na twarzy. Zdaje się, że podniosłam mu ciśnienie.
        - Ale nie rozumiem o co ci chodzi...- wydęłam usta i przekrzywiłam głowę. Jak już zaczęłam go wkurzać, to trzeba to dokończyć.
        - Nie wkurwiaj mnie Alison- syknął blondyn i podszedł do mnie jeszcze bliżej.- Doskonale wiesz o co mi chodzi.
     Jego tęczówki pałały czystą nienawiścią. Widać było, że ledwo się powstrzymywał, aby czegoś nie powiedzieć. Pokręciłam głową i przewróciłam oczami. Po cholerę mu to wszystko wiedzieć?!
        - Nie mam zamiaru się z wami zadawać.- warknęłam.- Nie jestem małą dziewczynką Niall. Umiem o siebie zadbać. W przeciwieństwie do was... - zmierzyłam pozostałą czwórkę wściekłym spojrzeniem. Stali w pewnej odległości od nas i uważnie się nam przypatrywali.- Zrozum w końcu, że całego świata nie zbawisz, supermanie. A już na pewno nie mnie. Daruj sobie, kretynie. 
    Twarz Nialla zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Gwałtownie podniósł rękę i wymierzył mi siarczysty policzek. Krzyknęłam bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Chwiejąc się odsunęłam się od niego kilka kroków. Blondyn jeszcze nigdy mnie nie uderzył. Wkurzałam go, krzyczał na mnie, ale nigdy nie podniósł na mnie ręki. Chwyciłam się za policzek i spojrzałam na niego. Wpatrywał się w swoją dłoń, jakby sam nie wiedział dlaczego to zrobił.
        - Jesteś nikim- warknęłam w jego stronę. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem.- Jesteś nikim Niall. Mam nadzieję, że szybko wyjedziesz... Nie chcę cię więcej widzieć na oczy. Nienawidzę cię.- wycedziłam ostanie zdanie i odwróciłam się na pięcie. Szybko wybiegłam z posesji i skierowałam się w stronę lasu. 
     Nie płakałam. Mam płakać, bo ten dupek mnie uderzył? Jeszcze czego...Skurwiel...

*Koniec retrospekcji*

     Objęłam się mocniej ramionami. Mimo, że do wakacji zostało kilka miesięcy i było jako tako ciepło, dzisiejszy dzień należał do tych chłodniejszych. Co z tego, że miałam na sobie kurtkę? To cholerstwo nawet nie grzeje...
      Po wyjściu z domu i niemiłym incydencie na ulicy, wbiegłam do lasu. Dość długo szłam przed siebie, aż w końcu znalazłam to miejsce. Było to małe jeziorko z pomostem, kilkoma łódkami i kamieniami. Usiadłam na jednym z nich i patrzyłam przed siebie.
     Nie miałam zamiaru wracać do domu. Gdybym tylko zobaczyła blondyna, coś bym mu zrobiła. COŚ bardzo złego. Musiałam się uspokoić.
        - Następnym razem się ubierz...- usłyszałam za sobą i gwałtownie się odwróciłam. Za mną z lasu wyłonił się Harry. Trzymał w ręku swoją bluzę, po czym zarzucił ją na moje ramiona.
        - Zabierz ją.- powiedziałam patrząc na kawałek materiału.- Teraz tobie będzie zimno. Jesteś w koszulce z krótkim rękawem.
        - Mną się nie przejmuj- machnął ręką i usiadł obok mnie. - Pokaż policzek- rzucił i chwycił mnie za podbródek odwracając moją twarz w swoim kierunku. Zmrużył oczy, kiedy dostrzegł czerwony ślad. Westchnął.- Niall nie chciał cię uderzyć.- wyrzucił z siebie w końcu. 
        - Chciał czy nie- zrobił to.- powiedziałam i odwróciłam wzrok. Jego wskazujący palec delikatnie gładził mój zaczerwieniony policzek. Syknęłam.
        - Boli cię?- zapytał momentalnie zaprzestając wykonywanej czynności. Skinęłam głową i odsunęłam się od niego. Nie chciałam na niego patrzeć. - Musimy wracać i przyłożyć lód do policzka, jeżeli nie chcesz w poniedziałek iść do szkoły z siniakiem...
       - To dopiero byłaby sensacja!- warknęłam- Nowa dziewczyna w szkole, z wielkim siniakiem na policzku, na dodatek mieszka w domu TEGO Horana.... Jakbym już za mało miała na sobie uwagi.
     Hazza wydał z siebie dziwny odgłos. Spojrzałam na niego, a on o mało się nie udusił ze śmiechu. Podniosłam brew i przyjrzałam się mu.
        - Boisz się tego, że ludzie wezmą cię za dziewczynę Horana?- zaśmiał się.
     Przewróciłam oczami i pokręciłam głową. Czy Styles udaje, czy faktycznie jest takim idiotą?
        - Nie. Nie chcę, żeby ktoś, ktokolwiek łączył mnie z wami. Większego obciachu zrobić już bym nie mogła.- powiedziałam i wstałam z miejsca.- Swoją drogą, jak mnie tutaj znalazłeś?
        - Niall kiedyś pokazał nam to miejsce. Było pierwsze na mojej liście do sprawdzenia. Wszyscy cię szukają.
     Prychnęłam. A nich sobie szukają. Ma tego dość, że każdy może uważać się za moją niańkę. Spokojnym krokiem szłam przez las, słysząc jak za mną idzie Harry. Boże... Dlaczego ja mam w życiu takiego pecha? I kiedy ten pieprzony zespół się ode mnie odwali...?!

*********

Zostawcie komentarze!