poniedziałek, 16 czerwca 2014

Chapter XXIV

Przepraszam! Wiem, odcinek miał być wczoraj, ale nie miałam bladego pojęcia co napisać i wymyślałam go dzisiaj w autobusie. Mądra ja pisałam go dzisiaj, a jutro pisze poprawę 2 sprawdzianów i kartkówki :D 


*******

- Chłopaki!- krzyknęłam wpadając do ogrodu potrącając mokrego Harry'ego. - Jak wyglądam?- obróciłam się wokół, pozwalając im zobaczyć szkolny mundurek, w którym spędzę najbliższy rok.
- A tak bardzo narzekałaś...- wtrącił się Niall, wychodząc z basenu, podchodząc do mnie bliżej.
- Błagam cię, nienawidzę tej szmaty- prychnęłam wbiegając do salonu i ściągając krawat.- Giń w piekle człowieku, który to wymyśliłeś.
     Zrzuciłam z ramion marynarkę, zostawiając ją na podłodze, a w końcu sama opadając na kanapę. Z chęcią pozbyłabym się tego koszmarnego ubrania, ale szczerze powiedziawszy byłam zbyt leniwa, aby wejść po schodach do pokoju i wygrzebać coś innego.
     Nie chciałam, aby poniedziałek nadchodził. To nie to, że bałam się pierwszego dnia w nowej szkole. Przecież znałam już Caleb'a, Nick'a i Justin'a, a z tego co zdążyłam się zorientować, to właśnie oni rządzą szkołą. Jak dłużej się nad tym zastanowić, to nie wyszłam na tym tak źle. Na samym starcie mogę przystawać już z tymi popularnymi i nie martwić się, że sytuacja z Londynu się powtórzy.
     Naciskałam kolejne guziczki na pilocie, zmieniając tym samym kanały, szukając czegoś co będzie w stanie mnie zainteresować. Znudzona, zostawiłam na kanale muzycznym i wsłuchiwałam się w lecące piosenki. Niektóre muszę to przyznać, były nawet ciekawe.
-Alison?- odezwał się za mnie czyiś głos. Odwróciłam głowę mierząc zdziwionym spojrzeniem blondyna. Przewróciłam oczami wracając do oglądania. - Możemy porozmawiać?
     Skinęłam głową, prostując się i ściszając minimalnie dźwięk. Niall podszedł niepewnie do kanapy i usiadł obok mnie splatając palce. Obserwowałam go kątem oka, ciekawa co może mi powiedzieć. Jeszcze nigdy nie był, aż tak zdenerwowany.
- Nie za bardzo wiem, jak ci to powiedzieć.- Zaczął, a ja mimowolnie odwróciłam się w jego stronę. Czekałam, aż wydusi z siebie to co mu leży na sercu.- Alison... bo ja...
-ALISON!- do salonu wpadł zdyszany Liam.- Mechanik przyjechał w sprawie auta...- wysapał opierając się o szafkę. Zmierzyłam przepraszającym spojrzeniem mojego brata, udając się w stronę podjazdu. Niepewnie szarpnęłam za klamkę i stanęłam w oko z oko z... Chanem.
-Chan?!- krzyknęłam zaskoczona rzucając się na szyję Japończyka. Chłopak zaśmiał się głośno okręcając mnie kilka razy wokół własnej osi.- Co ty tu robisz? Miałeś być w Rio!- oburzyłam się.
- Oj moja słodka małą blondyneczka... nic się nie zmieniłaś- powiedział ciągnąc mnie za włosy.- Usłyszałem, że miałaś wypadek... A w Rio byłem pół roku temu... Teraz na oku mam Tokio- szepnął mi do ucha, a ja mimowolnie się zaśmiałam.
-Skretyniały idiota- podsumowałam odwracając się do niego plecami.- Wezmę kluczyki do auta i możemy iść.- zawołałam przez ramię wpadając do salonu i zbierając klucze. Niall'a już tutaj nie było. Ciekawa jestem, co chciał mi powiedzieć? Gdyby nie Li...
     Pokręciłam głową wychodząc ponownie przed dom i chwytając chłopaka za rękę. Zaprowadziłam go w stronę garażu, naciskając jeden z guziczków. Drzwi automatycznie zaczęły się podnosić, a ja nie czekając, aż uniosą się na odpowiednią wysokość, kucnęłam i przeszłam pod nimi. Chan zrobił dokładnie to samo. 
- Na litość boską!- zawołał zauważając moje auto. Niepewnie do niego podszedł oglądając je z każdej strony.- Coś ty z nim zrobiła?!
- Skoczyłam przez most.- wzruszyłam ramionami opierając się o ścianę. Uważnie obserwowałam jak przyjaciel chodzi dookoła auta i niepewnie dotyka wszystkich uszkodzeń. Co jak co, ale wiedziałam, że Chan na pewno naprawi moje autko. To mistrz w swoim fachu. Wszystkie warsztaty w całej Anglii sie o niego biły, jednak on wolał otworzyć własny niż przechodzić do konkurencji. Z racji tego, że brał również udział w nielegalnych wyścigach, a policja siedziała mu na karku- nigdzie nie zatrzymywał się na stałe. Podróżował zwiedzając różne kraje, a z tego co słyszałam jego ostatnim celem było właśnie Rio. Jakim cudem nagle znalazł się w Irlandii? I skąd wiedział, że miałam wypadek?
- Powiedz, ze go naprawisz...- jęknęłam zasłaniając ręką oczy.
-Em... No nie wiem...- rzucił otwierając przednie drzwi. Zawiasy nie wytrzymały... co skutkowało ich całkowitym odpadnięciem. Japończyk spojrzał na mnie z niedowierzaniem.- Radzę ci kupić nowe auto...
     Westchnęłam cicho podchodząc do niego. Wygląda na to, że muszę sprawić sobie nowy wóz... Już nigdy więcej nie skacze przez most!
- A teraz powiedz prawdę... Co robisz w Irlandii?- spojrzałam na niego badawczo. Chłopak podrapał się po karku, siadając na podłodze. Zrobiłam to samo- Chan...
- Zbliża się wyścig.- powiedział w końcu, a mnie oczy otworzyły się z zaskoczenia- Chcę cię wystawić...
     Czy on kurwa mać oszalał?!

*******

     Wściekły wyszyłem na zewnątrz, słysząc radosny krzyk Alison. Nie interesowało mnie, kogo zobaczyła za drzwiami. Bardziej interesowało mnie to, że nie zdążyłem powiedzieć Al, tego co zamierzałem. Miałem to zrobić jeszcze w Londynie, ale... nie było okazji. Albo leżała w szpitalu ratując mnie, albo ledwo wyszła z życiem od Ingrid... Nie chciałem jej bardziej dołować.
     Dzisiaj rano postanowiłem, że powiem jej prawdę, ale oczywiście... Liam musiał nam przerwać. Idealne, kurwa wyczucie czasu!
- Nie powiedziałeś jej...- zauważył Louis podchodząc do mnie.- Może lepiej będzie, ja ja to zrobię...
- Już miałem jej powiedzieć!- zawołałem siadając na krańcu basenu- Ale przylazł Liam i powiedział, że przyszedł mechanik do auta, no i wyszła do niego.
     Szatyn pokręcił głową zrezygnowany siadając obok mnie.
- Wiesz, że Al jest moją przyjaciółką?- zapytał nie patrząc na mnie. Skinąłem głową. Wszyscy wiedzieli, że blondynka najlepiej dogaduje się z szatynem. W sumie... to on nauczył ją grać na fortepianie... i na gitarze. To mogłem być ja... ale oczywiście wszystko spieprzyłem. Jak zwykle.- Niall... Ona musi wiedzieć. Nie daruje ci tego, jeżeli dowie się od kogoś innego. Media o tym trąbią na całym świecie, lada moment i dojdzie to do niej. Wścieknie się.
-Wiem...- szepnąłem mocząc nogi w zimnej wodzie basenu.
- Powiem jej dzisiaj.- zawołał szatyn podciągając się na nogi. - A ty... musisz się zrelaksować.- zawołał popychając mnie. Zsunąłem się z krawędzi basenu wpadając z głośnym wrzaskiem do wody. Zabije cię Louis!

**********

-Chan, nie taka była umowa...- warknęłam chodząc w kółko po garażu.- Nie mogę ryzykować. Jestem siostrą Niall'a Horana! Lada chwila media się o tym dowiedzą, a raczej wątpię, aby byli zadowoleni tym, gdyby dowiedzieli się, że brałam udział w wyścigu.
- Spokojna głowa, mała...- Japończyk podszedł do mnie i mocno chwycił za ramiona.- To będzie naprawdę twój ostatni wyścig. Przysięgam. Nie prosiłbym cię o to, gdyby nie było do zgarnięcia dużej sumy pieniędzy.
-Ile?- zapytałam patrząc prosto w jego ciemne oczy.
- Prawie sto patoli- szepnął, a ja mimowolnie się zachwiałam. Takie stawki zdarzają się raz na kilka lat. Najczęściej są wtedy, kiedy ściga się ktoś ważny.- Zrozum, jesteś najlepsza... Nie chcę wystawiać chłopaków. Prędzej czy później, któryś z nich coś spieprzy, a ty... jako jedyna dasz sobie radę.
     Odwróciłam się do niego plecami, chwytając końcówki swoich włosów. Nie chcę ryzykować. Zbyt dużo mam do stracenia.
- Nie, Chan- odezwałam się.- Nawet nie mam się czym ścigać. - wzruszyłam ramionami spoglądając na mój rozbity samochód. Cholera... szkoda lubiłam do auto. Dostałam go od rodziców i Niall'a. Właśnie... Niall. Wkurzy się, gdy zobaczy co z niego zostało.
- Zastanów się Al...- szepnął Chan.- Pracuje teraz w nowym warsztacie w centrum. Jeżeli będziesz chciała pogadać- tam mnie znajdziesz. Wyścig odbędzie się w piątek.
     Pokiwałam głową na znak, ze zrozumiałam i oparłam się o moje zniszczone auto.
- Co mam z nim zrobić?- westchnęłam cicho, patrząc w podłogę.
-Odholuje go...- zaoferował się chłopak, a po chwili wybiegł z garażu. Oparłam się o maskę, albo o coś co wyglądało jak maska i zamknęłam oczy. Propozycja Chana nie była mi na rękę, ale do zgarnięcia jest sto patoli... Nie mogę odpuścić takiej szansy. Za wygraną, będę mogła kupić sobie nowy samochód... A jeżeli dobrze pójdzie, nikt nie połączy mnie z One Direction.
-Alison! Wszędzie cię szukałem!- usłyszałam głos Lou i momentalnie otwarłam oczy. Przede mną stał szatyn, uważnie skanując moje auto.- Co ty z nim zrobiłaś?!- krzyknął widząc leżące drzwi.
- Chan oglądał czy da się coś naprawić...- mruknęłam kopiąc leżące drzwi- Aż w końcu odpadły. Musze kupić nowe auto...
- Grabisz sobie, grabisz...- zaśmiał się spoglądając na mnie. Przewróciłam oczami mając nadzieję, że w końcu powie, dlaczego mnie szukał.
- Więc? Co chciałeś?- spojrzałam na niego. Momentalnie spoważniał, a radosny uśmiech zniknął z jego twarzy, Zmarszczyłam brwi. Co jest?
- Musimy pogadać...- rzucił w końcu, chwytając mnie za nadgarstek i ciągnąc w stronę domu.




***********
Możecie zacząć mnie zabijać xD
Odcinek nie sprawdzany + za chwilę dodam nowych bohaterów w zakładce ''Bohaterowie''


10 komentarzy = next!

12 komentarzy:

  1. super <3
    Czekam na next :)
    Zapraszam do mnie http://opowiadanie-tom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny ♥
    Czekam na nexta.
    @mysweetiejade

    OdpowiedzUsuń
  3. BOOOM!! You 're dead.
    Rozdział świetny, ale już chcę nowy xD

    OdpowiedzUsuń
  4. O co chodzi? Co on chce jej powiedzieć? Nie wytrzymam tego napięcia. :P
    A tak wgl to super ten rozdział. :) Nie mogę się doczekać następnego. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny rozdzial :) czekam na nastepny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham kocham kochaam!!! *-*
    Tak bardO kocham tevo bloga ohhh!!!! <3
    Czekam na nexta :*
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  7. KOLEJNY! Jest już 11! Kocham! "3

    OdpowiedzUsuń